Logowanie/Rejestracja

Szukaj książek


Szukaj treści



Czat
Jako niezalogowany oblicz: 7+9:

Ostatnio odwiedzający
♂rafar ()
Natalka12pd ()
♀edyta ()
♀anjax8 ()
kulmarador@o2.pl ()
♀silverraven ()
oraz 4875 niezalogowanych...
Zaprzyjaźnione serwisy
|

Fiedler Arkady

Dodany przez system ()

Komentarze

W tej chwili jest dodany żaden komentarz
Dodaj komentarz Dodaj książkę tego autora

Dzieła autora

Biały Jaguar Biały Jaguar
Bichos, moi brazylijscy przyjaciele Bichos, moi brazylijscy przyjaciele
Dywizjon 303 Dywizjon 303
Dziękuję ci, kapitanie Dziękuję ci, kapitanie
Dzikie banany Dzikie banany
Gorąca wieś Ambinanitelo Gorąca wieś Ambinanitelo
I znowu kusząca Kanada I znowu kusząca Kanada
Jutro na Madagaskar Jutro na Madagaskar
Kanada pachnąca żywicą Kanada pachnąca żywicą
Kobiety mej młodości Kobiety mej młodości Kobiety mej młodości
Madagaskar, okrutny czarodziej Madagaskar, okrutny czarodziej
Mały Bizon Mały Bizon
Motyle mego życia Motyle mego życia
Mój ojciec i dęby Mój ojciec i dęby
Nowa przygoda: Gwinea Nowa przygoda: Gwinea
Orinoko Orinoko
Piękna, straszna Amazonia Piękna, straszna Amazonia
Przez wiry i porohy Dniestru Przez wiry i porohy Dniestru
Radosny ptak Drongo Radosny ptak Drongo
Rio de Oro Rio de Oro
Ryby śpiewają w Ukajali Ryby śpiewają w Ukajali
Spotkałem szczęśliwych Indian Spotkałem szczęśliwych Indian
Wiek męski - zwycięski Wiek męski - zwycięski
Wśród Indian Koroadów Wśród Indian Koroadów
Wyspa kochających lemurów Wyspa kochających lemurów
Wyspa Robinsona Wyspa Robinsona
Zdobywamy Amazonkę Zdobywamy Amazonkę
Zwierzęta mego życia Zwierzęta mego życia
Zwierzęta z lasu dziewiczego Zwierzęta z lasu dziewiczego
Żarliwa wyspa Beniowskiego Żarliwa wyspa Beniowskiego
Znasz inne książki tego autora? zarejestruj się, aby móc budować treść serwisu

Tagi, jakimi są określane książki autora

Cytaty autora

Dywizjon 303, ♀Aleksandra0709 ()
Wszyscy to wiedzieliśmy, wszyscy to przeżywaliśmy, a jednak trzeba było to sobie wyraźnie i jeszcze raz uprzytomnić: lato 1940 roku było straszne. Straszne dla wszystkich ludzi dobrzej woli. Wtedy, w owym lipcu, nie śpiewały ptaki, nie pieściło ich słońce, nie dla nich był nawet spokojny chleb, w pocie czoła zdobyty. Cała wolna jeszcze ludzkość przecierała sobie przerażone oczy i budziła się jakby z koszmarnego snu do jawy, która miała być również koszmarem, tylko jeszcze posępniejszym. Światem wstrząsały niebywałe dotychczas dreszcze, serca miliarda ludzi tłukły się w najgorszym przeczuciu, w niepokoju, w rozpaczy, w zwątpieniu. Wszyscy ludzie, wszyscy – i ten u góry, i ten na dole, i wrażliwy, i ociężały, i cockney nad Tamizą, i kaboko w Brazylii, i górnik w Pensylwanii, i hodowca w Australii, i plantator na Jawie – wszyscy, jakby porażeni, tracili nadzieję. Oczekiwali ostatecznej klęski. Klęski już nie tylko wielkiej Brytanii, ostatniego wolnego bastionu Aliantów za Zachodzie Europy, lecz całego ucywilizowanego świata. I nie byli ani pod wpływem wrogiej propagandy, ani piątej kolumny; mieli inne źródła zwątpienia: fakty. Nagie fakty. Żelazną wymowę faktów.