Logowanie/Rejestracja

Szukaj książek


Szukaj treści



Czat
Jako niezalogowany oblicz: 2*1:

Ostatnio odwiedzający
♂rafar ()
♀edyta ()
♀anjax8 ()
oraz 1642 niezalogowanych...
Zaprzyjaźnione serwisy
|

Andersen Hans Christian

Dodany przez system ()

Komentarze

W tej chwili jest dodany żaden komentarz
Dodaj komentarz Dodaj książkę tego autora

Dzieła autora

Bałwan ze śniegu Bałwan ze śniegu Sneemanden
Baśnie Baśnie Eventyr og historier
Baśń mojego życia Baśń mojego życia
Brzydkie kaczątko Brzydkie kaczątko
Bzowa Babuleńka Bzowa Babuleńka Hyldemoer
Calineczka Calineczka Tommelise
Co ojciec czyni, jest zawsze słuszne Co ojciec czyni, jest zawsze słuszne Hvad Fatter gjør, det er altid det Rigtige
Co się zdarzyło ostowi Co się zdarzyło ostowi Hvad Tidselen oplevede
Igła do cerowania Igła do cerowania Stoppenaalen
Imbryk Imbryk
Janek – kaleka Janek – kaleka
Kalosze szczęścia Kalosze szczęścia Lykkens Kalosker
Kogucik podwórzowy i kogucik na dachu Kogucik podwórzowy i kogucik na dachu Gaardhanen og Veirhanen
Krzesiwo Krzesiwo
Księżniczka na ziarnku grochu Księżniczka na ziarnku grochu
Która z róż była najszczęśliwsza? Która z róż była najszczęśliwsza?
Latający kufer Latający kufer Den flyvende Kuffert
Len Len Hørren
Mała Syrenka Mała Syrenka Den lille Havfrue
Opowiadanie z diun Opowiadanie z diun En Historie fra Klitterne
Ostatnia perła Ostatnia perła Den sidste Perle
Pewna wiadomość Pewna wiadomość Det er ganske vist!
Słowik Słowik Nattergalen
Szyjka od butelki Szyjka od butelki Flaskehalsen
Świniopas Świniopas Svinedrengen
Talizman Talizman Talismanen
Zupa z kołka od kiełbasy Zupa z kołka od kiełbasy Suppe paa en Pølsepind
Znasz inne książki tego autora? zarejestruj się, aby móc budować treść serwisu

Tagi, jakimi są określane książki autora

Cytaty autora

Zupa z kołka od kiełbasy, ♀Aleksandra0709 ()
Gdy się jest poetą, potrafi się ugotować zupę nawet z patyka.
Szyjka od butelki, ♀Aleksandra0709 ()
Obcego języka nie można się nauczyć stojąc na strychu, nawet przez dwadzieścia lat.
Brzydkie kaczątko, ♀Aleksandra0709 ()
Wtem spoza gęstych krzaków naprzeciwko wypłynęły trzy wielkie wspaniałe łabędzie. Rozpostarły białe skrzydła niby żagle i płynęły lekko po błękitnej wodzie, z szyją wygiętą wdzięcznie i wzniesioną głową, spokojne, dumne i majestatyczne.

Na ten widok dziwny smutek i tęsknota ogarnęły biedne kaczę. Oto królewskie ptaki, które raz widziało i ukochało tak silnie od razu.

— Popłynę do nich — pomyślało nagle — niech mnie zabiją za moje zuchwalstwo, że śmiem zbliżyć się do nich, tak potwornie brzydki. Niech mnie zabiją! Wszystko mi już jedno. Lepiej być zabitym przez te cudne ptaki, które kochać muszę, niż szczypanym przez kaczki, dziobanym przez kury, potrącanym i odpychanym przez wszystkie zwierzęta i ludzi. O lepiej, lepiej umrzeć!

I tak popłynęło naprzeciw łabędzi, które, ujrzawszy przybysza, potężnie zaszumiały skrzydłami i skierowały się prosto ku niemu.

— Zabijcie mnie! — zawołało brzydkie kaczę i pochyliło głowę, oczekując śmierci.

Ale cóż to? Cóż widzi w zwierciadlanej fali? Wszakże to jego obraz? Jego własny! Jego! To już nie brudnoszare, brzydkie i niezgrabne kaczę, to łabędź biały! Kaczę stało się łabędziem!

Chociaż się urodziło pomiędzy kaczkami, lecz z łabędziego jaja, więc i ono także łabędziem stać się musiało koniecznie.

W tej jednej chwili zapomniało nagle o nędzy, o cierpieniach, czuło się tylko szczęśliwe niezmiernie i po raz pierwszy radośnie witało świat piękny, życie i braci łabędzi, które pływały wkoło, oglądając towarzysza i pieszczotliwie głaszcząc go dziobami.

Kilkoro dzieci wbiegło do ogrodu i zaczęło z brzegu rzucać w wodę bułki i smaczne ziarnka. Wtem jeden chłopczyk zawołał:

— Nowy łabędź nam przybył! Nowy łabędź!

Inne dzieci także zaczęły klaskać w ręce i skakać, powtarzając:

— Łabędź nam przybył! Łabędź! Jaki śliczny! Najpiękniejszy, najpiękniejszy!

I rzucały ciastka i bułkę do wody, sprowadziły rodziców i wszyscy przyznali, że nowy łabędź był najpiękniejszy ze wszystkich.

Stare łabędzie pokłoniły mu się z dobrocią i uznaniem.

Wtedy zawstydzony i wzruszony razem, ukrył głowę pod skrzydło, nie wiedząc, co począć. Czuł się tak bardzo, tak bardzo szczęśliwym! Myślał o tym, jak niedawno i jak długo cierpiał z powodu swej brzydoty, jak nie miał nikogo, kto by chciał być jego bratem, przyjacielem, a teraz — bratem jest ptaków królewskich, jak one piękny, może najpiękniejszy! Świat cały zdaje się śpiewać pochwały jego piękności, czeremcha przesyła mu słodki zapach, słońce promienie złote, woda go pieści dotknięciem, przyjaźnie odbija jego obraz. O, jak miłe jest życie!

Rozpostarł skrzydła, które zaszumiały głośno, podniósł do góry szyję wdzięcznym ruchem i z głębi serca zawołał radośnie:

— Nie marzyłem o takim szczęściu — nie marzyłem!
Więcej