Logowanie/Rejestracja

Szukaj książek


Szukaj treści



Czat
Jako niezalogowany oblicz: 3*2:

Ostatnio odwiedzający
Oliwia gral ()
♀anjax8 ()
♂rafar ()
♀edyta ()
♀wai ()
oraz 2723 niezalogowanych...
Zaprzyjaźnione serwisy
|

Makuszyński Kornel

Dodany przez system ()

Komentarze

W tej chwili jest dodany żaden komentarz
Dodaj komentarz Dodaj książkę tego autora

Dzieła autora

Awantura o Basię Awantura o Basię
Awantury arabskie Awantury arabskie
Bezgrzeszne lata Bezgrzeszne lata Bezgrzeszne lata
Dziewięć kochanek kawalera Dorna Dziewięć kochanek kawalera Dorna
Kartki z kalendarza Kartki z kalendarza
O dwóch takich, co ukradli księżyc O dwóch takich, co ukradli księżyc
Panna z mokrą głową Panna z mokrą głową
Przyjaciel wesołego diabła Przyjaciel wesołego diabła
Słońce w herbie Słońce w herbie
Szaleństwa panny Ewy Szaleństwa panny Ewy
Szatan z siódmej klasy Szatan z siódmej klasy
Złamany miecz Złamany miecz
Znasz inne książki tego autora? zarejestruj się, aby móc budować treść serwisu

Tagi, jakimi są określane książki autora

Cytaty autora

Kartki z kalendarza, ♀Aleksandra0709 ()
Byle idiota potrafi żyć, mając pieniądze, a sztuką wspaniałą i bohaterską jest żywot bez pieniędzy.
Bezgrzeszne lata, ♀Aleksandra0709 ()
Czy też pamiętasz, stary mój zegarze,
Jak w słońce twojej tarczy patrzył żak
I marzył o tym, o czym ja dziś marzę?
Pamiętasz jeszcze?
O, tak, o tak, o tak!
Ode dnia do dnia, od chwili do chwili
Żyliśmy życiu mądremu na wspak,
Godziny marły, a myśmy liczyli
Szczęście na wieczność...
O, tak, o tak, o tak!
Szatan z siódmej klasy, ♂bart ()
- Na Boga! Co się stało? - spytała z trwożnym zdumieniem pani Gąsowska, kiedy nagle w połowie śniadania cichy zawsze pan profesor począł się drzeć jak opętany.
Wszyscy spojrzeli na niego z zatroskaniem, można bowiem było przypuścić, że czcigodny historyk postradał nagle zmysły. A on na nic nie zważając potężnym wrzaskiem trwożył przyrodę utkwiwszy spojrzenie w jeden punkt. Ponieważ śniadanie spożywano na ganeczku przed domem, więc wszyscy zwrócili oczy w stronę bramy, tam bowiem rozkrzyczany profesor ujrzał coś, o czym całemu oznajmiał światu.
- Adaś idzie! - zawołała panna Wanda i porzuciwszy dary boże pobiegła jak sarna.
- Ona go jeszcze pocałuje... - szepnęła ze strachem pani Gąsowska widząc serdeczne powitanie.
- A cóż by w tym było złego? - rzekł profesor głosem już jako tako ludzkim. - Hej, chłopcy, prędzej tu do nas!
- "Ach, co widzę - tu śniadanie!" - mówił Adaś, z radosnym rżeniem wygłaszając wiersz Papkina z "Zemsty". - Staszek, do roboty!
Najpierw jednakże odbyło się powitanie wzruszające i rozrzewniające, zanim młodość poczęła pożerać razowy chleb, który wydaje zapach ziemi najpiękniejszy. Pani Gąsowska patrzyła z rozczuleniem dobrej kobiety, która by wszystką młodość świata pragnęła przytulić do serca. "Były matematyk" pomrukiwał z zadowoleniem grzejącego się na słońcu niedźwiedzia, tym zaś bliższe prawdy było to porównanie, że w głębokiej misie złocił się na stole miód, złota krew lata... Fiołkowe oczy panny Wandy pociemniały i zwilgotniały. "Czemu ta dziewczyna ciągle płacze? - pomyślał profesor. - Dziwnym stworzeniem jest kobieta! Smutno jej było - płakała, teraz znowu płacze, bo jej wesoło. Jest to ponad rozumne pojęcie, że dwa odmienne uczucia kobieta umie tym samym wyrażać sposobem..."
Adaś opowiadał nadzwyczajne historie, słuchano go zaś w głębokim milczeniu.
- Mamy wielkie nowiny! - ogłaszał donośnym głosem. - Bardzo wielkie nowiny... Udało mi się poczynić niezwykłe odkrycie... Żadnej w tym nie ma mojej zasługi, gdyż więcej zdziałał przypadek. Nie jestem jeszcze pewny, lecz prawie pewny! Jeśli moje obliczenia nie zawiodły, mogę powiedzieć, że wielka tajemnica napoleońskiego oficera zostala wyjaśniona.
- Mów ciszej, młodzieńcze! - ostrzegł go "były matematyk". Adaś jednakże w zapale nie zwrócił wcale uwagi na roztropną przestrogę, gdyż mówił coraz głośniej:
- Znalazłem nowe dokumenty, o których istnieniu nikt nie wiedział.
- Gdzie je znalazłeś? - zapytał profesor.
- Podczas mojej wędrówki. Nie będę opowiadał jak i gdzie, bo to nie ma znaczenia. Proszę państwa! Ja wiem, w którym miejscu napoleoński oficer zakopał to, co przyniósł ze sobą spod Moskwy.
- Nie może być! - zawołał profesor. - A może wiesz, co z sobą przyniósł?
- Tego wiedzieć nie mogę. Dzisiaj o zmierzchu będziemy o wszystkim wiedzieli.
- Czemu dopiero o zmierzchu?
- Jasny dzień nie sprzyja podobnym sprawom. O zachodzie słońca poproszę panów, aby zechcieli udać się ze mną. Panie, niestety, będą musiały pozostać. Czeka nas robota gruba i ciężka.
Rzuciwszy rozpaloną pochodnię w łatwopalną słomę wyobraźni, skłonił się wdzięcznie i mrugnąwszy lewym okiem na adiutanta, Staszka Burskiego, zniknął z pola widzenia. Powiódł przyjaciela do swojej izdebki na tajną naradę.
- Widziałeś co? - zapytał cicho.
- Patrzyłem za każdy krzak i za każde drzewo, ale nikogo nie widziałem.
- Nadaremnie zrywałem sobie gardło - mówił Adaś w zamyśleniu. - Do wieczora jednak daleko... Jak myślisz? Czy wiedzą już, że tu jesteśmy?
- Trudno na to odpowiedzieć. Nasza warta w obozie też niczego nie zauważyła, ale to nie jest żaden dowód. Jestem pewny, że jeżeli dotąd nas nie wyśledzili, wyśledzą nas w najbliższym czasie. To nie jest wielka sztuka... Uf! Ale jestem śpiący!
- Ja też. Noc była pracowita... Spać jednak nie będę, bo mam pełną głowę i muszę myśleć. Ty możesz się przespać, ale śpij z otwartymi oczami.
- To dobre dla zająca! - westchnął Staszek. - Dokąd się wybierasz?
- Znikam, bo mi będziesz chrapaniem przeszkadzał w zamyśleniu.
Więcej