Logowanie/Rejestracja

Szukaj książek


Szukaj treści



Czat
Jako niezalogowany oblicz: 2-5:

Ostatnio odwiedzający
♂rafar ()
♀edyta ()
oraz 1498 niezalogowanych...
Zaprzyjaźnione serwisy
Żyrandole sklep |

Musierowicz Małgorzata

Kraj pochodzenia: Polska
Dodany przez system ()

Komentarze

W tej chwili jest dodany żaden komentarz
Dodaj komentarz Dodaj książkę tego autora

Dzieła autora

Brulion Bebe B. Brulion Bebe B.
Całuski pani Darling Całuski pani Darling
Córka Robrojka Córka Robrojka
Czarna polewka Czarna polewka
Czerwony helikopter Czerwony helikopter
Dziecko piątku Dziecko piątku
Feblik Feblik
Frywolitki, czyli ostatnio przeczytałam książkę Frywolitki, czyli ostatnio przeczytałam książkę
Hihopter Hihopter
Ida sierpniowa Ida sierpniowa
Imieniny Imieniny
Język Trolli Język Trolli
Kalamburka Kalamburka
Kłamczucha Kłamczucha
Kwiat kalafiora Kwiat kalafiora
Łasuch literacki Łasuch literacki
Małomówny i rodzina Małomówny i rodzina
Noelka Noelka
Nutria i Nerwus Nutria i Nerwus
Opium w rosole Opium w rosole
Pulpecja Pulpecja
Sprężyna Sprężyna
Szósta klepka Szósta klepka
Tygrys i Róża Tygrys i Róża
Tym razem serio Tym razem serio
Wnuczka do orzechów Wnuczka do orzechów
Znajomi z zerówki Znajomi z zerówki
Żaba Żaba
Znasz inne książki tego autora? zarejestruj się, aby móc budować treść serwisu

Tagi, jakimi są określane książki autora

Cytaty autora

Żaba, ♀Aleksandra0709 ()
Ciocia, której nie łączyło ścisłe pokrewieństwo z Żeromskim, była ogniście rudą, bardzo szczupłą pieguską około czterdziestki. Dostępu do niej broniła zażywna pielęgniarka, ale Żeromski pokonał tę przeszkodę w jednej chwili i już byli w gabinecie, gdzie pani doktor siedziała za biurkiem odziana w kusy kitelek, z przeciwnej strony blatu wystawiając bardzo zgrabne nogi. Jej przenikliwie zielone oczy spojrzały ku wejściu tak, jakby w nich miała zoom oraz migawkę.
– O. Który to z was? – zadała zaskakujące pytanie.
– To ja – rzekł Żeromski. – Piotr.
– Ach, Piotr. Pogorszyło ci się?
Pogorszyło mu się bez wątpienia, drwiąco pomyślała Żaba, podczas gdy jej obecny opiekun i protektor odparł pogodnie:
– Skąd ciociu. Krople pomogły. Wszystko mi w nosie wyschło na wiór. Jak zwykle przyprowadziłem cioci pacjentkę, reklamuję Medikulus, gdzie się da. Ale proszę potraktować ją ulgowo, bo to ja ją wepchnęłem pod malucha.
– Ach, tak?
– Tak. Sama by tego przenigdy nie zrobiła, jest doskonale wychowana.
– To pewne, że samej siebie nie wepchnęłaby pod malucha – zakpiła pani doktor, strzelając w niego skośnym spojrzeniem. – Ale gdybym chciała leczyć za darmo wszystkie twoje ofiary, nie miałabym na chleb. Halo, siadaj!!! – tu złapała za łokieć Żabę, która, obrażona i zła, już leciała do wyjścia, kapiąc krwią po płytach posadzki.
– Żartuje. Otwieraj usta – to rzekłszy, zalała oczy pacjentki białym światłem lampy bezcieniowej. – Kolanami zajmiemy sią za chwilę. Rękę też masz otartą. A pani kim jest?
Zagadnięta w ten sposób pani Sznytek wyjawiła, kim jest.
– Ach, nauczycielką – złowróżbnie powtórzyła pani doktor. – Mam syna w szkole podstawowej. A więc, jak rozumiem, w pani obecności uczennica wpadła pod samochód?
– Jaki samochód? – zdziwiła się szczerze pani Sznytek.
Żeromski wyprodukował ostrzegawcze spojrzenie i zrobił znaczący grymas.
– Nie, nie, ciociu, absolutnie nie, pani dopiero nadbiegła, kiedy uczennica – cóż, nie wpadła, nie wpadła, tylko upadła, upadła, tak, dobrze mówię, upadła w pobliżu małego fiata. Trudno upaść na jezdni nie będąc zarazem w pobliżu jakiegoś pojazdu. To samochód sobie jedzie, to znów jakiś rowerek... pojazdy inwalidzkie...
– Żeromski! Ty mi jeszcze opowiesz, jak było naprawdę! – przejrzała go pani Sznytek.
– Ależ po co – uprzejmie odparł jej uczeń. – Są sytuacje, do których lepiej nie wracać pamięcią. Zresztą, nic poważnego się nie stało. Prawda, ciociu?
Całuski pani Darling, ♀Aleksandra0709 ()
Gotowanie jest wesołą, kolorową, przyjazną sztuką.
Czarna polewka, ♀Aleksandra0709 ()
– Hej! – przerwała mu, trzeźwo i bez ceregieli, rzeczowa jak zwykle Róża, której na dźwięk słowa \"odpowiedzialność\" przyszło do głowy ściśle określone podejrzenie. – Czy mój dziadek cię zdołował?
– Skąd wiesz? – wyrwało się jej ukochanemu. – Nie, nie, absolutnie.
A więc miała rację.
– Powiedz mi zaraz, jaki był finał rozmowy! – zażądała. – No? Konkluzja!
– E–zastanowił się Fryderyk. – Nie, chyba ci nie powiem.
Róża położyła mu ręce na uszach. – Patrz mi w oczy! – nakazała. – I odpowiadaj! Co dziadek powiedział na zakończenie?
Fryderyk uciekł spojrzeniem w bok, ale przywołała go do porządku, ciągnąc za ucho.
– No?
– Powiedział: czarna polewka – wypłynęło z niego ochrypłym szeptem. – No widzisz? Zmartwiłaś się – dodał, patrząc na nią z troską. – I masz wypieki.
Róży rzeczywiście zrobiło się gorąco.
– W jakim sensie czarna? – spytała bez tchu. – W dosłownym?
– \"Nie ma zgody! Czarna polewka! Czarna polewka!\" – zacytował Fryderyk, kręcąc głową. – Widzisz tu coś mało dosłownego?
– Ale co ty mu właściwie powiedziałeś? Czym go tak rozjuszyłeś?
– Ja – jego?! – zaprotestował Fryderyk. – Powiedziałem mu tylko, że na pewno się z tobą ożenię. Odpowiedź już znasz.
– O mamusiu – zdenerwowała się Róża.
– No, właśnie. Wiem, oczywiście, co go tak oburza: to, że u nas wydarzenia biegną, no... w nie całkiem tradycyjnej kolejności. I w nie zupełnie tradycyjny sposób.
– Można to tak ująć – zgodziła się Róża, nadal wyraźnie zmartwiona.
– Ale, ostatecznie, nie kolejność ma tu znaczenie i nawet nie tradycja. Miłość ma znaczenie. I dobra wola. Życie ma znaczenie. A ono jest trudne.
– Babci, oczywiście, nie było przy rozmowie?
– Zgadłaś.
– I co teraz? – bezradnie spytała Róża, łamiąc ręce. – Skoro dziadzio już coś powiedział, będzie przy tym obstawał do upadłego. Och, przewiduję kłopoty.
Więcej