Logowanie/Rejestracja

Szukaj książek


Szukaj treści



Czat
2018-12-11 19:04:35
Anonim
Enter
Jako niezalogowany oblicz: 9+4:

Ostatnio odwiedzający
♀anjax8 ()
♂rafar ()
♀edyta ()
♀wai ()
oraz 2397 niezalogowanych...
Zaprzyjaźnione serwisy
Żyrandole sklep |

Musierowicz Małgorzata

Kraj pochodzenia: Polska
Dodany przez system ()

Komentarze

W tej chwili jest dodany żaden komentarz
Dodaj komentarz Dodaj książkę tego autora

Dzieła autora

Brulion Bebe B. Brulion Bebe B.
Całuski pani Darling Całuski pani Darling
Córka Robrojka Córka Robrojka
Czarna polewka Czarna polewka
Czerwony helikopter Czerwony helikopter
Dziecko piątku Dziecko piątku
Feblik Feblik
Frywolitki, czyli ostatnio przeczytałam książkę Frywolitki, czyli ostatnio przeczytałam książkę
Hihopter Hihopter
Ida sierpniowa Ida sierpniowa
Imieniny Imieniny
Język Trolli Język Trolli
Kalamburka Kalamburka
Kłamczucha Kłamczucha
Kwiat kalafiora Kwiat kalafiora
Łasuch literacki Łasuch literacki
Małomówny i rodzina Małomówny i rodzina
Noelka Noelka
Nutria i Nerwus Nutria i Nerwus
Opium w rosole Opium w rosole
Pulpecja Pulpecja
Sprężyna Sprężyna
Szósta klepka Szósta klepka
Tygrys i Róża Tygrys i Róża
Tym razem serio Tym razem serio
Wnuczka do orzechów Wnuczka do orzechów
Znajomi z zerówki Znajomi z zerówki
Żaba Żaba
Znasz inne książki tego autora? zarejestruj się, aby móc budować treść serwisu

Tagi, jakimi są określane książki autora

Cytaty autora

Kwiat kalafiora, ♀Aleksandra0709 ()
Nie ma nic przykrzejszego niż rozmowa z kimś, kto nie chce uczestniczyć w obsmarowywaniu bliźniego.
Tygrys i Róża, ♀Aleksandra0709 ()
– A kto powiedział, że ma być lekko?! – żachnęła się Gabrysia. – Musisz przyjąć życie takie właśnie, jak przychodzi, po kolei wszystko – dobre i złe. Nieważne, czy boli. Nie o to chodzi. Chodzi o istotę sprawy.
– Czyli?... – chciała wiedzieć Nutria.
– O miłość – odpowiedziała Gabriela.
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
Pieróg zatrzymał się złowieszczo tuż pod parą wierzgających wojskowych butów z fosforyzującymi różowo sznurowadłami. (...) Mądrość i intuicja pedagogiczna nie zawiodły go.
– Obalcie mury, bracia! – zawyło ciało zwisające. – Obalcie mury!
(...) Zwisający na wyciągniętych ramionach kształt oberwał się nagle i z soczystym plaśnięciem gumowych podeszew wylądował na kamiennych płytach posadzki. Przed dyrektorem stała istota ludzka wolna od konwencji jak żadna inna. Cała szkoła wstrzymała dech. Pieróg zlustrował Bernarda od stóp do głów.
– Która klasa? – spytał lodowato, a od pytania tego, tyle już razy zadawanego w murach tej uczelni, większość uczniowskich pleców pokryła się odruchowo gęsią skórką. Cisza. Bernard z wesołym zainteresowaniem popatrzył Pierogowi prosto w twarz.
– Zawisnę wzrokiem na twych ustach, chcesz? – zaproponował przyjaźnie. Straszna cisza. Jęk koleżanki Jedwabińskiej, który, rzecz dziwna, zabrzmiał jak stłumiony, znerwicowany chichot, wyrwał dyrektora ze stanu osłupienia.
– Pytam, która klasa? – powtórzył.
– Klasa? – zdziwił się Bernard życzliwie. – Która klasa?
– To ja pytam, która klasa.
– Jakże chętnie bym ci, bracie, odpowiedział, która klasa, ale sam nie wiem, która klasa – wyjaśnił mu ciepło Bernard, oglądając z bliska dygnitarskie oblicze jak cenny relikt epoki, która właśnie odchodzi. – Społeczna? Inwalidzka? Zawodowa? Jeśli mam całkowicie szczerze określić moje uczucia, to muszę wyznać, że nie jestem pewien, do której klasy należę, a nawet – czy w ogóle kiedykolwiek należałem do jakiejkolwiek, gdyż, jako istota wolna od konwencji, unikam jak ognia przynależności do czegokolwiek, chyba że masz na myśli, bracie, klasę szkolną.
– Tak – rzekł Pieróg, który już na początku przemowy Bernarda poczerwieniał jak przed atakiem apopleksji, a obecnie wyglądał jak w trakcie ataku. – To właśnie miałem na myśli, nieprawda. Która klasa?
Bernard zaśmiał się i ojcowskim gestem położył Pierogowi rękę na ramieniu.
– Posłuchaj, mężczyzno z podbródkiem – powiedział. – Przynależności do klas szkolnych również unikałem jak ognia. Było to jednak w swoim czasie. Dziś, nie jestem pewien, ale gdyby mi kto zaproponował jednak powrót do liceum – cóż, zapewne uciekłbym z krzykiem człowieka słusznie rozjuszonego.
Tłum gęstniał tak szybko, cicho i przerażająco, że Pieroga naszły klaustrofobiczne duszności.(...) W błysku intuicji dyrektorskiej Pieróg pojął, że dalsza wymiana zdań z brodatym indywiduum uwłacza jego dyrektorskiej godności i nawet skończyć się może jakąś niebezpieczną porażką o historycznych wymiarach.
Więcej