Logowanie/Rejestracja

Szukaj książek


Szukaj treści



Czat
Jako niezalogowany oblicz: 5-0:

Ostatnio odwiedzający
♂rafar ()
♀edyta ()
oraz 3159 niezalogowanych...
Zaprzyjaźnione serwisy
chwilówki chwilówki |

Musierowicz Małgorzata - cytaty

Szósta klepka, ♀Aleksandra0709 ()
Los puka do drzwi na różne sposoby. Niekiedy odbywa się to rozgłośnie w pełni dramatycznie – niekiedy zaś cicho i podstępnie.
Kłamczucha, ♀Aleksandra0709 ()
Wielkie historie miłosne mogą nie mieć końca. Ale co muszą mieć nieodzownie – to początek.
Opium w rosole, ♀Aleksandra0709 ()
Uśmiech bywa aktem męstwa, smutek to słabość i postawa zbyt wygodna. Być radosnym i dobrym, kiedy świat jest smutny i zły, to mi dopiero odwaga.
Szósta klepka, ♀Aleksandra0709 ()
– Ja nie jestem głodny! – zawiadomił świat Bobcio, mrugając oczkami i wydymając różowe usteczka. – Zjem tylko trochę marchewki, w marchewce jest witamina M.
– A w kotlecie witamina K – powiedziała przebiegle ciocia Wiesia. Bobcio miał hysia na temat witamin, co należało inteligentnie wykorzystać.
– Co za mania jakaś – naigrawał się ojciec Cesi. – Czy kto widział kiedy witaminę?
– Ja widziałem! – ofuknął go Bobcio, srogo marszcząc jasne brewki. – Była zielona i łaziła po talerzu.
– Duża była, mniej więcej? – dopytywał się Żaczek, zachowując całkowitą powagę.
– O, taka – pokazał Bobcio. – Tu miała takie kropki. Wyglądała bardzo zdrowo.
– Nie może być.
– Powiedziała mi, że jak nie zjem sałaty, to nigdy nie zostanę strażakiem pożarnym.
– O Boże – powiedział Żaczek. – To byłoby tragiczne.
– Tragiczne – powtórzyło dziecko, lubując się nowym słowem. – Tragiczne, psiakrew.
Szósta klepka, ♀Aleksandra0709 ()
Wejścia Cesi prawie nie zauważono.
– ... i moje najlepsze, angielskie kalki! – ojciec Cesi kończył właśnie akt oskarżenia. – Co ty sobie właściwie myślałeś, Bobek?
– Myślałem sobie właściwie, że fajnie się palą – odpowiedział chłopczyk prawdomównie.
– Ale dlaczego właśnie kalki?
– Sam je palisz – wytknął Bobcio wujowi.
– Ale zużyte! Rozumiesz?
– Rozumiem – zgodził się Bobcio wpijając w wuja wierne i uczciwe spojrzenie.
– A firanki, firanki, panie tego?! – wtrącił ochryple dziadek. – Od firanek zazwyczaj zaczyna się...
– Pożar! – krzyknął Bobcio, który był dzieckiem mądrym i domyślnym.
Dziadek irytował się, kiedy mu przerywano lub, co gorsza, pozbawiano jego wypowiedzi puenty.
– Cicho bądź, smarkaczu! Czegoś to taki wesoły, hę?
– Bobeczku – wtrąciła mama Żakowa swoim ciepłym altem. – Czy ty się wcale nie boisz?
– A czego?
– Kary. Za ten pożar.
Bobcio zastanowił się głęboko, starając się wniknąć w samego siebie.
– Nie za bardzo – wyznał wreszcie.
– On sobie z nas bimba! – warknął dziadek.
– Hi, hi! – wyrwało się Bobciowi.
Cesia usiadła ze znużeniem przy wielkim stole.
– A co się właściwie stało?
– Bobcio usiłował w nocy podpalić dom – rąbnął ojciec.
– Aha – mruknęła Celestyna bez zdziwienia.
Kłamczucha, ♀Aleksandra0709 ()
– Czy biedronka ma uszy? – spytała Romcia, celując palcem wskazującym w Anielę.
Zaskoczona Aniela przyjrzała się dokładnie stworzeniu, które stało tuż przed nią, czekając surowo na odpowiedź. Romcia miała błękitne oczy i wodziła nimi chłodno i obiektywnie po twarzy gościa.
– Nie wie – mruknął Tomcio, szturchając siostrę łokciem. – Tak też myślałem.
Od odpowiedzi najwyraźniej mogło wiele zależeć. Aniela zdecydowała się w jednej chwili.
– Biedronka nie ma uszu – odparła stanowczo. – Ale wcale tego nie żałuje. Gdyby miała uszy, zamęczyłby ją huk odrzutowców.
Dzieci spojrzały po sobie.
– Dobrze mówi.
– Dobrze. Sympatyczna, okulary ma.
– I zeza.
Kłamczucha, ♀Aleksandra0709 ()
Jedna panna drugiej pannie gotowała w wannie...
Kłamczucha, ♀Aleksandra0709 ()
Jedna krowa drugiej krowie przylała po głowie.
Kłamczucha, ♀Aleksandra0709 ()
Jedna lalka drugiej lalce odgryzła palce.
Kłamczucha, ♀Aleksandra0709 ()
Jedna myszka drugiej myszce deptała po kiszce.
Kwiat kalafiora, ♀Aleksandra0709 ()
Nie ma nic przykrzejszego niż rozmowa z kimś, kto nie chce uczestniczyć w obsmarowywaniu bliźniego.
Kwiat kalafiora, ♀Aleksandra0709 ()
Nie wolno mi przyjmować, że w pewnych okolicznościach zło nie jest złem.
Kwiat kalafiora, ♀Aleksandra0709 ()
Duma jest zawsze idiotycznym gestem, jeśli przyjąć punkt widzenia człowieka praktycznego.
Kwiat kalafiora, ♀Aleksandra0709 ()
W gruncie rzeczy wszyscy jesteśmy duże dzieci, mam tu na myśli naszą wieczną potrzebę akceptacji i nasz głód uczucia. Zauważ, że każdy z nas jest w pełni szczęśliwy, kiedy go pochwalą oraz kiedy kocha i jest kochany.
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
Pieróg zatrzymał się złowieszczo tuż pod parą wierzgających wojskowych butów z fosforyzującymi różowo sznurowadłami. (...) Mądrość i intuicja pedagogiczna nie zawiodły go.
– Obalcie mury, bracia! – zawyło ciało zwisające. – Obalcie mury!
(...) Zwisający na wyciągniętych ramionach kształt oberwał się nagle i z soczystym plaśnięciem gumowych podeszew wylądował na kamiennych płytach posadzki. Przed dyrektorem stała istota ludzka wolna od konwencji jak żadna inna. Cała szkoła wstrzymała dech. Pieróg zlustrował Bernarda od stóp do głów.
– Która klasa? – spytał lodowato, a od pytania tego, tyle już razy zadawanego w murach tej uczelni, większość uczniowskich pleców pokryła się odruchowo gęsią skórką. Cisza. Bernard z wesołym zainteresowaniem popatrzył Pierogowi prosto w twarz.
– Zawisnę wzrokiem na twych ustach, chcesz? – zaproponował przyjaźnie. Straszna cisza. Jęk koleżanki Jedwabińskiej, który, rzecz dziwna, zabrzmiał jak stłumiony, znerwicowany chichot, wyrwał dyrektora ze stanu osłupienia.
– Pytam, która klasa? – powtórzył.
– Klasa? – zdziwił się Bernard życzliwie. – Która klasa?
– To ja pytam, która klasa.
– Jakże chętnie bym ci, bracie, odpowiedział, która klasa, ale sam nie wiem, która klasa – wyjaśnił mu ciepło Bernard, oglądając z bliska dygnitarskie oblicze jak cenny relikt epoki, która właśnie odchodzi. – Społeczna? Inwalidzka? Zawodowa? Jeśli mam całkowicie szczerze określić moje uczucia, to muszę wyznać, że nie jestem pewien, do której klasy należę, a nawet – czy w ogóle kiedykolwiek należałem do jakiejkolwiek, gdyż, jako istota wolna od konwencji, unikam jak ognia przynależności do czegokolwiek, chyba że masz na myśli, bracie, klasę szkolną.
– Tak – rzekł Pieróg, który już na początku przemowy Bernarda poczerwieniał jak przed atakiem apopleksji, a obecnie wyglądał jak w trakcie ataku. – To właśnie miałem na myśli, nieprawda. Która klasa?
Bernard zaśmiał się i ojcowskim gestem położył Pierogowi rękę na ramieniu.
– Posłuchaj, mężczyzno z podbródkiem – powiedział. – Przynależności do klas szkolnych również unikałem jak ognia. Było to jednak w swoim czasie. Dziś, nie jestem pewien, ale gdyby mi kto zaproponował jednak powrót do liceum – cóż, zapewne uciekłbym z krzykiem człowieka słusznie rozjuszonego.
Tłum gęstniał tak szybko, cicho i przerażająco, że Pieroga naszły klaustrofobiczne duszności.(...) W błysku intuicji dyrektorskiej Pieróg pojął, że dalsza wymiana zdań z brodatym indywiduum uwłacza jego dyrektorskiej godności i nawet skończyć się może jakąś niebezpieczną porażką o historycznych wymiarach.
Noelka, ♀Aleksandra0709 ()
– O siódmej będzie tu Marek z rodziną – powiedziała histerycznie Ida. – Zróbcie coś ze sobą, rany Julek, żebyście choć przez dwie godziny wyglądali na ludzi normalnych. Dlaczego u innych ludzi zawsze wszystko gra i ojciec rodziny nigdy nie leży w Wigilię na podłodze owinięty brudnymi szmatami?!
Zaległa dość długa, bolesna cisza.
– Skąd wiesz? – spytał nagle ojciec Borejko z melancholią, w dwu palcach unosząc rąbek firanki i przypatrując się mu pod światło. – Może leży.
– Kto?... – zdziwiła się Ida.
– Ten ojciec – odparł ojciec.
– Jaki?!
– Ten owinięty brudnymi szmatami. U tych innych ludzi.
– Tato! – krzyknęła Ida. – Są chwile, kiedy ja cię nie pojmuję.
– Zdarza się – rzekł ojciec. – Bywa. To właśnie w takich chwilach dzieci postanawiają opuścić dom i rodziców i zakładają własne rodziny. Niby normalne. Jednakże pewną melancholią napawa mnie fakt, że osoba, której osobiście zmieniałem pieluchy, odchodzi ode mnie właśnie wtedy, gdy złamałem kręgosłup.
– Nie złamałeś, tato, kręgosłupa – powiedziała Ida przez zęby. – I nie wiem, co mają pieluchy do kręgosłupa. W ogóle, jeśli ja się znam na medycynie...
– Ja nie wiem, czy ty się znasz, Iduś – wtrącił ojciec łagodnie. – Otóż to. Nie jestem tego taki pewien. W tym sęk.
– Znam się! – wrzasnęła Ida.
– Ida, proszę się nie drzeć – zwrócił jej uwagę ojciec. – O cóż ci chodzi do prawdy. To ty użyłaś słowa JEŚLI, nie ja.
– Dobrze więc, otóż jeśli ja się znam na medycynie...
– A widzisz? – przyłapał ją triumfalnie ojciec. – JEŚLI! JEŚLI!
– ... to ty masz zwichnięcie kości ogonowej. Zobaczysz, doktor Kowalik tylko to potwierdzi. Niepotrzebnie go fatygujesz.
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
– Chciałbym cię pocałować – rzekł Marceli z samobójczą desperacją i zamknął oczy.
– Niestety to niemożliwe – odpowiedziała mu ona i dodała: – Zjadłam sporo tego ryżu i w ogóle... ja mam chyba bardzo dobrą przemianę materii.
– Świetną masz, świetną – zgodził się Marceli, którego myśl nie nadążała za myślą Patrycji, bo zakotwiczona była przy poprzednim temacie. – Dlaczego uważasz, że to niemożliwe?
– Możliwe, możliwe, że tusza mi nie grozi, skoro mam świetną przemianę materii – wywnioskowała Patrycja. – To idę do domu i coś sobie jeszcze schrupię przed zaśnięciem.
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
Dobro życia polega nie na jego długości, lecz na użytku z niego.
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
Nie chcę liczyć lat, które mi pozostały. Może jest ich za dużo. A może mało. Ale co roku o tej porze dziękuję Bogu za ciebie.
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
Oto jeszcze jeden rok odpłynął w mroki przeszłości. Żegnajcie, stare smutki. Witajcie, nowe smutki, nowe troski, nowe lęki i nowe rozczarowania.
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
Prawdziwy dar cechuje przede wszystkim bezinteresowność, która prześwieca przezeń w sposób symboliczny, jak przez kryształ.
Dziecko piątku, ♀Aleksandra0709 ()
Nie ten jest bogaty, kto dużo ma, tylko ten, kto dużo daje.
Nutria i Nerwus, ♀Aleksandra0709 ()
– Za pozwoleniem, moja droga – leniwie odezwała się Laura, która najwyraźniej miała z całej sceny mnóstwo uciechy. – Nie musisz być taka ofiarna, pan Filipek jest bardzo miły.
– Pan Filipek? Skąd wy się właściwie znacie? – jęknęła Natalia, szarpiąc okowy.
– My? – spytała Laura, wyraźnie grając na zwłokę. – Hm. Hm. Cóż. Pan Filipek raz przyszedł do ciebie z panem Tuniem, ale ciebie nie było. Dałam im wtedy herbatki – wyjaśniła.
Natalia padła w tył, znajdując ciepłe oparcie w pluszu kanapki.
– Teraz nareszcie rozumiem swoją sytuację – powiedziała z goryczą. – Bardzo ci dziękuję, Tygrysku.
– Cóż, dziecko istotnie zadzwoniło dziś rano – wtrącił Nerwus obronnie; nie darmo Laura rzuciła mu przed sekundą spojrzenie wołające o pomoc. – Dzwoniła do Tunia. To jest lojalne dziecko. Chciało naprawić to, co ty popsułaś. Ale Tunio leży w gipsie, więc dziecko powiedziało wszystko mnie. Nie powinnaś dziecka winić.
– Chciałam tylko twego dobra, ciociu – dodało dziecko serdecznie.
Nutria i Nerwus, ♀Aleksandra0709 ()
- Zauważyłaś, ciociu - powiedziała Pyza w zadumie, ściskając rękę Natalii - że są ludzie, którym ciągle musimy wybaczać, a oni nam wcale nie muszą?
Imieniny, ♀Aleksandra0709 ()
Teraz do pokoju wkroczyła twardym krokiem ciotka Ida, prowadząc obu malców za wywijające się rączki. – Siadać, panowie – zakomenderowała, sadowiąc chłopców na kanapce. – Jest tylko jeden sposób na to, żebyście mogli wziąć udział w uroczystości rodzinnej: wzorowe zachowanie. Od tej chwili, powtarzam, od tej chwili będziecie się zachowywać jak dwa alabastrowe anioły cmentarne, czyli będziecie sobie kulturalnie gwarzyć z dziadkiem i ciocią, zresztą, róbcie sobie, co tam chcecie, byle na siedząco i po cichu. Zrozumiano?
– Zrozumiano – padła karna, podwójna odpowiedź. Ida powiedziała \"Nnno!\", i odeszła, stukając z impetem obcasami. Natychmiast potem Józinek – rumiany osiłek o zamglonych oczkach i ryżej czuprynce uczesanej na jeża – wyrżnął kuzyna w bok z taką siłą, że solenizant sfrunął z krawędzi kanapki i siadł z impetem na podłodze. Tam na moment stracił dech. Kiedy wstał, podjął natychmiastową próbę odwetu. Ponieważ jednak z natury był łagodniejszy i zapewne mniej zdeterminowany niż syn Idy, zamach mu się nie powiódł: Józinek, stabilnie wparty ciężkim tyłeczkiem w tapicerkę, ani drgnął.
Wobec tego Ignacy Grzegorz z całą rozwagą dał mu w ucho.
Józinek wystrzelił w powietrze jak pocisk i zaatakował kuzyna bykiem w brzuch.
– Dużym błędem jest – zauważył spokojnie dziadek Borejko, wpatrując się z zachwytem w dwa krzepkie ciałka wnuków, tarzających się po podłodze jak małe niedźwiadki – sadzanie ich w tak bliskiej odległości od siebie. Na miejscu Idy raczej bym ich rozdzielał możliwie znaczną przestrzenią. Chłopcy, uspokójcie się w tej chwili!
Ignacy Grzegorz natychmiast posłuchał rozkazu dziadka i zamarł w bezruchu, wskutek czego Józinek bez trudu powalił go na łopatki i usiadł mu okrakiem na głowie.
(...) Właśnie wtedy przytłoczony i upokorzony Ignacy Grzegorz, w poczuciu bezgranicznej krzywdy, ugryzł go dotkliwie w pośladek.
Imieniny, ♀Aleksandra0709 ()
- Pyzuniu, co się stało? Gdzie jesteś? Jak przeżyłaś tę burzę?
-posypały się z Gabrieli pytania, zgodnie ze specyfiką serca matki.
-Burzę? – powtórzyła Pyza. – Ach, burzę... w stogu siana, z Fryderykiem... nie to była słoma.
Och właściwie to nawet nie pamiętam.
No a teraz suszymy spodnie, pijemy szampana i jemy tort z bitą śmietaną.
I, mamusiu nie mów nikomu, no, chyba że dopiero za pięć lat... więc ja mamusiu, przed chwilą się zaręczyłam.
Tygrys i Róża, ♀Aleksandra0709 ()
– A kto powiedział, że ma być lekko?! – żachnęła się Gabrysia. – Musisz przyjąć życie takie właśnie, jak przychodzi, po kolei wszystko – dobre i złe. Nieważne, czy boli. Nie o to chodzi. Chodzi o istotę sprawy.
– Czyli?... – chciała wiedzieć Nutria.
– O miłość – odpowiedziała Gabriela.
Kalamburka, ♀Aleksandra0709 ()
Mila! Nie płacz. Ludzie odchodzą, ale miłość pozostaje.
Kalamburka, ♀Aleksandra0709 ()
– Kalemba – powtórzył Zbysław. – Kalembianka? Kalembówna? Raczej: Kalamburka! – rzucił niedbale zeszyt na wolne krzesło i nie trafił. Zeszyt spadł z plaśnięciem. Mila chciała po niego sięgnąć, ale Zbysław unieruchomił jej rękę. Rozprostował zaciśnięte palce Mili i obejrzał wnętrze dłoni. – Oho – ho! – zakrzyknął. – Linię życia masz zagadkową, rozdwojoną. Kalamburka! Rebus. Twardy orzech.
– Można sobie złamać ząb – powiedziała Mila. – Puść mnie, dobrze? I podaj mój zeszyt.
– Oj, nie puszczę, nie puszczę – zgrywał się on. Mila zaświeciła chłodnymi oczami:
– Zeszyt! – i oto jej ręka już była wolna, a Zbysław podnosił się od stolika.
– Nie znasz się na żartach czy co? – burknął, dotknięty. Podniósł zeszyt i cisnął go na stół. – Sama to sobie załatwiaj!
Ruszył do wyjścia.
– Pewnie, że załatwię – gniewnie rzuciła za nim Mila, przesuwając dłonie po okładce zeszytu. Wyprostowała zgięty narożnik kartki. – Jeszcze zobaczysz.
Kalamburka, ♀Aleksandra0709 ()
W pewnym wieku, kiedy się człowiek obejrzy za siebie, to naprawdę nie widzi wiele i musi się zastanowić, co niby zrobił w życiu takiego, żeby usprawiedliwić to, że żyje?
Język Trolli, ♀Aleksandra0709 ()
– Z Luckiem – dorzucił Ignacy Grzegorz, wznosząc znad pokawałkowanej jajecznicy swe niewinne oczy.
(...) – Bracia Rojek natychmiast do stołu! – zawołała Babi, nalewając do kubków świeżego kakao.(...) Uspokój się i jedz po ludzku.
– Ja nie jestem Polucek, tylko Jędrek! – obruszył się młodszy z Braci Rojek. Wybuch śmiechu przy stole strącił z choinki złotą bombkę.
– A ten Lucek? – drążył wytrwale Ignacy Grzegorz.
– Polucek – poprawiła go Babi.
– Och, cha cha cha, doprawdy, przezabawne – wykrzywiła się Laura. – To już może powiem, skoro mój braciszek nie może opuścić tego tematu, że Lucek Lelujka, którego tu wszyscy zapewne pamiętacie...
– Ja nie – rzekł dziadek stanowczo.
– ... oczywiście, że pamiętasz, dziadziusiu, tylko tego nie pamiętasz. Ten Lucek trafił nam się wczoraj w tym koszmarnym korku i przywiózł mnie do Poznania. Skuter najlepszy jest na korki.
– Nie na korki, tylko na benzynę.
– Nie skuter, tylko Lucek.
– Polucek – bąknęła Babi.
– Jędrek! Jestem Jędrek!
– To jedz po ludzku!
Żaba, ♀Aleksandra0709 ()
Ciocia, której nie łączyło ścisłe pokrewieństwo z Żeromskim, była ogniście rudą, bardzo szczupłą pieguską około czterdziestki. Dostępu do niej broniła zażywna pielęgniarka, ale Żeromski pokonał tę przeszkodę w jednej chwili i już byli w gabinecie, gdzie pani doktor siedziała za biurkiem odziana w kusy kitelek, z przeciwnej strony blatu wystawiając bardzo zgrabne nogi. Jej przenikliwie zielone oczy spojrzały ku wejściu tak, jakby w nich miała zoom oraz migawkę.
– O. Który to z was? – zadała zaskakujące pytanie.
– To ja – rzekł Żeromski. – Piotr.
– Ach, Piotr. Pogorszyło ci się?
Pogorszyło mu się bez wątpienia, drwiąco pomyślała Żaba, podczas gdy jej obecny opiekun i protektor odparł pogodnie:
– Skąd ciociu. Krople pomogły. Wszystko mi w nosie wyschło na wiór. Jak zwykle przyprowadziłem cioci pacjentkę, reklamuję Medikulus, gdzie się da. Ale proszę potraktować ją ulgowo, bo to ja ją wepchnęłem pod malucha.
– Ach, tak?
– Tak. Sama by tego przenigdy nie zrobiła, jest doskonale wychowana.
– To pewne, że samej siebie nie wepchnęłaby pod malucha – zakpiła pani doktor, strzelając w niego skośnym spojrzeniem. – Ale gdybym chciała leczyć za darmo wszystkie twoje ofiary, nie miałabym na chleb. Halo, siadaj!!! – tu złapała za łokieć Żabę, która, obrażona i zła, już leciała do wyjścia, kapiąc krwią po płytach posadzki.
– Żartuje. Otwieraj usta – to rzekłszy, zalała oczy pacjentki białym światłem lampy bezcieniowej. – Kolanami zajmiemy sią za chwilę. Rękę też masz otartą. A pani kim jest?
Zagadnięta w ten sposób pani Sznytek wyjawiła, kim jest.
– Ach, nauczycielką – złowróżbnie powtórzyła pani doktor. – Mam syna w szkole podstawowej. A więc, jak rozumiem, w pani obecności uczennica wpadła pod samochód?
– Jaki samochód? – zdziwiła się szczerze pani Sznytek.
Żeromski wyprodukował ostrzegawcze spojrzenie i zrobił znaczący grymas.
– Nie, nie, ciociu, absolutnie nie, pani dopiero nadbiegła, kiedy uczennica – cóż, nie wpadła, nie wpadła, tylko upadła, upadła, tak, dobrze mówię, upadła w pobliżu małego fiata. Trudno upaść na jezdni nie będąc zarazem w pobliżu jakiegoś pojazdu. To samochód sobie jedzie, to znów jakiś rowerek... pojazdy inwalidzkie...
– Żeromski! Ty mi jeszcze opowiesz, jak było naprawdę! – przejrzała go pani Sznytek.
– Ależ po co – uprzejmie odparł jej uczeń. – Są sytuacje, do których lepiej nie wracać pamięcią. Zresztą, nic poważnego się nie stało. Prawda, ciociu?
Żaba, ♀Aleksandra0709 ()
Zbliżała się właśnie dróżką, usianą plasterkami światła i cieniami ruchliwymi jak myszy, gdy Żeromski, balansując na balustradzie, zwrócił wzrok w jej stronę.
– Kukuryku! – zapiał i omal nie zleciał. – Udka! Udka! Udka!
(...) wszyscy... odwrócili się i spojrzeli na Żabę, jak maszeruje w swoich króciutkich szortach, po raz pierwszy w tym sezonie wydobytych z szafy, i jak przemieszcza swoje gołe nogi, specjalnie na tę okazję posmarowane samoopalaczem w kremie. Od razu splątały się jej kolana; zmylił krok, a nawet się niezgrabnie potknęła. Z zakłopotania oblała się rumieńcem i na chwilę przystanęła, walcząc z chęcią ucieczki. Żeromski dostrzegł to nieomylnie i miał z tego, rzecz jasna, nieziemską uciechę. Zaśmiał się triumfalnie, wykonał nagły ruch – i w tym momencie dosięgła go ewidentna kara boska: noga mu się omsknęła, po czym runął z poręczy mostku.(...)
– Och! Nie żyje! – zakrzyknęła wrażliwie turpistka Marianna, przewieszając przez poręcz swoje długie, proste włosy i blade oczy.
Rzeczywiście, Żeromski leżał martwo i żywo u stóp Żaby, oczy miał przymknięte, a wartkie wody omywały jego znieruchomiałe adidasy. Przeraźliwa cisza zapanowała teraz wokół – młodzież z zapartym tchem wpatrywała się w ciało kolegi, zaś nauczycielki skamieniały ze zgrozy, brzemiennej w świadomość nieuchronnych konsekwencji. Słychać było tylko bulgotanie strumyka, toczącego się po kamieniach – hej, i cóż jeszcze? Żaba pochyliła się, by zidentyfikować ów dźwięk, lecz w tym samym momencie, gdy pojęła, że ofiara emituje nie tylko normalny oddech, ale i wewnętrzny oddech – typek ten poderwał się gwałtownie, rycząc jak jakieś ciastko, szczerząc zęby i wyciągając przed siebie długie łapy z palcami jak szpony drapieżcy.
– Uuu! Yyy! – wył, niczym bohater horroru, podczas gdy ona, w pierwszym, niekontrolowanym odruchu przerażenia, rzuciła się do ucieczki.
Czarna polewka, ♀Aleksandra0709 ()
– Hej! – przerwała mu, trzeźwo i bez ceregieli, rzeczowa jak zwykle Róża, której na dźwięk słowa \"odpowiedzialność\" przyszło do głowy ściśle określone podejrzenie. – Czy mój dziadek cię zdołował?
– Skąd wiesz? – wyrwało się jej ukochanemu. – Nie, nie, absolutnie.
A więc miała rację.
– Powiedz mi zaraz, jaki był finał rozmowy! – zażądała. – No? Konkluzja!
– E–zastanowił się Fryderyk. – Nie, chyba ci nie powiem.
Róża położyła mu ręce na uszach. – Patrz mi w oczy! – nakazała. – I odpowiadaj! Co dziadek powiedział na zakończenie?
Fryderyk uciekł spojrzeniem w bok, ale przywołała go do porządku, ciągnąc za ucho.
– No?
– Powiedział: czarna polewka – wypłynęło z niego ochrypłym szeptem. – No widzisz? Zmartwiłaś się – dodał, patrząc na nią z troską. – I masz wypieki.
Róży rzeczywiście zrobiło się gorąco.
– W jakim sensie czarna? – spytała bez tchu. – W dosłownym?
– \"Nie ma zgody! Czarna polewka! Czarna polewka!\" – zacytował Fryderyk, kręcąc głową. – Widzisz tu coś mało dosłownego?
– Ale co ty mu właściwie powiedziałeś? Czym go tak rozjuszyłeś?
– Ja – jego?! – zaprotestował Fryderyk. – Powiedziałem mu tylko, że na pewno się z tobą ożenię. Odpowiedź już znasz.
– O mamusiu – zdenerwowała się Róża.
– No, właśnie. Wiem, oczywiście, co go tak oburza: to, że u nas wydarzenia biegną, no... w nie całkiem tradycyjnej kolejności. I w nie zupełnie tradycyjny sposób.
– Można to tak ująć – zgodziła się Róża, nadal wyraźnie zmartwiona.
– Ale, ostatecznie, nie kolejność ma tu znaczenie i nawet nie tradycja. Miłość ma znaczenie. I dobra wola. Życie ma znaczenie. A ono jest trudne.
– Babci, oczywiście, nie było przy rozmowie?
– Zgadłaś.
– I co teraz? – bezradnie spytała Róża, łamiąc ręce. – Skoro dziadzio już coś powiedział, będzie przy tym obstawał do upadłego. Och, przewiduję kłopoty.
Nutria i Nerwus, ♀silverraven ()
\"Ludzie zamykają się przed innymi ludźmi. Jakby nie rozumieli, że bez tych innych nie da się żyć po ludzku. Drugi człowiek jest nam potrzebny ! - właśnie dlatego, że jest inny. \'Im bardziej inny, tym bardziej ciekawy\'. A tymczasem ta inność właśnie najbardziej dziś ludzi odpycha i straszy\".
Dziecko piątku, ♀silverraven ()
\"Jak chce się zmieniać swoje życie, to nie trzeba zmieniać tego, co jest naokoło, tylko to, co się ma w środku\".
Opium w rosole, ♀silverraven ()
\"Do ludzi trzeba wyciągnąć rękę. Możemy się nie doczekać odzewu. Ale jeśli nie wyciągniemy ręki, to odzewu nie doczekamy się z całą pewnością\"
Opium w rosole, ♀silverraven ()
\"Nikogo nie wolno nienawidzić i nikim nie wolno pogardzać. Dlatego, że nienawiść i pogarda są niszczące - niszczą tego człowieka, którym pogardzam, bo nie zostawiają mu już szansy na odmianę. I niszczą też mnie - bo skoro jest we mnie nienawiść, to znajdzie się miejsce i na zło\".

\"Każdy jest doświadczony przez życie.(.) Ale to nie może automatycznie oznaczać pesymizmu. Pesymizm jest słabością ludzi małodusznych\".
Opium w rosole, ♀silverraven ()
\"Jeżeliby kto kiedykolwiek uważał, że jest sam na świecie - to dałby tym niewątpliwy dowód barku wyobraźni. Nikt z nas nie jest sam. Ludzie oddziałują na siebie nawzajem, jakby byli połączeni kręgami tajemniczej energii. (.) Dzięki temu wszystko, co czynimy, każde nasze uzewnętrznione uczucie, a może i myśli(.) zyskują nieskończony rezonans.
Każdy z nas, nawet nieświadomie, wpływa na innych i staje się ogniwem myśli, uczuć, reakcji i wydarzeń mogących zogromnieć wręcz do procesów historycznych\".
Całuski pani Darling, ♀Aleksandra0709 ()
Gotowanie jest wesołą, kolorową, przyjazną sztuką.
Żaba, ♀Aleksandra0709 ()
Wystarczy mieć tylko dobrą wolę - i nagle już się umie pokonać to, co było przerażające, dźwignąć ciężary, które zdawały się zbyt wielkie, naprawić błędy i krzywdy. Może nie to się w końcu liczy, że błądziliśmy, tylko - czy i jak ostatecznie zdołaliśmy to naprawić.
Żaba, ♀Aleksandra0709 ()
Nic nie jest na próżno. Może mylimy się co do celów, może nie to widziemy co ważne. Może boimy się, uciekamy i popełniamy błędy. Może się szarpiemy, nie wierzymy w siebie, wyrządzamy krzywdy. Ale przecież, z najgłębszej głębi naszych serc płyną do nas niewidzialne znaki, coś nas kieruje ku dobrym pragnieniom - a one przygotowują przyszłość.
Sprężyna, ♀Aleksandra0709 ()
– Rozmowa z tobą jest budująca, ale ja stanowczo muszę, po prostu muszę sobie teraz uciąć...
– Co?!
– ... drzemkę. Kto pilnuje twojego nowego braciszka?
– Józi... Józef. Nie pozwala się zdrabniać, pamiętaj.
– Kto nie pozwala?
– No, on. Dziadziu, czy wiesz, że jemu już rosną wąsiki?
– Komu, na Jowisza?!
– Jó... zefowi.
– Ach, jemu. Już się zląkłem. Nie, nie zauważyłem wąsików u Józinka. Zauważyłem je natomiast u
twojego kuzyna Ignasia – taki cień puchu.
– Zgadza się. Ignaś ma cień puchu, a Józef ma wąsiki. Jasnorude.
– Nie miewa się jasnorudych wąsików w czternastej wiośnie życia.
– Józef miewa.
– Nie „miewa”, tylko „ma”.
– Przecież to ja mówiłam, że ma, a ty mówiłeś, że miewa.
– Mówiłem, że n i e miewa.
– To może zobacz, czy miewa, czy nie miewa.
Sprężyna, ♀Aleksandra0709 ()
– Ale i tak musisz przyjść, dziadzio prosił żebyś się przywitała...
– Nic nie muszę. Powiedz, że nie mogę bo jestem w łóżku. Rozebrana. Wymyśl coś. A na drugi raz nie stawiaj mnie w sytuacji przymusowej, bo ja tego nie znoszę.
– Nie bądź taka ostra... – mruknął Józef, któremu żal się zrobiło siostrzyczki. Miała już łezki w oczach a to go zawsze załatwiało na amen – Zobacz, Łusi jest przykro.
– Nie z mojej winy – ucięła Laura – Dziadek najpierw powinien mnie zapytać, czy chcę tam przyjść.
Łusia rzuciła jej łzawe, sarnie spojrzenie i wyszła.
– Niestety, niestety, ona nie może – usłyszeli po chwili jej głosik, rozbrzmiewający żałośnie w kuchni – Powiedziała, że leży w łóżku, rozebrana.
Jakże rozgłośnie i zdradziecko zabrzmiało niedowierzające chrząknięcie dziadka!
– Zupełnie – wzmocniła więc usprawiedliwienie Łusia – Zupełnie rozebrana. Całkowicie.
Sprężyna, ♀Aleksandra0709 ()
– Prawdę powiedziawszy, każdy jest sprężyną wydarzeń, chce czy nie chce – nawet Ziutek.
Sprężyna, ♀Aleksandra0709 ()
Kiedy weszła Łusia, bardzo się ucieszył.
– Jak dobrze, że jesteś! – powiedział żarliwie.
– Dzięki! – bardzo to miłe – odrzekła ona łaskawie. – Wszelako podziękowania należą się raczej rodzicom.
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
Chyba naprawdę trzeba o sobie zapomnieć, żeby móc siebie odzyskać.
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
To nic – pomyślała. – Trzeba powoli. Tak jak ze wszystkim, trzeba po prostu zacząć. Zrobić pierwszy krok. Po nim zrobię drugi i trzeci. A potem będę już umiała przejść cały ten dystans.
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
– Artysta – rzekł. – W tym przypadku Menuhin, ale to nie ma nic do rzeczy, przyobleka w dźwięki coś, co istniało pod pozorami ciszy. Jest bezwzględnie posłuszny partyturze, czyli pewnemu układowi wartości. Z ludźmi jest podobnie. Partytury naszych losów przeniknięte są jakąś ukrytą harmonią. Odegrać w sposób doskonały melodię naszego życia – to znaczy po prostu: trzymać się z maksymalną wiernością ukrytej w partyturze harmonii. Nie jest to, dodam, moja własna myśl. Wyczytałem u Tischnera..
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
Otuliła się pelerynką, po czym utkwiła w małżonku ufne spojrzenie.
– Kochany, czy jest na to jakaś rada? – przemówiła głosem zbolałego pisklątka.
W trudnej sytuacji życiowej nie masz lepszego sposobu na znalezienie ratunku, niż zwrócić się do Prawdziwego Mężczyzny w tonacji Zbolałego Kurczątka. Szczebiotliwe i żałosne dźwięki pobudzają natychmiast odruch opiekuńczy, będący, jak wiadomo, najpiękniejszą z cech charakteru Prawdziwego Mężczyzny. Odruch ten, w połączeniu z naturalnym pragnieniem dominacji oraz instynktem łowieckim (tym motorem, bądź co bądź, postępu), może zdziałać cuda.
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
– Czuję się jak anioł lub coś innego pierzastego – oznajmiła Patrycja swym ciepłym altem. – Trzymaj mnie, bo ulecę w przestworza.
Tygrys i Róża, ♀Aleksandra0709 ()
Zabawne. Zabawne. Odkąd przed rokiem Laura po raz pierwszy poruszyła na serio sprawę Janusza Pyziaka - jaki był, dlaczego odszedł i jak to możliwe, żeby nie chciał nawet zobaczyć córki, urodzonej po jego wyjeździe na emigrację - cała rodzina zaczęła się zachowywać podejrzanie. Mama, przyciśnięta do muru, najpierw się popłakała, a potem przyznała, że Laura jest podobna do swego ojca, a nawet ma jego oczy. Rozwiała w ten sposób poważne wątpliwości córki. Laura zastanawiała się bowiem, czy jest aby na pewno - jak się twierdzi w rodzinie - dzieckiem tego samego człowieka, który powołał do życia kogoś takiego jak Pyza. Z wielu względów wydawało się to zupełnym niepodobieństwem.

Rozmowa z dziadkiem nie wniosła wielu nowych danych; udzielił on wnuczce nader ogólnikowych informacji na temat młodego Janusza Pyziaka, po czym zwinnie przeskoczył na tematy ogólne, a zakończył, rzecz jasna, cytatem łacińskim. Babcia z kolei, indagowana w tej samej sprawie, zaczęła kluczyć, tłumacząc, że oto Laura wchodzi w burzliwy okres przemian wieku dojrzewania; dopiero gdy się ją ofuknęło, objaśniła odejście Pyziaka faktem trwania w Polsce stanu wojennego (cała ona!). Na zakończenie tamtej rozmowy babcia niechcący puściła farbę: zdradziła mianowicie, że Janusz Pyziak bynajmniej nie umarł, jak Laura podejrzewała. Żyje. I nawet pisuje - do swej siostry w Toruniu. Siostra, jak wynikło z dalszego śledztwa, miała na imię Alma, była naukowcem i nie utrzymywała kontaktów z rodziną Borejków
Szósta klepka, ♀Aleksandra0709 ()
Lubiłabym [szkołę], gdyby nie pytali. Ja nawet lubię się uczyć. Nie znoszę tylko, jak się mnie sprawdza (...).
Szósta klepka, ♀Aleksandra0709 ()
Przez cały czas dręczy mnie świadomość popełnionych błędów. Zrozumiałam, że za wszystko się płaci.(...) Nic nie mija bez śladu. Cokolwiek zrobię, będę to miała zapisane w historii życia, podobnie jak do historii choroby wpisuje się każdy drobiazg. Coś, co się już stało, stało się na zawsze. Minęło i już nie mogę tego zmienić. Niby nie ma, a jest. Ktoś o tym pamięta i ja o tym pamiętam, i nie można zrobić nic, żeby to wymazać.
Szósta klepka, ♀Aleksandra0709 ()
Samotność i brak uczucia to są choroby dwudziestego wieku!
Szósta klepka, ♀Aleksandra0709 ()
Wszyscy jesteście ślepi i krótkowzroczni! A świat chyli się ku upadkowi!
Szósta klepka, ♀Aleksandra0709 ()
(...) wszelkie asekurowanie się było w mniemaniu Cesi czynnością odrażającą i żadną miarą nie mieściło się w jej pojęciu uczciwości.
Szósta klepka, ♀Aleksandra0709 ()
(...) wszelkie asekurowanie się było w mniemaniu Cesi czynnością odrażającą i żadną miarą nie mieściło się w jej pojęciu uczciwości.
Szósta klepka, ♀Aleksandra0709 ()
(...) wszelkie asekurowanie się było w mniemaniu Cesi czynnością odrażającą i żadną miarą nie mieściło się w jej pojęciu uczciwości.
Szósta klepka, ♀Aleksandra0709 ()
(...) wyjęła lusterko i przyjrzała się sobie z uwagą. No, tak. Bez zmian, niestety.
Szósta klepka, ♀Aleksandra0709 ()
Jak można w ogóle odpowiedzieć na pytanie „o czym jest ten wiersz?”
Szósta klepka, ♀Aleksandra0709 ()
Nauczycieli trzeba traktować w specjalny sposób. To nie normalni ludzie, tylko dozorcy.
Szósta klepka, ♀Aleksandra0709 ()
Jestem zlepkiem ogromnej liczby atomów, zawierającym w sobie niezliczone możliwości.
Szósta klepka, ♀Aleksandra0709 ()
Wszystko dobre, byle razem.
Szósta klepka, ♀Aleksandra0709 ()
Kiedy w dziewiętnastym wieku udowodniono istnienie elektronu, nikt nie przewidywał, że dzięki temu polecimy na Księżyc.(...) elektryfikacja wsi, postęp, rewolucja techniczna, rozwój elektroniki, podróże kosmiczne...
Szósta klepka, ♀Aleksandra0709 ()
Naprawdę nie mam nic przeciwko emancypacji kobiet (...). Twórz, kochana Irenko, pracuj, ale niech się to nie odbywa kosztem mojego żołądka.
Szósta klepka, ♀Aleksandra0709 ()
Zdaje się, że umiejętność przypalania każdej potrawy jest w tym domu dziedziczna.
Szósta klepka, ♀Aleksandra0709 ()
(...) im później dowiesz się, jacy podli bywają mężczyźni, tym lepiej dla ciebie.
Szósta klepka, ♀Aleksandra0709 ()
Kobiety (...) muszą wygadać zmartwienie.
Szósta klepka, ♀Aleksandra0709 ()
– A ja będę malował pisanki! – wrzasnął Bobcio. – Jak ja się cieszę!
Nikt nie miał serca odmówić dziecku tej przyjemności – chociaż było jeszcze trochę za wcześnie na malowanie pisanek. Jednakże myśl, że Bobcio będzie siedział w skupieniu i ciszy przez co najmniej godzinę, skusiła wszystkich dorosłych.
– Dobra, Bobek, ugotuję ci dziesięć jaj – zgodziła się mama Żakowa.
– Tylko żeby mi były Świeże – powiedział Bobcio surowo.
Szósta klepka, ♀Aleksandra0709 ()
– Ciekawa jestem, jak ty byś się czuł, gdybyś urodził dziecko i był bez grosza u obcych ludzi.
– Czułbym się zapewne dziwnie – przyznał Żaczek.
Szósta klepka, ♀Aleksandra0709 ()
– Cielęcino, ty masz zmartwienie – rzekł ojciec tonem twierdzącym.
– Skąd – tępo odpowiedziała Cesia, nawet na niego nie patrząc.
– Przecież widzę. Co się stało?
– Nic. Słowo honoru. Można pęknąć ze śmiechu – powiedziała Celestyna i konsekwentnie wybuchnęła płaczem.
Szósta klepka, ♀Aleksandra0709 ()
– Chciałem zapytać – rzekł Bobcio znad batalionu żołnierzyków – czy jest taki dom: dłubalnia?
– Co? – zdębiała ciocia Wiesia.
– Dłubalnia. Jak pływalnia do pływania, tak dłubalnia do dłubania.
– Dłubania? – ciocia Wiesia aż upuściła łyżeczkę.
– W nosie – wyjaśnił Bobcio. – Bo gdzie wolno? W tramwaju nie wolno, w domu nie wolno, na ulicy nie wolno... Nigdzie nie wolno. Powinna być dłubalnia.
Szósta klepka, ♀Aleksandra0709 ()
– Dlaczego się nie uczysz? – spytał życzliwie, patrząc na Dankę spod okularów łagodnymi oczami krótkowidza. Danka milczała uparcie.
– No, powiedz (...). Nie bądź taka nadęta, bo robi ci się podwójny podbródek.
Danka natychmiast uniosła głowę.
– O, już lepiej (...). To jak z tą nauką? Nie chce ci się po prostu, co? (...)
– Nie chce mi się.
– To jak? Rzucamy szkołę? (...) I co? Za mąż czy do pracy fizycznej? Bo jeśli za mąż, to raczej za jakiegoś matołka. Normalni mężczyźni są w dzisiejszych czasach rozbestwieni: wybierają wykształcone dziewczyny.
Szósta klepka, ♀Aleksandra0709 ()
– Dziadziu (...). Tu jest wierszyk o czterech misiach. Dlaczego na obrazku są tylko dwa?
Dziadek pyknął z fajki.
– Zapewne ze względów oszczędnościowych – odparł.
– Zauważyłem to nie po raz pierwszy – rzekł Bobcio tonem starca.
– Gdzie są te wszystkie zwierzątka? Jest napisane, że są, a przecież ich nie widać.
– Dowiesz się, jak trochę podrośniesz. A może nie dowiesz się nigdy, panie tego. Ja na przykład mogę się tylko domyślać, gdzie się to wszystko podziewa. – Dziadek zachichotał głucho.
– No, gdzie? – zainteresował się Bobcio.
– Powiem ci, jak skończysz piętnaście lat (...).
Szósta klepka, ♀Aleksandra0709 ()
– Dziewczyny najbardziej cenią w chłopcu inteligencję i poczucie humoru.
– A oni?
– Jeszcze się pytasz. Oczywiście, żeby była śliczna i dobrze gotowała.
Szósta klepka, ♀Aleksandra0709 ()
– Jak Skłodowska odkryła radar, to też się wszyscy cieszyli.
– Boże! Radar! – jęknął Żaczek. – Czegoś ty się uczyła w szkole?
– Niczego – odparła Julia z prostotą. – Uważałam, że jestem na to za ładna.
Szósta klepka, ♀Aleksandra0709 ()
Mama Żakowa podeszła bliżej i zesztywniała. Pisanki Bobcia, utrzymane w pięknych czystych kolorach, na pierwszy rzut oka wyglądały uroczo. Na drugi rzut oka budziły nieokreśloną grozę. A kiedy się człowiek dobrze przyjrzał, ujawniały swą złowrogą treść.
– Co to jest? – krzyknęła mama Żakowa, wskazując jajko upstrzone przeraźliwymi, powykręcanymi paluszkami.
– To? – upewnił się Bobcio. – To bakterie.
– A to? – wypytywała Wiesia.
– To? To Somosierra. Bitwa na czołgi.
– A to? – spytała bezsilnie Wiesia, wiedząc, niestety, jaka będzie odpowiedź.
– To? – powiedział Bobcio. – A, to. To jest Hitler. Kolejne egzemplarze – bo Bobcio sumiennie zapełnił malunkami wszystkie dziesięć jaj, wykazały cioci Wiesi, że jej dziecko ma zainteresowania monotematyczne. Odstępstwo od militariów stanowiły dwie wizje bakterii i witamin, obie nadzwyczaj przygnębiające oraz wizerunek myszy – tylko jeden, ale za to jak żywy.
Szósta klepka, ♀Aleksandra0709 ()
– Mamo – spytała Cesia, patrząc na nią z czułością. – Czy ty lubisz pieniądze?
– Ja? – zdziwiła się mama. – A bo co?
– Nic. Po prostu, nagle mnie zainteresowało, jaki masz do nich stosunek.
– Hm – zastanowiła się mama. – Powiedziałabym, że taki, jak do kogoś, za kim tęsknię, a kto mnie wyraźnie unika. A co, potrzebujesz forsy? Dużo nie mam.
– A wiesz, ile masz?
– A, nie wiem.
– Nigdy nie wiesz, co?
– Nigdy – przyznała się mama, parsknęła śmiechem i żar spłoszona spojrzała na Żaczka. – Tylko, broń cię Boże, nie wygadaj się przed ojcem! To moja poważna wada.
Szósta klepka, ♀Aleksandra0709 ()
– No, gdyby on chciał ze mną chodzić... to miałabym wreszcie kogoś na spacery i do kina...
– Na spacery to mogę ci kupić psa – ponuro rzekł ojciec.
– A do kina możesz chodzić ze mną – poświęcił się dziadek.
Szósta klepka, ♀Aleksandra0709 ()
– Pomóż, ratuj, idź do kiosku. Nie mam ani odrobiny kremu do golenia.
– Dobrze – jęknęła Cesia i zwlekła się z pościeli. Mimochodem, przez zapuchnięte powieki, spojrzała na ojca. – Ależ ty masz krem. Na twarzy. – Tak – cierpliwie przyznał Żaczek. – Ale to nie do golenia.
– A do czego?
– Do starcia.
Szósta klepka, ♀Aleksandra0709 ()
– Słuchaj, czy Cesia się przypadkiem nie zakochała?
– Nie mam pojęcia – odparła Julia spokojnie. – Jeśli o mnie chodzi, zakochałam się w Toleczku.
– O, rety – jęknął Żaczek.
– Powiedziałam mu, że go kocham i że powinien się ze mną ożenić.
– Powiedziałaś mu, że powinien... – powtórzył Żaczek w osłupieniu
– Się ze mną ożenić. Oczywiście, jak się już z tą myślą oswoi.
Szósta klepka, ♀Aleksandra0709 ()
– Świat jest taki obcy i nieprzychylny...
– To prawda – przyznała Cesia. – Jak tylko wyjdę za próg domu, to czuję się, jakbym wskoczyła do lodowatej wody...
Szósta klepka, ♀Aleksandra0709 ()
– Świeci się – zauważyła ciocia Wiesia. – To znaczy, że dziewczyna żyje.
– Nie rozumiem, jaki widzisz związek między jednym a drugim – sprzeciwił się Żaczek tonem poirytowanym. – Czy twoim zdaniem żarówka powinna samoczynnie gasnąć w obecności nieboszczyka?
– Jezus, Maria! – wystraszyła się mama.
– Wpuśćmy jej tam mysza – podsunął Bobcio. – Jak żyje, to zacznie kwiczeć. A jak nie zacznie kwiczeć, to znaczy, że nie żyje.
– Albo, że śpi – powiedział Żaczek.
– Albo, że nie widzi myszy, panie tego.
– Albo, że widzi mysz, ale się nie boi – dodała ciocia Wiesia.
– Albo, że się boi, ale nie chce tego okazać – zabawiał się Żaczek.
Szósta klepka, ♀Aleksandra0709 ()
– Zauważyłem, że na świecie jest dużo kłamstwa. Dlaczego ludzie kłamią, dziadziu?
– A dlaczego ty, chłopcze, kłamiesz, choć przyznaję, rzadko?
– Ja kłamię, bo wy mi na nic nie pozwalacie.
– Ludzie kłamią z tego samego powodu. No i ze strachu. Z chęci zysku. Czasem dla zabawy. I z wielu innych powodów, o których opowiem ci, jak dorośniesz. Wiesz, chciałbym, żebyś nigdy nie kłamał.
– Dobrze, nie będę – obiecał Bobcio poważnie.
– Jeśli będziesz zawsze mówił prawdę, w najgorszym razie czeka cię klaps albo pozbawią cię deseru. A kłamstwo jest lepkie, nie sposób się go pozbyć, brudzi wszystko wokół i brudzi twoje sumienie.
– U, paskuda – powiedział Bobcio i fiknął koziołka na dywanie.
Szósta klepka, ♀Aleksandra0709 ()
Był wprawdzie w życiu rodziny długotrwały okres, kiedy usiłowano przyuczyć Julię do pracy i wdrożyć ją do tych wszystkich czynności, które są, niestety, nieodłącznym składnikiem losu każdej kobiety. Julia wszakże szybko zrozumiała, że jeśli przy każdym myciu naczyń stłucze minimum jedną szklankę, zaszczyt pomagania mamusi zostanie jej odjęty. I tak się stało.
Szósta klepka, ♀Aleksandra0709 ()
Dmuchawiec lubił śnieg. Ale raczej w telewizji. Podobały mu się zwłaszcza skoki narciarskie i w ogóle te konkurencje, w których stopień ryzyka był dosyć wysoki. Oglądając coś takiego pławił się w zadowoleniu, iż nigdy nie przyszło mu do głowy, by zostać sportowcem. Co do opadów śnieżnych – nie przepadał za tym zjawiskiem.
Szósta klepka, ♀Aleksandra0709 ()
Jak wiadomo, każdej minuty rodzi się na Ziemi dwieście trzydzieścioro pięcioro dzieci. A za każdym razem jest to tak samo cudowne.
Szósta klepka, ♀Aleksandra0709 ()
Jak zwykle złośliwy los stykał ich w taki sposób, by spotkanie to wypadło możliwie najbardziej krępująco i niezręcznie. A ponieważ oboje byli nieśmiali i pełni skrupułów, los nie mógł mieć, doprawdy, łatwiejszego zadania.
Szósta klepka, ♀Aleksandra0709 ()
Na wahaniach i dreptaniu w miejscu strawiła następne trzy minuty, wreszcie zadzwoniła z nagłą decyzją, czując, jak jej żołądek chodzi w dziwną komitywę z sercem i oba te organy trzepoczą w jednym rytmie.
Szósta klepka, ♀Aleksandra0709 ()
Ujrzała kudłatego blondynka o wyłupiastych oczach i dużych różowych uszach i jej serce matczyne ścisnęło się uczuciem zawodu. Jak to – jej śliczna córka i taki śmieszny krasnoludek?
Szósta klepka, ♀Aleksandra0709 ()
(...) zawiść jest uczuciem poniżającym.
Szósta klepka, ♀Aleksandra0709 ()
Żaczek wyglądał jak Dżingis Chan – nawet mimo szlafroczka.
Kłamczucha, ♀Aleksandra0709 ()
Ciasteczka są pyszne, ale zdecydowanie zbyt tuczące.
Kłamczucha, ♀Aleksandra0709 ()
Naprawdę ciekawe, że ludzie połkną każdą bajeczkę, jeśli im sieją poda w sposób wiarygodny.
Kłamczucha, ♀Aleksandra0709 ()
O ileż łatwiej jest być dobrym, kiedy się jest lubianym.
Kłamczucha, ♀Aleksandra0709 ()
Pan jest moim stryjkiem, wujku!
Kłamczucha, ♀Aleksandra0709 ()
Sumienie dokucza, kiedy człowiek wykracza poza przyjęte przez siebie zasady. A więc wszystko jest kwestią przyjętych zasad.
Kłamczucha, ♀Aleksandra0709 ()
Może trzeba mi było zostać rybakiem (...)! Jest to zawód, przy którym można się wyżywić, w przeciwieństwie do chirurgii.
Kłamczucha, ♀Aleksandra0709 ()
Ostatnio widziałem go ze sto lat temu, na weselu naszej ciotki. Kompletnie się wtedy ur... to jest, świetnie się wtedy bawiliśmy.
Kłamczucha, ♀Aleksandra0709 ()
Dziadziuś niedługo będzie miał dziecko. Ma taki duży brzuch.(...) Urodzi takiego malutkiego dziadziusia, hi, hi. W okularkach.
Kłamczucha, ♀Aleksandra0709 ()
– Jedna małpa drugiej małpie... – ryknął pod oknem Tomcio i raptownie umilkł, albowiem nie umiał znaleźć rymu.
Kłamczucha, ♀Aleksandra0709 ()
Tata mówi (...) że nie wolno ludzi oszukiwać dla ich dobra. Jak ktoś oszukuje ludzi dla ich dobra, to zawsze to jest dla jego dobra, a nie ludzi.
Kłamczucha, ♀Aleksandra0709 ()
Jedna babcia drugiej babci napluła do kapci.
Kłamczucha, ♀Aleksandra0709 ()
Jedna kura drugiej kurze wisiała na rurze.
Kłamczucha, ♀Aleksandra0709 ()
Jedna myszka drugiej myszce deptała po kiszce.
Kłamczucha, ♀Aleksandra0709 ()
Jedna siostra drugiej siostrze napluła na ostrze...
Kłamczucha, ♀Aleksandra0709 ()
Jedna wrona drugiej wronie dała po ogonie...
Kłamczucha, ♀Aleksandra0709 ()
Jedna żabka drugiej żabce smarkała na czapce...
Kłamczucha, ♀Aleksandra0709 ()
Miała baba żyrafę, żyrafę, wsadziła ją pod szafę...
Kłamczucha, ♀Aleksandra0709 ()
I jazda mi stąd. Bawić się, dzieciństwem cieszyć! Bo powiem tacie!
Kłamczucha, ♀Aleksandra0709 ()
Raz oszukane dziecko straci wiarę we wszystkie prawdy, jakie mu wpajamy. I w przyszłości zawsze nieufnie będzie się odnosiło do tego, co mu powiemy. Mało tego, z podejrzliwością będzie czytało podręczniki i gazety, z niewiarą oglądać będzie nawet dziennik telewizyjny. Stanie się młodym sceptykiem.
Kłamczucha, ♀Aleksandra0709 ()
Wasza pani się nie uwzina z powodu kwiatów (...).
Kłamczucha, ♀Aleksandra0709 ()
Albo się maluje, albo się sprząta (...). Życie jest pasjonujące i żal tracić czas na głupstwa.
Kłamczucha, ♀Aleksandra0709 ()
I kto to powiedział, że dzisiejsze dziewczyny są mądrzejsze i bardziej niezależne niż te sprzed pół wieku. Różnicie się od nas tylko niechlujstwem w ubiorze. No i rzecz jasna, rodzajem aspiracji zawodowych, jeśli je w ogóle macie.
Kłamczucha, ♀Aleksandra0709 ()
(...) kłamstwo wyłazi na wierzch prędzej czy później. To tak jak ze zbrodnią doskonałą: nie ma jej podobno, bo zbrodniarz nigdy nie potrafi przewidzieć wszystkiego. Zresztą, nikt z nas nie potrafi przewidzieć wszystkiego i może wobec tego życie proste i uczciwe jest najbardziej wskazane.
Kłamczucha, ♀Aleksandra0709 ()
Uczyłam przez czterdzieści lat i wierz mi, że na emeryturę przeszłam z radością. Byłam zmęczona.
Kłamczucha, ♀Aleksandra0709 ()
(...) dobro jest zaraźliwe. Każdy człowiek ma wrodzony pęd do dobra, do doskonałości.
Kłamczucha, ♀Aleksandra0709 ()
Sam nie lubię zarozumialców, ale z drugiej strony, jeśli ktoś mówi o sobie same najgorsze rzeczy, to ja się zaraz robię podejrzliwy.
Kłamczucha, ♀Aleksandra0709 ()
Życie jest skomplikowane.
Kłamczucha, ♀Aleksandra0709 ()
(...) bywają godziny, które znaczą więcej niż lata.
Kłamczucha, ♀Aleksandra0709 ()
Ja się już dawno nauczyłam, że życzliwość rodzi życzliwość i że największa radość to dawać radość innym. Nie można żyć, myśląc tylko o sobie.
Kłamczucha, ♀Aleksandra0709 ()
Aniela była już Hamletem. Czuła owo szczypiące powietrze i z lękiem oraz nadzieją czekała przybycia Ducha. – Która godzina? – spytała.
Hajduk spojrzał na zegarek.
– Wpół do piątej – odparł.
– „Dwunasta dochodzi”, baranie! – syknął Pawełek, który w kostiumie Ducha czatował za kulisami.
– Cholera – mruknął Hajduk, chory z, tremy. Potrząsnął ręką z zegarkiem i dodał ponuro: – Dwunasta dochodzi. Zbliża się zatem czas, o którym widmo zwykło się jawić.
Kłamczucha, ♀Aleksandra0709 ()
– Chciałbym z tobą siedzieć w jednej ławce.
– Dlaczego?
– Bo nosisz okulary (...). Okularników zawsze sadzają blisko. A ja mam swoją teorię na temat pierwszych ławek. Pierwszoławkowców nikt o nic nie podejrzewa.
Kłamczucha, ♀Aleksandra0709 ()
– Dlaczego ja tak nienawidzę mleka? – spytał z nagłą ufnością, biorąc Anielę za rękę i poważnie patrząc jej w oczy.
– Może dlatego, że jest bardzo pożywne – wytłumaczyła mu Aniela.
– A to możliwe – zgodził się chłopiec.
Kłamczucha, ♀Aleksandra0709 ()
– Dlaczego nie masz na nosie okularów?
– Pytanie! – powiedziała Aniela.
– Przecież w okularach wyglądasz równie dobrze, jak bez nich.
– Wyglądam w nich zupełnie inaczej. On mógłby mnie nie poznać. Widział mnie zawsze bez okularów. Powiedział, że mam oczy bezbronne jak sarenka.
– Coś w tym jest (...). Słynne łagodne spojrzenie krótkowidzów, co?
Kłamczucha, ♀Aleksandra0709 ()
– Dlaczego nie wolno mi kłamać? – spytała wreszcie [Aniela] żałosnym głosem. – Dlaczego, no, dlaczego wszystkim wokół wolno, a mnie nie? Dlaczego tylko ja mam być prawdomówna? Wujek nie myśli, że to jest wystawianie się na cel? Jasne jest chyba, że jeśli ktoś tu oberwie, to nie ci, którzy kłamią, tylko ja.
– Bzdury – warknął Mamert. – Tu nie o to chodzi, kto oberwie. Tu chodzi o to, żebyś nie dołączała do ich stada. Tu chodzi o to, że jedynym ratunkiem dla ciebie jest mieć swój własny moralny pion, swoje własne wewnętrzne światło, i jeśli nawet trochę oberwiesz po głowie, to masz się tego nie bać, rozumiesz? Bo lepsze to, niż żeby cię wdeptano w błoto.
Kłamczucha, ♀Aleksandra0709 ()
– Dlaczego Ziemia musi być magnesem? – spytała nagle Romcia (...).
– Pijcie no mleko! – wykręciła się od odpowiedzi Aniela.(...)
– Ha, znowu nie wie.
– Człowieku! – powiedziała Romcia. – Oni nic nie wiedzą.
– Niby tacy mądrzy – dorzucił Tomcio nie za głośno. Zaśmiali się oboje dość ponuro.
– Strasznie przemądrzałe z was dzieci. Uczyłam się tego w szkole, kiedy wy jeszcze pełzaliście po podłodze – oświadczyła Aniela.
To ich wzięło. Goście mamy i taty na ogół odzywali się do nich uprzejmiej, jeśli nie wręcz słodko. Dwie pary oczu łysnęły pytająco przy kolejnym pytaniu Romci.
– Naprawdę wiesz o tym, że gdyby nie magnes, tobyśmy pospadali?
– Jasne – mruknęła Aniela i dodała tonem zachęty: – Pij, chłopcze, mleko. Mleko ma dużo magnezu.
Informacja podziałała na Mamerciątka z siłą pioruna. Zmartwieli wprost na swoich krzesełkach.
– Naprawdę?!
– Jasne.
Tomcio z przerażeniem odsunął swój kubek.
– Znów to samo – powiedział do siostry, – Ukrywają przed nami.
– Magnezu! – powtórzyła Romcia z nabożną zgrozą.
– Może zawiera coś jeszcze. Wiedziałem tylko o wapniu.
Kłamczucha, ♀Aleksandra0709 ()
– Dorota ma palto – dyktowała ciotka Lila (...). Napisałeś?
Tomcio wydał dźwięk potakujący i podrapał się długopisem po policzku, znacząc przy tym niebieską krechę na jego różowej okrągłości.
– Pokaż – ciotka Lila podeszła do stołu. Ujrzała nierówne kulfony formujące się w zdanie: „Dorota ma jelito”. – Tomasz! Jakie znów jelito?!
– Grube – mruknął syn chirurga.
– Dlaczego nie piszesz tego, co ci dyktuję?
– Bo sama ciocia mówiła, że nieważne, co się pisze, tylko jak.
– Bzdury! Nie mogłam mówić czegoś podobnego – obruszyła się starsza pani. – Dorota ma palto, palto, rozumiesz? A wiesz, dlaczego: ma palto, a nie: ma jelito?
– Bo idzie jesień – odparł Tomcio ze zniechęceniem. W ciągu dwóch miesięcy nauki szkolnej przekonał się, że ilekroć go pytano o przyczynę jakiegoś zjawiska, zawsze miała ona związek z nadejściem jesieni. Tym razem jednak nie trafił.
– Co ma jesień do tego? – zdziwiła się ciotka Lila. – Dorota dlatego ma palto, żebyś ty się nauczył pisać. Proszę: Dorota ma palto. To palto Inki.
– Ja nie rozumiem – zirytował się Tomcio. – Wspólne mają czy co?
– Ty nie filozofuj, ty pisz. Nieważne, co się pisze, ważne jak.
– A widzi ciocia.
– Tomasz, ja z tobą oszaleję! – ciotka Lila została przyłapana na gorącym uczynku i to ją zirytowało. – Powtarzam, nie zadawaj głupich pytań, tylko pisz: Dorota ma jelito.
– Palto ma...
– Znów przekręcasz! Milcz! I pisz! Dorota ma jelito. To jelito Inki. Napisałeś? Czego się śmiejesz?
– Hi, hi, ciociu, a jak się pisze: „syjamskie” czy „sjamskie”?
Kłamczucha, ♀Aleksandra0709 ()
– Halo! – wrzeszczał Mamert do słuchawki. – Halo, czy to ty, Józek?
– Przbrzpsz – odpowiedziano mu z oddali;
– Co?!
– Przbrzpsz, przbrzpsz! Przbrzpsz!
– Proszę przekręcić przez zero! – zawołał Mamert uprzejmym głosem.
– Sam se przekręć – zaproponowała słuchawka.
– No, nareszcie! To ty, Józek?
– Nie, to nie ja – odpowiedział chrapliwy, bezpłciowy głos w eterze. – To znaczy ja, ale nie Józek.
Kłamczucha, ♀Aleksandra0709 ()
– Mogę zamieszkać w pokoju po studencie!
– Co?! – zdumiała się Tosia (...). – Nie do wiary!
– Dlaczego nie do wiary?
– Ciocia go bardzo lubiła. Mieli wspólny język, jeśli chodzi o poetów symbolicznych.
– Mam płacić pięćset złotych miesięcznie.
– Student płacił osiemset! (...) Jak ty tego dokonałaś?!
– Który to ten pokoik? (...)
– (...) tamte [drzwi] są twoje. Możesz od razu przywiesić sobie tabliczkę: „Aniela Kowalik, hipnotyzerka i cudotwórczyni”.
Kłamczucha, ♀Aleksandra0709 ()
(...) to, co mówiłam o pani obrazach, to szczera prawda.
– Być nie może. Czy ty w ogóle uznajesz coś takiego jak szczera prawda?
– No, rzadko, szczerze mówiąc.
– Podoba mi się twoja szczerość, choć nieczęsto ją eksponujesz.
– Bo kłamstwo się opłaca.
– (...) Ale istnieje też przysłowie, że kłamstwo ma krótkie nogi.(...)
– Stare przysłowia (...) też się dezaktualizują. Kłamstwo ma już nogi nie tylko długie, ale i silne. Nie mówię tu o małych kłamstewkach jak moje. Mówię o kłamstwach na skalę dużo większą. O kłamstwach, które wprost zapierają dech. Przy takich kłamstwach prawdomówność to donkiszoteria.
– Donkiszoteria nie jest zła – rzekła ciotka Lila.
– Jest więcej niż zła – zaoponowała Aniela. – Jest głupia.
Kłamczucha, ♀Aleksandra0709 ()
– Tosiu, po kim to dziecko dziedziczy talent do zbijania forsy? Bo że nie po mnie i nie po tobie, to pewne.
– Wyrodek – powiedziała Tosia czule, a Tomcio uśmiechnął się do niej szczerbatymi ustami.
Kłamczucha, ♀Aleksandra0709 ()
– Wszystko grało, wszystko grało – wtrącił rozżalony Tomcio – dopóki nie przylazła Marzena. Ta wydra.
– Tomcio!!!
– No to nie wydra, a hydra – złagodziło dziecko, które było erudytą.
– Ja naprawdę zwariuję – powiedziała Tosia ze strasznym spokojem.
– I co było dalej? – zaciekawiło Anielę.
– Marzena poleciała z jęzorem – poskarżyła się Romcia. – Do mamy. Swojej.
– Nie z jęzorem – wtrącił Tomcio.(...)
– Poleciała po dychę – przypomniała sobie Romcia.
– Tak. Powiedziała, lecę po dychę. A jej mama pyta, na co ci dycha. A ona, że do wypożyczalni. To jej mama przyleciała tu. Z jęzorem.
– Mama Marzeny jest...
– Romcia!!!
– Jest hydrantem.
– Wcale nie – rzekł Tomcio. – Mama Marzeny jest...
– Tomcio!!!
– Mama Marzeny jest wicedyrektorem.
– O, właśnie – jęknęła Tosia (...). – Mama Marzeny jest wicedyrektorem. Moim.
Kłamczucha, ♀Aleksandra0709 ()
Aniela popatrzyła za nią z lekceważącym współczuciem. Biedaczka. Pranie, zmywanie, dzieciaki, mleko, guma do żucia i cały ten małostkowy balast... Czy jest doprawdy sens, żeby wykształcona kobieta traciła czas na dwoje tak nieciekawych istot jak Tomcio i Romcia? Tak, Tosia, choć dosyć sympatyczna, jest jednak bardzo ograniczona w swych aspiracjach życiowych. Co do Anieli, nie zamierzała wychodzić za mąż. „No, chyba że za Pawełka... w przyszłości...” – zaszemrał w jej podświadomości jedwabisty głosik utajonych pragnień.
Kłamczucha, ♀Aleksandra0709 ()
Ciotka Lila (...) chichotała w kułak chyląc się wpół, jakby śmiech szkodził jej na wątrobę.
Kłamczucha, ♀Aleksandra0709 ()
Czarne żywe oczy, iskrzące się wesoło zza grubych szkieł, patrzyły z lekka rozbieżnie i z lekka ironicznie. Czarne włosy otaczały jej głowę jak puszysta czapeczka i kończyły się krótkim, grubym warkoczem, ściągniętym gumką. Policzki miała Aniela różowe, nos spory i zawadiacki, a wyraz jej ust wskazywał na temperament wybuchowy i daleki od łagodności.
Wyglądała na kogoś, kto ma tak zwany charakterek.
Kłamczucha, ♀Aleksandra0709 ()
Jeżeli naprawdę droga do serca mężczyzny prowadziła przez żołądek, to z całą pewnością mogła ona mieć również kierunek odwrotny; Aniela straciła serce mężczyzny z winy żołądka, który mu przepłukano.
Kłamczucha, ♀Aleksandra0709 ()
Jeżeli prawdą jest, że mieszkanie świadczy o osobowości swego właściciela, to drugi pokój wystawiał ciotce Lili świadectwo zastanawiające. Pełen był mebli i optycznych dysonansów.
Kłamczucha, ♀Aleksandra0709 ()
Marzenka zajęta była pokazywaniem Romci języka. Romcia zajęta była całkowitym ignorowaniem Marzenki. Tomcio zaś cichcem popluwał na puszystą wykładzinę podłogową.
Kłamczucha, ♀Aleksandra0709 ()
Miała ambarasujący zwyczaj zapominania o tym, co zmyśliła lub skłamała.
Kłamczucha, ♀Aleksandra0709 ()
(...) nic mężczyzny tak skutecznie nie drażni, jak wielkie pranie. Zwłaszcza gdy nie ma się pralki automatycznej ani najmniejszych szans na jej zdobycie.
Kłamczucha, ♀Aleksandra0709 ()
Nie ma przeszkód dla prawdziwej miłości.
Kłamczucha, ♀Aleksandra0709 ()
– O! Śliczne dzieci! – zachwyciła się Aniela nieco przesadnie. Tosia i Mamert wyglądali na speszonych. Komplement był szyty zbyt już może grubymi nićmi. Dzieci Kowalików były z pewnością inteligentne, sympatyczne i nie pozbawione nawet pewnego dziecinnego wdzięku, jednakże nikt, nawet rozkochana w nich matka, nie odważyłby się nazwać je ślicznymi. Pięcioletnia Romcia była płaskim, zezowatym stworzonkiem o kościstych kolankach i sztywnej konopnej czuprynie. Tomcio – lat sześć i pół – rudawy myśliciel, nałogowo ogryzający paznokcie, pozbawiony wskutek upadku na rowerze dwóch górnych mlecznych siekaczy – miał piegowatą, trójkątną twarz o wyrazie stanowczym i rozkojarzonym jednocześnie. Oboje ubrani byli w pasiaste koszulki i czerwone majtki. Oboje mieli rozległe brązowe strupy na kolanach. Poza tym, po kilku godzinach spędzonych w świeżo zmoczonym deszczem ogródku, oboje byli strasznie, kompromitująco brudni.
Kłamczucha, ♀Aleksandra0709 ()
Romcia (...) przejawiała spory ciąg w kierunku damskich rozrywek tego typu. „O, wieczna płci niewieścia” – mawiał wylękły ojciec, widząc, jak jego córeczka z upodobaniem maluje sobie rumieńce lakierem do paznokci.
Kłamczucha, ♀Aleksandra0709 ()
(...) tajemnica, która przestała być tajemnicą, przestaje jednocześnie być i ciężarem.
Kłamczucha, ♀Aleksandra0709 ()
Wicedyrektor Dąbkówna machinalnie przyjęła wiązankę. Była to dla niej czynność nawykowa. Wicedyrektor tak często przyjmowała wiązanki, że weszło jej to po prostu w krew, tak jak podpisywanie dokumentów, zasiadanie na naradach i władcze rozmowy przez telefon. Nie wiedziała nawet, że przy okazji przyjmowania wiązanki na twarz jej wypływa sztucznie optymistyczny, krzepiący uśmiech. Dopiero gdy odłożyła kwiaty na brzeg chromowanego zlewozmywaka, pozwoliła wreszcie swej twarzy powrócić do normalnego wyrazu.
Aniela z zachwytem obserwowała tę bezwiedną grę mimiczną. Gdyby kiedyś zechciała zagrać działaczkę, wiedziałaby już, z jakiej to krynicy ma czerpać pełną garścią.
Kłamczucha, ♀Aleksandra0709 ()
– Wszyscy są podli – mruknęła ze złością [Aniela].
– Skąd – powiedział Rojek, klepiąc ją po ręce. – To tylko wrażenie. Bo tych podłych bardziej widać. A my wszyscy jesteśmy mali, schowani w ich cieniu.
Kłamczucha, ♀Aleksandra0709 ()
(...) wszystkie dzieci świata wydawały się jej [Anieli] identyczne i zupełnie nieciekawe. Często zastanawiała się, co ludzi tak zachwyca w tych małych, nierozgarniętych i prymitywnych istotach, które wrzeszczą, psocą albo siusiają w sposób nie skoordynowany, nie potrafią rozsądnie pogadać o niczym i na dłuższą metę są diabelnie męczące. Pół biedy, jeśli taki mały stworek jest pulchny, różowy, wesoły i gaworzący – dostarcza wtedy przynajmniej pewnych wrażeń estetycznych.
Kłamczucha, ♀Aleksandra0709 ()
Zwierzenia rodzą zwierzenia.
Kwiat kalafiora, ♀Aleksandra0709 ()
Całe dobro, jakie nas otacza, to właśnie suma pojedynczych odpowiedzi na radosne sygnały dobrych ludzi. Ale te sygnały wysyła każdy z nas. Dobre sygnały. I złe. A im więcej wysyłamy tych dobrych, tym większe szanse, że ludzie odpowiedzą nam tym samym.
Kwiat kalafiora, ♀Aleksandra0709 ()
Co wy z tym Pawełkiem? (...) Toż to mydłek. Zupa mleczna. Kakao z pianką i ptyś.
Kwiat kalafiora, ♀Aleksandra0709 ()
Ci, którzy mają małe oczka, bywają nikczemni: wnioskuje się o tym z przykładu małp.
[cytat z Arystotelesa]
Kwiat kalafiora, ♀Aleksandra0709 ()
Ci, którzy mówią głosem miękkim i bezdźwięcznym, bywają łagodni; wnioskuje się o tym z przykładu owcy. Ci zaś, którzy mówią głosem wysokim i wrzaskliwym, bywają narwani; wnioskuje się o tym z przykładu kóz.
[cytat z Arystotelesa]
Kwiat kalafiora, ♀Aleksandra0709 ()
Jeśli dobra będę szukać w sobie samej, to okoliczności nie będą miały na mnie wpływu. Dobro nie leży w okolicznościach.
Kwiat kalafiora, ♀Aleksandra0709 ()
Każde dziecko o tym wie, że się nie śpiewa, kiedy się je.
Kwiat kalafiora, ♀Aleksandra0709 ()
Mnie nie trzeba nic tłumaczyć, ja jestem inteligentna i z miejsca sama rozumiem.
Kwiat kalafiora, ♀Aleksandra0709 ()
Od dziś należy uśmiechać się, dla eksperymentu, do każdej napotkanej osoby. W kolejce, w autobusie, na ulicy. Wysyłać eksperymentalne sygnały dobra, tak, na taki sygnał powinno się uzyskać odpowiedź tego okrucha dobroci, który ma podobno każda ludzka istota.
Kwiat kalafiora, ♀Aleksandra0709 ()
Skąd wiesz, że nie idę, wiśniowa brunetko?
Kwiat kalafiora, ♀Aleksandra0709 ()
Tato (...). Wybacz, że będę okrutnie szczera. Gdyby którejś z nas wyrosły nagle ośle uszy, ty nadal twierdziłbyś, że nie zauważyłeś niczego niezwykłego.
Kwiat kalafiora, ♀Aleksandra0709 ()
Wszyscy jesteśmy duże, smutne, niedobre dzieci.
Kwiat kalafiora, ♀Aleksandra0709 ()
(...) pomalowała mazidłem powieki na kolor zielony, uznała, że wygląda jak jaszczurka, starła farbę z oczu i poszła się przebrać.
Kwiat kalafiora, ♀Aleksandra0709 ()
Tak zrosła się już ze swoim pokrzykującym i poszturchującym stylem, że za nic nie mogła przełamać się i wykrzesać z siebie nieco zwyczajnej czułości.
Kwiat kalafiora, ♀Aleksandra0709 ()
– A ja zawsze noszę czystą bieliznę, odkąd poznałam Waldusia – wyjaśniła marzycielsko, wprawiając rodziców w zupełną konsternację.
Kwiat kalafiora, ♀Aleksandra0709 ()
Gdybym teraz umarła, to chyba zaraz poszłabym wprost do nieba, ponieważ czuję, że dusza moja jest czysta jak kwiat, choć ciało mam chore. Na świnkę.
Kwiat kalafiora, ♀Aleksandra0709 ()
Waldemar mnie nie odwiedza, gdyż nie przechodził świnki w dzieciństwie i boi się zarazić. Postępuje podle. Mężczyźni są egoistami i tchórzami. Jak on by zachorował nawet na dżumę, to ja bym go nie opuściła i pielęgnowała, aż razem byśmy dostali tej wysypki i razem byśmy umarli, na jednym, słomianym, przepoconym sienniku.
Kwiat kalafiora, ♀Aleksandra0709 ()
Zachorowałam przedwczoraj, gdyż los zawsze prześladuje nieszczęśliwych, a na pochyłe drzewo wszystkie kozy skaczą, jak mówi ludowe przysłowie.
Kwiat kalafiora, ♀Aleksandra0709 ()
Życie jest krótkim pasmem smutku i cierpienia (...).
Kwiat kalafiora, ♀Aleksandra0709 ()
Czy spotkał się pan kiedyś z tym zdaniem Epikteta: „Czemu nie gniewamy się, gdy ktoś mówi, że nas głowa boli, a gniewamy się, gdy mówi, że błądzimy w rozumowaniu lub w wyborze?” Nie?... Pascal bardzo ładnie to rozwija, wie pan, jego odpowiedź brzmi: „Bo jesteśmy pewni swego zdrowia, a słuszności nie”. I dalej: „Skąd pochodzi, że człowiek chromy nie drażni nas, a umysł chromy drażni? Stąd, iż chromy uznaje, że idziemy prosto. Umysł zaś chromy powiada, że to my kulejemy”.
Kwiat kalafiora, ♀Aleksandra0709 ()
Pecuniae oboediunt omnia, a ja umiem je zarabiać tylko w uczciwy sposób.
Kwiat kalafiora, ♀Aleksandra0709 ()
Z perspektywy lat rozumiem, że chłopcy bali się mnie jak ognia, ponieważ byłam bardziej niż oni energiczna.
Kwiat kalafiora, ♀Aleksandra0709 ()
Kto w zębie dłubie, dostanie po dzióbie.
Kwiat kalafiora, ♀Aleksandra0709 ()
Mamusiu, napisałam dla ciebie jeszcze bajkę. Ta bajka nazywa się Bajka Pod Tytułem 6 100.
Jedynka zawołała – ja jestem większa od szóstki!
Ty ode mnie? – zaperzyła się szóstka!
A ja jestem starsza – wtroncila się setka. – No, chyba nie myślicie, że jestem młodsza od jedynki?
Ja jestem zero! – Zero? Nie wtroncaj się!
Niech rozsądzi milion, po co te kłótnie, w końcu i tak zginiemy w Nieskończoności! – Cześć – Nutria.
[pisownia oryginalna]
Kwiat kalafiora, ♀Aleksandra0709 ()
Czy wiesz, że na świecie jest nieskończoność? Która polega na tym, że nic nie ma końca. Jak ci powiedzą, że wszystko się kończy, to im nie wierz, bo to jest nieprawda. Tatuś mi muwił. Jak mi nie wierzysz to sprubuj powiedzieć największą liczbę. Największej liczby nie ma, bo zafsze można dodać jeden. I tak dalej, bez końca.
[pisownia oryginalna]
Kwiat kalafiora, ♀Aleksandra0709 ()
Czy starożytni jedli woły z kopytami i z sierścią?
Kwiat kalafiora, ♀Aleksandra0709 ()
Kto mleka nie pije, ten z głodu zawyje.
Kwiat kalafiora, ♀Aleksandra0709 ()
Dlaczego waszym zdaniem współczucie jest czymś niewłaściwym? Dlaczego waszym zdaniem pomaganie bliźnim jest śmieszne? Dlaczego nikt się nie wstydzi agresji i brutalności, a żenuje go własna dobroć? Czy nie sądzicie, że coś tu stoi na głowie?
Kwiat kalafiora, ♀Aleksandra0709 ()
Litość to nie współczucie.
Kwiat kalafiora, ♀Aleksandra0709 ()
Czy nie słyszałaś o uśmiechach fałszywych? Czy każdy, kto się uśmiecha, jest dobry? A jak kto na przykład jest dobry, ale ponury?
Kwiat kalafiora, ♀Aleksandra0709 ()
Opuszczając nasz przemiły lokal wyborczy spotkałam starszą panią podsłuchującą pod drzwiami. Wysłałam jej ESD, na co ona z oburzeniem splunęła i znikła w swoim mieszkaniu.
Kwiat kalafiora, ♀Aleksandra0709 ()
Herbata dobra jest przy myśleniu.
Kwiat kalafiora, ♀Aleksandra0709 ()
Ja się śmieję? Ja? To złudzenie optyczne.
Kwiat kalafiora, ♀Aleksandra0709 ()
Jestem człowiekiem, który musi być dobry. Bez żadnych okoliczności łagodzących.
Kwiat kalafiora, ♀Aleksandra0709 ()
Każdy ma w sobie ten okruch dobra...
Kwiat kalafiora, ♀Aleksandra0709 ()
(...) nie wolno zakładać z góry, że człowiek jest słaby i zły.
Kwiat kalafiora, ♀Aleksandra0709 ()
Pyziak, ciebie uczyli w dzieciństwie jedynie, żebyś nie dłubał w nosie, słowo ci daję...
Kwiat kalafiora, ♀Aleksandra0709 ()
Facecik, zwany przez wszystkich Robrojkiem, budził w Gabrysi miłe wzruszenia, być może dlatego, że był rudy jak jej własne siostry i piegowaty jak ona sama. A może dlatego, że śmiał się szczerze i całą gębą. A może dlatego, że opowiadał najlepsze polityczne kawały, wybuchając co chwila zaraźliwym śmiechem. To on wznosił kawą piętrowe toasty na wzór gruziński i intonował przekomicznie arię „Myszko, to była piękna noc”.
Kwiat kalafiora, ♀Aleksandra0709 ()
Boimy się współczuć (...). Ludzie wokół nas są agresywni. Robimy krok w ich stronę, a oni odpowiadają nam złością.(...) Po prostu boimy się żeby nas nie odtrącono.
Kwiat kalafiora, ♀Aleksandra0709 ()
Gabrysiu, ty jesteś dziewczyna atrakcyjna... Jak się uśmiechasz do kogoś na ulicy, to to nie jest sygnał dobra, tylko pewna odmiana flirtu.
Kwiat kalafiora, ♀Aleksandra0709 ()
(...) kalafior też jest kwiatem. Właśnie wyczytałem to w encyklopedii przyrodniczej. Nie dość tego. Życie bez kalafiora jest praktycznie niemożliwe. Zawiera on nieprawdopodobną ilość soli mineralnych, wapnia i witamin. Nie sposób odżywiać się przez całe życie kwiatami. Zresztą, czymże byłaby róża, gdyby miała woń kapusty.
Kwiat kalafiora, ♀Aleksandra0709 ()
O, nie (...). Wybaczcie, państwo, ale ja nie będę myła okien w tej klasie. Nie myję okien nawet u siebie w domu, bo nigdy nie mam na to czasu. Umawiam po prostu studentów ze spółdzielni „Akademik”. Poza tym, wydaje mi się, że nawet najgorliwsze członkinie trójki klasowej nie powinny zrzucać koksu do kotłowni c.o., ponieważ ta czynność nie przystoi damie.
Kwiat kalafiora, ♀Aleksandra0709 ()
– A czemu ta uczennica jest w prześcieradle? – chciał wiedzieć Pieróg, przypatrując się podejrzliwie Anieli.(...)
– Przecież to Kowalikówna – powiedział Dmuchawiec takim tonem, jakby fakt, że uczennica w prześcieradle nazywa się Kowalik, mógł cokolwiek wyjaśnić.
Kwiat kalafiora, ♀Aleksandra0709 ()
– A zna pan ten kawał? Pacjent budzi się po narkozie...
– Nie, proszę pana – rzekł ojciec surowo. – Nie znam takich kawałów.
– ... i widzi nad sobą twarz chirurga. Mam dwie wiadomości, mówi chirurg, dobrą i złą.
– Tak, z pewnością – powiedział powoli ojciec Borejko, który cechował się zwolnionym refleksem. – Nie znam tego.
– Więc pacjent powiada, że woli najpierw tę złą nowinę. Na to chirurg: obcięliśmy panu nogi – nie rezygnował doktor Kowalik.
– Nie, nie znam tego – upewnił go ojciec Borejko.
– A pacjent na to: a ta dobra wiadomość? – brnął doktor Kowalik bliski rozpaczy. – Chirurg na to: mam kupca na pana buty!
Całe szczęście, że cztery Borejkówny wybuchnęły rozgłośnym śmiechem, bo tata Borejko nie tylko się nie ubawił, ale wręcz obraził.
– Nie musi mnie pan, doktorze, nawracać takimi metodami – oświadczył z godnością.
Kwiat kalafiora, ♀Aleksandra0709 ()
– (...) chciałabym upiec dla ojca tort, na imieniny.
– Tort? Rany boskie, Gabriela, ty się lepiej do tego nie bierz. Jak kto ma takie maślane łapy, to lepiej niech piłkę kopie.
– Oj, ciociu, ciociu, ja przecież gram w kosza. To jest piłka ręczna.
Kwiat kalafiora, ♀Aleksandra0709 ()
– Czy wiesz o tym, że teraz w podstawówkach nie repetuje się klasy?
– Quo modo? – zdumiał się ojciec.
– Legalnie.
– Nie wolno zostawić złego ucznia na drugi rok? (...)
– Tak jest.
– Nie do wiary. Nie do wiary. Ziszczony sen idioty (...).
Kwiat kalafiora, ♀Aleksandra0709 ()
– Gaba idzie. Ida zostaje. Proszę bez protestów.
– Mamo!!
– Powiedziałam, bez protestów. Nieletnie uczennice nie chadzają na prywatki. Gabrysiu, właściwie... dlaczego ty też nie chadzasz?
– No, bo nie mam kiecek (...). Ale to nieważne, dziś się tym nie przejmuję, bo idę po prostu na placek.
– Gabrysiu, jak to? Jak to – nie przejmujesz się? Przecież to nienormalne. Moja droga, ty stanowczo, ale to stanowczo, powinnaś wcielić się dziś wieczór w Romantycznego Motyla.
Kwiat kalafiora, ♀Aleksandra0709 ()
– Halo!!! – krzyknęła do słuchawki.
– To ja... – powiedział przy jej uchu zamazany basik Nutrii.
– Co się dzieje?
– Gabuniu, ale nie denerwuj się, dobrze?
– Już się zdenerwowałam! Mów!
– Tata znalazł świnkę.
– Kogo?!
– Świnkę, Gabuniu.
– Słuchaj no, ty bąku obrzydły, czy po to tu dzwonisz i straszysz mnie, żeby mi opowiedzieć jakieś bzdury o świnkach? (...) a dlaczego ty jeszcze nie śpisz?
– No, przecież ci mówiłem. Mamy świnkę.
– Kochanie, miejcie sobie nawet trzy świnki, fermę drobiu i dwie krowy, miejcie sobie nawet wielbłąda, ale spać trzeba o normalnej porze. No, to pa. Śpij dobrze, a ja wrócę późno.(...)
– To tatuś znalazł tę świnkę, wiesz? (...) Bolało mnie przy uszach. Tatuś dotknął i znalazł tam dwie kulki.
– Nu... Nu... Nutria... Co ty... mówisz? – Gabrysi nagle zmiękły kolana. – Świnka? (...)
– Przecież mówiłem. Świnka.
– Świnka – jęczała Gabrysia, z przerażeniem przerzucając w myśli wszystkie swoje mizerne wiadomości na temat chorób zakaźnych. – „Lotny wirus” – dotarło do niej i zadrżała. – A jak tam Pulpa?!
– (...) Pulpa też ma świnkę. Tylko w innym miejscu (...). Tata powiedział, że wlazło jej w inne węzły. Pod brodą.(...)
– Macie gorączkę?
– Tak. Obie tę samą. Trzydzieści osiem i sześć. I bardzo źle widzimy.
Trzy ślepe siostry tłukące się po mieszkaniu i obijające się o ściany – obraz ten narzucił się wyobraźni Gabrieli tak natrętnie, że musiała przetrzeć oczy.
– I leżymy w łóżkach od bajeczki.
– Jak to leżycie! Jak to leżycie! Bachorze! Ty na pewno stoisz boso!
Kwiat kalafiora, ♀Aleksandra0709 ()
– Ja wiem, co mi chciałeś powiedzieć – zauważyła Gabriela, która była poirytowana. – Nutria, uważaj, bo się spocisz!
– Proszę? – stropił się Pyziak, biorąc tę uwagę do siebie.
– Mówię, że wiem, co mi chciałeś powiedzieć. Nutria, mówię ci, nie biegaj!
– Co za nutria? (...)
– Moja siostra jest Nutrią. To jest, Nutria jest moją siostrą.
Kwiat kalafiora, ♀Aleksandra0709 ()
– Kolory ziemi – napomknęła [Joanna]. – W tym sezonie obowiązkowe.
– Kolory ziemi mam w nosie – burknęła Gabriela, powodując swoją odpowiedzią zabawne skojarzenia u Nutrii i Pulpecji, które zgodnie zaniosły się rabelaisowskim rechotem.
Kwiat kalafiora, ♀Aleksandra0709 ()
– Mamo, czy można ci podmuchać w tę rurkę?
– Mamo, a ta igiełka to po co? Ja ci ją wyjmę.
– Pokaż brzuszek!
– Tak, pokaż, pokaż, jak tam jest w środku człowieka.
– A gdzie masz ten kawałek, co ci wycięli?
Kwiat kalafiora, ♀Aleksandra0709 ()
– Mówiłam, żebyś nie stała boso!
– To co, mam siedzieć boso? – zatkała Pulpa.
– Masz nie chodzić boso, jasne?
– Mówiłaś, że mam nie stać...
– Ja ci w ogóle zabraniam być boso! – ryknęła Gabriela.
– A w łóżeczku? – spytała trwożnie Patrycja (...).
Kwiat kalafiora, ♀Aleksandra0709 ()
– Najpierw stworzyłem powietrze, potem lądy i morza – wrzeszczała z wanny Nutria, przy wtórze hałaśliwie lejącej się wody. – Potem małpę, a z małpy człowieka.
– Coś tu się z czymś nie zgadza – powiedziała Gabrysia dość słabo.
Kwiat kalafiora, ♀Aleksandra0709 ()
– Patrz, tu wystarczy zeszyć, z jednego tylko boku... a na ramionach udrapować i spiąć czymś drewnianym.
– Klamerki do bielizny – bąknął ojciec zza swej psychicznej otoczki i zachichotał sam do siebie.
Kwiat kalafiora, ♀Aleksandra0709 ()
– Pulpa, czy wyjadałaś cukier pudrowy?
– Nniee – wyparła się Pulpa. – Ja go tylko... eee... sypałam na parapet, dla ptaszków.
– Lubią? – spytała ironicznie Gabrysia.
– A–nie. Wszystko wypluły.
– Trzeba im było powiedzieć, że cukier jest na talony – mruknęła Gabriela (...). – Sama też o tym pamiętaj, złotko.
Kwiat kalafiora, ♀Aleksandra0709 ()
– Ty jesteś... wiesz, ty jesteś... – i umilkła nagle, onieśmielona.
– Robert – rzekł on, uśmiechając się szeroko (...). – Robert Rojek. No, jedziemy.
Kwiat kalafiora, ♀Aleksandra0709 ()
– Tylko nie to, Pyziak, nie jestem żadnym kwiatuszkiem.
– O, w istocie (...) – Kwiatuszkiem to ty nie jesteś (...) Nie – rzekł mściwie – Przypominasz mi raczej coś z warzyw. O, kalafior, stara. Kalafior. Jesteś tak pozbawiona wdzięku i romantyzmu jak on. Jesteś wcieloną prozą życia.
Kwiat kalafiora, ♀Aleksandra0709 ()
– Uważam, że jest śliczny.
– Tak – powiedziała Gabrysia. – Śliczny jak budyń z soczkiem.
Kwiat kalafiora, ♀Aleksandra0709 ()
– Widziałem Milkę – przemówił nagle Józeczek mrocznym basem. – Parę dni temu. Stała po karkówkę. I była w kolejce jedyną osoba czytającą książkę. Zgadnij, co czytała.
– Och, przypuszczam, że coś z literatury kobiecej – rzekł ojciec.
– Nie. Wiersze Majakowskiego.
Kwiat kalafiora, ♀Aleksandra0709 ()
– Bardzo dziękuję za tortownicę – dodała Gabrysia i uśmiechnęła się bez najmniejszego trudu. W tejże chwili pojęła różnicę między Eksperymentalnym Sygnałem Dobra a prawdziwym uśmiechem: ten ostatni był naprawdę zaraźliwy. Przynajmniej w wypadku pani Szczepańskiej. Słaby, niepewny, mimowolny, a nawet ukradkowy – ale jednak był to uśmiech, który zmienił nie do poznania tę zaciętą, obojętną, smutną twarz.
Kwiat kalafiora, ♀Aleksandra0709 ()
Czyż mogło istnieć bowiem coś rozkoszniejszego niż ciepły piec z pięknych starych kafli, do którego tak błogo przytulić się plecami w mroźny wieczór zimowy!
Kwiat kalafiora, ♀Aleksandra0709 ()
Dodatkowym mankamentem mieszkania była okoliczność, że remontowano je zapewne w latach dwudziestych.
Kwiat kalafiora, ♀Aleksandra0709 ()
Gabrysia znów popadła w takie samo jak przedtem zamyślenie i zupełnie jej nie przeszkadzało, że Pyziak milczy, nie krępowało jej również, że nie ma mu nic do powiedzenia. Dziwna rzecz: po raz pierwszy zdarzyło się Gabrieli milczeć tak długo, i to milczeć wspólnie z kimś, i po raz pierwszy milczenie takie wywołało w niej tyle uczucia bliskości.
Kwiat kalafiora, ♀Aleksandra0709 ()
Głupio było mówić mamie o wszystkim. Ale komuś przecież trzeba było powiedzieć.
Kwiat kalafiora, ♀Aleksandra0709 ()
Gotowanie było czynnością, którą mama bardzo lubiła, twierdząc, że jest ono bezwzględnie rodzajem twórczości artystycznej.Despotyczna i szybka, nie dopuszczała córek do przedsionków tej sztuki, ponieważ ślamazarne ich poczynania denerwowały ją w ciągu pierwszych pięciu minut. Gabrysia była najbardziej pod tym względem wyedukowana. Umiała ugotować rosół, herbatę i budyń. Jednakże już przyrządzenie jajka na miękko przekraczało jej umiejętności, gdyż niezależnie od czasu gotowania, nieodmiennie wychodziło ono z kąpieli wodnej twarde jak kamień.
Umiała też ugotować ziemniaki. Uczyniła więc teraz to, co należy, mianowicie obrała je i wrzuciła do wody, dosypując czegoś, co zdało jej się solą, a było kwaskiem cytrynowym.
Kwiat kalafiora, ♀Aleksandra0709 ()
– I nie martw się, wszystko będzie dobrze.
Gabrysia powtórzyła te słowa mamy i było to jak magiczne zaklęcie.
Kwiat kalafiora, ♀Aleksandra0709 ()
Miejsce taty przy stole w kuchni znajdowało się przy ścianie. Nad jego głową wisiały przyklejone taśmą krótkie utwory i aforyzmy, stworzone indywidualnie lub zbiorowo przez cztery Borejkówny. „Kto mlaszcze, dostanie w paszczę” – głosiły te niechlujne świstki, albo: „Kto siorbie, dostanie po torbie”. „Kto oblizuje nóż, ten nie przemówi już”.
Kwiat kalafiora, ♀Aleksandra0709 ()
Mama miała nieco ponad czterdzieści lat, wyglądała na więcej, gdyż jej twarz nosiła ślady wszystkich trosk i kłopotów, których nie dopuściła do głębin świadomości. Tylko oczy były w jej twarzy młode – świeciły miłym, dobrym, błękitnym spojrzeniem, bo zresztą i mama była osobą miłą i dobrą, tylko niesłychanie apodyktyczną. Była małym domowym tyranem, pełnym skoncentrowanej energii, wiecznie czymś zajętym i niezłomnie oddanym swojej rodzinie.
Kwiat kalafiora, ♀Aleksandra0709 ()
– Moja kuzynka Gabriela – ogłosiła Joanna, popychając Gabrysię przed sobą jak okazowy egzemplarz jałówki. – Medalistka ze spartakiady. Zabójczo rąbie w kosza.
O, nieba, cóż za rekomendacja. Gabrysia miała wrażenie, że albo zaraz ryknie homeryckim śmiechem, albo da kuzynce takiego łupnia w kark, że idiotka do śmierci popamięta. Doprawdy, po takim wstępie wcielanie się w Romantycznego Motyla było przedsięwzięciem skazanym na żałosne fiasko.
Kwiat kalafiora, ♀Aleksandra0709 ()
Nie ma nic przykrzejszego niż rozmowa z kimś, kto nie chce uczestniczyć w obsmarowywaniu bliźniego.
Kwiat kalafiora, ♀Aleksandra0709 ()
– Nie wiedziałem, że masz narzeczonego – rzekł on.
Gabriela też nie wiedziała. Milczała więc dyplomatycznie.
Kwiat kalafiora, ♀Aleksandra0709 ()
Niechby najpierw powiedziała, co się stało, a płakała potem. Co za baba.
Kwiat kalafiora, ♀Aleksandra0709 ()
Ojciec leżał w łóżku już trzy dni. Obłożony ze wszystkich stron ulubionymi książkami, pismami i skryptami, w sposób orgiastyczny oddawał się lekturze, ignorując dyskretnie otaczający go świat.
Kwiat kalafiora, ♀Aleksandra0709 ()
– Patrycjo – rzekł więc ojciec z powagą. – Pieniądze cuchną, wierz mi na słowo, jakkolwiek w języku łacińskim istnieje twierdzenie wręcz odwrotne. Nigdy więcej, córko, nie dotykaj mojego portfela, bo możesz nagle znaleźć ślady okrutnych razów na swych pośladkach.
Przerażona Pulpecja, która nie rozumiała z tej przemowy ani słowa z wyjątkiem wyrazów „pieniądze” i „pośladki”, na wszelki wypadek wybuchnęła głośnym wyciem pełnym męczeństwa i skruchy. Kompozycja ta poskutkowała z miejsca: ojciec podniósł oczy, zatkał uszy, potem je odetkał i zatkał z kolei otwór gębowy Pulpeta.
Kwiat kalafiora, ♀Aleksandra0709 ()
W tym domu [Borejków] każdy bardzo szybko czuł się jak u siebie – szybciej nawet, niż się zorientował.
Kwiat kalafiora, ♀Aleksandra0709 ()
Wieczór był piękny i Janusz Pyziak odprowadził Gabrysię (...) do domu (...). Mimo mroku patrzał jej bezustannie w oczy i powiedział, że przypomina mu kwiat jabłoni, drżący w lekkim, wiosennym wietrze. Na Gabrieli metafora ta wywarła niezwykle silne wrażenie do następnego treningu, kiedy to, zwierzywszy się koleżance z drużyny, usłyszała od niej, że i ona, jakiś miesiąc temu, została przez Pyziaka porównana do kwiatu jabłoni. Skonfrontowana z całą drużyną juniorek metafora Pyziaka okazała się wytartym liczmanem: aż cztery dziewczyny były kwiatem jabłoni dla dzielnego koszykarza, dwie natomiast porównane zostały do muzyki skrzypcowej. Szatnia drużyny żeńskiej rozbrzmiewała tamtego wieczoru huraganowymi wybuchami śmiechu, a nieświadom niczego Pyziak, który zaproponował Gabrieli spacer po parku, został przez nią zbesztany, zawstydzony, skarcony jak dzieciak i odtrącony kategorycznie raz na zawsze. Wyszydzony następnie w sposób solidarny przez całą drużynę juniorek trzy tygodnie nie przychodził na treningi w te dni, kiedy w sali ćwiczyły razem oba zespoły – chłopców i dziewczyn. Po trzech tygodniach wrócił (...), lecz unikał Gabrieli jak diabeł święconej wody.
Ida sierpniowa, ♀Aleksandra0709 ()
Może ta zdolność do poświęceń przychodzi z wiekiem.
Ida sierpniowa, ♀Aleksandra0709 ()
Podejrzliwość jest ohydną cechą i źle świadczy nie o tym, kogo podejrzewamy, tylko o nas, niestety.
Ida sierpniowa, ♀Aleksandra0709 ()
Gabriela (...) nie była z tych, co się załamują. To raczej ona wyglądała, jakby zdolna była połamać wszystko wokół.(...) miała lat osiemnaście, sylwetkę i mocne ręce koszykarki oraz jasne włosy przystrzyżone po chłopięcemu. Okrągła jej twarz była opalona i rumiana.
Ida sierpniowa, ♀Aleksandra0709 ()
Co do nieśmiałości: któż jej nie zna!
Ale jest na to niezły sposób, wypróbowany przez osobę bardzo mi bliską: najpierw trzeba uwierzyć w siebie, a potem o sobie zapomnieć.
Ida sierpniowa, ♀Aleksandra0709 ()
Jeśli nienawidzimy w dobrym celu, to tym samym przyznajemy, że dobry cel uświęca złe środki.
Ida sierpniowa, ♀Aleksandra0709 ()
Odpowiedzialność za przyszłe społeczeństwo wymaga poświęceń.
Ida sierpniowa, ♀Aleksandra0709 ()
– Podejrzewam, że mam anemię, alergię i reumatyzm. Aha, i nerwicę serca.
Podeszła do lusterka, wiszącego nad biurkiem, i obejrzała sobie gardło.
– I anginę – dodała.
Ida sierpniowa, ♀Aleksandra0709 ()
Przecież nienawiść też jest złem (...). A jeśli nienawidzi się zła w złym człowieku...(...) To wtedy nadaje się złu moc zarażania. Jak można zwalczyć zło, kiedy się jest nim zarażonym?
Ida sierpniowa, ♀Aleksandra0709 ()
Słabszych zawsze trzeba bronić.
Ida sierpniowa, ♀Aleksandra0709 ()
W pewnych sytuacjach głupie pomysły są zbawienne (...).
Ida sierpniowa, ♀Aleksandra0709 ()
(...) gdybym Was nie znała i gdybym nie znała Idy od niemowlęcia, mogłabym pomyśleć, że zrodzili ją przekupnie z targowiska. Ma w każdym razie talent do handlu.
Ida sierpniowa, ♀Aleksandra0709 ()
Ida Borejko nie była ładna – niestety.
Szczerze mówiąc uchodziła za brzydactwo.
Dość wysoka na swoje piętnaście lat, nieprzeciętnie chuda, garbiła plecy, żeby ukryć biust, wskutek czego jej sylwetka przypominała pałąk zakończony od dołu kościstymi nogami o dużych stopach, a od góry – kędzierzawą, płomiennierudą rozczochraną strzechą, skutecznie kryjącą oczy, szyję, barki i łopatki. Spod tej szalonej fryzury widać było niekiedy jakiś fragment twarzy o bardzo jasnej cerze i licznych piegach, wśród których świeciły małe zielone oczy i duże białe zęby z lekkim przodozgryzem.
Ida sierpniowa, ♀Aleksandra0709 ()
Ida zastanowiła się uczciwie, czy określenie „nieszczęsne indywiduum” można odnieść do jej osoby – i doszła do wniosku, że tak.
Ida sierpniowa, ♀Aleksandra0709 ()
Idusia miała fantazję, miała też smykałkę w palcach – do wszystkiego z wyjątkiem szycia. Szycie, nie wiadomo czemu, stanowiło dla niej zagadnienie nie do pokonania. Gdyby istniał jakiś dostępny sposób na wykonanie odzieży klejonej z papieru. Idą byłaby najładniej ubraną dziewczyną w województwie poznańskim.
Ida sierpniowa, ♀Aleksandra0709 ()
– Nie przejmuj się, Iduś (...). Jesteś naprawdę... przystojna. Może nieco za szczupła... ale masz masę wdzięku i tego... no...
Ida sierpniowa, ♀Aleksandra0709 ()
Nie tylko ambicję miała Idą wybujałą. Upór też. Wszystkie właściwie cechy jej charakteru – i te dobre, i te złe – były silnie wybujałe. Szarpały nią uczucia o wielkiej mocy, a nieszczęście polegało na tym, że Ida zupełnie nie umiała ich ukrywać.
Ida sierpniowa, ♀Aleksandra0709 ()
Przypisywanie sobie urojonych chorób było oczywistą konsekwencją wspaniałego zdrowia Idusi, jej przesadnego usposobienia i przede wszystkim – palącej potrzeby uzyskania czyjegokolwiek współczucia. Od popadnięcia w lekomanię ustrzegł Idę wyłącznie zdrowy rozsądek mamy.
Ida sierpniowa, ♀Aleksandra0709 ()
Są osoby, na których odzież leży zawsze jak ulana, szalik nigdy nie wylezie im z kołnierzyka bluzki, zamek od spódnicy nie pęknie w chwili’ najmniej odpowiedniej, a guziki nie oderwą się od płaszcza nawet w czasie huraganu. Idą nie należała do grona tych szczęśliwców. Cokolwiek wciągnęła na grzbiet – zawsze wyglądała jednakowo niedbale, a jej stroje miały tajemnicze i nieodparte tendencje do zwisania, wleczenia się lub powiewania.
Ida sierpniowa, ♀Aleksandra0709 ()
(...) to takie biedne zakompleksione stworzenie.
Ida sierpniowa, ♀Aleksandra0709 ()
Tylko mieszczuchy i cieplaje (...) nie mogą wytrzymać na łonie natury. Nie ma przyjemniejszych wakacji niż namiotowe.
Ida sierpniowa, ♀Aleksandra0709 ()
(...) jak cię widzą, tak cię piszą. Nikomu nie chce się wnikać w prawdziwą głębię naszej istoty.
Ida sierpniowa, ♀Aleksandra0709 ()
Pieniądze (...) mają to do siebie, że zawsze je można zarobić (...). Natomiast na czyste sumienie nie ma innego sposobu niż po prostu je mieć.
Ida sierpniowa, ♀Aleksandra0709 ()
Teraz czytam książkę pana kierownika, jest ona o pewnym krulewiczu, który nazywa się Myszkin, a książka ma w tytule brzydkie słowo. Ta książka jest nudna, więc dużo opószczam. Najbardziej mi się podobało, jak pewna dama wrzuciła do ognia sto tysięcy rubli. Rubel jest to jednostka monetarna w bratnim kraju naszych najlepszych przyjaciuł. Wiem to na pewno, bo spytałam taty, co to jest rubel, i tata mi powiedział, co to jest rubel.
[pisownia oryginalna]
Ida sierpniowa, ♀Aleksandra0709 ()
Tu jest bardzo zimno i mokro i dziś w śpiworze miałam rzabę. Była ona zielona w brązowe pryszcze.
[pisownia oryginalna]
Ida sierpniowa, ♀Aleksandra0709 ()
Basiu, niech Basia nie daje mi znaków.(...) Niech już Basia nie mruga, na litość Boską, bo zrobi się Basi z tego jakiś nerwowy tik.
Ida sierpniowa, ♀Aleksandra0709 ()
Cudze kłopoty już dawno przestały mnie obchodzić.
Ida sierpniowa, ♀Aleksandra0709 ()
Jak już mam na kogoś patrzeć przez pół dnia, to niech to chociaż nie będzie nieszczęsne indywiduum, oto jakie mam życzenie.
Ida sierpniowa, ♀Aleksandra0709 ()
Krzysiu! Wyłącz, proszę, Lisieckich!...
Ida sierpniowa, ♀Aleksandra0709 ()
Seneka uprzytamnia nam (...), że życie ludzkie dzieli się na trzy części: przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Przyszłości nie jesteśmy pewni i nic o niej nie wiemy; nad teraźniejszością nie panujemy; a więc tylko przeszłość od nas samych zależy. Żyjąc, należy więc pamiętać, że w każdym momencie nasza teraźniejszość staje się przeszłością. A przeszłość przecież (...) powinna być naszą ostoją, a nie gniazdem wstydu i wyrzutów sumienia. To miałem na myśli mówiąc, że lektura Seneki przyda się zwłaszcza osobie młodej. Moja przeszłość ostatnio zlewa się z teraźniejszością, a przyszłości pozostało niewiele...
Ida sierpniowa, ♀Aleksandra0709 ()
Szczególnie mnie drażni, kiedy jakaś życiowa łamaga (...) zamęcza wszystkich narzekaniem. Dlaczego po prostu nie weźmie się w garść?
Ida sierpniowa, ♀Aleksandra0709 ()
Jak kto się do ciebie uśmiechnie, to ty się cała rozpromieniasz. Tak jakbyś, rozumiesz, tylko na to czekała (...). Ty się tak rozjaśniasz, jakby ci się w środku zapalała żarówka.
Ida sierpniowa, ♀Aleksandra0709 ()
(...) powiem ci coś, czego nie powiedziałem jeszcze nigdy żadnej dziewczynie. (...) Powiem ci (...) – na czym polega Zasada Szwungszajby. (...) Szwungszajba to koło zamachowe. (...) To koło jest nieproporcjonalnie ciężkie w stosunku do innych elementów maszyny. Żeby je poruszyć, trzeba w pierwszej chwili sporo energii, ale jak się już to koło rozpędzi, to potem samo porusza maszynę. (...) Odniosłem przykład szwungszajby do dziedziny ducha (...). Tak jak koło zamachowe, raz wprawione w ruch (...) własnym rozpędem porusza maszynę, tak i człowiek ma w sobie duchowy rozpęd.(...) Który po każdym upadku, po każdej klęsce każe mu się podnieść i wejść wyżej, i ruszyć przed siebie.
Ida sierpniowa, ♀Aleksandra0709 ()
Ida, ty się zdecyduj, czy będziesz histeryzować, czy nie. W tym pierwszym przypadku lepiej sobie idź.
Ida sierpniowa, ♀Aleksandra0709 ()
– Chciałbym wiedzieć, jak się nazywasz.
– Nazywam się Borejko. Idą.
– Idą? Rzadkie imię – stwierdził pan Paszkiet bez zainteresowania.
– To z powodu Id Marcowych. Urodziłam się bowiem piętnastego marca, a mój ojciec jest filologiem klasycznym. (...)
Ciekaw jestem – powiedział – jak nazwałby cię ojciec, gdybyś przyszła na świat w lutym – poprawił się w fotelu i z lekką kpiną patrzył na swoją damę do towarzystwa.
– Kto go wie (...). Moja starsza siostra rodziła się tego samego dnia co Wergiliusz, z tym że oczywiście on się urodził w siedemdziesiątym roku przed naszą erą. Miała zostać nazwana Wergilią; podobno mama się uparła, że to nie jest imię dla chrześcijanki. I samowolnie dała jej imię Gabriela. A kiedy się urodziła moja młodsza siostra...
– Sekundę – przerwał zainteresowany pan Paszkiet. – Ile was jest w sumie?
– Sióstr?
– Tak.
– Cztery.
– Oho.
– Właśnie. No więc moja młodsza siostra... ale czy to pana interesuje?
– Wiesz, że nawet tak (...) A więc? Twoja młodsza siostra?...
– Tak, miała być Tibullą. Ale ponieważ tatę wysłali w podróż służbową, mama przemyciła Natalię.
– Wydaje mi się, że imię Natalia ma też źródłosłów łaciński (...). Rzeczownik „natalis” oznacza dzień urodzin.
– A to możliwe, bo tata jakoś mało się złościł po powrocie. No, a nasza najmłodsza siostra jest Patrycją Lidią.
Ida sierpniowa, ♀Aleksandra0709 ()
– Cześć, mała. Co robisz w Poznaniu? Nie podobało ci się nad Jeziorem Drawskim?
– Nie podobało – odparła Idzia, z bulgotem przełykając herbatę.
– Z jakiego powodu?
– Z trzech powodów. Z powodu mojej siostry Gabrieli. I z powodu mojej siostry Nutrii. I z powodu mojej siostry Pulpecji.
Ida sierpniowa, ♀Aleksandra0709 ()
– Czy rzuca się w oczy, że jestem zakompleksiona?
– Tak jest, rzuca się silnie. Przede wszystkim dlatego, że się garbisz i trwożnie patrzysz spode łba. Przez tyle miesięcy zakrywałaś twarz tą dziką fryzurą i nikt nie widział, jaki masz śliczny uśmiech. Powinnaś z tym skończyć. Wyprostować się i narzucić otoczeniu przekonanie, że jesteś piękna i wspaniała.
Ida sierpniowa, ♀Aleksandra0709 ()
– Ja tam nudy nie znam – powiedziała z dumą staruszka. – Nuda to grzech. Jestem ciągle zajęta. A jak już nie mam nic całkiem do roboty, to sobie siadam i pomyślę trochę.
– A mnie nawet moje myśli nudzą.
Ida sierpniowa, ♀Aleksandra0709 ()
– Jeżeli sam stamtąd nie wyjdzie, sprowadzę mu lekarza.
– Ślusarza najpierw – podsunęła Basia praktycznie.
– Ślusarza, ślusarza. To nie do przeprowadzenia. Krzysio usłyszy i... jeszcze sobie co zrobi.
– Albo ślusarzowi – mruknęła Basia.
Ida sierpniowa, ♀Aleksandra0709 ()
– Już mam skrystalizowany cały plan – oświadczyła nagle mama Borejko.
– Ja nie chciałem... – nie zrozumiał mały Marek, któremu się zdawało, że ktoś mu zarzuca uczynienie plamy na obrusie.
Ida sierpniowa, ♀Aleksandra0709 ()
– Miłe dzieci – rzekł [pan Karol] bez przekonania.
– Miłe – zgodził się tata Borejko. – Aczkolwiek ja osobiście wolę, kiedy są w pewnej odległości od centrum towarzystwa. Pan Paszkiet spojrzał na niego z sympatią.
Ida sierpniowa, ♀Aleksandra0709 ()
– Myślałem, że jesteś wścibska historyczka o nieprzyjemnym charakterze. Myślałem, że jesteś wredna. I że jesteś trochę głupawa.
– Czytałam gdzieś, że każdy widzi świat na swoje podobieństwo – powiedziała Idą ze słodyczą.
Ida sierpniowa, ♀Aleksandra0709 ()
– Nie mów hop, póki nie przeskoczysz.
– A kiedy przeskoczysz – wpadła jej w słowo Ida (...) – to i wtedy nie mów hop. Zobacz najpierw w co wskoczyłeś, jak mawiał Tuwim.
Ida sierpniowa, ♀Aleksandra0709 ()
– Obliczyłam straty – powiedziała wojowniczo. – Wszystko razem wyniesie jakieś osiemset złotych.
– O – powiedziała mama Borejko z lekkim przestrachem.
– To chyba za wiele – wybuchnęła Idą. – O ile pamiętam, Jarek i Marek nie byli tego dnia spowici w złotogłów.
Ida sierpniowa, ♀Aleksandra0709 ()
– Powiedziałam, że wracam do domu. Rodzice zrobili awanturę... zaczęły się krzyki...
– Iduś – rzekł stryj. – Twoi rodzice są ostatnimi osobami na tym globie, które urządzałyby awanturę z krzykami. Kto krzyczał?! Idą chrząknęła.
– No, więc niech będzie, że ja.
Ida sierpniowa, ♀Aleksandra0709 ()
– Powierzchowność o niczym nie świadczy, Krzysiu, skarbie.
– No, to prawda... Paulina na przykład jest prześliczna i można by przypuszczać, że jej dusza podobna jest do kwiatu. A tymczasem... jeśli to jest kwiat, to na wskroś robaczywy.
Ida sierpniowa, ♀Aleksandra0709 ()
– Ta-tato – wystękała Idą, śmiejąc się jak obłąkana. – Tato, czy wiesz, co się stało?
– Domyślam się (...). Rozum ci odjęło.
Ida sierpniowa, ♀Aleksandra0709 ()
– U Lisieckich było dzisiaj pogotowie – powiedziała pani Basia owym szczególnie znaczącym tonem, jakim zazwyczaj mówi się o chorobach i nieszczęściach.
– Tak? Ciekawe za czyją przyczyną – mruknęła Ida (...). – Może Jarek i Marek tym razem pomalowali na zielono własną matkę?
– Nie, jeśli pomalowali, to na pewno nie matkę, matka jest w NRD. Pojechała na tydzień odwiedzić męża. Ta jej gruba siostra zamieszkała u niej, żeby się zająć chłopcami.
– Wobec tego pogotowie przyjechało po chłopców – stwierdziła Ida domyślnie. – Ta gruba nie mogła ich obu naraz upilnować.
Ida sierpniowa, ♀Aleksandra0709 ()
Ida gotowa była przysiąc, że ten uśmiech coś jej przypomina. Wytężyła pamięć i odnalazła asocjację: tak uśmiechał się rekin na rycinie w Encyklopedii Powszechnej PWN.
Ida sierpniowa, ♀Aleksandra0709 ()
Kwestię, czy napoleonki mogą podziałać jak balsam na obolałą duszę, rozstrzygnęła Idą w kwadrans później.
Mogły.
Ida sierpniowa, ♀Aleksandra0709 ()
Popatrzała na Krzysia zachwyconymi oczami (...), rumieniąc się z wolna jak kurczak w piekarniku.
Ida sierpniowa, ♀Aleksandra0709 ()
Pozostawiony sam na sam z nieprzytomnym bratem, starszy Lisiecki mocno zmiękł. Dawna jego bezczelność uleciała bez śladu i wpadająca do pokoju Idą ujrzała przed sobą kupkę nieszczęścia – beczącą, zasmarkaną i szarą ze strachu.
Ida sierpniowa, ♀Aleksandra0709 ()
„Wcale nie jesteś Rudym Kościotrópem
Jesteś Leprza i Grupsza nawet ot
Robin chuda”
– przeczytała mama koślawy napis pod rysunkiem, świadczącym o jak najlepszych intencjach twórcy. Rysunek przedstawiał opasłą babę z ogromnymi piersiami i nogami jak dwa salcesony, która to postać miała dziko pomarańczowe włosy, znacząco i starannie zamazane kredką koloru czarnego.
Ida sierpniowa, ♀Aleksandra0709 ()
NIE MA TEGO ZŁEGO, CO BY NA DOBRE NIE WYSZŁO.
Ida sierpniowa, ♀Aleksandra0709 ()
W KAŻDYCH WARUNKACH MOŻNA DOKONAĆ RZECZY POŻYTECZNYCH.
Opium w rosole, ♀Aleksandra0709 ()
Nie można podobać się wszystkim, trudno. A przecież chciałoby się...
Opium w rosole, ♀Aleksandra0709 ()
(...) tak okropnie trudno jest znaleźć drogę do drugiego człowieka.
Opium w rosole, ♀Aleksandra0709 ()
A sama skoczyła jeszcze po...(...) Ojejusiu, o mało się nie wygadałam, że skoczyła po kwiaty!!!
Opium w rosole, ♀Aleksandra0709 ()
Ja się nie znam jeszcze na zegarku (...). Ale chyba już jest ta pora obiadowa, bo mi się chce jeść obiad.
Opium w rosole, ♀Aleksandra0709 ()
Przyszłam na obiadek (...).
Opium w rosole, ♀Aleksandra0709 ()
Sam mi mówił, że jest kawalerem, a kawaler nie może mieć brata!
Opium w rosole, ♀Aleksandra0709 ()
Dziwaczna jakaś, o ile on się znał na dzieciach. Drobna była i chuda, nóżki miała jak zapałki, buzię brzydką – wyrazistą i komiczną, z oczkami jak czarne wiśnie i plackowatymi rumieńcami w kolorze malin. Rozciągając usta w szerokim uśmiechu, szła teraz za Maćkiem krok w krok i wymachiwała rakami. Unosiła ramiona lub nimi wzruszała, a przy tym co jakiś czas wybuchała monotonnym, rozdzierającym kaszlem, brzmiącym tak, jakby miała zamiar wycharczeć z siebie płuca.
Opium w rosole, ♀Aleksandra0709 ()
Lubiła zadawać pytania. Już dawno (...) odkryła, że ilekroć o coś spyta, otrzymuje jakąś odpowiedź. Uznała, że jest to bardzo sposób poznawania (...) świata.
Opium w rosole, ♀Aleksandra0709 ()
Mamusia nie pozwalała brać do łóżka Pieska. (...) to była kudłata żółta zabawka jeszcze z dawnych czasów (...). To wtedy zaczęła ssać kciuk, ssała go zawsze, kiedy tylko dotykała puszystego Pieska. Nie wiedziała, dlaczego to robi. Musiała ssać ten palec. To jej zawsze pomagało na strach.
Mamusia mówiła, że od tego ssania zrobi się Aurelii krzywy zgryz. Ale dotąd jakoś się nie zrobił. Poza tym Aurelia nawet nie wiedziała, gdzie go ma, tego zgryza, i wszystko jej było jedno, czy będzie to zgryz krzywy, czy prosty. Piesek jej pomagał. I to tylko było ważne.
Opium w rosole, ♀Aleksandra0709 ()
Jeżeli chcemy (...), żeby nas traktowano jak ludzi z godnością – to miejmy ją (...), to zachowujmy się godnie. Z poczuciem godności moje nieuctwo i twoje wygłupy jakoś się nie godzą.
Opium w rosole, ♀Aleksandra0709 ()
Kultura dzisiaj rzecz bezcenna.
Opium w rosole, ♀Aleksandra0709 ()
(...) może zbyt często lubimy wszytko zwalać na jakąś, no, siłę wyższą, która nam uniemożliwia to czy owo... podczas gdy wiele rzeczy, a już na pewno to, jacy jesteśmy, zależy głównie od nas samych.
Opium w rosole, ♀Aleksandra0709 ()
Nie martw się, bo nie jest źle. Po prostu – nie jest dobrze.
Opium w rosole, ♀Aleksandra0709 ()
Nikt nie ma prawa do nienawiści.
Opium w rosole, ♀Aleksandra0709 ()
Rygle, zamki, łańcuchy – co jest, rewizji się spodziewasz?
Opium w rosole, ♀Aleksandra0709 ()
Głupie serce zachowywało się jak zwykle. Powodowane zapewne odruchem warunkowym, zatłukło jak szalone, raptem zwolniło akcję, na zakończenie ścisnęło się boleśnie. Kresce odpłynęła z głowy cała krew, zabrakło jej tchu. Stała cicho i nieruchomo, w bladej twarzy ciemniały jej oczy jak błyszczące kamyki i bielał cienki nosek (...).
Opium w rosole, ♀Aleksandra0709 ()
Kreska była delikatnym, miłym i zbzikowanym stworzeniem o promiennych burych oczach z wielkimi rzęsami i burych włosach obsmyczonych na Izabelę Trojanowską. Była ładna – której to cechy nie zdołała jeszcze całkowicie zniweczyć przez swój sposób ubierania się. Nosiła jakieś dziwaczne płaszcze, jakby ze starej ciotki, długie kamizele własnej roboty, pozszywane z łatek, kolorowe getry z włóczki oraz takież czapki-uszanki, swetry-olbrzymy i parometrowe szale z frędzlami. Posuwała się nawet niekiedy do własnoręcznego wykonywania butów i torebek. Wszystko to wyglądało raczej biednie, ale zabawnie i modnie, a Maćkowi podobało się przede wszystkim dlatego, że wiedział, co się kryje za tym nieustającym festiwalem pomysłowości: Kreska chronicznie nie miała forsy.
Opium w rosole, ♀Aleksandra0709 ()
Ledwie tylko otworzyła oczy, ledwie się podniosła, ledwie ujrzała różowy, świetlisty prostokąt okna na błękitnawym tle ściany – już poczucie bezmiernego szczęścia chlusnęło w nią jak morska fala!
– Ha!
Zakochana z wzajemnością!
Z WZA-JEM-NO-SCIĄ!!!
Opium w rosole, ♀Aleksandra0709 ()
Na widok Maćka Kresce mdlało serce i oczy zachodziły łzami wzruszenia. Żeby nic nie pokazać po sobie, w obronnym odruchu stawała się szorstka i rzeczowa, chociaż sama świetnie wiedziała, jak go to drażni i złości.
„To się musiało skończyć jakąś Matyldą” – pomyślała (...) z rozpaczliwą jasnością.
Opium w rosole, ♀Aleksandra0709 ()
Bunt i ucieczka są zawsze rezultatami wzmożonej presji. Nie można narzucać dziecku niczego siłą, przez przymus. Bo choćby pani robiła to dla dobra dziecka – takie łamanie osobowości, taka przemoc musi wywołać bunt i odrzucenie posłuszeństwa.
Opium w rosole, ♀Aleksandra0709 ()
Człowiek nigdy nie powinien być traktowany instrumentalnie. W wychowaniu także. Dziecko ma też godność (...) i to trzeba umieć uszanować, tak jak jego swoisty charakter, upodobania i osobliwości.
Opium w rosole, ♀Aleksandra0709 ()
(...) człowiek (...), który jest autorytetem, jest nim sposób naturalny i wcale nie musi starać się o to. Każdy go szanuje.
Opium w rosole, ♀Aleksandra0709 ()
Stosunek do rodziców jest niezwykle ważnym elementem struktury psychicznej człowieka (...).
Opium w rosole, ♀Aleksandra0709 ()
Chandry stąd się właśnie biorą, że człowiekowi brak tlenu i witamin.
Opium w rosole, ♀Aleksandra0709 ()
Czaszka rzecz nieważna. Jak wiadomo, wszystko i tak zależy od zawartości...
Opium w rosole, ♀Aleksandra0709 ()
Płeć żeńską (...) można podzielić z grubsza na: baby, babsztyle, babusy, babki, kobietki, kobieciątka oraz chłopczyce. Najmniej w tym gronie jest kobiet (...) Kobiet – bo Kobieta – to brzmi dumnie.
Opium w rosole, ♀Aleksandra0709 ()
Strzeż się kobiet, które cię chwalą (...). Kobiety (...) myślą, że nie ma na mężczyznę lepszego sposobu niż pochlebstwa. Co gorsza, wydaje mi się, że mają rację. Dlatego na twoim miejscu ceniłbym sobie słowa zdrowej krytyki, bo te przynajmniej dowodzą szczerości.
Opium w rosole, ♀Aleksandra0709 ()
Byłam u niego niedawno. Bardzo źle wyglądał. I był, wiesz, w złej formie – ogólnie. Wychodząc pomyślałam po raz pierwszy, że... że on kiedyś umrze. I że ten świat wtedy bardzo się zmieni, na niekorzyść.(...) Dla nas wszystkich (...) Dla jego uczniów, on był... Boże, co ja mówię! – on jest. Jest! Jak opoka. Jest stałą wartością pośród wszystkich tych płynnych i zmiennych kryteriów – zamyśliła się i dodała: – Jedną z nielicznych stałych wartości.
Opium w rosole, ♀Aleksandra0709 ()
Każdy jest doświadczony przez życie.(...) Ale to nie może automatycznie oznaczać pesymizmu.
Opium w rosole, ♀Aleksandra0709 ()
Nikomu nic nie przyjdzie z tego, że ja się rozkleję.
Opium w rosole, ♀Aleksandra0709 ()
– (...) Popatrz na mnie, mąż mi uciekł na antypody, Pyzunia nawet go nie obchodzi... – tu jednakże głos Gabrysi wyraźnie się załamał. – A ja się przecież trzy-trzy-mam prawda?...(...) A w każdym razie udaję, że się trzymam – uzupełniła rzeczowo Gabrysia.
Opium w rosole, ♀Aleksandra0709 ()
To, co dają za darmo, na ogół nic nie jest warte.
Opium w rosole, ♀Aleksandra0709 ()
Dziecko zdrowe i szczęśliwe zawsze ma apetyt.
Opium w rosole, ♀Aleksandra0709 ()
Z bliska widać najgorzej. Czasem trzeba oddalenia, żeby kogoś zobaczyć naprawdę. A czasem własne nieszczęście zasłania widok na bliskiego człowieka.
Opium w rosole, ♀Aleksandra0709 ()
– A! Jedwabińska. No, a gdzież twoje warkocze?
– Obcięłam je. Dawno. Nie wypada... w pracy.
Opium w rosole, ♀Aleksandra0709 ()
– Ale... Janka! Co ty... przestań się wygłupiać!
– Ja się wcale nie wygłupiam (...). Ja tylko nie chcę takiego (...) tombaku.
Odwróciła się nagle i wpadła do swojej bramy, jakby ją kto gonił.
Ale Maciek ani myślał ją gonić. Stał w miejscu, serce mu mocno biło, a w głowie kołatało się jedno zasadnicze pytanie: co to znowu jest tombak, do cholery?!
Opium w rosole, ♀Aleksandra0709 ()
– Aurelia nie cierpi rosołu! Nienawidzi! Trzeba ją zmuszać, żeby przełknęła choć łyżkę! Czy może to był jakiś specjalny rosół?...
– Zwykły chudy rosołek.
– Może... jakaś specjalna przyprawa?...
Pani Borejko roześmiała się.
– Może. Przyprawa pana Ogorzałki. Zresztą potem i Gabrysia, moja córka, przyprawiała, i ja. To niezawodna przyprawa. Wszystko z nią smakuje, nawet suche ziemniaki.
– Maggi? – dopytywała się Ewa całkiem już natarczywie, po czym zreflektowała się i pokryła zmieszanie suchym śmieszkiem. – Albo może jakiś narkotyk?
– Może to i narkotyk: trochę serca – śmiała się pani Borejko.
Opium w rosole, ♀Aleksandra0709 ()
– Być może ma za mało dyscypliny...
– O, nie – żywo zaprzeczyła pani Lelujkowa. – Dyscypliną to dostawał dość często, aż mi go było żal. Mąż mu dawał lanie za każdą dwóję...
Opium w rosole, ♀Aleksandra0709 ()
– Chciałbym, żebyś była moją dziewczyną – wypowiedział Maciek w formie luźnej propozycji.
Kreska odzyskała oddech mniej więcej po pięciu sekundach.
– Wydaje mi się, że już masz swoją dziewczynę (...).
– Z Matyldą koniec! – zakrzyknął Maciej. – Okazało się, że jest nikczemna! (...)
– I od razu ujrzałeś mnie w innym świetle.
– Janka, ty chyba źle to rozumiesz. Jedno z drugim nie ma nic wspólnego.
– Ma.
– Nie ma!... Zwyczajnie, podobasz mi się. Lubię cię.
Kreska zatrzymała się przed swoją bramą.
– Ja też cię lubię (...). I szanuję cię (...). I dlatego postaram się zaraz zapomnieć o twoim nietakcie.
– Nietakcie!... Słuchaj, no co ty... co ty mówisz?! Ja ci przecież tylko proponuję...
– ... Falsyfikat – wpadła mu Kreska w słowo.
Opium w rosole, ♀Aleksandra0709 ()
– Co się martwisz, ja ciągle kaszlę – beztrosko rzuciła Genowefa. – To samo przejdzie.
– To przejdzie w zapalenie płuc (...).
Opium w rosole, ♀Aleksandra0709 ()
– (...) czy tobie też czasem wszystko się wydaje małe, brudne i brzydkie? (...)
– Bywa, że tak (...). Ale nie, jednak nie wszystko, nie. Zawsze jednak pozostaje parę spraw wielkich, czystych i pięknych. I te nie podlegają żadnym zmianom. Są wieczne.
Opium w rosole, ♀Aleksandra0709 ()
– Kryzys jak licho, wcale nie trzeba się stroić. O, patrz, tamta dziewczyna przyszła do opery w dżinsach i w golfie.
– Tamta dziewczyna nie ma krzty wyczucia – oznajmiła Kreska z mocą. – Równie dobrze mogła przyjść w szlafroku, bo jest kryzys, albo przywlec kozę na sznurku.
Opium w rosole, ♀Aleksandra0709 ()
– Dziewczyny się będę słuchał, też!...
– Czasami można, a wręcz należy – lakonicznie odparł Piotr (...).
Opium w rosole, ♀Aleksandra0709 ()
– Ja zawsze robię to, na co mam ochotę.
– Ho, ho. Naprawdę?
– Yhy. A co, ty nie robisz?
Nie. Przecież nie podłożyłam Matyldzie nogi, prawda? – mruknęła Kreska. – ładnie by doprawdy ten świat wyglądał, gdyby wszyscy robili to, na co mają ochotę.
– Tak – zgodziła się Genowefa. – Też myślę, że ładnie.
Opium w rosole, ♀Aleksandra0709 ()
– Jak ty to robisz, że nie jesteś smutna?
– Opowiadam sobie dowcipy – odrzekła Gabrysia (...).
– Ty sobie dałaś radę ze wszystkim. Żadne nieszczęście cię nie złamie. (...) Jak można być radosnym na tym strasznym świecie?
– Nie „można”, a „trzeba” – mruknęła Gabrysia (...). – Nikomu nic nie przyjdzie z tego, że ja się rozkleję.
Opium w rosole, ♀Aleksandra0709 ()
– Jakim cudem? – spytał profesor. – Jakim cudem umiesz czuć się szczęśliwa? Po tym wszystkim, po tej klęsce.
Nic nie wiem o żadnej klęsce – oświadczyła Gabrysia (...). – Niczego w tym rodzaju nie przyjęłam do wiadomości. Ja tylko zapłaciłam swój rachunek za doświadczenie – i już je nabyłam. Już je mam. Jestem mądrzejsza. I silniejsza. Przecież sam pan nas uczył, że życie bez cierpienia jest jak jedzenie bez soli...
Opium w rosole, ♀Aleksandra0709 ()
(...) jestem tylko człowiekiem doświadczonym przez życie i dlatego – pesymistą.
– Każdy jest doświadczony przez życie. Ja również – oświadczyła Gabriela. – Ale to nie może automatycznie oznaczać pesymizmu (...). Pesymizm jest (...) słabością ludzi małodusznych.
Opium w rosole, ♀Aleksandra0709 ()
– Ma okropny charakter!
– Lepszy okropny niż żaden (...).
Opium w rosole, ♀Aleksandra0709 ()
– Masz dzieci?
– Jedno. Aurelię (...).
– Aha – rzekł profesor. – Aurelia. Jak się zdrabnia to imię?
Ewa spojrzała na niego ze zdziwieniem.
– Wcale się nie zdrabnia.
– To pewnie ją nazywasz Pyzą albo Ciapusiem?
– Proszę?! Nie, skąd.
– To... zaraz... to jak się do niej zwracasz?
– No, po prostu: Aurelio (...).
Opium w rosole, ♀Aleksandra0709 ()
– Matylda...de La Mole...
– Skąd – spojrzała ona ze zdziwieniem. – Stągiewka.
– Proszę? (...) Nie, nie... ja... Stendhal...
– Stągiewka – powtórzyła Matylda z naciskiem.
Opium w rosole, ♀Aleksandra0709 ()
– Nie ma ich w domu...(...)
– E, to jeszcze nie tragedia – pan Ogorzałka potarmosił małą za ucho. – Nie płacz. Nie ma ich, ale przecież przyjdą – tu uśmiechnął się do małej krzepiąco (...).
– Też tak myślę (...). Dobrze, więc pójdę na obiadek do ciebie.
– Proszę? – wyrwało się zaskoczonemu Piotrowi.
– Dziękuję – z godnością odrzekła dziewczynka i podniosła na niego wilgotne, lśniące oczy w kolorze jeżyn.
Opium w rosole, ♀Aleksandra0709 ()
– No, to dobranoc pani i dziękuję.
– Nie ma za co – powiedziała przymilnie pani Lisiecka. – Nie ma za co.
Przez krótką, pełną irytacji chwilę Ewa gotowa była przyznać jej rację.
Opium w rosole, ♀Aleksandra0709 ()
– Piotr pisze kronikę.
– Historię – sprostował starszy Ogorzałka. – Zrozumiałem któregoś dnia, że to, co przeżywamy dziś, już jutro stanie się części historii. Pamięć jest zawodna. Po latach ten mój zeszyt będzie bezcenny. Wszystko tu mam. Każdy dzień. Każdą zbrodnię. Każde kłamstwo.
– Myślisz, że tylko z tego tworzy się historia? – obruszyła się Gabrysia (...).
– Na ogół (...).
– Ejże, a bohaterstwo? A idee? A...
– Tak, tak, idee, te wszystkie piękne idee, które nieodmiennie nikczemnieją...
Opium w rosole, ♀Aleksandra0709 ()
– Powiem wierszyk! – oznajmiła nagle, zdejmując botki i włażąc na krzesło.
Odkaszlnęła leciutko, by skierować na siebie uwagę zebranych, złożyła wiotkie rączki wyuczonym ruchem, przybrała sztuczną minkę i sztucznym blaszanym głosikiem wyrecytowała, patrząc głęboko w oczy pana Lewandowskiego:
– Stary jesteś, śmierć cię czeka.
Garbarz po twą skórę pośle.
Już niedługo twego życia.
Mój ty stary, biedny ośle.(...)
– Do diabła, zapomniałam, jak to dalej leci.
– Całe szczęście – burknął Sławek. – Nie wiadomo, do czego by doszło.
Opium w rosole, ♀Aleksandra0709 ()
– (...) świat zawsze był taki sam – pełen miłości i nienawiści zarazem, dobra i zła, kłamstwa i prawdy. To że nas przypadkiem zło dotyka, nie znaczy wcale, że jesteśmy szczególnie pokrzywdzeni. Trzeba to przyjąć jak jeszcze jedną próbę, którą nam los zadał – i spokojnie robić swoje.
– Co niby? – spytała z rezygnacją Kreska. – Co w ogóle można robić w takich beznadziejnych czasach, z tak niepewną przyszłością w perspektywie?
– Boże, no to samo, co w każdych innych: myśleć. Wybierać. Walczyć, Doskonalić się. Kochać...
Opium w rosole, ♀Aleksandra0709 ()
– Światem rządzi kłamstwo, nienawiść i chciwość – skondensował się Piotr.
– Coś takiego odkrywa się na ogół w wieku pokwitania! – wrzasnęła Gabriela (...).
Opium w rosole, ♀Aleksandra0709 ()
– Zauważyłaś, że do niej [nienawiści] zmuszać się wcale nie trzeba? (...) Czy to by znaczyło, że nienawidzić jest łatwiej niż kochać i wybaczać?
– No, jasne. Zło jest łatwiejsze.
Opium w rosole, ♀Aleksandra0709 ()
– Zostań, Eugeniuszu, bardzo cię proszę – z naciskiem powie działa Ewa. – Zostań w domu i czekaj na moje dziecko.
– O, nie, chwileczkę – zaoponował pan Jedwabiński. – Idę z tobą. Ostatecznie, to także i moje dziecko.
– Jakoś rzadko o tym pamiętasz! – wybuchnęła Ewa. – Zazwyczaj całkiem cię ona nie obchodzi! Biedna mała! Traktujesz ja jak zabawkę, jak... jak tresowaną małpkę! Potrzebna ci jest tylko po to, żeby deklamowała wierszyki, kiedy przyjdzie twój dyrektor!
– A tobie nie jest potrzebna wcale! Nawet do wierszyków! – wrzasnął rozżalony małżonek. – Obcym ją oddajesz, bo ci przeszkadza! Całymi dniami nie ma jej w domu! Co to za dom zresztą! To nie dom, tylko wystawa mebli! Nic dziwnego, że dziecko wolało uciec! Ja też co dzień uciekam!
Opium w rosole, ♀Aleksandra0709 ()
Cała ona, ta pani Jedwabińska, była taka odprasowana i sztywna. Zdawało się, że porusza się, mówi i oddycha z trudem, skrępowana ciasnym szklanym pudełkiem, które ogranicza każdy jej bardziej swobodny gest.
Dystans między nią a resztą świata był wprost nie do przebycia.
Brak zaufania do niej – absolutnie nie do przełamania.
Opium w rosole, ♀Aleksandra0709 ()
Jak dotąd, nie udało mu się znaleźć klucza do jej upodobań. Podobał się Matyldzie zazwyczaj wtedy, kiedy robił to tylko, co mu kazała. Ale na to Maciek – młody, romantyczny idealista – jeszcze nie wpadł.
Opium w rosole, ♀Aleksandra0709 ()
(...) jednoznaczne odpowiedzi są zazwyczaj o wiele mniej frapujące niż wieloznaczne milczenie, poparte nieznacznym uśmiechem i dwuznacznym spojrzeniem z ukosa. To tak jak z pomarańczami: pół pomarańczy smakuje o wiele lepiej niż cała pomarańcza, nie mówiąc już o dwóch.
Opium w rosole, ♀Aleksandra0709 ()
Każdy chyba uczynił choć raz w życiu coś, czego się wstydzi i z powodu czego miewa wyrzuty sumienia. (...) wyrzuty te mogą stanowić męczarnię dla duszy lub też być słabym zaledwie świerzbieniem na powierzchni pamięci; zależy to od kalibru owego uczynku, od tego – czy miało miejsce grube świństwo, czy też zaledwie potknięcie towarzyskie. Zależy także od kalibru, stylu i klasy człowieka. Jeden skręca się ze wstydu przez długie lata, bo zdarzyło mu się plotkować o osobie, której obecności nie był świadomy. Kto inny (...) skrzywdzi lub poniży bliźniego, oszuka go, pobije lub zabije – i nie będzie miał z tego powodu żadnych niepokojów, prócz może jednego, czy się jednak na nim ktoś kiedyś nie zemści. Różnie bywa.(...) przykłady można by mnożyć. Wniosek z nich jednak zawsze ten sam: mało kto może sobie powiedzieć „jestem w porządku”.
Opium w rosole, ♀Aleksandra0709 ()
Lekarze twierdzą podobno, że stan ducha zwany zakochaniem przypomina pewne formy obłędu. Jeżeli tak im się kojarzy stan zakochania z wzajemnością, to cóż powiedzieliby o miłości nieszczęśliwej, zawiedzionej i odepchniętej, pozbawionej nawet ociupinki nadziei?
Nic człowieka nie cieszy. Nic. Każda myśl, od czego by nie wyszła, maniacko nawrócić musi do tego samego wciąż obiektu i tematu. Tragiczna, doprawdy, mania. Człowiek nią owładnięty godzien jest naprawdę głębokiego współczucia, tym głębszego, im mniej ma szans na uzyskanie jedynego potrzebnego mu lekarstwa, to jest – wzajemności.
Idzie się, na przykład, ulicą i nagle gest przypadkowego przechodnia albo brzmienie czyjegoś głosu nawodzą na pamięć – jakżeby inaczej – tę jedną, jedyną osobę – i naprawdę można by umrzeć z tęsknoty wprost na zakurzonym chodniku.
Opium w rosole, ♀Aleksandra0709 ()
Maciek zatrzymał się, postać ludzka też się zatrzymała i podniósłszy zaśnieżone rzęsy, ukazała w ich białej oprawie chłodne jak źródło, jasne oczy o przejrzystych tęczówkach i tajemniczym wejrzeniu. Oczy te lśniły w twarzy zaróżowionej od mrozu, dość nijakiej (...), ale harmonijnej. Natomiast położone poniżej usta były całkowicie niezwykłe. Mianowicie miały taki wyraz, jakby ich właścicielka bezustannie gotowała się do całowania.
W Maćka jakby grom strzelił.
(...) stał w miejscu i patrzał w przejrzyste oczy, a one sygnalizowały mu takie mnóstwo różności, że biedaczysko doznawał niemal zawrotu głowy. Po raz pierwszy bowiem oczy dziewczęce mówiły mu z tak bliska i tak bez ogródek, że jest przystojny, wspaniały i męski, i bardzo-bardzo interesujący, i że kto wie... kto wie...
Opium w rosole, ♀Aleksandra0709 ()
Matylda dbała o to, by wciąż mieć na twarzy uśmiech Giocondy, co było bez wątpienia zajęciem absorbującym (...).
Opium w rosole, ♀Aleksandra0709 ()
Miecznikowi nie dane było odśpiewać swą arię do końca. Ciągnąc wysoki ton, urwał niespodziewanie i nie wyjaśnił publiczności, co mianowicie trzeba oddać na skinienie – za to osłupiałym wzrokiem zapatrzył się w pierwszy rząd, jakby widział tam – on jeden – czające się, straszliwe niebezpieczeństwo.
W rzeczy samej, coś się nagle zaszamotało, kwiknęło, z kanału dla orkiestry dobył się przerażający głos męski, ryczący: – Yy, y; – muzycy zgubili ton, a Miecznik na scenie dostał napadu śmiechu.
Stało się bowiem to, co stać się musiało: Genowefa wywiesiła się za balustradę i kwicząc pomacała znienacka lodowatą rączką łysinę pana dyrygenta.
Opium w rosole, ♀Aleksandra0709 ()
Mijały sekundy i zapał Maćka Ogorzałki wyraźnie słabł. Trzymał oto w ramionach tę niezwykłą dziewczynę – lecz ku własnemu zaskoczeniu nie odczuwał niczego niezwykłego. Złapał się nawet na błyskawicznej refleksji, że Matylda ma wyjątkowo głupią minę i że jej zachowanie jest wyraźnie sztuczne, jakby zważała tylko na to, jak się prezentuje w tej czułej okazji. Miał również przykre, lecz nasilające się wrażenie, że całuje własną ciotkę Leokadię Ogorzałkową z Pobiedzisk; chorowita ta osoba o silnych skłonnościach histerycznych też tak nadstawiała do pocałunków swą zimną twarz, przymykając przy tym męczeńsko oczy i pachnąc walerianą.
Matylda pachniała, co prawda, frezjami, lecz skojarzenie z ciotką Leokadią ostatecznie zmroziło mu krew.
Opium w rosole, ♀Aleksandra0709 ()
Na zastępstwo przyszedł młody i wesoły praktykant – student matematyki. Miał wąsa jak elektryk i bujną czuprynę (...).
(...) dziewczyny z Ib gapiły się na niego pozorując zainteresowanie nauką, lecz on przez bitą godzinę opowiadał kawały o aktualnym wydźwięku. Co do matematyki nie napomykał o niej przesadnie często. Zadał tylko do domu parę potężnych ćwiczeń i uspokoiwszy w ten sposób sumienie, dołożył jeszcze kawał o ślepym i kulawym.
Opium w rosole, ♀Aleksandra0709 ()
Pani Marta była jedną z tych osób, które nie potrafiłyby z pewnością napisać pracy naukowej, ani też poematu, ale które za to bez wahania przygarną bezdomnego kota, bez narzekań wychowają gromadę dzieci, bez zastanowienia zajrzą do chorego sąsiada i bez niczyjej namowy przynosić będą zakupy bezradnej staruszce. Należała do tego cichego i niemal niedostrzegalnego gatunku ludzi, bez którego życie każdego społeczeństwa zmieniłoby się w istną dżunglę.
Opium w rosole, ♀Aleksandra0709 ()
Pierwsze skojarzenie nie bez powodu tak interesuje psychiatrów. Pierwsze skojarzenie bowiem wypływa z podświadomości, a ta wiadomo co zawiera przede wszystkim: szczerą prawdę o poczuciu winy.
Opium w rosole, ♀Aleksandra0709 ()
Po nieszczęściu, jakie spotkało Kreskę ubiegłej zimy, właśnie dom Borejków, dotknięty takim samym nieszczęściem, był tym miejscem na ziemi, gdzie rozumiano ją najlepiej.
Opium w rosole, ♀Aleksandra0709 ()
Pomyślał też [profesor Dmuchawiec], że przydział dni z wolna mu się kończy i że niedługo trzeba będzie odejść w nieznane zaświaty, niosąc ze sobą – zapewne – świadomość, że niczego już się nie zdąży naprawić i zmienić.
Opium w rosole, ♀Aleksandra0709 ()
Podniósł się z uczuciem, że zamiast serca ma lodowatą wyrwę, a zamiast kości ogonowej – porcję jakiejś obolałej siekaniny.
Opium w rosole, ♀Aleksandra0709 ()
Rozległ się ostry dzwonek, tramwaj odjechał, uwożąc Matyldę. Maćkowi się wydało, że razem z nią odjeżdżają wszystkie jego naiwne złudzenia, wiara w człowieka, ufność i dziecinne zarozumialstwo – cały kawałek jego życia, zwany potocznie młodością.
Opium w rosole, ♀Aleksandra0709 ()
Rzuciła na niego urok osobisty. Bez wątpienia.
Opium w rosole, ♀Aleksandra0709 ()
Tak widzisz, jaki jesteś (...).
Opium w rosole, ♀Aleksandra0709 ()
(...) uspokajanie sumienia przy pomocy porównań, choćby skuteczne, bywa zwodnicze (gdyż prawdą może być tylko prawda, nic innego). Praktyka ta przypomina okrywanie słonia kołderką: prędzej czy później, mniej lub bardziej drastycznie, coś jednak spod niej wychynie.
Opium w rosole, ♀Aleksandra0709 ()
„W czasie przerwy pchnąłem koleżankę na gablotkę z gazetką. Zanalizuję motywy mego postępowania” – brzmiał temat ćwiczenia z autoanalizy, zadanego ostatnio uczniowi Lelujce. Niestety, klasa Ib nadal nie dorastała do stawianych jej wymagań. DALEKO POSUNIĘTY INFANTYLIZM – notowała pani Jedwabińska (...), zapisując też z niechęcią bliską zgrozy odpowiedź (...) ucznia (...): „Nic nie mam do gablotki, a już zwłaszcza do gazetki. Ale czemu ta Baśka tak kuprem rzuca?” Pamiętała do dziś ten ryk śmiechu, jaki wywołała w klasie, odczytując odpowiedź Lelujki. Pamiętała też swoje uczucie bezradnego zdumienia, bliskie szoku: spodziewała się po klasie całkowicie różnej reakcji – oburzenia, potępienia lub choćby zdystansowania się od Lelujki – a tu coś takiego!
Opium w rosole, ♀Aleksandra0709 ()
W dzieciństwie Matylda była zgoła nieinteresującym, przejedzonym słodyczami grubasem o apatycznej twarzyczce i tkniętych próchnicą zębach. Koledzy w szkole z upodobaniem nękali ją przezwiskami, wśród których „Szczerbol” było zdecydowanie najelegantszym. Lata spędzone w uczelni stopnia podstawowego upłynęły Matyldzie na bezsilnym łkaniu w poduszkę (...). Teraz brała za to swój odwet. Wypracowana jej aparycja i nienaganne odzienie, skąpy uśmieszek i modulowany głos oraz usta ułożone w kuszący dziobek czyniły (...) piorunujące wrażenie nawet na niegdysiejszych prześladowcach. Matylda wykorzystywała to z rozmachem i bez większych skrupułów.
Opium w rosole, ♀Aleksandra0709 ()
W osiemnastym roku życia Maciek wyrósł bujnie a nagle. Kiedy patrzał na swoje ręce, zdumiewało go, że są takie długie, a to samo dotyczyło nóg, które (...) były jeszcze dłuższe. Maciej Ogorzałka – romantyk o charakterze eksplozywnym i dość znacznie rozbudowanej ambicji – uważał, że niestety cholerny los skarał go tym wzrostem, że wygląda jak Alicja w krainie czarów po zjedzeniu wiadomego ciasteczka i że jest teraz, krótko mówiąc, dziwacznie nieproporcjonalny. Nie był. Sylwetkę miał, że daj Boże każdemu, a do tego twarz Kmicica, nos orli, uśmiech ujmujący, a wejrzenie uczciwe i śmiałe. Co zaś do jego sposobu bycia cechował się on nieco przesadną powagą i godnością, którymi Maciek starannie rekompensował swe wyimaginowane defekty.
Opium w rosole, ♀Aleksandra0709 ()
Zaraz potem z ciężkiego nieba lunął cichy i ciepły deszcz, jakby natura właśnie odczuła potrzebę dokładnego umycia tego szarego i smutnego zakątka Polski.
Opium w rosole, ♀Aleksandra0709 ()
Znów im [Kresce i Jackowi] się udało zbudować kawałeczek dobrego świata – jakieś pół metra sześciennego, tyle co odległość między nimi.
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
Ludzkie odruchy nie pomogą na próbne wybuchy, a radość życia nie zwalczy przemocy.
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
Mniej próbnych wybuchów, więcej ludzkich odruchów!
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
Jak się robi maskę demona, to prawdziwy demon ucieka z domu.
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
Kreska często się boi (...). Ale oprócz tego, że jest zwyczajnie dzielna, ma jeszcze wiele odwagi.
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
Mniej karabinów, więcej witaminów!
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
Mojego honoru bronić mogę tylko ja sam (...).
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
Wszyscy stąd uciekają. Najpierw jadą na trochę, popracować, a potem zostają. Tam jest chyba bardzo wspaniale. Nikt nie chce mieszkać w Polsce.
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
Wydaje ci się (...) – że musiałem coś przeskrobać, żeby się wstydzić? Czy nie mogę wstydzić się na przykład tego, że jestem tchórz?
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
Chyba już naprawdę jestem stary (...). Ale wszystko doskonale pamiętam, bo stary jestem tylko po wierzchu (...). Ten prawdziwy Dmuchawiec siedzi w środku, przebrany tylko za starszego pana. Co dzień rano dziwię się, patrząc w lustro: czy to naprawdę ja? Ja? – ten wesoły, młody nauczyciel, co musi jeździć na rowerze, a marzy o czerwonym, nowiutkim motocyklu?
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
Czyż nie jest rzeczą chwalebną wyjść na ludzi poprzez trudności i opały? Uczyć się dla siebie samego, po to, żeby być, po prostu, człowiekiem wykształconym. O stopniach nie myśl (...).
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
Ja wierzę (...), że otrzymaliśmy życie jako zadanie dla siebie. Że życie jest zadaniem.(...) To twój wysiłek zbuduje ciebie samą.
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
Moja postępująca starość (...) objawia się przede wszystkim w rozwlekłych przemowach.
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
Nigdy nie lubiłem być młody (...). Pamiętam dobrze, jakie to piekielnie trudne. Do pewnego momentu człowiek jest sam sobie nie znany. Nie określony. Któregoś dnia zaczyna rozumieć, że stoi przed jakąś powinnością, choć nie wie jeszcze – przed jaką. Z przerażeniem odkrywa nagle, że istnieje gradacja wartości i prawo wyboru. I że wybierając sposób postępowania, człowiek wpływa na drugiego człowieka. Co za odpowiedzialność! Może skrzywdzić tego drugiego albo mu pomóc. Odepchnąć go albo podać mu rękę. I cokolwiek zrobi, wpływa nie tylko na innych, ale i na samego siebie. To samego siebie buduje, odnosząc się do drugiego człowieka. Zapełnia tę swoją nieokreśloność, jak zapełnia się pustą przestrzeń cegłami i zaprawą. Wypełnia siebie. I to właśnie wymaga takiego trudu i takiej odwagi.
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
Och, to niby nie sztuka: żyć, wydaje się, że to rodzaj naturalnej umiejętności. Ale: żyć dobrze? Trzeba mieć dużo odwagi, żeby żyć, będąc dobrym człowiekiem wśród innych ludzi. Trzeba mieć odwagę być dobrym.
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
Szkoła jest zawsze odbiciem tego, co na zewnątrz (...). Bardziej ludzka będzie wtedy dopiero, gdy zmieni się sytuacja zewnętrzna.
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
Zawsze mi się zdaje, że tu, o – tu – w tym allegro, słychać kroki Śmierci, której ktoś wychodzi naprzeciw. (...) To bardzo piękne. Mozart miał w sobie wiele wspaniałej odwagi.(...) Ale i wiele smutku.
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
Profesor Dmuchawiec nie wyglądał zdrowo. Oddychał powoli, z trudem. Ale w jego wymęczonej chorobą, pomarszczonej twarzy świeciły jasno młode oczy. I chociaż był już zupełnie siwy, miał uśmiech młodego kpiarza.
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
Chciałabym wiedzieć, dlaczego mężczyźni są ostatnio tacy rozmamłani psychicznie?
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
Gniazdeczko wić należy z kimś, kto jest człowiekiem silnym, zdecydowanym i nie podlegającym żadnym słabościom, z kimś, kto przez życie idzie od sukcesu do sukcesu i potrafi zapewnić słabej kobiecie opiekę, utrzymanie, pomoc i obronę. Człowiek sukcesu to potrafi.
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
Jak przytaszczy dwadzieścia kilo zakupów, to zaraz się jej humor zmieni.
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
Mniej zbrojeń, więcej upojeń (...).
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
Od czterdziestu paru lat są te same czasy (...).
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
Trzeba się przyznać do kłamstwa, bo się wyda! (...) I to już, zaraz, póki nie jest za późno!
Teraz albo nigdy.
Nie, no chyba raczej nie teraz.
Może jakoś przyschnie.
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
No bo jestem Kłamczucha (...). Nie wiem, czemu muszę od czasu do czasu nakłamać albo zmyślić sobie co nieco... Zawsze mi to, zresztą, wychodzi na niekorzyść...(...) Tylko dzisiaj, wyjątkowo...
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
W gruncie rzeczy, jako artystka, powinnam unikać wszelkich związków, a zwłaszcza małżeńskich. Po co mi te komplikacje. Mężczyźni są to istoty gruboskórne. Od dziś żyję samorządnie, niezależnie i w duchu wolności.
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
Aniela była cienka, gibka, śniada, pełna niesamowitej energii i werwy. Miała oślepiający uśmiech i żywe, czarne oczy o nieco roztargnionym wejrzeniu (powód: była krótkowidzem, lecz próżność nie pozwalała jej nosić okularów chyba że już koniecznie było trzeba). Zachowywała się nieodpowiedzialnie i impulsywnie wcale nie jak dorosła osoba.
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
Aniela była nieznośna, złośliwa i ironiczna. I chyba go nawet nie lubiła. Ale w jej zdyszanym śmiechu, w południowym kolorycie jej twarzy, w kłującym błysku jej hiszpańskich oczu było ciepło i życie. Kiedy [Bernard] znajdował się obok niej, cała jego osoba stawała się bardziej intensywna, tak jak skrawek kremowego papieru położony na błękitnym tle zdaje się nagle bardziej żółty.
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
Musieli po raz kolejny wysłuchać opowieści o tym, jak to po śmierci ciotki Lili i po wyjeździe stryja Mamerta wraz z rodziną (kontrakt w Tunezji) Aniela, pozbawiona przez okrutny los pokoiku u Mamertów, musiała sypiać na waleta w akademiku.
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
(...) szczera prawda. W ustach Kłamczuchy miała wielką siłę wyrazu.
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
(...) zawsze myślałem o niej jako o pełnej uroku egoistce. A ja lubię wszystkie kobiety z wyjątkiem egoistek, chociaż nie jestem zupełnie pewien tego, co powiedziałem. Gdybym bowiem nie lubił egoistek, to przecież nie kochałbym się w Anielii.
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
Nie będę wymieniał jego nazwiska, bo i tak je znacie. Kordiałek, wstań, jak do ciebie mówię.
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
Powiedzcie również rodzicom, że nie będę tolerował usprawiedliwień od zbyt tolerancyjnych matek (...) jak przykładowo to, które w ubiegłym roku szkolnym przyniosła mi jedna z uczennic, której nazwiska nie wymienię, tak jest, Borejkówna, wstań, jak do ciebie mówię. Usprawiedliwienie brzmiało, cytuję (...): „Uprzejmie proszę o usprawiedliwienie nieobecności Natalii (...). Zatrzymałam ją w domu, ponieważ była zmęczona i miała bardzo zły nastrój”.
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
Jest mi tak przykro, jakbym w ciemności nadepnął na śpiącego kota.(...) jest mi tak przykro, jakbym musiał czyścić kurnik. Jest mi tak przykro, jakbym właśnie został obsypany przez kurzajki.
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
Jestem człowiekiem wolnym, a moja pasja i energia zwrócone są nie ku przedmiotom, a ku istotom ludzkim.
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
Masy w ogóle z najwyższym trudem pojmują nowatorstwo, także w dziedzinie ubioru. Masy boją się działań niekonwencjonalnych, co ma oczywiście głęboko idące, katastrofalne skutki dla sztuki, kultury, a nawet gospodarki narodowej, że już nie wspomnę o życiu prywatnym poszczególnych jednostek.
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
Mniej przemocy i bicia, więcej radości życia!
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
(...) nie można oczekiwać, by zdrowa młodzież dobrowolnie zamykała się w pojemniku z betonu, podczas gdy na zewnątrz trwa taka pogoda. Podli malcy leżą sobie zapewne nad Wartą, obrażając słońce widokiem swych pośladków.
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
Porządku stróże, co wam po murze!
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
(...) Sztuka może być lekarstwem i bronią.
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
To jest pierś wyłącznie braterska, Aniello. Oczywiście, ufam, że chwilowo. Złóż główkę na mym sercu i uroń kilka łez, a ja będę cię pocieszał ustnie, z właściwym mi bezinteresownym taktem. Chwileczkę, ale dlaczego ty się śmiejesz? Nie rób tego, bo wypadasz z roli.
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
Uważam, że ty i ja należymy do jednego gatunku. To my powinniśmy uwić razem coś w rodzaju gniazdka, by następnie kochać się w nim i czulić do końca naszych, nie tak znów długich, bądź co bądź, dni.
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
Chciałeś, klucho, w ucho?
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
Ja to już w ogóle nie mam ochoty się uczyć. Uczę się, dostaję tróję. Nie uczę się, też jakoś wylawiruję na ten sam stopień. A w dodatku w obu przypadkach uważany jestem za osła.
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
Jak słyszę w telewizji albo jak czytam w gazetach o szkole we Francji, o szkole w Ameryce, to po prostu nie rozumiem, o co chodzi. Tamte szkoły można lubić. I uczyć się jest ciekawie. I nie denerwuje się człowiek tak strasznie. I nie czuje się śmieciem i niewolnikiem.
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
Obalcie mury, nim się wam dobiorą do skóry.
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
Piękna twarz, a w oczach labirynt.
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
– Ale niech mi Basia powie, czemu ja muszę żyć w takich czasach? – wybuchnął goryczą pan Karolek.
– Bo tak się Panu Bogu podobało – wyjaśniła mu staruszka.
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
– Bebe też ma świetne nogi – odkrył Dambo, przeglądając swe wspomnienia.
– Małoletnia. Wszystko się jeszcze może zmienić.
– Ale nie nogi.
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
– Bebe, jesteś najbardziej tajemniczą osobą, jaką znam.
– Ja? Nie, skąd. Jestem zupełnie normalna.
– Nie. Nie jesteś zupełnie normalna.
– Dziękuję!
– Bebe... mam do ciebie prośbę. Powiedz mi coś... miłego. (...)
– Powiem ci coś miłego: jesteś zupełnie nienormalny (...).
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
– Czy ty jesteś odważna?
– Nie wiem...
– Nie pytam, czy zgodzisz się przespacerować nocą po cmentarzu – uśmiechnął się kpiąco Dmuchawiec. – Ale o to, czy masz odwagę, żeby żyć.
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
– Dość tego sybaryczenia.
– Syba czego? – zdziwił się słabo Bernard.
– Sybaryczenia, od „sybaryta” – sama to stworzyłam w tej sekundzie (...).
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
– Fajna była burza, co? – szepnął [Dambo]. – Lubię ten zapach wszędzie.
– Pachnie jak zielone ogórki – powiedziała Bebe szeptem.
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
– Ja też mam wstręt do siebie – rzekł Kozio tonem odkrycia.
– No więc to jest sytuacja niedopuszczalna, chłopcze ze wstrętem – rzekł Bernard. – Istota ludzka powinna mieć dla siebie szacunek.
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
– Ja wiele dostrzegam – rzekł spokojnie Dambo. – Bo umiem patrzeć.
– Przez gips też umiesz patrzeć? Ona jest jakaś zagipsowana, ta Bebe.
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
– Jabłka są, według tego tam ideologa, symbolem braterstwa.
– Dla mnie są symbolem grzechu pierworodnego – wyznał wyzywająco libertyn.
– To straszne. Współczuję panu – zgasiła go Aniela.
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
– Jestem głodna jak osioł.
– Nie jak osioł się mówi, tylko jak pies – sprostował Bernard (...). – Kobiety nigdy nie potrafią spamiętać najprostszych porzekadeł, przysłów, idiomów oraz mądrości ludowych.
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
– Już lecę!
– Już lecisz?
– Tak!!!
– To miłego lotu – powiedziała Natalia (...).
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
– Nie mam na myśli małżeństwa. Przecież sama mówiłaś, że małżeństwo dla artystki to śmierć.
– Doprawdy! – wykrzyknęła Aniela. – Musiałam być wtedy bardzo młoda i głupia.
– Było to jakieś trzy tygodnie temu – przypomniał jej Krystian odrobinkę kąśliwie.
– Czyżby? (...) Nie przypuszczałam, że tak szybko zmienię zdanie.
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
– Nie mogem później – oznajmiła Izabella – bo idziemy do wuja na video, prosz paniom.
– A co ma wuj do tego? – indagowała Aniela.
– Do tego? Kasety.
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
– Obywatelu, zejdźcie albo my po was wejdziemy.
– Chciałbym to widzieć – zauważył Bernard i wybuchnął rozdziawionym śmiechem Kermita (...).
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
(...) wychowawczyni (...) wydobyła z torby zardzewiały bagnet, noszący ślady ofiarnego czyszczenia.
– To (...) skonfiskowałam Konradkowi już na trzeci dzień.(...)
– Gonili się z tym po pokoju, skakali po łóżkach – wspomniała wychowawczyni, a wzrok jej zaszklił się grozą. – Mogli się pozabijać jak nic. A Gustawek...
– Konradek – poprawił Kozio z ujmującą grzecznością.
– Konradek rzucił tym w Jareczka i Bogu dzięki trafił go tylko w kolanko. Mogli się pozabijać jak nic albo powykłuwać sobie oczka, albo...
– ... popodrzynać tętniczki – usłużnie podrzucił Kozio.
– Popo... O, matko!
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
– Za moich czasów dwóje i uwagi do dzienniczka dostawali tylko debile oraz niepoprawni chuligani.
– Dziś wszyscy jesteśmy debilami – odrzekł na to Marian, po czym uściślił: – Dwanaście osób z naszej klasy z trudem dostało promocję do klasy drugiej. Na trzydzieści pięć osób dwadzieścia miało tróję z polskiego.
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
– Zastanawiam się – odrzekła Bebe – jak mogłaś tak nakłamać i właściwie po co? (...)
– Tak mi się palnęło (...).
– To znaczy – badała poważnie Bebe – że nie odpowiadasz za to, co mówisz?
– A znasz kogoś, kto odpowiada? – prychnęła ze złością Aniela, wściekła na oskarżycielski ton Bebe. – Co, u licha, zapomniałaś, gdzie żyjesz? Popatrz sobie wokół, ocean kłamstwa. I tak dalej. Cóż znaczy wobec tego wszystkiego moje niewinne kłamstewko? Ot, tak sobie palnęłam... Tobie się to nie zdarza?
– Nie.
– No pewnie (...). Tobie się nigdy nic nie zdarza. I nigdy ci się nie zdarzy. Bo nie masz fantazji i rozmachu.
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
– (...) zewnętrznie się zmieniłeś. Nigdy nie miałeś brody, na przykład.
– Miałem – oświadczył Bernard. – Lecz ogoloną. Teraz mi wyrosła na tle mojej nowej filozofii życiowej. Staram się nieustannie zmieniać filozofię życiową. Tylko w ten sposób można dojść do pełni.
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
Bała się [Bebe] jak ognia postępków impulsywnych i nie przemyślanych. Od postępków impulsywnych i nie przemyślanych była w tym domu Józefina. A to naprawdę dość.
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
Bebe czekała na Damba.
Wszystko na niego czekało – ulica, kasztany, trawnik i weranda, chodnik. chmury i powietrze; obraz był niekompletny bez Damba.
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
Bernard nabrał tchu. I w tym momencie gumka puściła. Pękła – i z charakterystyczną dla gumek elastycznością, świsnąwszy strzeliła Pieroga w ramię. Zaraz potem dał się słyszeć szorstki szmer, to uwolnione z uwięzi elanobawełniane pojemniki utworzyły momentalnie dwa sterczące balony, które ściśle wypełniły przestrzeń pomiędzy Bernardem a Pierogiem.
(...) zerwał z siebie [Bernard] kompromitującą sztukę odzieży, po czym cisnął ją w kąt jednym wspaniałym ruchem.(...)
Na potężnym torsie Bernarda widniał wielki rysunek odręczny, wykonany niezmywalną farbą akrylową, przedstawiający krzepkie serce z płomieniami i strzałą. Podpis pod sercem brzmiał: ANIELLO! TO JEST TWOJE NA ZAWSZE!
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
Bo łączyć się – to znaczy: dawać i otrzymywać. A dzielić się z innymi, to znaczy, w gruncie rzeczy, mnożyć.
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
(...) była bardzo prostolinijna i wskutek tej cechy swego charakteru bardzo często nie rozumiała półsłówek, nie chwytała wielu aluzji i nie umiała posługiwać się wykrętami.
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
Ci, spośród czytelników, którzy wiedzą, o co chodzi w fizyce, nie będą mieli trudności z dośpiewaniem sobie brakujących fragmentów wypowiedzi inżyniera Żaka. Ci natomiast, którzy nie wiedzą, o co chodzi w fizyce, i tak by nic nie zrozumieli.
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
Co do dzieci, Aniela nie lubiła ich zbyt gorąco. Ale musiała przyznać, że te maluchy Pawełka i Danki były naprawdę rozkoszne... pewnie dlatego, że takie podobne do ojca. Cesia i Hajduk mają już troje dzieci, też bardzo miłych. Mieszkają wciąż na Słowackiego, z całą rodziną, w nieopisanym jak zwykle bałaganie. Joanna Borejko wyszła za Francuza. Gabrysi powiodło się gorzej: jej mąż Janusz powrócił do niej, co prawda, z Australii, ale po pół roku obijania się bez celu ruszył na winobranie do Alzacji i słuch po nim zaginął. Gabrysia sama wychowuje dwoje dzieci, ale wygląda na całkowicie zadowoloną z życia. Może przez te dzieci właśnie.
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
Co roku jedni odchodzili ze szkoły, inni przybywali, i na każdej pauzie słychać było ten gwar, zawsze w tym samym natężeniu.
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
Często mnie zdumiewa, jak zawiłe są linie kreślone palcem Przypadku i jak bardzo losy nasze zależą od tych poplątanych bazgrołów.
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
Damazy wyglądał na miłego włóczykija (...). Ten chłopak był jakiś niezwykły, choć nie z powierzchowności bynajmniej. Długi, kościsty i muskularny, był – jak to blondyn – spalony na kolor czerwonomiedziany. Jego nos przypominał zdeformowaną gruszkę, a uszy były wyjątkowo dorodne. Wtrącę tu przy okazji, że w szkole podstawowej nazwano go Dambo i od tej pory nikt już nigdy nie zwracał się do niego inaczej, gdyż nawet w tych ciężkich czasach wszyscy jakimś cudem zdołaliśmy się zapoznać z większością nieśmiertelnych arcydzieł Walta Disneya. A Damazy czymś słonika Dumbo przypominał, czymś jeszcze oprócz uszu. Miał z niego coś w oczach: otwartą, czułą ufność. (...) Miał bardzo ładne oczy. Ich tęczówki były jasnoszare, usiane jeszcze jaśniejszymi punkcikami, które wyglądały jak magiczne światełka.(...) Miał szczupłą, długą twarz o mocnym podbródku.
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
Dlaczego ją [Bebe] przeraża wszelka w ogóle bliskość, wszelki kontakt z drugim człowiekiem? Coś chyba jest nie w porządku. Z nią. Albo z innymi. Nie, raczej z nią. Ale co?
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
Jesień skorzystała z panującej w mieście pustki i sprawnie zasnuwała swymi aluzjami coraz to nowe obszary.
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
Józefina (...) twierdziła, że dzieci nie należy rozpuszczać, i potrafiła ofiarować Bebe na imieniny podręcznik do geografii i nic więcej (...).
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
(...) każda praca w teatrze jest miła i ciekawa (...).
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
Kwestię porządków, napraw i remontów Józefina pomijała z czysto kobiecym wdziękiem.
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
Na murku przy bramie ktoś namalował przez szablon, jaskrawoczerwoną emalią olejną, smutne słoneczko z napisem: „Nienawiść szkodzi dzieciom i innym żyjątkom”.
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
Niewielka grupka tłoczyła się jeszcze wokół Bernarda, który rozdawał autografy pożyczonym długopisem. „OBALCIE MURY! – Żeromski” – pisał właśnie na podsuniętym mu egzemplarzu „Syzyfowych prac”, które ktoś dowcipny przytomnie przyniósł z biblioteki szkolnej.
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
Ogarnął ją metafizyczny lęk. Poczuła się podobna nędznemu mikrobowi i pomyślała z wyrzutem, że żyje równie bezmyślnie jak on. Zmówiła szybko pacierz, ale miała wrażenie, że jej słowa giną w czarnej pustce.
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
Powzięcie jakiegoś postanowienia zawsze robi dobrze w chwilach depresji.
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
(...) szaleństwa, choćby nawet i nakazywane przez zdrowy rozsądek, były dla Bebe Bitner czymś niewykonalnym. Mogła tylko z zazdrością przyglądać się nieskrępowanym poczynaniom tych, co zwykli ulegać swym zachciankom.
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
(...) śmiech był czymś tak obcym jego twarzy, że sam zanikł.
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
Uczniowie, stojący na skraju dyrektorskiej trasy, kłaniali się pokornie. Ci stojący dalej odwracali wzrok. Ci pod ścianami robili małpie miny, wywalali jęzory, pozorując odruchy wymiotne, i przewracali oczami, względnie wiercili sobie palcem dziurkę w skroni.
Dyrektor Pieróg był tego całkowicie świadom.
Ołowiany jego wzrok sięgał po samiutkie ściany i przenosił do zwojów mózgowych wierne podobizny małpujących i wywalających, wymiotujących i przewracających, a zwłaszcza tych, co wiercili.
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
(...) udał się do łazienki. Zabawił tam około kwadransa – chlapiąc, pluskając i wyśpiewując domniemaną angielszczyzną domniemane utwory grupy Depeche Mode.
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
Wiedziała [Bebe] dobrze, że [Kozio] poniósł dziś klęskę. Przełamawszy lęk przed światem zdobył się na odwagę – i w następnej chwili świat, do którego wyszedł, potwierdził mu słuszność jego lęku. Musiał chyba czuć, że cała ta odwaga nie zdała się na nic. Że cały ten wysiłek był daremny.
Odczuwała, co on czuł, całym sercem – i nie umiała zrobić nic.
Jej brat. Najbliższa osoba. Dlaczego są sobie tak dalecy?
Dlaczego ona nie umie okazać, co czuje? Kiedyś umiała. Potem sobie wymyśliła, że bezpieczniej będzie nie ujawniać uczuć – i długo się w tym doskonaliła. Starała się zdobyć tę cenną umiejętność.
I kiedy już myślała, że ją zdobyła – okazało się, że jest akurat przeciwnie: nie panuje nad sobą do tego stopnia, że aż nie potrafi okazać uczucia, nawet gdy bardzo tego chce.(...)
To się musi źle skończyć. Zamknięta w sobie nigdy nie potrafi wyjść, rozprostować się, wydostać na swobodę. Porozumieć się z innymi. Ale jak miałaby porozumieć się z innymi, jeśli wciąż jeszcze nie porozumiała się sama z sobą? Jak pojąć innych, jeśli wciąż jeszcze nie pojęła siebie samej?
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
Wyciągnęła ostrożnie rękę i dotknęła rękawa wiszącej koszuli. Już wyschła. Nie myśląc, co robi, Bebe pogłaskała rękaw, a potem przyłożyła go na chwilę do policzka. Dambo. Kochany.
Nagle otworzyła oczy – i zobaczyła, że on tu jest.(...)
Przyłapana Bebe zastygła z rękawem koszuli w dłoni. Gdyby go chociaż wypuściła! – ale nie przyszło jej to do głowy: Była zszokowana i ogłuszona, jakby tuż obok niej eksplodował niewypał. Ze wstydu bolało ją całe ciało, nawet palce u nóg. Tętno w uszach waliło jak potężny gong. Patrzeli na siebie bez ruchu i bez mrugnięcia nawet – ona purpurowa i przerażona, jakby zrobiła coś niewybaczalnego, on wstrząśnięty, z pociemniałymi oczami, wzruszony.
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
Wycie psa ucichło, jakby kto biedaka odłączył od prądu.
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
Z radia ryczała głosem giganta Małgorzata Ostrowska (...).
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
Za nim pomykała wicedyrektor Jedwabińska – ładna i młoda, uczesana w kok tak ciasny, że zdawał się ściągać w tył przestanie skórę twarzy i napinać nieznośnie jej rysy.
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
(...) zgodził się pójść do Samu po zakupy. Wrócił z pieczywem, mlekiem i masłem oraz dżemem agrestowym i oznajmił, że z rzeczy jadalnych był jeszcze w sklepie syrop z jarzębiny.
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
Żeby przynajmniej ta Jedwabińska wyszła z jakąś inicjatywą, żeby przypomniała, że już minęła ósma albo coś w tym rodzaju... Rzucił jej szybkie, znaczące spojrzenie. Może zrozumie.
– Och! – zrozumiała wicedyrektor Jedwabińska. – O, ach. Panie dyrektorze, telefon do pana.
Co za ryk śmiechu!
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
Myślę, więc jestem – Kartezjusz.
To, co myślę – jest – Malebranche.
Istnieje tylko to, co myślę – idealizm kantowski. To, co jest – jest, a tego, czego nie ma – nie ma. – Parmenides.

Z tego wszystkiego najbardziej odkrywczy wydaje mi się Parmenides.
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
NA LEKCJI BIOLOGII BEATA NIE REAGUJE NA DZWONEK!
mgr W. PIĄTKOWSKA

Nie jest przecież psem Pawłowa
Żeromski, wuj.
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
Nie bądź taka nadwrażliwa, to jest bardzo naturalne i miłe jak wszystko, co pochodzi z fermentacji pod ciśnieniem.
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
Pewien maniak z okolic Jabłonny
Ciągle wzmacniał potencjał obronny.
Co zobaczył potencjał,
To go wzmacniał, ten bęcwał,
W gorliwości swej wprost nieprzytomny.
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
Pewien smutny półgłówek z Poznania
Przygotować się chciał do strzelania.
Zajrzał w lufę, wycelił,
Nie czekając wystrzelił
I się zmienił wprost nie do poznania.
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
Pewna śliczna blondynka z Poznania
Przed poznaniem fizyki się wzbrania.
Kiedy słyszy: fizyka,
Umysł jej się zamyka,
Bo dochodzi do przeładowania.
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
Mniej bombków, więcej gołąbków.
Brulion Bebe B., ♀Aleksandra0709 ()
Żołnierzu polski, żyjesz w epoce rozbrojenia.
Małomówny i rodzina, ♀Aleksandra0709 ()
Jak apetycik, luba Rzodkiewciu? Czyżbyś przez nieuwagę zostawiła nam jakieś ochłapy?
Małomówny i rodzina, ♀Aleksandra0709 ()
Mnie się śniło, że stworzyłem teorię względności. To się nie może sprawdzić, bo już to zrobił Einstein. No, chyba, żebym stworzył jakąś nową.
Małomówny i rodzina, ♀Aleksandra0709 ()
Najpierw się rozejrzyj, a potem rozedrzyj.
Małomówny i rodzina, ♀Aleksandra0709 ()
W każdej niemal powieści dla młodzieży dzieci szukają skarbu. Zawsze bez porozumienia z milicją, to reguła. Oczywiście, zbrodniarza demaskuje jakiś dzielny kapitan, a skarb okazuje się fikcją w rodzaju nieciekawego rękopisu lub czegoś równie głupiego.
Małomówny i rodzina, ♀Aleksandra0709 ()
Jakby każdy głupek deptał po trawie, to by krowa nie miała co zryć!
Małomówny i rodzina, ♀Aleksandra0709 ()
Księżycowa królewna! (...) Nie wytrzymam! Ten biedny człowiek jest ślepcem! Żeby on ją, sierota, widział tego dnia, kiedy narysowałem czołg jej szminką „Diorella”! O mało mnie nie zabiła, a wrzeszczała tak ohydnie, że dom się trząsł! Rysunek mi zniszczyła, mój Boże, co to był za czołg!
Małomówny i rodzina, ♀Aleksandra0709 ()
Nie mam zwyczaju sypiać w przełomowych momentach twego życia (...).
Małomówny i rodzina, ♀Aleksandra0709 ()
Zupełnie nieodpowiedzialny (...). Ma już pod czterdziestkę, a zachowuje się jak wyrostek. Jeździ jak wariat na motocyklu, zapuścił takie dziwne wąsy, a co najgorsze – wcale nie myśli o ożenku. Dziwaczny typ.
Małomówny i rodzina, ♀Aleksandra0709 ()
– Cuniopójdziemyciewodosiam! – powiedział Dzidziuś z szybkością karabinu maszynowego i zdawał się oczekiwać odpowiedzi.
– Witusiu! – jęknęła ciocia Lucynka. – Co on mówi?
Witalis, który jako jedyny w rodzinie rozumiał mowę Dzidziusia, przybliżył się z ważną miną.
– Jacunio pójdzie myć się wodą, sam – przetłumaczył biegle.
– Siam! Siam! – uradował się Jacunio. – Duzejduzejwodymycie!
– On chce się umyć w bardzo dużej wodzie – przełożył Witalis z wprawą zawodowca i niedbałą miną.
Małomówny i rodzina, ♀Aleksandra0709 ()
– Mamo, czy ja bym mógł dziś wyjątkowo się nie wykąpać?
– Och! – jęknęła Mama. – Co wieczór zadajesz mi to samo pytanie. I ja co wieczór odpowiadam cierpliwie, że człowiek kulturalny musi myć się codziennie. I niestety, już mi się znudziła ta zabawa. Róbcie sobie co chcecie, razem ze swoimi czarnymi nogami. Ja zajmuję się dziś wąchaniem jaśminu. Dobranoc.
Małomówny i rodzina, ♀Aleksandra0709 ()
– On się nazywa Franio – oznajmiła Rzodkiewka, wpatrując się nadal w kurczaka rozkochanym wzrokiem.
– Jak, jak?
– Franio. Franuś. Franciszek – powiedziała Rzodkiewka, nie zmieniając wyrazu twarzy.
– Litości! – wyszeptał Tunio. – Ona zwariowała.
– To nie może być Franciszek – rzekł zdecydowanie Munio, poddając oględzinom łebek kurczaka.
– Więc może Edmund? – zaproponowała ironicznie Rzodkiewka.
– Edmund też nie. Może Monika.
– Hę?!
– Ponieważ ten kurczak jest kurą. Kurczakiem płci żeńskiej.
– Ach, głupstwo, nie szkodzi – odparła pogodnie Rzodkiewka. – On już jest dla mnie Franusiem...
– Ona.
– ...ona jest już dla mnie Franusiem i pozostanie nią...
– Pozostanie nim...
– Pozostanie nim na zawsze.
– Temu zwierzęciu i tak wszystko jedno – zgodził się Tunio.
– Fakt. Patrzy jakoś głupio i jest małomówne.
– Słusznie, mój bracie. Franciszek Małomówny.
– Franciszka Małomówna, mój bracie.
– Najlepiej niech biega jako F. M. To pasuje niezależnie od płci.
Munio parsknął śmiechem.
– F.M. Zatwierdzam. – powiedział.
Małomówny i rodzina, ♀Aleksandra0709 ()
– Pan Zieliński się (...) nie obawiał, powierzył jej sekret.
– Nie znał kobiet – orzekł Munio z wyższością. – Nasza kuzynka to typ kobiety-plotkarki. Nawet nie celowo, a mimo woli wypaple wszystko.
Małomówny i rodzina, ♀Aleksandra0709 ()
– Zjadaj! – zażądała Rzodkiewka. – Grzecznie i do końca.
Misiunia zaśmiała się nerwowo. – Cha, cha! Co to za dziwna dziewczynka, mamuniu!
– Jazda, jazda – zachęciła ją Rzodkiewka. – Bo jak nie, to ci ją wsadzę na głowę.
– Ona to zrobi – uprzedził Misiunię najstarszy z rodzeństwa.
– Nie, nie zrobi – uśmiechnęła się Misiunia, założyła ręce na piersi i odchyliła się na oparcie krzesła, spod oka prowokująco patrząc na Rzodkiewkę.
Rzodkiewka poczerwieniała gwałtownie, zacisnęła usta, po czym zdecydowanym krokiem podeszła do stołu, błyskawicznie zawładnęła talerzem i w okamgnieniu, nim ktokolwiek zdążył zapobiec czemukol­wiek, wyłożyła całą porcję jajecznicy na szczyt Misiuniowej fryzury. Zrobiło się cicho, jak makiem zasiał. Misiunia siedziała sztywno, wytrzeszczając oczy. Najwyraźniej odbywał się w niej jakiś przełom.
– Jeszcze herbatkę – podsunął Tunio.
– Ona już chyba wypije herbatkę – powiedziała Rzodkiewka z żalem w głosie.
Misiunia bez słowa, pospiesznie, sięgnęła na oślep po szklankę i wypiła herbatę duszkiem.
Małomówny i rodzina, ♀Aleksandra0709 ()
Chłopcom nie wypadało bić się z młodszą siostrą, toteż obrywali od niej zdrowe cięgi.
Małomówny i rodzina, ♀Aleksandra0709 ()
Doktorowi serce stopniało z szybkością, z jaką rozpuszcza się masło na gorącej patelni.
Małomówny i rodzina, ♀Aleksandra0709 ()
(...) Eugeniusz Musiałek, sierżant Milicji Obywatelskiej, wiele już zdążył zobaczyć w swoim nie tak znów długim życiu. Nigdy jednak nie zdarzyło mu się widzieć czegoś podobnego.
Małomówny i rodzina, ♀Aleksandra0709 ()
– Jest godzina szósta pięćdziesiąt – powiedziało uprzejmie radio w kuchni.
Małomówny i rodzina, ♀Aleksandra0709 ()
Jezioro lśniło jak kałuża rtęci, zwaliste chmury snuły się nisko nad głowami. Nad powierzchnią gładkiej wody przelewały się mleczne mgły.
Małomówny i rodzina, ♀Aleksandra0709 ()
Kawa, jak to kawa, oczywiście wykipiała, napełniając cały dom zapachem wiejskiego śniadania.
Małomówny i rodzina, ♀Aleksandra0709 ()
– Myśmy tego siwego już widzieli, prawda, Franusiu, mój chłopcze? – spojrzała czule na kurczaka i sierżantowi wydało się, ze ptak kiwnął głową.
Małomówny i rodzina, ♀Aleksandra0709 ()
Radio, które do tej pory mamrotało niewyraźnie na temat buraków, zaczęło nagle wyśpiewywać po angielsku.
Małomówny i rodzina, ♀Aleksandra0709 ()
(...) znikł w zieleni leszczyn, jak przerośnięty elf.
Noelka, ♀Aleksandra0709 ()
Pamiętasz, co odkrył Kubuś Puchatek? (...) Jedzenie miodu jest bardzo miłe. Ale jest taka chwila, tuż przed rozpoczęciem jedzenia, kiedy jest jeszcze milej, niż w chwili, gdy się już je.
Noelka, ♀Aleksandra0709 ()
Tak... prezenty przed odpakowaniem są najpiękniejsze (...). A cel jest najwspanialszy tuż przed tym, nim się go osiągnie. A ktoś, na kogo bardzo się czeka, jest najmilszy tuż przed tym, nim przyjdzie. To są właśnie te najlepsze chwile życia.
Noelka, ♀Aleksandra0709 ()
A człowiek nigdy nie powinien dać się owładnąć uczuciom negatywnym.
Noelka, ♀Aleksandra0709 ()
(...) Bóg nie może nam się ukazać inaczej, jak przez drugiego człowieka.
Noelka, ♀Aleksandra0709 ()
De Mello mówi, że szczęście jest dla człowieka stanem naturalnym. Żeby zdobyć szczęście, nie trzeba robić niczego, bo przecież nie można zdobyć czegoś, co się już posiada.
Noelka, ♀Aleksandra0709 ()
Dopóki myślisz, że przyczyna twojej złości jest na zewnątrz, dopóty czujesz się usprawiedliwiona i możesz w sobie tę złość hodować (...).
Noelka, ♀Aleksandra0709 ()
Ja lubię dziewczyny, które mają serce, a nie tylko mięsień sercowy.
Noelka, ♀Aleksandra0709 ()
Jak myślisz, kto przeżywa negatywnie fakt, że deszcz pada – ty czy deszcz?
Noelka, ♀Aleksandra0709 ()
Małomównego też można skłonić do mówienia (...). Do każdego można dopasować jakiś kluczyk.
Noelka, ♀Aleksandra0709 ()
Nic nie usprawiedliwia negatywnych uczuć.
Noelka, ♀Aleksandra0709 ()
Nie próbuj zmieniać nikogo. Ani niczego. To w tobie siedzi ta złość. W tobie, a nie w tym kimś są negatywne uczucia.
Noelka, ♀Aleksandra0709 ()
Nie wiem, co to się ostatnio wyrabia (...), ale nawet najładniejsze dziewczyny są agresywne.
Noelka, ♀Aleksandra0709 ()
Problem tkwi nie w rzeczywistości, a w twoim umyśle, człowieku.
Noelka, ♀Aleksandra0709 ()
Żal mi mojego starego (...). On nie wytrzymuje tego, że ja jestem inny, niż on chciał. Ale ja przecież nie mogę być inny, niż jestem.(...) Każdy jest taki, jaki jest. A mój ojciec myśli, że skoro jestem jego synem, to muszę być taki jak on, myśleć jak on i uczyć się tego, czego on się uczył, i zostać tym, kim on został.
Noelka, ♀Aleksandra0709 ()
Żadne z jego [Mamerta] własnych dzieci nie przejawiało cienia zainteresowania dla medycyny, co było powodem rozżalenia doktora Kowalika na los, na żonę oraz na owe dzieci właśnie. Niestety. Roma interesowała się głównie muzyką rockową, zaś Tomcio, na którego Mamert liczył najbardziej, ni stąd, ni zowąd oświadczył, że idzie na prawo, co było nieporozumieniem od samego początku, ponieważ tym, co rzeczywiście interesowało biednego głupka był teatr oraz religie i filozofie Dalekiego Wschodu. Mamert jednak miał smutną, podpartą już faktami, pewność, że syn jego nie będzie ani lekarzem, ani prawnikiem, ani też filozofem czy religioznawcą. Kiedy myślał o przyszłości Tomcia, doznawał lękowego skurczu serca, bo wyobraźnia przedstawiała mu syna opowiadającego dowcipy na scenie podrzędnego kabaretu.
Noelka, ♀Aleksandra0709 ()
(...) miłość bliźniego to zadanie bardzo trudne. Kto wie czy nie najtrudniejsze.
Noelka, ♀Aleksandra0709 ()
Mnie męczy przykre przeświadczenie (...) że połowiczna dobroczynność nie ma sensu.
Noelka, ♀Aleksandra0709 ()
Ja często mam to uczucie, że... że jestem okropnie, niewybaczalnie nie w porządku (...). Kiedy widzę ludzi chorych albo bardzo nieszczęśliwych... wiem, że powinnam, na dobrą sprawę, rzucić wszystko i iść tam, pomagać. Ale przecież mam swoje własne ciężary. I tak się po prostu nie da.
Noelka, ♀Aleksandra0709 ()
Ja wiem, że to nieprawdopodobne (...). Ale naprawdę w środku wciąż mam tylko siedemnaście lat. Wiesz, czasem patrzę w lustro i nie mogę się nadziwić, że tak mi się ten... kostium marszczy pod oczami!
Noelka, ♀Aleksandra0709 ()
Nigdy nie należy ryczeć z powodu jakiegoś faceta, posłuchaj mojej rady. Mówi ci to osoba, która właśnie ryczała godzinę temu. (...) To mija (...). Trochę powoli, ale mija.
Noelka, ♀Aleksandra0709 ()
Gabrysię często przepełniało uczucie miłości, ale nie lubiła się do tego przyznawać, nawet przed sobą. Czuła się bezpieczniej, kiedy myślała o sobie jako o kimś energicznym, szorstkim i pozbawionym sentymentów. I wielu ludzi też tak o niej myślało. A Gabrysia tymczasem potrzebowała wciąż jeszcze kogoś do pokochania. Gromadziła wokół siebie rodzinę, przyjaciół, nawet obcych, nawet psy i koty zabłąkane na ulicy.
Noelka, ♀Aleksandra0709 ()
(...) czytałam, że wady młodości w wieku starczym tylko się zaostrzają. Ulegają, jak by to powiedzieć, zwapnieniu.
Noelka, ♀Aleksandra0709 ()
Jak mówię, że nie mogę, to to właśnie oznacza. Że nie mogę.
Noelka, ♀Aleksandra0709 ()
Nawet najczarniejsza chmura ma srebrne brzegi.
Noelka, ♀Aleksandra0709 ()
Doktorze, czy rdzeń kręgowy łatwo jest przerwać przez nieuwagę?
Noelka, ♀Aleksandra0709 ()
Minimum bólu przy maksimum uzdrawialności, oto moja złota zasada.
Noelka, ♀Aleksandra0709 ()
Nie ten ptak gniazdko kala, co je kala (...). Lecz ten, co o kalaniu mówić nie pozwala.
Noelka, ♀Aleksandra0709 ()
Ojciec cię z zasady nie bił, bo nie ma pojęcia o hodowli dziewczynek.
Noelka, ♀Aleksandra0709 ()
Przecież, jeśli człowiek sam uznał, że postąpił źle, to już nie trzeba go atakować (...).
Noelka, ♀Aleksandra0709 ()
Przecież z kłótni nigdy nie wynika nic dobrego.
Noelka, ♀Aleksandra0709 ()
To zdrowych i wesołych, czy jak tam.
Noelka, ♀Aleksandra0709 ()
Tygrysek wie, że jak się człowiek ujawni z jakąś umiejętnością, to mu zaraz inni każą się przepracowywać.
Noelka, ♀Aleksandra0709 ()
– A gdybyś był dziewczyną, którą zawiodła nawet pogoda? Co byś uznał za plus sytuacji?
– To, że jestem dziewczyną – z prostotą odparł Cyryjek i docisnął owłosionym palcem krawędź ciasta.
Noelka, ♀Aleksandra0709 ()
– Ale nie wiem, czy pamiętasz, że dziś jest Wigilia.
– Pamiętam, pamiętam. Ale wiesz, ona jest tak samo tu, jak u was w domu (...).
Noelka, ♀Aleksandra0709 ()
– Kryzys. Wiesz, co to jest?
– Wiem. Kryzys to jest to... co jest.
Noelka, ♀Aleksandra0709 ()
– Masz taką ładną twarz – powiedział. – Niby nadąsaną, ale... tyle w niej... bo ja wiem... czego?
– Zębów – podpowiedziała mu burkliwie Elka (...).
Noelka, ♀Aleksandra0709 ()
– Tereso – rzekł Cyryl (...). – Nie umiem spokojnie przyjąć twojej obecnej sytuacji. To mnie boli.
Terpentula zaczerwieniła się, spojrzała na niego wilkiem.
– Co niby?! – syknęła. – Co cię niby tak boli? Że nie mam za co żyć, czy że jakoś sobie jednak radzę?
– To, że musisz sobie jakoś radzić – wymamrotał Cyryl.
– Niech cię to nie boli, Cyrylu – warknęła Terpentula, sypiąc z oczu zimne iskry. – Zawsze, jak cię tak zaboli, to sobie powiedz: mimo wszystko ona nie straciła godności. Tak sobie powiedz. Nigdy nie była zależna od nikogo, tak sobie powiedz. Nigdy nie żyła z niczyjej łaski i zawsze robiła tylko to, co chciała. I jak sobie tak powiesz, to zobaczysz, nic cię nie będzie bolało, Cyrylu. Wiem to po sobie.
Noelka, ♀Aleksandra0709 ()
– Usiądziesz przy telefonie – dysponowała mama. – Weźmiesz książkę telefoniczną i będziesz dzwonił po sklepach obuwniczych.
– Ja? – zdziwił się ojciec. – Ale dlaczego przypuszczasz, że mógłbym robić podobnie dziwne i głupie rzeczy?
Noelka, ♀Aleksandra0709 ()
– Zapomniałem już, jak wygląda twoja twarz. Pamiętam tylko, że była ładna.
– A ja twojej jeszcze nigdy nie widziałam!
– O! Faktycznie. Ale wiesz, w moim przypadku nie ma czego żałować.
Noelka, ♀Aleksandra0709 ()
Bardzo zdolna, bardzo energiczna, pełna sił witalnych, umiała pracować jak kombajn. Przemknęła wśród sukcesów przez szkołę podstawową, chwalona i nagradzana, opanowując przy okazji język angielski oraz grę na fortepianie. Śpiewała w szkolnym chórze, redagowała szkolną gazetkę, pisała audycje dla szkolnego radia i wygrała dwie olimpiady – z polskiego i z matematyki. Lubiła odnosić sukcesy i uważała, że jej się słusznie należą.
W liceum – to samo. Nauka przychodziła Elce bez najmniejszego trudu, a dynamiczna natura skłaniała do brania coraz to nowych przeszkód i trudności. Elka pożerała je jak smaczny tort, radośnie i bez umiaru. Nie rozglądała się zbytnio wokół siebie, a już całkiem nie lubiła spoglądać w tył, na tych, co zostawali daleko za nią. Energiczna i dziarska, miała oczywiście kolegów i koleżanki, ale żadnej przyjaciółki.
Noelka, ♀Aleksandra0709 ()
Elka była wściekła jak osa. Co tam osa. Cały rój os.
Noelka, ♀Aleksandra0709 ()
Elka była zdrowa i mocna, jak orzech. Orzechowe też były jej oczy – wyraziste, o lśniących białkach i żywy spojrzeniu, a wspaniałe loki w kolorze orzecha otaczały twarz o brązowym kolorycie. Miała wypukłe czoło, zdradzające inteligencję i upór, a stanowczy wyraz ust i śmiało zarysowany podbródek wiele mówiły o jej charakterze, twardym i trudnym do zgryzienia.
W domu czczono ją pod zupełnie nieodpowiednim imieniem: Kicia. Albo: Maleńka. Albo: Skarb. I tak dalej.
Natomiast w szkole, gdzie dopiero, jak uważała, była sobą, wszyscy mówili do niej: Elka – i to właśnie jej się podobało. Sądziła, że lubi, gdy się ją traktuje rzeczowo i ostro. Była też zdania, że trzej opiekunowie darzą ją miłością zbyt już zaborczą i że naprawdę lepiej by się stało, gdyby zarówno ojciec, jak dziadek i jego brat, przenieśli swe uczucia na kogoś innego. Tak się jej zdawało. Bywa.
Noelka, ♀Aleksandra0709 ()
Elka cisnęła w ścianę drugą pokrywką. Nikt nie zwrócił na to uwagi. Bywało i gorzej.
Noelka, ♀Aleksandra0709 ()
Elka nie potrafiła być przygnębiona, kiedy miała napełniony żołądek
Noelka, ♀Aleksandra0709 ()
Gabrysia przeniosła wzrok na swoje córki.(...) Dzieciaki były cudowne. Pyza i Tygrysek, dwie zupełnie nadzwyczajne, najważniejsze na świecie, najbliższe istoty. Pyza udowodniła już przez dziesięć lat swego życia, że w pełni zasługuje na nadane jej w niemowlęctwie przezwisko. Grubiutka jest i rumiana, z policzkami jak jabłuszka, piwne oczy świecą jej spod lśniącej miedzianej grzywki. Tygrysek (smarkula sama tak się nazwała po tym, jak jej Gabrysia po raz pierwszy przeczytała „Kubusia Puchatka”), zamiast obierać migdały – cichcem je wyżera. Leniwe, wdzięczne, smukłe stworzonko siedmioletnie o przewrotnym uśmieszku, ciemnych lokach i stalowych oczach swego ojca.
Noelka, ♀Aleksandra0709 ()
I znów pustka oraz deszcz. Ta natura potrafi być ohydnie monotonn
Noelka, ♀Aleksandra0709 ()
(...) Ida właśnie sknociła piernik, wlewając do ciasta zamiast słoiczka płynnego miodu – słoiczek płynnego smalcu, i upiekła to wszystko z mnóstwem bakalii. Niestety, smalec był przyjemnie słony i zawierał sporo cebulki oraz majeranek, co wyszło na jaw dosłownie przed chwilą, kiedy to specjał Idusi został wydobyty z piekarnika i oszołomił wszystkich swą nieznaną wonią.
Noelka, ♀Aleksandra0709 ()
Jakim to sposobem mama znalazła się przy niej [Gabrieli] właśnie wtedy, kiedy była najbardziej potrzebna?
Noelka, ♀Aleksandra0709 ()
(...) jako człowiek dumny i wolny nie przejmuje się tymi wszystkimi ckliwymi bzdurami typu makowiec i choinka.
Noelka, ♀Aleksandra0709 ()
Kroczyła [Elka] zamaszyście chodnikiem, ukryta pod wielkim parasolem jak krasnal pod grzybkiem – metafora ta jest o tyle chybiona, że wyraz jej twarzy daleki był od cechującej na ogół krasnale poczciwej życzliwości.
Noelka, ♀Aleksandra0709 ()
Kukułka chrząknęła, a zegar wydał z siebie metaliczny jęk.
Noelka, ♀Aleksandra0709 ()
Małe Rumunki opychały się ze smakiem, rzucając ciekawe, czarne spojrzenia na obcych, wesołych ludzi. Nikt z całego towarzystwa nie znał ani słowa w ich języku, choć ojciec Borejko poczynił pewne próby z językiem łacińskim, a następnie francuskim. Bez rezultatu; ponieważ dziewczynki umiały po polsku powiedzieć jedynie: „Pani, daj!” porozumienie było raczej utrudnione. Ale śmiech i życzliwość udzielają się i bez słów. Toteż dziewczynki wyglądały na bardzo zadowolone, zwłaszcza że Pyza i Tygrysek zajmowały się nimi w sposób szczególny, podsuwając kolejne smakołyki i pogadując po polsku, ot tak tylko, żeby Rumunki nie czuły się zbyt wyizolowane.
Noelka, ♀Aleksandra0709 ()
Obok Wietnamczyków stały dwie zaradne obywatelki byłego ZSRR, ratując swe budżety sprzedażą gumek do podwiązek, kretonowych kapelusików przeciwsłonecznych, olejku do opalania oraz matrioszek z twarzą Gorbaczowa.
Noelka, ♀Aleksandra0709 ()
Ojciec, dziadek i brat dziadka spełniali każde jej życzenie, zanim jeszcze zdążyła je wyrazić. Nic więc dziwnego, że Elka była niecierpliwa. Podobny system wychowawczy zrobiłby osobę niecierpliwą nawet z hinduskiego fakira.
Noelka, ♀Aleksandra0709 ()
Praca wypełniała mu całe życie, i bardzo dobrze. Tak być powinno. Człowiek, który tyle pracuje, nie ma czasu na różne tam depresje. Prawdę mówiąc, po śmierci żony ledwie się pozbierał. Źle z nim już było. Ale potrafił wziąć się w garść, tak że nikt tego nie zauważył. Teraz, po piętnastu latach, miał pozycję zawodową, stopień naukowy, sukcesy międzynarodowe i poczucie, jakże miłe, że w pełni wykorzystał wszystkie swoje uzdolnienia i możliwości.
Noelka, ♀Aleksandra0709 ()
Tradycja, tradycja. Wszystko to powierzchowne i zakłamane. Wyśpiewują sobie kolędy, zajadają karpia, a tak naprawdę to każdy myśli tylko o sobie. Obłudnicy.
Noelka, ♀Aleksandra0709 ()
(...) ujrzała Elka psinę pana Maciołki, wleczoną przez niego na czymś w rodzaju postronka. Psina miała w oczach charakterystyczne dla całej rodziny Maciołków wścibstwo.
Noelka, ♀Aleksandra0709 ()
Zawsze zakochiwała się na wieki, tylko potem jej to szybko przechodziło.
Noelka, ♀Aleksandra0709 ()
Zazwyczaj przejawiała niespożytą ruchliwość lub też, bardzo zmęczona własną niespożytą ruchliwością, padała po prostu tam, gdzie stała, usypiając na miejscu.
Noelka, ♀Aleksandra0709 ()
Źródło ciepła tkwiło (...) koło pieca, próbując barszczu i wpatrując się z zastanowieniem w Idusię. Mama Borejko była mała i bardzo szczupła, siwa i nieco przygarbiona.
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
Ida, pospiesz się, błagam, bo tu już rozwiązanie blisko, a ja nie mam pomysłu na to, czym przeciąć pępowinę, do cholery. Czy to mogą być nożyczki do paznokci?
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
Każda filozofia życiowa jest bardzo prosta. Każda jest też po swojemu naiwna. Bo świat nie jest ani prosty, ani nieskomplikowany. Przeciwnie. Ale jeśli człowiek próbuje sobie jakoś to wszystko uporządkować i sprowadzić do paru prostych prawd - to świat jednak staje się odrobinę mniej skomplikowany, a życie odrobinę prostsze.
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
Każdy ma coś tam do roboty. Po to jesteśmy na tym świecie, żeby mieć coś do roboty. Żeby się przydać komuś lub czemuś.
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
(...) lepiej je [bolesne tematy] omijać niż rozdrapywać stare rany.
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
Może dla mnie miłość to trwanie i harmonia, a dla ciebie – burza, romantyczne porywy i ciągłe rozstania. Kto to wie.
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
Siostra jako taka (...) jest bardzo dobrym wynalazkiem.
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
Zawsze uważałam, że dawać – znaczy otrzymywać. Rozumiałam to tak, że jeśli ja komuś daję całe serce – otrzymam to samo. Ale to właśnie było wielkie uproszczenie, ta moja interpretacja. Och, jak już popadam w taką sentymentalną terminologię, staruszko, to pociągnę to dalej: zabrano mi serce i zwrócono, po wytarciu w nie butów.(...) Ja już mam pewien dystans do tej sprawy. Teraz rozumiem, że Ja... nusz nigdy nie był człowiekiem odpowiedzialnym. Był, i jest nadal, prawdziwie lekkomyślny. Więc nie mógł zachować się odpowiedzialnie, to nie leżało w jego możliwościach. Skąd miał to umieć? A tymczasem miłość po prostu musi łączyć się z odpowiedzialnością. Inaczej jest czym innym. Miłość to jest... trwanie. To jest bardziej akt woli, niż nam się wydaje.
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
Och, mogłaby tak stać i patrzeć na śpiące dzieci całymi godzinami.
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
Kto siorbie, dostanie po torbie (...)
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
Patrycja, ja ci chyba dzisiaj coś wyszarpię, ty mał-mał... – tu Idą zreflektowała się, zerknęła na swego Mareczka, po czym opanowała się w imponującym tempie i dokończyła w natchnieniu: – ... ty mał-gerytko!
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
(...) pod twoją czysto werbalną niechęcią do pici przeciwnej skrywa się cały ocean tajonych pożądań.
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
Gdybyś przynajmniej, zamiast się uczyć, robiła coś pożytecznego! (...) Czytała Platona, poznała nowy język obcy... zrozumiałbym, doprawdy.
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
Ileż to razy w życiu przekonywałem się, że rację mieli starożytni, przydając cnocie tak podstawowe znaczenie.
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
(...) istnieje subtelna różnica między młodzieńczą swobodą a anarchią.
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
Nie lubię nagłych zwrotów akcji, nawet w powieściach. A cóż dopiero w życiu!
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
Tak nieznaczne są przejścia w gwałtownym upływie czasu – pisał Seneka. Ilekolwiek czasu upłynie, zbiera się w tym samym miejscu: wygląda jednako, tworzy jedną całość. Wszystko wpada w tę samą otchłań.
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
Wartości etyczne (...) cechuje tajemnicza moc zobowiązania. Immanuel Kant nazywał tę moc imperatywem kategorycznym. Nikt mnie przecież nie zmusza do udzielania pomocy cierpiącemu. Lecz kiedy jej nie udzielę, przejdę obok odwrócę głowę – nastąpi jakaś kolosalna, nieodwracalna klęska. Nie tylko w człowieku, którego minąłem. We mnie także.
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
Wydaje się, że wartości etyczne nie istnieją. Nie można zobaczyć, dotknąć, spróbować prawdy, honoru, sprawiedliwości. Nie występują w stanie wolnym w przyrodzie. Nie ma ich. Więc jak to się dzieje, że człowiek, on jeden ze wszystkich; istot żyjących, potrafi cierpieć czy nawet umrzeć za prawdę czy sprawiedliwość, za niewidzialny świat wartości?
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
Dopiero jak się kogoś nazwie, to on zaczyna być naprawdę.
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
Ile razy ci się mówiło (...), że masz się do mnie nie zwracać per „Patty”. To jest tak pretensjonalne, że aż mdli. Jestem dumna z mojego imienia, które ma źródłosłów łaciński (...).
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
Ja tam za mąż nie wychodzę (...). To źle wpływa na cerę.
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
(...) ja tylko (...) walczę o własną tożsamość.
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
Każdy może być wartościowym człowiekiem, niezależnie od tego, co robi!
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
Każdy może mieć swoje upodobania, jeden na przykład czesze się na boczek, a drugi maluje włosy na buraczkowo. Jeden i drugi mają prawo do swego stylu i choćby inni na ich widok mieli nawet mdłości, nie mogą wtrącać się i narzucać im swego widzimisię.
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
Małżeństwo jest naprawdę idiotycznym wynalazkiem.
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
Nasze czasy są ubogie w Hipomenesów.
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
Zauważ, że nawet najpiękniejsze i najmądrzejsze kobiety po założeniu sobie na szyję węzłów małżeńskich brzydną i głupieją w oczach. Małżeństwo szkodzi na urodę i inteligencję (...).
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
Cholera niech weźmie hormony. Po co dorastamy? Ja nie chcę! Chcę być małą dziewczynka i żeby Roma była małą dziewczynką, i żeby nic nas nie dzieliło, żadne takie dorosłe głupstwa i brzydkie sekrety! Dlaczego przynajmniej w duszy nie mogę pozostać dzieckiem? Dlaczego wszyscy wymagają ode mnie dojrzałości, odpowiedzialności, równowagi – skoro ja nie wyraziłam zgody na to, by dorastać?!
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
(...) bardzo kochała swoją najstarszą siostrę [Gabrielę] i bardzo ją podziwiała. Wolałaby umrzeć, niż sprawić jej przykrość.
Dziwne – pomyślała. – Zupełnie inne uczucia mam wobec Idy.
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
Nie lubiła stykać się z takimi okropnościami, jak choroby czy śmierć. Zamierzała przejść przez życie pogodnie, bezkonfliktowo i szczęśliwie. I miała przeświadczenie, że skoro tylko uda się jej nie widzieć cieni – wszystko będzie na pewno jasne i promienne.
Poza tym, prawdę mówiąc, nigdy nie wiedziała, jak się zachować wobec kogoś dotkniętego wielkim nieszczęściem. Po pierwsze, jakoś wstyd było, że jej samej żadne nieszczęścia nie dotykają. A po drugie... uczestniczenie w czyimś bólu wymaga współczucia. Tak, współ-czucia. A ona nie przepadała za bólem. Czy miała więc dawać współczucie?
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
Patrycja była najmłodsza z panien Borejko i dlatego zapewne – wyraźnie leniwa. Wszyscy w rodzinie traktowali ją zawsze jak dziecko, toteż wyrobiła sobie przekonanie, że jest słodka. Ponadto natura obdarzyła ją niezmąconą pewnością siebie, siłą ducha i spokojem wewnętrznym – niczym, jak dotąd, nie zachwianym. Jednakże w chwilach dziejowych Patrycja potrafiła wykazać wybitną przytomność umysłu oraz bohaterską inicjatywę.
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
Patrycja kochała, rzecz jasna, swoich niezamożnych, niezaradnych i niepraktycznych rodziców. Szanowała także ich poglądy i zasady. Ale niekoniecznie musiała podzielać wszystkie z nich. I niekoniecznie musiała kopiować niewolniczo ich styl życia. Miała swój styl. A co, nie wolno?
Urządzi sobie życie zupełnie, zupełnie inaczej niż oni. Inaczej tez niż Gabriela i inaczej niż Ida. A więc, oczywiście – żadnych mężczyzn, oni tylko przeszkadzają. Matura, potem studia ekonomiczne albo prawo dla menedżerów. Nie szkodzi, że z matematyką ma się te odwieczne problemy. Nic to. Jest sporo czasu do matury, jakoś się temu zaradzi. Potem się założy biznes i jako kobieta biznesu będzie się nosiło żakiety w pepitkę, bluzki koszulowe oraz pantofle na szpilkach, od Diora.
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
Patrycja nie znosiła używania tego kretyńskiego „hej” zamiast „dzień dobry” czy „cześć”.
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
Patrycja oblała maturę.
Trzeba powiedzieć, że nie każdy by tak umiał.
Wszyscy profesorowie obecni przy egzaminach wykazywali pełną życzliwość. Na pisemnych (...) nie zwracali zupełnie uwagi na fakt, że Patrycja bezwstydnie i gorączkowo zrzyna ze ściągawek, porozmieszczanych głównie w potrójnych falbanach spódnicy oraz po wewnętrznej stronie mankietów białej bluzeczki. Na egzaminie z polskiego przechadzający się między rzędami stolików nauczyciel (...) zajrzał do pracy panny Borejko i niby niechcący oparł palec na zdaniu zawierającym błąd rzeczowy oraz dwa ortograficzne i trzymał go tak długo, aż Patrycja nie poprawiła wszystkich trzech. Jednakże nawet najbardziej życzliwie nastawiona komisja nie może, niestety, pozostać obojętna na fakt, że osoba, która napisała prace pisemne na słabe trójczyny, na egzaminie ustnym z matematyki najpierw robi się czerwona, potem zielona, potem nie mówi nic, a wreszcie wybucha płaczem i wypada z sali egzaminacyjnej, trzaskając drzwiami. Patrycja (...) nie zasługiwała na świadectwo dojrzałości, to się po prostu rzucało w oczy.
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
Ciekawe, że nikt i nigdy nie używa mojego prawdziwego imienia.(...) Albo Bobek, albo od razu: Baltona. Albo po nazwisku: Górski.
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
Deszcz leje, dziewczyny płaczą, wszystko to są normalne przyrodnicze zjawiska. Trzymajmy się, chłopcy (...).
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
Garnitur, moja mała mieszczaneczko, umie nosić absolutnie każdy osioł.
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
Ja też mam za sobą różne porażki, wiesz. Człowiek czasem tak się męczy, zanim złapie przynajmniej ogólny kierunek. To musi trochę potrwać. Dobrze, jeśli rodzina to rozumie.
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
Jak byłem mały, uwielbiałem jajka na twardo. I uwielbiałem malować pisanki. Kiedyś namalowałem taką, że do dziś ją w rodzinie wspominają. Z Hitlerem.
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
Jest bardzo zajęta. Wczoraj wyprawiała uroczyste zaręczyny.(...) Cała rodzina w żałobie. Ni stąd, ni zowąd Roma oświadczyła, że nastał czas, by opuścić toksyczne gniazdo i zerwać toksyczną pępowinę.
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
Ludzie, którzy preferują mrocznego rocka z całą pewnością nie będą wyrzucali pieniędzy na kwiaty. Sam z siebie wyłoniłem jednoosobowy dział marketingu, który przeprowadził dla mnie badania rynku. Kwiaty kupują: starsi panowie, faceci po czterdziestce, czyli w późnym wieku podbojowym, oraz młodzi salonowcy (...).
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
Otóż... Patrycjo... Och. Ale naprawdę, nie gniewaj się, dobrze? Hm. Czy... czy masz przy sobie coś do zjedzenia, czego nie chciałabyś zjeść sama?
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
Wyznaję zasadę niestosowania przemocy, do momentu, oczywiście, kiedy mi ktoś da w brzuch. (...) Albo (...) kiedy ktoś obraża w mojej obecności kobietę, na której mi zależy.(...) Jak również (...) kobietę, na której mi kompletnie nie zależy. Bo są i takie. Ja w ogóle lubię wszystkie kobiety. Wnoszą wiele wdzięku i delikatności w to nasze brutalne życie.
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
Zawsze, jak grają skrzypce, to ludzie się całują (...).
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
– Czy mógłbym cię pocałować? – Patrycja się zdziwiła.
– Ależ po co? Już ci mówiłam, chłopcze, daj sobie spokój. Przechowaj to kłębowisko namiętności dla kogoś innego.
– Patrycja! (...) Czy ty nie masz serca?
– To jest możliwe (...) Może dzięki temu żyje mi się tak przyjemnie – dodała.
– Ja... – rzekł Marceli, zamykając oczy i zaciskając pięści. – Ja... chyba się w tobie zakocham.
– Hominis est errare – odrzekła ona lekko. – Dobranoc!
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
– Czy to nie cudowne? – rozczulała się Gabriela. – Popatrzcie każdy aniołek jest inaczej ubrany! (...)
– Jest coś, co łączy wszystkie aniołki! – szepnęła roześmiana Patrycja. – Adidasy! (...)
Natalia dostała ataku śmiechu, bo oto na scenę wpadli Trzej Królowie, także w adidasach.
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
– Florian to ładne imię.
– Tak? – Baltona rzucił jej wdzięczne spojrzenie. – Szczerze mówiąc – też mi się podoba. Jest ekologiczne, prawda? Trochę mi szkoda, że nie jestem dla nikogo Florianem. Nawet dla mamy. Nie może się odzwyczaić od Bobcia, chociaż już dawno nie jestem jej małym synkiem. – Czy mogę nazywać cię Florianem?
– O, tak. Będziesz jedyną osobą na świecie, dla której będę Florianem.
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
– Ignacy!!! – syknęła jedna z nich i wymierzyła mu kuksańca w bok, tak bolesnego, że musiał otworzyć oczy.
– O cóż ci znowu chodzi, Milu? – spytał, zaskoczony.
– Ty chrapiesz! I to na ślubie własnej córki!
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
– Jacunio to jest ten, który ukradł dla mnie popielniczkę z restauracji chińskiej „Pod bambusem”.
– Aha, znaczy się, kryminalista.
– Nie, on tylko jest bardzo wytworny i bywa w eleganckich restauracjach.
– Czy on jest kelnerem? – spytała złośliwie Natalia.
– Nie, on jest moim kolegą z klasy równoległej.
– Rozumiem. Czy on też kompletnie się nie uczy do matury?
– A, nie. On się uczy. To ja się nie uczę. A wiesz, dlaczego?
– Bo ci się nie chce.
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
– Każdy ma prawo do tremy przed maturą.
– Z pewnością nie ma tremy ten, kto uczył się wytrwale – zauważył ojciec z niezadowoleniem (...). Cóż, jeśli idzie o mnie, czas matur powitałem z ulgą i radością. Cieszyłem się, że będę mógł wykazać się swą wiedzą.
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
– Mamo, a ja zapomniałam kupić cukru – przypomniało się Natalii.
– Jest cukier puder, wiem, bo sama wyjadałam – odezwała się Ida. – A propos, czy wiecie, że cukier jest potworną trucizną dla organizmu?
– Ale nie puder – powiedziała Natalia z wielką pewnością – Skoro go wyjadają doktorzy medycyny...
– Praesente medico nihii nocet.
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
– Ma-mamo... bardzo mi przykro... – wybuchnęła płaczem Patrycja. – Nie chciałam ci tego mówić w Dzień Matki...
– Niby dlaczego? – dziwowała się Idą. – Wiadomość w swej treści nie zmieni się zasadniczo do jutra... Serce matki odreaguje tak samo.
– Idą, jesteś pawianem – powiedziała Patrycja przez zęby, a łzy natychmiast jej obeschły.
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
– (...) nie mogę się doczekać, kiedy klamka wreszcie zapadnie...
– Mówiłaś to tysiąc razy...
– ...i kiedy Mareczek będzie mój, tylko mój, na zawsze. A jednocześnie – nie wiem, czy mnie rozumiesz – jestem do głębi przerażona tym, że i ja będę należeć tylko do niego, już na zawsze... Czuję się tak, jakbym stała nad czarną otchłanią.
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
– Nie płacz – powiedziała czule Natalia.
– To tylko dziecko – dodała Pulpecja.
– Ale kłamie! – jęknęła Gabriela ze wstydem. – Pyza nigdy nie posuwa się do kłamstwa. A Laura – i owszem... tak jak jej ojciec.
– Gaba! Nie tak jak jej ojciec, tylko jak dziecko siedmioletnie, trochę rozpieszczone (...).
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
– Nihil est ab omni parte beatum – przemówił nagle ojciec (...).
– Seneka? – odgadła Gabrysia od drzwi.
– Boże wszechmogący!!! – wybuchnęła Idą, zaciskając pięści. Nie, to nie do wytrzymania: stoją tu i gadają, łupią w karty i obmacują firanki – oto, jak ma wyglądać jej noc poślubna!
– Ida ma rację, protestując – rzekł ojciec, rzucając jej spojrzenie pełne uznania. – Jak mogłaś, Gabrysiu. To nie Seneka. To Horacy.
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
– Spełniłem twoje marzenia. Ja lubię spełniać twoje marzenia.
– Jak my się zgadzamy! (...) Mamy te same upodobania. Ja też lubię, jak ty spełniasz moje marzenia.
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
– W gruncie rzeczy wcale nie podoba mi się ta konieczność (...). To, że muszę zarabiać, zarabiać, zarabiać. Wychowano mnie tak, że nie lubię myśleć o pieniądzach. Ale nagle stało się coś takiego, że muszę o nich myśleć!
– Przybyło pokus – oświadczyła Roma.
– (...) Sokrates uważał, że prawdziwy filozof powinien wieść życie skromne. Sam nie miał nic, nawet sandałów. Ale widywano go na targu, często tam chodził i oglądał wystawione towary. Kiedy go spytano, co tam robi, odparł: „Uwielbiam odkrywać, bez jak wielu rzeczy jestem doskonale szczęśliwy”.
– Nie był młodą dziewczyną – zaśmiała się Roma.
– No, nie był. Ale... czegoś można się nauczyć od tych nieszczęsnych starożytnych, których mi ojciec kompletnie obrzydził. Wiesz, w końcu niewiele się zmieniło od czasów antycznych.
Żeby żyć, trzeba jeść, a żeby jeść, trzeba zarabiać. – Można wyjść bogato za mąż – dodała Roma i wybuchnęła śmiechem. – I to się nie zmieniło od czasów antycznych.
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
– Wiesz, mam w tej chwili niezbite przekonanie, że zdam tę maturę – oświadczyła Patrycja i całą powierzchnią pleców wyczuła, że siostra trzęsie się ze śmiechu.
– Byłoby to naprawdę cudowne i bardzo, bardzo dziwne – powiedziała Natalia wreszcie (...).
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
– Zostałaś całkiem bez kwiatków? Zaradzimy temu – wyjął piękną różę z wiązanki i podał ją Patrycji, błyskając oczami i dziko szczerząc zęby w uśmiechu.
– Zjedz ją – zaproponowała mu spokojnie Patrycja, która kipiała od uczucia upokorzenia. – Tylko pamiętaj, żebyś wypluł kolce.
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
Aniołki odważyły się wyśpiewać drżąco Lulajże, Jezuniu, przy czym każdy z nich jechał w innej tonacji, a fałszował w innym miejscu.
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
Człowiek obdarzony wrażliwością meteorologiczną wyczuwa ciche nadejście śniegu nawet przez sen; porusza się w ciepłej pościeli, przewraca się z boku na bok, uchyla powieki – w pokoju jest ciemno i na dworze jest ciemno, ale zza okien promieniuje tajemnicza obecność czegoś nowego i jasnego. Człowiek przeciąga się pod ciepłą kołdrą, przeszywa go długi, miły dreszcz oczekiwania. I zaraz potem sen powraca, głębszy i smaczniejszy niż przedtem.
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
Ech, trzeba się otrząsnąć z tych rodzinnych zależności i wpływów. W ogóle – od wszelkich wpływów trzymać się z daleka.
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
Gaba miała za sobą tylko ślub cywilny, na którym poprzestał Janusz Pyziak, twierdząc, że kościelny nałożyłby mu więzy zbyt już nieznośne. I rzeczywiście. Cywilne rozwiązał bez trudu (...).
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
Mama Borejko przypomniała sobie, jak w tym samym kościele, przed laty, stała przed ołtarzem w skromnym białym kostiumiku i patrząc na swego oblubieńca zastanawiała się, dlaczego w tak ważnej chwili życiowej nie ma on krawata. Od tego czasu minęło całkiem sporo lat i przez te lata ani razu nie żałowała wyboru.
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
Liczyła więc [Ida] dalej, liczyła – i z wolna się uspokajała.
Przy 842 ujrzała nagle grubego, białego barana, skaczącego przez płot – i zmylił się jej rachunek.
Spała.
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
Mama Borejko zawsze i przede wszystkim zwracała uwagę na oczy, w przeciwieństwie do ojca, który lubił oceniać ludzi na podstawie budowy ich czoła.
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
Może i dla niej – trzydziestoletniej, porzuconej i rozczarowanej – Los znalazł wreszcie jakiś mały okruch szczęścia.
Może.
A może i nie.
Trudno uwierzyć Losowi, gdy już raz zawiódł.
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
(...) na parapecie uchylonego okna śnieg zostawił swą przesyłkę w formie sporej kupki. Rosła ona cicho, rozszerzając się na blat pobliskiego biurka.
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
(...) nie było cienia złudzeń: on nie myślał o niej tyle, co ona o nim. Gorzej: on zapewne nie myślał o niej wcale, podczas gdy ona tęskniła za nim jak chory pies.
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
Organy umilkły, sapiąc.
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
Otuliła się pelerynką, po czym utkwiła w małżonku ufne spojrzenie.
– Kochany, czy jest na to jakaś rada? – przemówiła głosem zbolałego pisklątka.
W trudnej sytuacji życiowej nie masz lepszego sposobu na znalezienie ratunku, niż zwrócić się do Prawdziwego Mężczyzny w tonacji Zbolałego Kurczątka. Szczebiotliwe i żałosne dźwięki pobudzają natychmiast odruch opiekuńczy, będący, jak wiadomo, najpiękniejszą z cech charakteru Prawdziwego Mężczyzny. Odruch ten, w połączeniu z naturalnym pragnieniem dominacji oraz instynktem łowieckim (tym motorem, bądź co bądź, postępu), może zdziałać cuda.
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
Patrycja pomyślała, jak ciekawą jest rzeczą, że Tygrysek nie przejawia wobec Marcelka cienia zainteresowania. Cienia! Gdyby teraz w kuchni pojawił się Marek, zostałby już zarzucony tysiącem propozycji, zagadany i wciągnięty w żywą rozmowę. Tymczasem obecność Marcelka zdawała się Laurę szczerze nudzić. Patrycja pomyślała, że to bardzo ważny objaw i że to powinno jej dać do myślenia. Uważała swoją młodszą siostrzenicę za istotę wybitnie kobiecą i właśnie postanowiła odtąd liczyć się z jej zdaniem w kwestii chłopaków. Było naprawdę nieomylne.
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
Patrycja spojrzała – i dostrzegła za kierownicą Baltonę, który szczerzył do niej białe zębiska, a za jego plecami rozkwitało tysiąc kwiatów poustawianych w wiadrach, kubłach i pozawijanych w papier pakowy. KWIACIARNIA FLOREK – głosił napis na bocznych drzwiach syrenki. Dopiero wtedy Patrycja uświadomiła sobie, że Baltona ma na imię Florian i że nikt nigdy nie używał tego imienia, nie wiadomo dlaczego. W domu mówiono na niego Bobcio, a przezwisko Baltona pochodziło z okresu wczesnolicealnego, kiedy to Florian przez okrągły rok nosił bluzę z nazwą tej firmy, wypisaną wołowymi literami.
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
Poezja ma fatalny wpływ na osobowość, patrz Natalia. Ginie, biedaczka, w jakiejś kompletnie nierzeczywistej aurze, pochłonięta pisaniem referatów o Norwidzie oraz gryzmoleniem własnych poematów, których nikt, poza ojcem, nie chce czytać. Im starsza, tym bardziej dziwaczeje. Ubiera się wciąż jak chłopak, a zakochała się, naturalnie, w sposób wielce poetyczny, sekretny i nieszczęśliwy, w żonatym adiunkcie Wydziału Filozofii, piszącym pracę o postmodernizmie.
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
(...) poważna i skupiona Laura stanęła na przedzie sceny i przy wtórze gitary zaśpiewała jasnym i czystym głosem:
– Podnieś rękę, Boże dziecię, błogosław ojczyznę miłą! – a publiczność nagle zamarła, jak to się zwykle dzieje z publicznością w obliczu prawdziwej, wielkiej Sztuki. Głos Tygryska był pełen niewinności i pogody, i dalekiej, niebiańskiej czystości. Słuchający jej dorośli poczuli ściskanie w gardle i tęsknotę w sercu, bezradność wobec potęg zła i smutek przemijania – i wreszcie: nadzieję na nieznaną przyszłość. Wszyscy, jak zahipnotyzowani, wpatrywali się w małą figurkę z warkoczami.
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
Rzuciła mu pożegnalne spojrzenie o takim amperażu, że Baltonę aż odrzuciło w tył.
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
Sylwester w jego [Marcelego] towarzystwie mógłby być zabawny tylko w przypadku, gdyby chłopca wykąpać w szampanie, a następnie wypuścić go w przestworza w balonie stratosferycznym (lub coś równie rozluźniającego).
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
Tak jakby zajrzeli – przez tę jedną chwilę – do tajemniczego pokoju i przestraszyli się tego blasku, ciepła i skarbów, jakie tam były zgromadzone. Więc cofnęli się szybko i zatrzasnęli drzwi.
I zgubili klucz.
I może już nigdy nie zajrzą razem do środka.
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
To właśnie zdanie słyszała nieodmiennie przez ostatnich kilka miesięcy, o czymkolwiek zaczynała mówić. „A ty najpierw zdaj maturę!...”
O, doprawdy, chciałaby wreszcie ją zdać!
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
W chwili obecnej (...) dola kobiety jest ho-ho! – o ile gorsza od niegdysiejszej, bo oprócz zwykłych swych ciężarów nałożonych przez biologię i równouprawnienie, musi ona jeszcze dźwigać ciężar męskich frustracji, związanych z przemianami ustrojowymi, bezrobociem, rewolucją ekonomiczną oraz napięciami na tle ekonomicznym i ideologicznym.
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
Z Pyzy biła jakaś dobra moc.
Z Tygryska natomiast promieniowała tajemnica.
Pulpecja, ♀Aleksandra0709 ()
Za wysokimi, wąskimi oknami klasy widać było betonowe boisko z kupą koksu leżącą w pobliżu kotłowni i brzydki budyneczek sali gimnastycznej, otynkowany na biało, z wypisanym sprayem koloru czerwonego wielkim napisem: LUDZIE! MAM AEROZOL! W poprzek drzwi wiodących do wewnątrz biegł napis koloru zielonego: BOŻE, ZATRZYMAJ ŚWIAT, JA WYSIADAM.
Dziecko piątku, ♀Aleksandra0709 ()
Jak człowiek sobie tak poleży... to mu lżej.
Dziecko piątku, ♀Aleksandra0709 ()
Szczęście jest chyba czymś takim, jak okulary pana Hilarego.
Dziecko piątku, ♀Aleksandra0709 ()
Ja jestem po prostu wyjątkowo pechowa. Dziecko piątku.
Dziecko piątku, ♀Aleksandra0709 ()
Nie umiem sobie z tym poradzić (...). Ze śmiercią. Z tym, że naprawdę wszyscy musimy umrzeć.
Dziecko piątku, ♀Aleksandra0709 ()
Ze wszystkich dorosłych, jakich znam (...) najbardziej dorosła jest moja babcia. Na czym to polega? Przecież śmieje się często głośniej niż młoda dziewczyna, żartuje, robi kawały. A jednak – jest prawdziwie dorosła.
Dziecko piątku, ♀Aleksandra0709 ()
Artur pomyślał nagle, że jego pierwsze wrażenie było mylne: dziewczyna nie jest bynajmniej brzydka. Jest naprawdę... niczego sobie. A już co na pewno umie świetnie – to słuchać.
Rzadka zaleta u bab.
Dziecko piątku, ♀Aleksandra0709 ()
Aurelia miała bardzo bogatą mimikę – zdawało się, że żadne uczucie nie może przepłynąć przez nią bez śladu.
Dziecko piątku, ♀Aleksandra0709 ()
Duża doza wytworności. Szczupła figurka cała w czerni, lakierki, lśniąca czarna główka, dobrze ostrzyżona. Żałował, że nie ma ze sobą swojego kodaka z kolorowym filmem – świetne byłoby zdjęcie: maleńka czarna sylwetka w magicznej pozie wróżki, pod wysokim, płonącym kolorami witrażem, no i te barwne światła, sunące przez powietrze, pełne wirujących drobin pyłu kosmicznego. Tytuł zdjęcia: „Sybilla”. Tak.
Z bliska okazało się, że Sybilla należy do kategorii „ciekawa brzydula”. Odstające duże uszy, szerokie usta, spiczasty nosek. I błyszczące oczy o pięknym kolorze jeżyn. Te oczy były zdecydowanie jej atutem.
Dziecko piątku, ♀Aleksandra0709 ()
Miała dziwny uśmiech – trochę drwiący, a trochę tragiczny. Kąciki ust nie unosiły się w tym uśmiechu, tylko rozciągały się w poziomie. Jak u Gelsominy w filmie La Strada.
Dziecko piątku, ♀Aleksandra0709 ()
Śliczny był ten ogieniek w pierścionku. Poruszyła palcami, żeby odrobinę zmienił położenie. Strasznie lubiła tak łowić światło. Kusiły ją lusterka, krawędzie kieliszków, dna szklanek, skuwki długopisów i wiecznych piór.
Dziecko piątku, ♀Aleksandra0709 ()
Taka była wciąż rozbita, od pogrzebu [mamy] ciągle bolała ją głowa, może dlatego, że w żaden sposób nie mogła zapłakać.
Dziecko piątku, ♀Aleksandra0709 ()
Wcale jej nie pociągało coś, co przychodziło tak łatwo. Łatwa bliskość, łatwe bezpieczeństwo. Nigdy nie lubiła tego, co łatwo dostępne. Wydawało się to zawsze jakoś dziwnie pozbawione wartości.
Dziecko piątku, ♀Aleksandra0709 ()
(...) człowiek jest potrzebny innym ludziom, a ci inni są jemu potrzebni.(...) jak się człowiek odgradza od innych – to tak, jakby zniknął. A im więcej ze siebie rozda – tym bardziej żyje.
Dziecko piątku, ♀Aleksandra0709 ()
Jak to, jakie mam prawo! – prawo matki mam!
Dziecko piątku, ♀Aleksandra0709 ()
Kto się boi, ten krzywo widzi.
Dziecko piątku, ♀Aleksandra0709 ()
Kto się urodził, musi umrzeć.(...) Różne nam Pan Bóg daje zadania w życiu: umieranie jest też zadaniem. A że każdy ma coś do zrobienia na tym świecie i po to się rodzi, więc trzeba się posunąć, żeby dla innych też było miejsce. I tak już jest tłok. No – tak to już jest, Orelka, tak to jest. I to jest bardzo dobre, nie ma co się boczyć. Nie ma co się bać.
Dziecko piątku, ♀Aleksandra0709 ()
Najgorsza dla ciebie krzywda będzie, jak się odgrodzisz od innych.
Dziecko piątku, ♀Aleksandra0709 ()
Najlepiej jest człowiekowi wtedy, kiedy nie myśli o sobie.
Dziecko piątku, ♀Aleksandra0709 ()
Nie ten jest bogaty, kto dużo ma, tylko ten, kto dużo daje.
Dziecko piątku, ♀Aleksandra0709 ()
Wszyscy mamy taki los: wciąż trzeba kogoś żegnać. Tak już jest.
Dziecko piątku, ♀Aleksandra0709 ()
(...) nie każda matka jest dobra! (...) Moja matka do dziś mnie nie rozumie, proszę pana, neguje każdą moją decyzję, proszę pana, powiem panu więcej – ona mnie za wszystko potępia!
Dziecko piątku, ♀Aleksandra0709 ()
Pojedziesz do... do... do mnie. Do... do nas. Do, hm, do domu.
Dziecko piątku, ♀Aleksandra0709 ()
Przecież nikt nie może przewidzieć, kiedy się żeni, że to się skończy tragedią.
Dziecko piątku, ♀Aleksandra0709 ()
Dziadek mi pomaga ze wszystkich sił. Jest taki szczęśliwy, że może być potrzebny! Już nawet zapomniał, że jest chory. I dzięki temu naprawdę czuje się lepiej!
Dziecko piątku, ♀Aleksandra0709 ()
Przypomina mi się (...) taka opowiastka o kobiecie, która znalazła czterolistną koniczynkę. Zawołała swego męża i dzieci, i przyjaciół, wszyscy siedzieli razem całą noc, pełni nadziei i nasłuchiwali, kiedy nadejdzie szczęście. Ale nic się nie działo, tylko drzewa szumiały, dziecko się śmiało, świecił księżyc. Rano rozeszli się zawiedzeni, że szczęście nie przyszło.
Dziecko piątku, ♀Aleksandra0709 ()
Mężczyźni to już żadnej delikatności nie mają, jak mamę kocham.
Dziecko piątku, ♀Aleksandra0709 ()
To musi być trudne – chodzić z dzieckiem w brzuchu, i to w taki deszcz (...).
Dziecko piątku, ♀Aleksandra0709 ()
Za pozwoleniem, zamknij dziób.
Dziecko piątku, ♀Aleksandra0709 ()
– Co ci się stało w nogę, Arturek? – spytała babcia troskliwie.
– Koń mnie kopnął – odparł dwuznacznym tonem Gburek, po czym dodał: – A właściwie był to osioł.
– Phi! – powiedział zwycięsko Konrad (...).
– Arturek, a co ci się stało w nos, krew ci leci? – dopytywała się babcia.
– Zderzyłem się – wyjaśnił burkliwie Artur. – Z głową kapuścianą. A raczej – z głąbem.
Dziecko piątku, ♀Aleksandra0709 ()
– Czy musisz używać perfum swoich ciotek?
– Nie muszę – przyznała Laura. – Ale lubię – dodała.
Dziecko piątku, ♀Aleksandra0709 ()
– Dlaczego wciąż powtarzasz: moja ciocia?! – zirytowała się nagle Pyza. – Ciocie są też moje, że nie wspomnę o mamusi!
– Powiem jej, że nie chciałaś o niej wspomnieć – obiecała Laura kątem ust.
Dziecko piątku, ♀Aleksandra0709 ()
– Dzieci pachną najpiękniej na świecie.
– Czym pachną?
– Dzieckiem!
Dziecko piątku, ♀Aleksandra0709 ()
– Ja kłamię?! – zdumienie Laury nie miało granic. – Ja nigdy nie kłamię, mamusiu! Nigdy!
– Nigdy? – powtórzyła Gabrysia, czując jak zimny dreszcz przebiega jej po krzyżu. Spojrzała prosto w oczy swego dziecka. Były niewinne i czyste jak leśne jeziorka. O kolorze stali.
– Ja tylko (...) przemieniam świat. Mówię inaczej, niż jest. To takie zabawne – takie śmieszne! To jest jak czary. Bardzo lubię opowieści i układanie słów.
Dziecko piątku, ♀Aleksandra0709 ()
– Jeden profesor – rzekł poufnie pan Jankowiak – mówił mi tu kiedyś, że w pierwszych klasach specjalnie przykręcają śrubę i stawiają dzieciakom tróje, żeby im się w głowach nie poprzewracało.
– Nie moja rzecz, panie Bronku, ale to chyba głupi pomysł. Każdy lubi dostać dobrą zapłatę za dobrą robotę. Dzieciak tak samo.
Dziecko piątku, ♀Aleksandra0709 ()
– Najdłuższa droga zaczyna się od pierwszego kroku.
– Jest to prawda, Aurelio, i do tego powszechnie znana. Zdaje się, że jeszcze od czasów Konfucjusza.
– Nie śmiej się, ja sama to dziś odkryłam. Znalazłam drogę do mojego ojca, a Kreska znalazła drogę do mnie.
Dziecko piątku, ♀Aleksandra0709 ()
– On jest urodzony w niedzielę! – krzyknął ojciec, a pani Monika się rozgniewała, nie lubiła, gdy ktoś krytykował jej syna.
– Za to twoja córka – odpaliła bez namysłu – jest na pewno urodzona w piątek, nawet minę ma jak postny śledź!
Dziecko piątku, ♀Aleksandra0709 ()
– (...) po mszy zobaczyłem, jak te dwie panny zaczepiają ludzi, wychodzących z kościoła. Wszystkim mówiły, że są z radia „S”, i pytały, co to jest cudzołóstwo.
– Och – powiedziała Gabrysia bardzo słabo.
– I kto jest za, a kto przeciw. Nagrywały odpowiedzi na magnetofon (...). Myślę, że powinna pani tego posłuchać. Ale nie to jest najgorsze.
– Nie? – jęknęła Gabrysia.
– Nie to. One mi uciekły przez dwie jezdnie koło kościoła, i to na czerwonym świetle, w pełnym ruchu! Wyciągnąłem je w ostatniej chwili spod autobusu!
Dziecko piątku, ♀Aleksandra0709 ()
– Postanowiliśmy, że pobierzemy się jeszcze tego lata – oświadczył nagle Baltona (...). – Ja wiem, że ojciec Patrycji jest przeciwny pośpiechowi, ale czekaliśmy już tak długo... (...) Przecież Patrycja tak pięknie zaliczyła pierwszy rok (...)! Chyba już to widać, że miłość nie musi przeszkadzać w zdobyciu wykształcenia (...).
– Bardzo, bardzo się cieszę – powiedziała Gabrysia, obserwując z pewnym przestrachem całe obłoczki jasnych plam, które zaczęły jej przesłaniać rzeczywistość. – Być może zaraz zemdleję – uprzedziła rzeczowo.
– E, nie przesadzaj – pocieszyła ją Pulpa. – Więc ustaliliśmy, że po ślubie zamieszkamy – na razie – na zapleczu kwiaciarni, a potem kupimy sobie jakąś miłą kawalerkę...
– Wolałabym usiąść – stwierdziła Gabriela i spróbowała dostać się na wiklinowy fotel, przebywając chwiejną, daleką przestrzeń pomiędzy drzwiami a środkiem pokoju. Podłoga uginała się wyraźnie pod jej stopami, jakby była z jakiejś elastycznej, obrzydliwej błony. Gabrysię chwyciły nudności.
– O rany! – zerwał się Baltona. – Ona naprawdę!...
– Myślę – wyszeptała Gabrysia – że naprawdę.
I zemdlała.
Dziecko piątku, ♀Aleksandra0709 ()
Ryknęło radio. To Laura włączyła znów koncert muzyki flamenco i znów jęła drobić pogodnie na krześle. Grzegorz wstał i wyłączył aparat.
– No, co ty robisz?! – wściekła się Laura i rzuciła mu w twarz straszliwą obelgę: – Jesteś macochem!
A wtedy stało się coś niesłychanego. Pyza podeszła do Grzegorza, stanęła twardo u jego boku, wzięła go za rękę i oparła się policzkiem o jego ramię.
– On nie jest macochem – powiedziała. – Za pozwoleniem, odszczekaj to i wypluj.
A Laura splunęła soczyście i mruknęła ze skruchą:
– Przepraszam... Grzesiu.
Dziecko piątku, ♀Aleksandra0709 ()
– Wiesz, co nagrodzono w konkursie na najpiękniejsze słowa miłości?
– Nie mam pojęcia.
– Jedna uczestniczka przysłała zdanie, jakie jej mąż powiedział o czwartej nad ranem: „Pośpij sobie, ja wstanę i je nakarmię”.
Kreska wybuchnęła śmiechem.
Dziecko piątku, ♀Aleksandra0709 ()
– Zemdlałam po raz pierwszy w życiu! – mruknęła z niezadowoleniem. – Przy tamtych nie mdlałam.
Grzegorz nagle odsunął się, by spojrzeć jej w twarz.
– Co mówisz?
Niespodziewanie Gabrysia zaczęła się śmiać – najpierw cicho, potem coraz głośniej, bo od śmiechu zawsze przybywało jej sił.
– Oj, Grzesiu... – śmiała się. – Ojej... – i pocałowała go w to mądre czoło. – Ja ci to chciałam inaczej oznajmić, wiesz? Przy świecach. Ale mnie zawsze wszystko wychodzi tak beznadziejnie prozaicznie... – wybuchnęła śmiechem na nowo, a Grzegorz objął jej twarz obiema dłońmi i też się zaśmiał, patrząc jej w oczy.
– Gabrysiu, ale co oznajmić, co oznajmić? – spytał, wciąż się śmiejąc.
Gabriela objęła go za szyję, znów pocałowała.
– Że będziemy mieli DZIECKO!!! – wymamrotała mu w policzek i wcale nie musiała patrzeć na jego twarz, żeby wiedzieć, jak bardzo się ucieszył: ramiona wokół niej zacisnęły się mocno i ostrożnie zarazem, a ciepły oddech, łaskoczący ją w ucho, przyspieszył: Grzegorz śmiał się – cicho, długo i szczęśliwie.
Dziecko piątku, ♀Aleksandra0709 ()
Aurelia była od niego [Konrada] wyższa o kilka centymetrów. Ale to nic. Napoleon też był niezbyt wysoki, zresztą – nie od niego zależało, czy rośnie, czy nie. To, co zależało od niego, Konrad, podobnie jak Napoleon, miał opanowane do perfekcji.
Dziecko piątku, ♀Aleksandra0709 ()
Aurelia nabrała powietrza, żeby odpowiedzieć, że o niczym innym nie marzy – ale nic nie powiedziała, dotknęła tylko ręki babci i spojrzała jej w oczy.
Dziecko piątku, ♀Aleksandra0709 ()
Był taki ładny i staranny. Włosy spadały mu z wypukłego czoła, jak ciemny trójkąt atlasu. Miał podłużne oczy koloru czekolady i wyglądał jak małe książątko. Mówił – nie, raczej: przemawiał – z pełnym wyższości rozbawieniem, z lekko ironicznym przekąsem, a jednak ani przez chwilę nie był przykry. Może z powodu tej swojej ujmującej uprzejmości.
Miły był.
Dziecko piątku, ♀Aleksandra0709 ()
Chłopak niby grzeczny, ułożony, miły – ale kto go tam wie. Tyle się teraz słyszy o kradzieżach i napadach, czysta zgroza. Dożył człowiek czasów, kiedy w Polsce grasują bandyci i nawet dzieciaki z porządnych domów biorą się za złodziejską robotę.
Dziecko piątku, ♀Aleksandra0709 ()
Gabrysia (...) z wielką uwagą obejrzała ich świadectwa, zastanawiając się, jak to możliwe, by istoty tak różne jak Pyza i Tygrysek miały do tego stopnia identyczne oceny: celujące od góry do dołu. Ta monotonia i jednolitość dawały jej sporo do myślenia na temat niedostatecznej rozpiętości skali ocen: prawdę mówiąc, żeby w pełni ocenić Tygryska, trzeba by użyć całej palety stopni, mniej więcej około trzydziestu.
Dziecko piątku, ♀Aleksandra0709 ()
Konrad czuł niechęć wobec aktywnych czterdziestolatków z drogimi samochodami. Jeden z takich facetów zabrał mu – bądź co bądź – matkę. Zresztą, świat ostatnio zdawał się zapełniony takim gatunkiem mężczyzn. Prawdziwych inteligentów oraz ludzi twórczych, oddanych całym sercem Sztuce, po prostu jakby wyssało z otoczenia.
Dziecko piątku, ♀Aleksandra0709 ()
Konrad (...) uważał, że różowe blondynki są trywialne w kolorycie.
Dziecko piątku, ♀Aleksandra0709 ()
Linia horyzontu zwykle bywa zamglona. Może człowiek idący w życie też powinien mieć nieostry horyzont. Lepiej nie widzieć zbyt wyraźnie tego, co się pozostawia, i tego, co czeka na drodze.
Dziecko piątku, ♀Aleksandra0709 ()
(...) nie wszyscy dorośli są dorosłymi naprawdę. Najczęściej są to po prostu dzieci, przeniesione w czasie o pewien odcinek.
Co zrobić, żeby stać się człowiekiem dorosłym, dojrzałym, odpowiedzialnym?
Nie wiadomo. Tajemnica.
Dziecko piątku, ♀Aleksandra0709 ()
Niedziela rozciągała się przed nim jak pusta biała płaszczyzna, przechodząca mgliście w równie mglistą dal lipca.
Dziecko piątku, ♀Aleksandra0709 ()
Od samego rana (...) Gabrysię okropnie mdliło. Grzegorz, wylazłszy z łóżka w piżamie i boso, udał się biegiem do kuchni po kwaszonego ogóreczka i koperek. Kwaszone ogóreczki były tym, co ostatnio jadała (...) od rana do wieczora, natomiast zapach koperku służył jej do odpędzania mdłości. Widywano ją, jak sprzątała, prała, a zwłaszcza – gotowała z nosem wtulonym w solidny ciemnozielony bukiecik o piórkowatych listkach. Również momenty towarzyskiej konwersacji z twarzą zanurzoną w koperku nie należały ostatnio do rzadkości.
Dziecko piątku, ♀Aleksandra0709 ()
Pan woźny (śmieszny i nawet miły z tymi żółtawymi policzkami i jasnym spojrzeniem) niechcący sprawił jej przykrość, ale skąd miał, biedak, wiedzieć. Przecież nie jest przezroczysta. Nie widać z wierzchu, co ją boli, o czym myśli, nad czym cierpi. Ani – za czym tęskni.
Dziecko piątku, ♀Aleksandra0709 ()
Poczciwa Pyza miała w oczach tyle figlarnych iskierek, że podejrzewał zawsze, iż ona z niego cichcem kpi. Co do Tygryska natomiast... jej twarzyczka elfa, o lekko skośnych oczach i subtelnych rysach, wyrażała po prostu niezawoalowaną, chłodną ironię.
Dziecko piątku, ♀Aleksandra0709 ()
Pomyślał [Konrad], że kiedy już będzie zawodowym reżyserem, właścicielem teatru (bo takie właśnie miał życiowe plany), spróbuje też nakręcić film całkowicie pozbawiony dialogów, z akcją pełną niesłychanego napięcia, zawartego wyłącznie w tych niezauważalnych impulsach.
Dziecko piątku, ♀Aleksandra0709 ()
(...) przecież żaden człowiek nie może być tak całkiem do niczego. Nikt nie ma tylko złej woli. Przecież nawet kiedy człowiek postępuje źle – jeszcze szuka w tym, co robi, jakiegoś dobra. Człowiek jest taki słaby. Ginie bez pomocy drugiego. To dlatego wciąż i wciąż ktoś naokoło woła o ratunek.
Dziecko piątku, ♀Aleksandra0709 ()
Spodziewając się najgorszego, wszedł do kuchni – i, można powiedzieć, nie doznał zawodu. Pyza i Tygrysek wypełniały sobą całe pomieszczenie, które zalane było strugami pienistej cieczy. Pyza miotała się pomiędzy kuchenką gazową, na której kipiała owa cuchnąca potrawa, a zlewem, z którego – po stosie kubków i talerzy, przechylającym się niebezpiecznie w bok – buchały potoki gorącej wody zmieszanej z płynem Kop (na który Grzegorz nabrał się osobiście, miast poprzestać na starym, wypróbowanym Ludwiku). Laura, stojąc na zasypanym mąką krześle, waliła kopystką w pokrywkę i wznosiła okrzyki po łacinie.
W pierwszym odruchu Grzegorz chciał się dyskretnie wycofać, zamknąć za sobą dwie pary drzwi i udać, że nic nie widział.
Dziecko piątku, ♀Aleksandra0709 ()
Strzałka słońca przeszyła witraż, posadzkę pocięły kolorowe romby, a na dłoni Aurelii usiadła ciepła plamka w kolorze kurczątka.
Dziecko piątku, ♀Aleksandra0709 ()
(...) śmiał się [Grzegorz] sam do siebie jak wiejski głupek.
Dziecko piątku, ♀Aleksandra0709 ()
Takie czasy. Rodzice zalatani, każdy się uwija za groszem, jak może, a dzieci wychować nie ma komu.
Dziecko piątku, ♀Aleksandra0709 ()
(...) to zadziwiające: Konrad wcale nie ma uczucia, że poniósł porażkę. Przeciwnie – cieszył się ze spełnienia swej misji. Co za miły, śmieszny, utalentowany i niezwykły chłopiec.
Dziecko piątku, ♀Aleksandra0709 ()
(...) u babci nie było czym się przejmować – wszystko było naturalne, ludzkie, traktowane szorstko i serdecznie zarazem.
Dziecko piątku, ♀Aleksandra0709 ()
(...) wyjął [Konrad] ze skrytki pod materacem swego łóżka paczkę papierosów Gitanes oraz zapalniczkę. Nie przepadał specjalnie za paleniem, a już z całą pewnością nie był typem nałogowca; traktował rzecz całą jako magiczny rytuał oraz, poniekąd, wyraz buntu. Poza tym, koledzy w szkole lekceważyli go, gdy kasłał przy paleniu. Podejrzewał, że w liceum będzie pod tym względem jeszcze gorzej. Krzywiąc się, zapalił, legł na wznak na zaścielonym łóżku i założywszy nogę na nogę, przez chwilę trenował puszczanie kółek z dymu, obserwując, jak ulatują pod sufit, w kierunku otwartego okna. Naturalnie, nie zaciągał się, nie ma głupich. Nie było mu spieszno do raka płuc.
Dziecko piątku, ♀Aleksandra0709 ()
Z drobnych napomknień Natalii wynikało, że jeśli ktoś się nie ożenił do trzydziestego roku życia, to wcale nie oznacza, że coś z nim jest nie tak, tylko że po prostu pilnie studiował, uczestniczył w międzynarodowych regatach i rejsach, toteż nie miał czasu myśleć o zakładaniu rodziny.
Dziecko piątku, ♀Aleksandra0709 ()
(...) z najbliższymi jest zawsze najtrudniej.
Dziecko piątku, ♀Aleksandra0709 ()
Zamiana życia wdowca na życie małżeńskie okazała się mało kłopotliwa: wystarczyło przenieść komputer z jednego mieszkania do drugiego i przewieźć maluchem kilka kartonów książek plus walizkę z odzieżą. I już.
Dziecko piątku, ♀Aleksandra0709 ()
Zasadniczo uważał się [Konrad] za człowieka oschłego i niezbyt skłonnego do gwałtownych uczuć. Lubił o sobie myśleć per „my, intelektualiści i twórcy Piękna” – resztę świata traktując z pobłażliwą wyższością i dawno już postanowił, że przejdzie przez życie jako samotny artysta o chłodnym sercu i chłodnej głowie, niepodległy i niezdobyty wielbiciel pięknych kobiet.
Dziecko piątku, ♀Aleksandra0709 ()
Zatrzymał wzrok na tym ohydnym aerozolowym napisie, wysmarowanym przez któregoś młodego wandala na drzwiach i tynku wokół nich: „BOŻE, ZATRZYMAJ ŚWIAT, JA WYSIADAM!” – o, ludzie, czy na tych paskudów nie ma już żadnej rady? Ilekroć woźny patrzał na ten napis, tylekroć czuł, że przenigdy już nie zrozumie tego świata, w którym przyjdzie mu umierać.
Dziecko piątku, ♀Aleksandra0709 ()
(...) zdanie ma sens dopiero wtedy, gdy się je doprowadzi do kropki.(...) podobnie jest z życiem i śmiercią: to śmierć jest tą kropką, która nadaje życiu określony sens.
Nutria i Nerwus, ♀Aleksandra0709 ()
(...) co zerwane, to zerwane. Nie trzeba już wiązać żadnych supłów, bo i tak się zerwie na nowo.
Nutria i Nerwus, ♀Aleksandra0709 ()
Ja się nie nadaję na opiekunkę tych dzieci (...). Przecież taka Laura ma mnie po prostu za nic. Ona jest i silniejsza, i bardziej dorosła, i bardziej trzeźwa niż ja. Nie umiem wydawać jej poleceń. A ona sobie ze mnie kpi.
Nutria i Nerwus, ♀Aleksandra0709 ()
Nawet dzieci ze mnie kpią. Jestem dziwolągiem, który nigdzie nie może znaleźć swojego miejsca. I który zapewne nigdy w życiu nie znajdzie sobie pary. To jest takie dziwne: przecież nikomu się nie sprzeciwiam, nie mam żadnych żądań, z nikim się nie kłócę, nikomu nie odmawiam pomocy. I co? I nikomu nie jestem potrzebna. I nigdy, nigdy, nie będę dla nikogo autorytetem. Może mnie po prostu nie ma? Przecież nawet sama nie wiem, czego ja właściwie pragnę. Głowę mam pełną pytań i nie umiem znaleźć ani jednej odpowiedzi. To pewnie dlatego, że nie żyję naprawdę. Żyję we śnie.
Nutria i Nerwus, ♀Aleksandra0709 ()
Nie wiem, czy go kocham (...). A raczej wiem, że go nie kocham.
Nutria i Nerwus, ♀Aleksandra0709 ()
Nie wiem, dlaczego on mnie uważa za jednostkę duchowo niepełnosprawną i mówi do mnie per „dziecko”. Może dlatego, że jest ode mnie starszy o dziewięć lat.
Nutria i Nerwus, ♀Aleksandra0709 ()
Przecież małżeństwo to jest przerażająca loteria, w której większość losów przegrywa!
Nutria i Nerwus, ♀Aleksandra0709 ()
Była postrzelona, to prawda, jakaś gapiowata przy tym i tak niezdarna, że aż budziła rozczulenie. Ale przecież to inteligentna dziewczyna. I delikatna. I smutna. (Dlaczego?...)
Ma też i poczucie humoru. Co zawsze jest dowodem na inteligencję.
I pięknie śpiewa. Co zawsze jest jeszcze lepszym dowodem na to samo.
Nutria i Nerwus, ♀Aleksandra0709 ()
Ja jedna znam ją naprawdę. Nikt tak nie potrafi wysłuchać i pomóc jak ona. Żadna z was nie potrafi tak się przejmować. No, może tylko Gaba. (...) Nutria po prostu zupełnie nie umie się troszczyć o siebie (...). Wszystko jest dla niej ważniejsze niż ona sama. Stąd to jej wieczne roztargnienie.
Nutria i Nerwus, ♀Aleksandra0709 ()
Kochana Nutria. W dzieciństwie chciała być chłopcem, gdyż tata nie doczekał się wymarzonego syna. Przez kilka lat, chcąc wynagrodzić ukochanemu ojcu to bolesne rozczarowanie, Nutria usiłowała przeistoczyć się w chłopczyka: mówiła o sobie w rodzaju męskim, nosiła spodnie i bawiła się demonstracyjnie samochodzikami. Potem jej z wolna przechodziło, zwłaszcza że tata nie takiego syna pragnął. A od pierwszego roku studiów nastąpiła radykalna odmiana: Nutria nagle wypiękniała i nabrała źrebaczkowatego wdzięku, przestała się ubierać jak magazynier z bazy transportowej, kupiła sobie bardzo kobiece sukienki i koraliki, a nawet czerwoną szminkę, którą rytualnie malowała usta od rana do wieczora, w odstępach półgodzinnych.
Nutria i Nerwus, ♀Aleksandra0709 ()
Nie wdawała się nigdy w spory swoich sióstr, raczej siadała cicho w fotelu i czekała, aż konflikt minie. Kiedy zaś miała okres melancholii czy apatii - spędzała go cichutko, to wklejając sobie rośliny do zielnika, to znów tonąc w lekturze, to wreszcie – pisząc swoje smutne wiersze w specjalnym zeszycie o fioletowej okładce. Nie odzywała się wtedy całymi godzinami i nie zadręczała swoimi problemami innych. Ale żyjąc tak na uboczu, nie absorbując sobą swych najbliższych, Natalia doskonale odbierała ich zmartwienia i niepokoje. Często nawet, tajemniczym sposobem, przeczuwała nastroje, wydarzenia i zamiary. Zdarzało się jej sięgać po słuchawkę telefonu, który dopiero za sekundę miał zadzwonić!
Nutria i Nerwus, ♀Aleksandra0709 ()
Nutria była zwykle rozmarzona lub pogrążona w depresji, a zawsze nieskłonna do zwierzeń – ale najstarsza siostra odgadywała wiele z tego, co się działo w tej poetycznej głowie.
Nutria i Nerwus, ♀Aleksandra0709 ()
Z tobą, Nutria, jest taki kłopot: ty wiesz, czego nie chcesz, ale nie wiesz, czego chcesz.
Nutria i Nerwus, ♀Aleksandra0709 ()
Jeśli [Ignacy Grzegorz] będzie mądry i dobry, to oczywiście czeka go wiele bólu (...). Ale to nie jest przecież najgorsza rzecz, jaka może go spotkać. Najgorsze byłoby, gdyby przesiedział całe życie przed telewizorem, z pełnym talerzem na pełnym brzuchu i z zupełnie spokojnym sumieniem. Gdyby ani przez chwilę nie poczuł się winny. I gdyby go nigdy nic nie bolało. Zamknięty i zadowolony. Wiesz, to chyba jest dla mnie najsmutniejsze w dzisiejszym świecie: ludzie zamykają się przed innymi ludźmi. Jakby nie rozumieli, że bez tych innych nie da się żyć po ludzku. Drugi człowiek jest nam potrzebny! – właśnie dlatego, że jest inny. „Im bardziej inny, tym bardziej ciekawy”. A tymczasem to inność właśnie najbardziej dziś ludzi odpycha i straszy. Boją się jej tak, że wciąż na nowo się odgradzają, obudowują, opatrują etykietkami. Tworzą grupy, w których obowiązuje takie samo zdanie na każdy temat. Zapominają o tym, że to właśnie różnice zdań pozwalają dotrzeć do prawdy. Tylko czy ktoś jej dzisiaj potrzebuje? Myślę, Gabrysiu, że oni chcą być oszukiwani.
Nutria i Nerwus, ♀Aleksandra0709 ()
Pewien mędrzec (...) powiedział, że śmierć nadaje piękno życiu. Tylko sztuczne kwiaty nie umierają.
Nutria i Nerwus, ♀Aleksandra0709 ()
(...) tego jednego mi żal, kiedy myślę o śmierci: że się nie dowiem, co było dalej. A przecież ona jest już tak blisko. Prawie się z nią zaprzyjaźniłem.
Nutria i Nerwus, ♀Aleksandra0709 ()
Nocne strachy to nie głupstwo (...). Nie lekceważ tego, co widzisz w nocy. W nocy widać lepiej i ostrzej, bo dzień człowieka rozprasza.
Nutria i Nerwus, ♀Aleksandra0709 ()
Drogi Tunio jest typem gastryka (...). Charakterystyczne bruzdy od nosa do ust i niżej. Za parę lat dosłownie to już będzie zgryźliwy zrzęda. Dalej: ma wyraźnie zarysowane odruchy starokawalerskie. Skąpiradło! Nigdy nie przyniósł Natalii kwiatów okazalszych niż pojedynczy fiołek alpejski. Jeśli w ogóle. No i ta drobiazgowość! Wszystko musi być na swoim miejscu. Przychodzi do niej i zaraz zaczyna ustawiać wazonik tam, gdzie go widział ostatnim razem. Ja bym z takim nie wytrzymała, a cóż dopiero ten flejtuch Nutria. Moim zdaniem, instynkt samozachowawczy zadziałał u niej dosłownie w ostatniej chwili. Tak czasem bywa, zwłaszcza z nią. Pamiętasz? – była malutka i cofnęła się na ułamek sekundy przed tym, jak z dachu zleciała cegła.(...) Cegła świsnęła jej koło nosa i roztrzaskała się pod nogami.
Nutria i Nerwus, ♀Aleksandra0709 ()
Nie wiem, naprawdę, jak ty mogłaś tej niedojdzie powierzyć dzieci (...). Przecież ona samej siebie nie potrafi upilnować.
Nutria i Nerwus, ♀Aleksandra0709 ()
Bardzo przepraszam, ciociu oraz panie Filipku (...), że wyraziłam się nieco zbyt wulgarnie. Ale gwałt niech się gwałtem odciska (...). Boże, w jakich warunkach ja muszę chorować.
Nutria i Nerwus, ♀Aleksandra0709 ()
Nigdy nikomu nie trzeba podbierać puenty.
Nutria i Nerwus, ♀Aleksandra0709 ()
Rano będzie lepiej. Nie będzie żadnych duchów. I tak dalej.
Nutria i Nerwus, ♀Aleksandra0709 ()
Wiem, że mnie rozumiesz (...). Zawsze to wiedziałam. Ty nic nie mówisz, a wszystko rozumiesz.
Nutria i Nerwus, ♀Aleksandra0709 ()
Nie byłem zły. Byłem zaledwie rozzłoszczony.
Nutria i Nerwus, ♀Aleksandra0709 ()
Prokreacja bardzo absorbuje (...).
Nutria i Nerwus, ♀Aleksandra0709 ()
To normalne w miłości, że ludzie podporządkowują się sobie nawzajem.
Nutria i Nerwus, ♀Aleksandra0709 ()
– A jak ta twoja noga?
– Moja noga? – zdziwiła się Nutria. – Jaka noga?
– Ta skaleczona. Szkłem.
– Ach! Już jej nie mam, to jest – już o niej zapomniałam (...).
Nutria i Nerwus, ♀Aleksandra0709 ()
– Moja ciocia Patrycja powiedziała kiedyś, że przyjaźń między kobietą a mężczyzną jest niemożliwa (...). Chyba że...
– Chyba że występuje jako uczucie towarzyszące? – podpowiedział Filip.
Nutria i Nerwus, ♀Aleksandra0709 ()
– Ostatni biuletyn był taki, że ona nie wyjdzie za mąż wcale.
– To się tylko tak mówi – machnęła ręką Ida – do czasu, gdy na widnokręgu nie zamajaczy właściwy żagiel. I potem nadal tak się mówi, dopóki nie wiadomo już na sto procent (...).
Nutria i Nerwus, ♀Aleksandra0709 ()
– Zaczyna mi się wysypka na brzuchu – dobiegło spoza gałęzi ponure wyznanie Laury.
– Na twarzy też – pocieszyła siostrę Pyza.
Nutria i Nerwus, ♀Aleksandra0709 ()
A Ziemia pod nim kręciła się, oddychając razem z nim. Księżyc toczył się po niebie jak lustrzana piłka i oblewał go całego tajemniczym światłem, z coraz to innej strony. Na wschodzie niebo pojaśniało i natychmiast odezwał się pierwszy poranny ptak.
Nutria i Nerwus, ♀Aleksandra0709 ()
– Aaaa! – ryknęła. – Tylko nie to!!! Nie będę żadną małżonką!!! – po czym zamachnęła się na Tunia i – w ostatniej chwili zmieniwszy o parę centymetrów trajektorię pocisku – z furią cisnęła koszykiem prosto w zatęchłe głębiny stawku.
A on co na to? Najpierw milczał, głęboko wstrząśnięty chamstwem, jakie ujrzał, a następnie zapytał:
– A co z zastawem za koszyk?
I wtedy Natalii nie pozostało nic innego, tylko albo go uderzyć pantoflem w głowę, albo natychmiast odejść. Więc odeszła, tak jak stała, w białej sukience z kretonu, zbryzganej truskawkową posoką od kolan aż do pasa. Tym, co gnębiło ją w tej chwili i dręczyło do obrzydliwości, był najzwyczajniej w świecie wstyd. I jeszcze coś: przerażenie.
Nutria i Nerwus, ♀Aleksandra0709 ()
Aleja Wielkopolska nie była bynajmniej cienista o tej porze dnia, wręcz przeciwnie: ponieważ prowadziła prosto na zachód, słońce wypełniało ją jak miód butelkę.
Nutria i Nerwus, ♀Aleksandra0709 ()
Babilońska atmosfera tego miejsca natychmiast wywarła wpływ na wrażliwą Natalię Borejko; biedaczka podupadła na duchu zaraz po wejściu na teren dworca.
Nutria i Nerwus, ♀Aleksandra0709 ()
Była tak zachwycona, że na policzki wystąpiły jej malinowe wypieki. – Co za dźwięk! To jest niemożliwe. Kto to gra? Gould?
Teraz Filip przeżył szok. Bo to było właśnie historyczne nagranie Glenna Goulda, z roku 1955. A jeśli ona potrafiła rozpoznać interpretację Goulda – to oznaczało to, że los pozwolił mu spotkać dziewczynę życia. Z którą, nawiasem mówiąc, chciał się ożenić jego własny brat.
Nutria i Nerwus, ♀Aleksandra0709 ()
Czego to dziecko nie wyrabiało! Najpierw położyło się w rowie i oznajmiło, że tu właśnie skona, potem pozwoliło sobie zmierzyć gorączkę i samo oświadczyło, że ma trzydzieści osiem i pół, potem potrzebowało natychmiast napić się zimnej coca-coli, a kiedy usłyszało, że do wodopoju trzeba iść jeszcze z kwadransik – powiedziało, żeby je zostawić na tej pustyni, bo już się jakoś doczołga przez piaski.
Nutria i Nerwus, ♀Aleksandra0709 ()
(...) człowiek nigdy nie powinien być zbyt pewny tego, że wygrał. Zwłaszcza – z losem.
Nutria i Nerwus, ♀Aleksandra0709 ()
(...) do przedziału wkroczyła właśnie bardzo zgrzana, sympatyczna pani w różowej disneyowskiej koszulce. Jej duży biust rozpychał sylwetkę Miki tak, że zdawała się nie myszką, ale turem.
Nutria i Nerwus, ♀Aleksandra0709 ()
Dziadek Borejko, czołowy wielbiciel Ignacego Grzegorza oraz wynalazca metody, zauważył nawet, że malec lekceważącym pobekiwaniem kwituje komedie Plauta, podczas gdy Rozmyślania Marka Aureliusza wzbudzają w nim niechętny respekt, zaś wybrane sceny z Sofoklesa śmieszą go do rozpuku. Jedynie Platonowi okazywał wnuk Borejków wyraźną, skupioną uwagę. Rozumiał absolutnie każde słowo! – dziadek rozpoznawał to nieomylnie po takich objawach, jak mars na czole wnuka, skupiony wyraz jego mądrych oczu oraz znaczące, przeciągłe mlaskanie plus ślinotok.
Nutria i Nerwus, ♀Aleksandra0709 ()
Gabriela początkowo próbowała owinąć swe słowa w bawełnę taktu (...).
Nutria i Nerwus, ♀Aleksandra0709 ()
Ida śniła, że buszuje po ciemku pośród wysokich paproci, w których kryje się jej siostrzenica Laura, cała w żółte i czarne pręgi. Apogeum poświstywania przypadło na moment, kiedy Ida złapała właśnie Laurę i waliła ją soczyście grubą gałęzią po tyłku.
Nutria i Nerwus, ♀Aleksandra0709 ()
(...) im bardziej okoliczności nie sprzyjały, tym bardziej Filip się upierał.
Nutria i Nerwus, ♀Aleksandra0709 ()
Im bardziej się ona wycofywała, tym bardziej zdobywczy on się stawał. Ale nie można zarazem wycofywać się – i być blisko.
Nutria i Nerwus, ♀Aleksandra0709 ()
(...) jak wiadomo, głos, zwłaszcza w śpiewie, zdradza o człowieku bardzo wiele.
Nutria i Nerwus, ♀Aleksandra0709 ()
Księżyc lał potoki blasku, które woda wchłaniała i przetwarzała w blask odmienny, ruchliwy i rozproszony. Tym świerszczom chyba odbiło. Filip był pewny, że cykają wszystkie naraz, w jakimś niesłychanym unisono.
Nutria i Nerwus, ♀Aleksandra0709 ()
Łzy przynosiły wyraźną ulgę.
Nutria i Nerwus, ♀Aleksandra0709 ()
Mamusia twierdzi, że Pyza wkroczyła w wiek dojrzewania, a przecie i ona, Laura, nie jest już taka młoda; za trzy miesiące skończy lat dziesięć i też pewnie wkroczy w to i owo.
Nutria i Nerwus, ♀Aleksandra0709 ()
Trudno wyraźnie zaistnieć w rodzinie, gdy jest się trzecią pośród czterech córek. W rodzinie Borejków, po okresie tłocznego i hałaśliwego dzieciństwa, nastał okres, kiedy najważniejsza zaczęła być pierworodna Gabrysia – jej pierwsze przeżycia sercowe (Pyziak), jej nieudane małżeństwo (Pyziak), jej dzieci, wreszcie małżeństwo drugie, tym razem udane (Grzegorz). Ale niemal równolegle na pierwszy plan wepchnęła się Ida, buntując się widowiskowo, uciekając rodzinie z wakacji, wyczyniając najprzeróżniejsze dziwactwa. Ledwie dorosła i ustatkowała się – już uwagę rodziny pochłonęła najmłodsza Patrycja, wdając się w piorunujący romans z Florianem i oblewając pokazowo maturę. Co do Natalii – właściwie nie miała powodów do buntu. Bardzo lubiła swoją rodzinę i swój dom i – choć nie poświęcano jej tu tyle uwagi, co innym córkom – czuła się dobrze i bezpiecznie. Być może właśnie dlatego, że pozostawała w cieniu. Były, owszem, chwile, kiedy część uwagi rodziców koncentrowała się na niej; ale zjawisko to miało na ogół miejsce z okazji totalnych klęsk naukowych, toteż Natalia wolała, by go raczej nie było wcale. A ponieważ maturę zdała z wyróżnieniem, zaś na pierwszym roku polonistyki szło jej świetnie – trzy bardziej dynamiczne siostry znów się znalazły na pierwszym planie.
Nutria i Nerwus, ♀Aleksandra0709 ()
Tuż przed północą przetoczył się nad Poznaniem patetyczny, wagnerowski grzmot, a mieszkańcy, udręczeni spiekotą ostatnich tygodni, wznieśli w odpowiedzi – wszyscy naraz – tysiące okrzyków ulgi.
Nutria i Nerwus, ♀Aleksandra0709 ()
W którymś momencie nuty – plącząc się i przepychając – ułożyły się same, każda na swoje miejsce i Filip zrozumiał, że śpi. Przez sen pożałował, że nigdy nie zagra melodii, w którą się nuty złożyły.
Nutria i Nerwus, ♀Aleksandra0709 ()
(...) właśnie mamusia obmyślała, jak by tu Laurę ukarać. Powiedziała, że musi bardzo dobrze się namyślić, bo wobec ohydy tego przewinienia kara musi być wyszukana i okrutna. Namyślała się tak już trzy dni. Znając wszakże usposobienie swej matki, Laura wiedziała, że może spać spokojnie: wyszukana i okrutna kara na pewno się odwlecze, a więc i uciecze.
Nutria i Nerwus, ♀Aleksandra0709 ()
Wypukły brzuszek zdawał się być bagażem przypadkowo doczepionym do jej eleganckiej, zgrabnej sylwetki. Traktowała też ten bagaż z należną uwagą, lecz bez roztkliwiania się, wciąż zajęta na swoich dwu posadach – w klinice i w przychodni – i z głową przepełnioną problemami naukowymi.
Nutria i Nerwus, ♀Aleksandra0709 ()
Zapatrzyła się [Gabriela] na swojego synka. Jaki cichy. Jak mu dobrze. Co też go czeka w przyszłości? – żeby tak można to odgadnąć. Czym będzie to, co go wytrąci z poczucia bezpieczeństwa? Co mu złego uczyni ten świat – bo przecież coś takiego zdarzyć się musi. Kiedy? Oby jak najpóźniej, jak najpóźniej. Co to będzie? Kto pierwszy go zawiedzie, skrzywdzi, poniży czy ośmieszy? Czy ktoś go pośle na wojnę?
Boże, oszczędź go – pomyślała z przerażeniem Gabrysia i, jak to ona, natychmiast dodała w myślach: Och, przepraszam. Przepraszam. Przecież wiem, że wszystkie inne matki proszą o to samo. I zawsze prosiły.
Zakryła oczy dłonią.
Żeby tylko nie wojna.
Żeby nikogo nie musiał zabijać.
Żeby nie skrzywdził nikogo.
Żeby zdołał odnaleźć w sobie dobrą wolę.
Będzie na pewno – na pewno! – mądry, uzdolniony i odważny. Będzie. (Ona już to widziała, w jego oczach, w uśmiechu, w kształcie czoła).
Więc żeby miał przy tym dobrą wolę. Żeby jego mądrość i jego zdolności też były dobre. Żeby nie posłużyły niczemu złemu.
Ze smutku bolało ją serce.
Córka Robrojka, ♀Aleksandra0709 ()
Nie umiem sobie znaleźć miejsca na świecie (...). Mam dwadzieścia pięć lat, dyplom zrobiłam na piątkę, jestem wykształcona. I nadal nic nie rozumiem. Nie wiem, czego naprawdę chcę. Czasem mi się zdaje, że do tego stopnia nie wiem, że aż mnie prostu nie ma. Co jest najważniejsze? Jak mam żyć, żeby to było dobre życie? Wciąż próbuję postępować właściwie – i wciąż popełniam błędy, mylę tropy. Kiedy to się skończy?
Córka Robrojka, ♀Aleksandra0709 ()
Porażki nie są przecież błędami!
Córka Robrojka, ♀Aleksandra0709 ()
(...) praca jest obrazem miłości.
Córka Robrojka, ♀Aleksandra0709 ()
Kiedy Natalia podniosła zamyślone, szare oczy, Bella przez chwilę zastanawiała się, jak ta dziewczyna to robi, że – choćby się zajmowała rzeczami najzwyklejszymi, choćby obierała cebulę czy przyszywała guzik – zawsze otoczona jest romantyczną chmurą, całkowicie duchem oderwana od rzeczywistości. To właśnie sprawiało, ze Nutria była taka niezwykła.
Córka Robrojka, ♀Aleksandra0709 ()
Ona czuła się w życiu jak drewienko, unoszące się na wodzie – kołysana, potrącana, kierowana i nawracana przez słowa, opinie i uczynki innych ludzi, lub też przez tajemnicze siły i prawa, których nawet nie widać.
Córka Robrojka, ♀Aleksandra0709 ()
Ona jest jak lunatyczka, żyje w innej płaszczyźnie rzeczywistości. Na nią normalne sposoby nie działają. Poza tym: nie umie powiedzieć „nie”, za to stosuje bierny opór. Powiedzmy, zapiera się nagle jak osioł i nikt jej nie może ruszyć z miejsca. Oczywiście – nadal nie powie „nie”, tylko będzie zwlekać, odkładać decyzję, przesuwać termin rozmowy, a jak się ją przyprze do muru – wybuchnie tak, że wszyscy oniemieją.
Córka Robrojka, ♀Aleksandra0709 ()
(...) słońce, które miała za plecami, zamieniło jej kędzierzawą głowę w istny obłok ognia. Cała była jak słońce – ubrana w żółtą bluzeczkę i pomarańczowe szorty. Nogi w porządku, nawet bardzo. I piękny uśmiech, który od razu chwytał za serce i budził zaufanie, jakby się go widywało od wielu lat.
Córka Robrojka, ♀Aleksandra0709 ()
Stanęła w progu i rozjaśniła się takim uśmiechem, że wszystkie jej piegi się poruszyły.
Córka Robrojka, ♀Aleksandra0709 ()
(...) człowiek, wbrew obiegowym opiniom, niewiele może zmienić w tym, jaki jest.
Córka Robrojka, ♀Aleksandra0709 ()
Dzisiejsza młodzież (...). Za nic mają zarówno pokolenie wstępujące, jak i zstępujące. Rozbuchany egoizm – nie chciałabym generalizować, ale niestety zjawisko jest powszechne – kładzie się im na oczy jak ciemna przepaska (ładnie powiedziane).
Córka Robrojka, ♀Aleksandra0709 ()
(...) każdy może zgłupieć od tego nagłego wybuchu lata. A już myślałam, że zima stulecia przeciągnie się z czerwca na lipiec.
Córka Robrojka, ♀Aleksandra0709 ()
Im więcej rozmawiamy z dziećmi, brzmi konkluzja, tym korzystniej wpływa to na ich rozwój intelektualny.
Córka Robrojka, ♀Aleksandra0709 ()
(...) kto by tam zrozumiał mężczyzn, podobają się im przeróżne doprawdy dziwolągi.
Córka Robrojka, ♀Aleksandra0709 ()
(...) odkąd ojczyzna nasza odzyskała wolność, co objawiło odejściem wojsk radzieckich z naszego terytorium, zaczęło się on w zastraszającym tempie pokrywać gipsowymi pomniczkami krasnoludków!
Córka Robrojka, ♀Aleksandra0709 ()
(...) prawda o krasnoludkach jest taka, że krasnoludków nie ma.
Córka Robrojka, ♀Aleksandra0709 ()
Twój rodzic twierdzi, że utwór „Für Elise” Ludwika van Beethovena, wygrywany na elektronicznym piszczku, jest bluźnierczą ohydą.
Córka Robrojka, ♀Aleksandra0709 ()
Uważaj no, moja panno, znów wpadłaś na wózek, i to znów na nasz. To już zaczyna się robić nudne.
Córka Robrojka, ♀Aleksandra0709 ()
(...) w dzisiejszych trudnych czasach, kiedy wszystko, nawet IQ, staje się towarem rynkowym (...).
Córka Robrojka, ♀Aleksandra0709 ()
(...) w naszej ojczyźnie nie było jeszcze łatwych czasów.
Córka Robrojka, ♀Aleksandra0709 ()
(...) wywalanie języka w kierunku innej osoby jest uważane za dowód ze rażenia, złych uczuć i – niestety, mój drogi – złego wychowania. Czy widziałeś kiedy, żeby twoja mama wywalała na kogoś język? No pewnie, że nie widziałeś. (Byłeś wtedy jeszcze nieobecny wśród nas).
Córka Robrojka, ♀Aleksandra0709 ()
Nie znoszę brzydoty. Sam jestem wystarczająco brzydki, żebym nie musiał oglądać w okolicy innych potworków. Chcę, żeby wokół mnie panowało wyłącznie piękno.
Córka Robrojka, ♀Aleksandra0709 ()
Przeniknij pozory, które mnie skrywają.
Córka Robrojka, ♀Aleksandra0709 ()
Odchodziłaś już, kiedy Cię dosięgło moje spojrzenie. Odwróciłaś się, jakby Cię ktoś zawołał. I rzeczywiście, to ja wolałem – tylko bezgłośnie. Wolałem: uratuj mnie!
Córka Robrojka, ♀Aleksandra0709 ()
Tyran nie miał racji. To nieprawda, że imię Bella do ciebie nie pasuje. Ledwie je wypowiedziałaś – przylgnęło do Ciebie jak jedwab. Ty nie mogłabyś nosić innego imienia, nie byłoby Ci do twarzy w Katarzynie lub Ewie.
To szczególne zachowanie się Twojego imienia też było dla mnie znakiem. Ty jesteś Bella – Piękna.
Czy znasz baśń Madame de Villeneuve?
Przecież to ja jestem Bestią.
Córka Robrojka, ♀Aleksandra0709 ()
Węszę podteksty? (...) Hm, może dlatego, że one wszędzie są...
Córka Robrojka, ♀Aleksandra0709 ()
Jezu, Robert, Europejczyk bez telewizora?
Córka Robrojka, ♀Aleksandra0709 ()
No, Bella to bym nie powiedział, że pasuje (...).
Córka Robrojka, ♀Aleksandra0709 ()
On rzuca w krasnala. Wątrobą.(...) A jak nie wątrobą, to jajami. Albo pomidorem.
Córka Robrojka, ♀Aleksandra0709 ()
Zawsze trzeba określić przyczynę wypadku, żeby na drugi raz nie popełnić błędu.
Córka Robrojka, ♀Aleksandra0709 ()
Ja też się rumienię, kiedy mi wstyd za kogoś (...). Ale raczej ze złości.
Córka Robrojka, ♀Aleksandra0709 ()
Jak on śmie wypisywać te romantyczne dyrdymały! Ma rację, to groteskowe, w dodatku zamiast na łóżko wybranki, podrzucił to w twoją zmiętą piżamę.
Córka Robrojka, ♀Aleksandra0709 ()
Nikt mnie nie zmusi do czegoś, na co nie mam ochoty (...).
Córka Robrojka, ♀Aleksandra0709 ()
Uważam, że róża jest cudem natury. Arcydziełem.
Córka Robrojka, ♀Aleksandra0709 ()
Zainteresowania ze sfery kultury powinny ludzi raczej łączyć, a nie dzielić.
Córka Robrojka, ♀Aleksandra0709 ()
Gdybym miał podejrzewać przyjaciół na zapas, wolałbym nie żyć (...).
Córka Robrojka, ♀Aleksandra0709 ()
Łatwo komuś nagadać w gniewie, trudniej to potem naprawić.
Córka Robrojka, ♀Aleksandra0709 ()
Masz być sobą, Bisiu. Nie chcę, żebyś była podobna do mnie.
Córka Robrojka, ♀Aleksandra0709 ()
(...) mieszkając z człowiekiem pod jednym dachem, mimo woli zahacza się o jego najbardziej osobiste sprawy.
Córka Robrojka, ♀Aleksandra0709 ()
Siła (...) może mieć wiele odmian. Dobroć też jest siłą, chociaż tak często wygląda na słabość.
Córka Robrojka, ♀Aleksandra0709 ()
Teraz się żyje – ach, nie wiem – bardziej osobno.
Córka Robrojka, ♀Aleksandra0709 ()
Wszystko w człowieku się zmienia, ciągle dojrzewa. Pewnie, że możemy sobie udzielać różnych rad, dodawać otuchy... ale nikt nas nie zwolni od własnych poszukiwań.
Córka Robrojka, ♀Aleksandra0709 ()
Był nie tylko dobry, rzetelny i skromny.
Był też dzielny.
Wymagał od siebie tego, co właściwe.
To, co robił, stanowiło zawsze jakieś maksimum. On się nie zatrzymywał w połowie drogi czy w połowie uczynku.
Córka Robrojka, ♀Aleksandra0709 ()
(...) oto, dlaczego wydaje mi się, że on się zmienił. On już nie żartuje, już się nie wygłupia, jemu już przestało być wesoło. Nadal się uśmiecha, tak, ale już nie żartuje. A jeśli ktoś, kto był natchnionym żartownisiem, wraca po latach i już w ogóle nie żartuje, to to (...) może oznaczać tylko jedno: że stracił chęć do życia. Teraz ci powiem, co ludowa mądrość radzi w takich wypadkach: delikwenta trzeba wyswatać.
Córka Robrojka, ♀Aleksandra0709 ()
Pamiętaj, pierwsza rzecz w pracy – to życzliwi koledzy.
Córka Robrojka, ♀Aleksandra0709 ()
Przypaliłem kalarepę (...). Śmierdzi jak nie wiem co. Teraz powinni przyjść goście (...).
Córka Robrojka, ♀Aleksandra0709 ()
– Ciotunia czeka niecierpliwie, bo malarze byli, zostawili drabinę, a za to wzięli zaliczkę...
– I już wiem, co dalej: rozgrzebali robotę i poszli! – odgadła Gabrysia ze śmiechem.
Tata też się roześmiał.
– Już tydzień ich nie ma.
Córka Robrojka, ♀Aleksandra0709 ()
– Ja już zdążyłam go poznać. To jest świrus.
– Świrus?
– Przebiera się za małpę i w tej postaci rzuca wątrobą w krasnala (...).
Córka Robrojka, ♀Aleksandra0709 ()
– Jakoś nie mam przekonania do poezji, do tych wszystkich romantycznych uniesień i metafor. Piękne słowa tylko ukrywają rzeczywistość.
– Piękne słowa są potrzebne dla wyrażenia piękna.
– Piękno, przyjacielu, wyraża się samo – odrzekła Bella (...).
Córka Robrojka, ♀Aleksandra0709 ()
– Józinku, co ty się tak dzisiaj wiercisz? (...) Kto włożył obcęgi do wózka? Milczysz. A ja chyba wiem, kto. Ty, Józefie. Byliśmy w domu tylko we dwoje. Mów mi zaraz, drogie maleństwo, kto włożył obcęgi do wózka! Hm? Józinek?
– Zinek – potulnie zgodził się malec.
– No! Nareszcie przemówiłeś. A po co, przepraszam, załadowałeś do niemowlęcego wózka wyposażenie skrzynki swojego taty – majsterkowicza? Hm? Chciałeś może po drodze dokonać jakichś pilnych napraw? No? Dowiem się czy nie?
– Ne – stanowczo rzekł Józinek.
– Ach, nie dowiem się. Jesteś dziś zagadkowy, mój synu. Naprawdę – intrygujesz mnie. Zresztą, ty nie tylko dziś mnie intrygujesz, ty intrygujesz mnie od początku naszej znajomości, i przez cały czas nie chce mi się pomieścić w głowie, że moja rodzina może mówić prawdę na twój temat. Otóż meldują mi oni zbiorowo, że kiedy tylko ja znikam z horyzontu, ty zaczynasz wypowiadać całozdaniowe opinie, i to podobno zupełnie dorzeczne.(...) Doszłam już do tego, że zaczynam przypuszczać, iż gadanina moja po prostu cię nuży i męczy, i że to dlatego milczysz jak zaklęty, nie reagując na moje prośby ni błagania. Powiedzże mi krótko, prosto z mostu, z tak zwaną żołnierską szczerością – czy moja gadanina cię nuży?
– Nuzy – przytaknął Józinek, wpatrując się bezmyślnie we własną nogę.
– Zaraz, zaraz. Wciąż nie wiem. Czy powtórzyłeś po prostu, jak papuga, ostatnie słowo, czy przytaknąłeś mi świadomie?
– Siadomie – rzekł Józinek, poprawił się w wózku i wyjął spod tyłeczka nieduży, poręczny młotek.
– Ja zaraz zwariuję. Chłopcze! Błagam! Powiedzże coś od siebie! Powiedz, po co zabrałeś z domu narzędzia? Co chcesz nimi robić?!
– Bić klasnala – oznajmił wreszcie Józinek, a jego matka umilkła, ponieważ ją zatkało.
Córka Robrojka, ♀Aleksandra0709 ()
– Powiedz na przykład: prognoza.
– Pupa – rzekł mętnie Józinek, nadymając się z wysiłku.
– Nno... trójka z plusem. A teraz powiedz: słoneczko.
– Ciulanko – powtórzył Józinek apatycznie.
Córka Robrojka, ♀Aleksandra0709 ()
– Powiedz, gdzie są te wszystkie lata? Szesnaście? Piętnaście?
– Szesnaście. Nie widzieliśmy się od szesnastu lat.
– Ja tego zupełnie nie czuję – dziwiła się Gabriela. – Mam wrażenie, że nigdy nie wychodziłeś z tej kuchni!
– A ja przeciwnie – z namysłem rzekł tata, podczas gdy malcy po obu stronach Belli wszczęli wymianę monosylab. – Ja mam takie wrażenie, jakbym objechał całą kulę ziemską, zmęczył się nieludzko i wrócił... do domu. Przepraszam, że tak sobie pozwalam... przecież jestem – no, obcym człowiekiem...
– Ty?! – zakrzyknęła Gabriela. – Przestań się wygłupiać. Choćbyś nie wiem jak udawał obcego i nie wiem jak ukrywał się pod siwizną, i tak należysz do nas: jesteś rudy!
Córka Robrojka, ♀Aleksandra0709 ()
– Przecież ja i tak kiedyś będę musiała odejść.
– Dokąd odejść? – przestraszył się ojciec.
– Ależ, no, w dorosłość. Przecież nie będziemy razem przez całe życie. Może wyjdę za mąż, a może się przeprowadzę, nawet do innego kraju...
Patrzał na nią z takim zaskoczeniem, jakby podobna myśl nigdy mu jeszcze nie zaświtała.
Córka Robrojka, ♀Aleksandra0709 ()
– (...) Robrojek na każde zmartwienie. Niezawodny.
Tata zaśmiał się i znów pokręcił głową.
– Ciekawe – rzekł z uśmiechem. – Jak to każdy ma inne wspomnienia. Moje wyglądają w skrócie tak: Gaba na każde zmartwienie. Niezawodna.
Córka Robrojka, ♀Aleksandra0709 ()
– Słabszy nie znaczy przecież: gorszy.
– Słabszy nie znaczy może: gorszy, ale na pewno znaczy: słabszy (...).
Córka Robrojka, ♀Aleksandra0709 ()
– Teraz powiedz ładnie: kochana mamusia.
– Ko-ko – mam-ma – wykrztusił Józinek, wytrzeszczając oczka.
– Brawo. A: „doktor medycyny” – powiesz czy nie?
– Ne – zdecydował Józinek.
– No, to nie. Trudno. Nie wymagajmy za wiele. Choć może dobrze by było, żebyś opanował przynajmniej słowo „doktor”, zanim będziesz musiał się nauczyć słowa „habilitowany”. Teraz powiedz: kochany tatuś.
– Ko-ko – tiu-taś – rozpromienił się Józinek.
– Bravissimo. Staraj się poszerzyć swój wokabularzyk, biedaku. Ignacy Grzegorz w twoim wieku mawiał już regularnie „Seneka” i „Sulla” oraz „moja wielka baba”. W tym ostatnim zwrocie jego babcia dopatrywała się naturalnie peanów na swoją cześć, choć, zapewniam cię, wyrażał on coś zupełnie innego.
Córka Robrojka, ♀Aleksandra0709 ()
– Trenujesz karate?
– Tak.
– Jakieś sukcesy?
– Zielony pas.
– Każdy tak może powiedzieć.
– Ja mogę to natomiast udowodnić – powiedziała Bella rzucając ostre spojrzenie.
Córka Robrojka, ♀Aleksandra0709 ()
– (...) znasz oczywiście MacGyvera?
– Znam.
– Znasz! Boże, jaki to świetny serial!
– Nno... też go lubię.
– Naprawdę? – Mateusz był pod wrażeniem i spojrzał na Bellę po raz pierwszy z odcieniem szacunku. – Ja go sobie nagrywani na wideo.
– A książki czytasz? – zapytała Bella współczująco.
– Oczywiście. Proszę ze mnie nie robić idioty. Ja i czytam, i oglądam filmy, ja będę w przyszłości filmoznawcą.
Córka Robrojka, ♀Aleksandra0709 ()
Ale wewnątrz nie było ani dowodu osobistego, ani paszportu, ani prawa jazdy, ani nawet wizytówki. Zaskakująco bogata zawartość małej torebki przedstawiała się następująco: dwa opakowania cukru waniliowego, stetoskop, para gumowych rękawiczek, puderniczka, grzebyk, trzy banknoty po milionie, karta magnetyczna, ołówek z gumką oraz mały pęk kluczy.
Córka Robrojka, ♀Aleksandra0709 ()
Bella już się nauczyła rozpoznawać kroki domowników. Pani Borejko cicho drobiła, jej mąż chodził powoli, powłócząc kapciami. Grzegorz stąpał energicznie i mocno, aż drżała podłoga. A Natalii w ogóle nie było słychać, tak jakby płynęła dwa centymetry nad ziemią.
Córka Robrojka, ♀Aleksandra0709 ()
(...) czego Bella nie lubiła, to wkraczania na grząskie obszary sentymentów. Odsłanianie uczuć, wszelkie wzruszenia i czułości – to było zawsze kłopotliwe, bo przypominało słabość. I w dodatku – wymagało koniecznie odpowiedzi, najlepiej – głębokiej.
A Bella zdecydowanie wolała szybki marsz naprzód niż posępne drążenie w głąb.
Córka Robrojka, ♀Aleksandra0709 ()
Czyżby miało być tak, że jego życie zatoczy małe, koślawe kółko i wróci do punktu wyjścia?
O, nie, nie. Żadne tam koślawe kółko. Wektor prosty jak strzała.
Córka Robrojka, ♀Aleksandra0709 ()
– Ho-ho, jeszcze trochę, a będziesz wyższa ode mnie!
Tak jakby to miała być wielka sztuka, doprawdy. Mierzył [Robert] metr sześćdziesiąt.
Córka Robrojka, ♀Aleksandra0709 ()
(...) kawa parowała, bezpowrotnie przekazując w atmosferę wonne obłoczki.
Córka Robrojka, ♀Aleksandra0709 ()
Każdy człowiek, nawet najgorszy, ma przecież jakieś zalety, lub choćby tylko jedną. Na przykład pani Karina jest – małomówna.
Córka Robrojka, ♀Aleksandra0709 ()
Ostrożnie i niepewnie wydobyła z wózka małego grubasa, złapała go za rączkę, jakby był ze szkła (Robert natychmiast odgadł, że to nie jest jej własne dziecko), i zaprowadziła – przechylona na bok – do wewnątrz.
Córka Robrojka, ♀Aleksandra0709 ()
Prawdziwe poświęcenie to przecież takie, którego nie widać.
Córka Robrojka, ♀Aleksandra0709 ()
Przestrzeń między nim a Natalią, choć nie wypełniona słowami, bynajmniej nie była martwa. Przepływały przez nią uczucia i myśli, a także miłe ciepło.
Córka Robrojka, ♀Aleksandra0709 ()
Skąd się w człowieku bierze ten dziki opór przeciwko przymusowi? Im większy przymus, tym większy opór.
Córka Robrojka, ♀Aleksandra0709 ()
Tramwaj stęknął jak stary hipochondryk (...).
Córka Robrojka, ♀Aleksandra0709 ()
Tu, w tym domku, tej nocy, zrozumiała, że nie będzie jej odtąd łatwo.
Chyba skończyła się w jej życiu epoka słodkiego bezpieczeństwa.
Szkoda, że nikt jej nie zapytał, czy się na to zgadza.
Córka Robrojka, ♀Aleksandra0709 ()
Wiedziała [Bella] dobrze, że ma skłonności do tycia i że musi z tym walczyć. To dlatego właśnie zapisała się na karate (niewiele to zresztą pomogło na tuszę, za to sporo – na pewność siebie).
Córka Robrojka, ♀Aleksandra0709 ()
Zabawne, że synek Gabrysi tak lubił śpiewać „Gaudeamus igitur”. To dziecko było chyba przedwcześnie rozwinięte.
Córka Robrojka, ♀Aleksandra0709 ()
Zwykle spokojny, stawał się wręcz cichy jak myszka, gdy widział, że któreś z rodziców jest zajęte.
Imieniny, ♀Aleksandra0709 ()
Absolutnie każdy człowiek (...) jest zdolny do czynu, którego musiałby się wstydzić. Dobrze jest mieć tę świadomość. Sztuka polega na tym, żeby tego czynu jednak nie popełnić. Czyli – nie ulec swojej słabości. Słabość jest rzeczą ludzką. Lecz pokonywanie słabości jest rzeczą ludzką godną podziwu. Zauważ: los lubi na nas zastawiać pułapki i kiedy już nam się wydaje, że wyszliśmy z honorem, że postąpiliśmy właściwie i godnie, pojawia się kolejna pokusa. I znów musimy dokonywać wyboru. Trwa to aż do śmierci, wyobraź sobie. Żadnego wytchnienia. Co myślicieli chrześcijańskich doprowadziło do przekonania, że całe nasze życie jest próbą. Mądrość Wschodu z kolei powiada: „Wielka Droga rodzi wszystkie istoty, jej opatrzność czuwa nad wszystkimi, kiedy przyoblekają materialne kształty, a okoliczności je doskonalą”. Być może tak właśnie należy traktować trudności, które życie przynosi: jako coś, co pomaga nam się doskonalić.
Imieniny, ♀Aleksandra0709 ()
Kiedy się żyje wśród tylu kobiet i dziewcząt (...) – człowiek ma wrażenie, że jest wiecznie skąpany w oceanie rozkołysanych sentymentów. Z jednej strony to bywa ożywcze. Ale z drugiej – męczące.
Imieniny, ♀Aleksandra0709 ()
Skup się (...) - oto moje ostatnie słowa, dopóki jestem jeszcze zdrów i przy rozumie. (...) Żyj tak, żebyś w żadnej minucie nie musiała się wstydzić tego, co czynisz. Postępuj tak, jakby przez cały czas patrzał na ciebie ktoś, kto cię kocha, szanuje i jest z ciebie dumny.
Imieniny, ♀Aleksandra0709 ()
Spiżowa zwięzłość. Zawrzeć istotę sprawy w minimalnej ilości słów – oto ideał wypowiedzi.
Imieniny, ♀Aleksandra0709 ()
Spory między wspólnikami – rzekł – dobre są tylko w takim stopniu, w jakim poprawiają perspektywy przedsięwzięcia. Niestety, jest naturą wszelkich sporów, że na ogół powodują destrukcję i bałagan.
Imieniny, ♀Aleksandra0709 ()
Wszelka zwłoka w podjęciu decyzji uszczupla hipotetyczny okres trwania ich szczęśliwego małżeńskiego związku.
Imieniny, ♀Aleksandra0709 ()
(...) trzeba będzie dołożyć starań, żeby zatrzeć i pozbawić znaczenia te przykre oznaki tak młodego wieku.
Imieniny, ♀Aleksandra0709 ()
Życie (...) jest jednak pełne nieoczekiwanych zwrotów akcji, a charaktery ludzkie objawiają niespodziewanie wciąż nowe rysy.
Imieniny, ♀Aleksandra0709 ()
Czy można się kochać w prymusie?
Imieniny, ♀Aleksandra0709 ()
Na pokładzie jest ciasno, ale każda osoba wydaje się niezbędna, absolutnie niezastąpiona, przy czym, kiedy znika na trochę, jej obecność trwa, a kiedy powraca – wtapia się w tło niezauważalnie. Co jakiś czas na pokład wchodzi ktoś nowy, statek nieco bardziej się zanurza, ale płynie dalej i zawsze znajdzie się jeszcze trochę miejsca – przy stole i w sercach.
Imieniny, ♀Aleksandra0709 ()
Widocznie naprawdę więcej we mnie z pyzy niż z róży.
Imieniny, ♀Aleksandra0709 ()
Na niebie nie ma przecież odległości w ziemskim sensie, gdyż nie ma na nim końców. Są jedynie fragmenty łuków.
Imieniny, ♀Aleksandra0709 ()
Nadciąga niezła pompa, a my jesteśmy pośrodku wielkiego pustkowia. Zdaje mi się, że będziesz miała rzeczywiście urozmaicone imieniny. Mogą się nawet okazać niezapomniane.
Imieniny, ♀Aleksandra0709 ()
To niedopuszczalne (...) – żebyś we własne imieniny musiała pisać klasówkę z chemii. Napiszesz kiedy indziej.
Imieniny, ♀Aleksandra0709 ()
(...) w obliczu wieczności nasz czas wydaje się dosyć ograniczony.
Imieniny, ♀Aleksandra0709 ()
Wszyscy są tacy jacyś... intensywni (...).
Imieniny, ♀Aleksandra0709 ()
Jako wrażliwy artysta posiadam w pewnym stopniu dar prorokowania.
Imieniny, ♀Aleksandra0709 ()
(...) jakże często zamiar twórczy rozmija się z ekspresją. Im bliżej czterdziestki, tym bardziej. Ponadto, zaczyna mi doskwierać pewna kłopotliwa cecha, nad którą nie panuję: nadszczerość. (...) Jakiś dziwny przymus wewnętrzny skłania mnie do mówienia prawdy, wyłącznie prawdy, i to niezależnie od okoliczności. Ów przymus nie pozostawia mi ani sekundy do namysłu, toteż efekty są kłopotliwe. Ale nic na to poradzić nie mogę.
Imieniny, ♀Aleksandra0709 ()
Jestem mężem kobiety genialnej. I dobrze mi z tym. Mam życie barwne i ciekawe.
Imieniny, ♀Aleksandra0709 ()
Kiedy człowiek mówi bez umiaru, prędzej czy później coś z niego wypłynie. W moim przypadku wypływa prawda.
Imieniny, ♀Aleksandra0709 ()
Kochać trzeba już, natychmiast, miłości nie wolno odkładać na pojutrze, bo pojutrze może być koniec świata!
Imieniny, ♀Aleksandra0709 ()
(...) melodie, które nas prześladują, korespondują zwykle z aktualnym stanem naszego ducha.
Imieniny, ♀Aleksandra0709 ()
Nic mnie tak nie ciekawi, jak te - jakże ludzkie - afekty, subtelne odmiany uczuć, postanowień i obiektów (...).
Imieniny, ♀Aleksandra0709 ()
Uwaga, uwaga, zaginął chłopczyk imieniem Ignaś. Uczciwego znalazcę prosimy o doprowadzenie dziecka tu, na estradę.
Imieniny, ♀Aleksandra0709 ()
Uwielbiam pociągi, są takie ciepłe.
Imieniny, ♀Aleksandra0709 ()
Zapamiętaj sobie: jak jeszcze kiedyś będziesz mdlała, od razu pochylaj jak najniżej głowę, żeby do niej napłynęła krew. Jak tak o tym myślę, to mi się wydaje, że najmądrzej byłoby wręcz stanąć na głowie.
Imieniny, ♀Aleksandra0709 ()
Mama znajdzie zupę. A gdyby nawet nie znalazła zupy, to nasz syn jest dość duży, by nie umrzeć z głodu po zjedzeniu na obiad suchej bułki, albo i nawet spleśniałej marchewki.
Imieniny, ♀Aleksandra0709 ()
Miłych, bardzo miłych imienin, Różo. I pozdrów ode mnie swoją mamę. Powiedz jej, że ESD wciąż działa.
Imieniny, ♀Aleksandra0709 ()
Nasza mama nie ma wyższego wykształcenia. Za to ma nas.
Imieniny, ♀Aleksandra0709 ()
W wypadkach, kiedy czujesz się fatalnie (...) - masz zażywać swoje lekarstwo, a nie trenować przedśmiertne bon-moty, i to jeszcze cudze, wiem, bo słyszałam, co mówisz i to już od progu.
Imieniny, ♀Aleksandra0709 ()
– Będę cię kochał, dopóki żyję – szepnął Ignacy, biorąc jej rękę w swoje chłodne dłonie i ściskając ją mocno.
– Cóż, jeszcze żyjesz. I to nieźle – kpiąco mruknęła żona.
Imieniny, ♀Aleksandra0709 ()
– Chciałem tylko powiedzieć, Milu, że naszej miłości starczy na całą wieczność.
– Znów jakby kicz. W sam raz na Dzień Zakochanych.
Imieniny, ♀Aleksandra0709 ()
– Ciekaw jestem, czy w dwudziestym pierwszym wieku ludzkość nadal będzie taka mięsożerna. Horror. Ja myślę, że to się musi zmienić. Mnożą się wszak symptomy, znaki i ostrzeżenia: masowość ruchu wegetariańskiego, wściekłe krowy i te zawirusowane bidule, kurczaki w Chinach, istna hekatomba...
– W dwudziestym pierwszym wieku może się okazać, że nawet marchewka ma świat uczuć – wtrąciła Natalia, która była wegetarianką już od kilku lat. – Ja sądzę, że ludzkość przerzuci się na potrawy syntetyczne, w pigułkach i galaretkach.
Imieniny, ♀Aleksandra0709 ()
– Czy wy nie słyszycie, że ktoś dzwoni? – zrzędziła babcia (...).
– Kto to może być? – zdziwiła się mama.
– Ja myślę, Gabrysiu – rzekł dziadek, promieniejąc pysznym humorem – że z całą pewnością dowiesz się tego, gdy tylko otworzysz drzwi.
Imieniny, ♀Aleksandra0709 ()
– Dokąd cię podrzucić?
– A dokąd jedziecie?
– My? – rzekł Grzegorz z wahaniem. – A – w nieznane.
– Świetnie – ucieszył się Bernard. – Szedłem właśnie w tym samym kierunku.
Imieniny, ♀Aleksandra0709 ()
– Gdzie dziewczynki?
– Laura u siebie, w złym humorze. Pyza na pierwszej randce – wyjawiła Gabrysia z uśmiechem.
– Boże! – Ida była wstrząśnięta. – Więc to już?!
– Co: już?
– Już jesteśmy stare?!
– Nie my jesteśmy stare, tylko one dorastają.
– Na jedno wychodzi.
Imieniny, ♀Aleksandra0709 ()
– Jak by pani zareagowała na wiadomość, że pani sąsiad to homo sapiens? (...)
– Zareagowała? No, nie wiem – odrzekła. – A co bym miała powiedzieć takiemu? Mało to dzisiaj człowiek musi wyrozumieć i ścierpieć? (...)
– Przepraszam, dzień dobry – słowa te zostały skierowane do przesadnie dynamicznej blondynki w purpurowym poncho, która szła, wymachując czarną aktówką. – Co by pani zrobiła, gdyby się okazało, że pani kolega z pracy to homo sapiens?
– A! To szczególne pytanie! – syknęła pani z aktówką, zatrzymując się natychmiast i ciskając pełne potępienia spojrzenie zza metalowych okularów. – Wiele to mówi o mentalności naszego zakłamanego społeczeństwa. Zaścianek! (...)
– Czyli co? – kociooka trwała niewzruszenie w postawie pełnej wyczekiwania. – Jak by pani konkretnie zareagowała?
– Oczywiście wcale bym nie reagowała! – oburzyła się rozmówczyni. – Nie wtykam nosa w nie swoje sprawy, jak pierwsza lepsza drobnomieszczanka! (...)
– Co by pan zrobił, gdyby się okazało, że pański kumpel to homo sapiens?
– W mordę bym dał – odparł bez namysłu młodzieniec, odpychając mikrofon.
Imieniny, ♀Aleksandra0709 ()
– (...) jesteś cudem natury. Żadna dziedzina nauki nie objaśni, dlaczego jesteś taka... o, brak mi słów. Brak słów – spojrzał na nią bezradnie. – Kocham cię – wyjawił nieśmiało. – Może to nie jest najlepsze miejsce i czas na takie wyznanie...
Pyza, której zalewało oczy, omal nie wybuchnęła śmiechem.
– Nie jest najlepsze – przyznała. – Ale nie mamy tu altanki z różami pnącymi, więc ostatecznie może być i to.
Imieniny, ♀Aleksandra0709 ()
– Józinku, jest prawdą niezbitą, że Ignaś kocha spokój i ciszę. Nigdy jeszcze nie zaczepił pierwszy nikogo. To ty zaczepiasz. I to głównie jego. Czy jest coś, co cię specjalnie denerwuje w twoim kuzynie, Ignacym Grzegorzu?
– Jest – Józinek zawsze udzielał odpowiedzi lakonicznych.
– A! Więc jednak. A co cię tak w nim denerwuje?
– On – odparł Józinek.
Imieniny, ♀Aleksandra0709 ()
– Nie wiedziałam, że on potrafi tak ładnie się uśmiechać – powiedziała Pyza, zrównując swój rower z wyścigówką Fryderyka.
– Żadna sztuka. Na twój widok każdy potrafi – odparł krótko dżentelmen i prymus Fryderyk Schoppe.
Imieniny, ♀Aleksandra0709 ()
– Tak to jest ze wszystkimi najpiękniejszymi sprawami na ziemi. Brak słów.
– To po to są poeci. Oni słowa znajdują.
– A my ich nie pamiętamy.
Imieniny, ♀Aleksandra0709 ()
– Ty się ciężko przeziębisz – powiedział z miną winowajcy zrównując się z nią i patrząc na nią z zatroskaniem zza zachlapanych błotem szkieł. – I na pewno jesteś na mnie zła.
– Nie pochlebiaj sobie – roześmiała się Pyza. – To nie ty wywołałeś burzę.
Imieniny, ♀Aleksandra0709 ()
– Wszystko dlatego, że mamy jakichś dalekich niemieckich przodków. – Dodał Fryderyk i nagle dorzucił z niepokojem: – Chyba ci to nie przeszkadza?
– Dlaczego mieliby mi przeszkadzać jacyś przodkowie? – zaśmiała się Pyza i powiadomiła Fryderyka, że rodzina jej dziadka pochodzi z Kresów Wschodnich i ma w swym drzewie genealogicznym przynajmniej trzy różne narodowości, poza polską.
– Ha! Oczywiście! Kresy Wschodnie! – zawołał na to z zapałem Fryderyk. – Od pierwszej chwili, gdy cię ujrzałem, jak wchodzisz do auli z łuną na twarzy; wiedziałem, że nie żadna banalna Izabela Scorupco powinna grać Helenę Kurcewiczównę. Ty powinnaś.(...)
– Fryderyku (...). Moje oczy nie są czarne, a moje włosy są po prostu rude. Oczywiście przykro mi to mówić, ale ja naprawdę nie mogłabym zagrać Heleny Kurcewiczówny, bo (wolę ci to powiedzieć od razu) po prostu ja wcale nie jestem piękna.
– A widzisz – Fryderyk na to. – I to jest pierwsza sprawa, co do której się nie zgadzamy.
Imieniny, ♀Aleksandra0709 ()
– Zatem, do Środy, mówicie? – podjął rozmowę.
– Tak, panie psorze – odważyła się Pyza.
– Ja też – rzekł dyrektor. – Mam tam matkę. A wy?
– A my... a my nie – odpowiedziała głupio Pyza i dopiero widok Fryderyka, który aż się skręcił, żeby nie pokazać wesołości, uprzytomnił jej, co powiedziała.
Imieniny, ♀Aleksandra0709 ()
Dziadek nadszedł, posuwając się swym ulubionym krokiem biblijnego patriarchy, względnie senatora rzymskiego.
Imieniny, ♀Aleksandra0709 ()
(...) kiedy się ma lat szesnaście, nie bardzo jeszcze człowiek zna siebie samego i nie zawsze łatwo mu się zorientować w tej mgle, w której tonie.
Imieniny, ♀Aleksandra0709 ()
Nie można pozwolić, by się człowiekowi udzieliło coś tak głupiego i zbędnego, jak wrogość.
Imieniny, ♀Aleksandra0709 ()
Nikt nie może odpowiadać za cechy, jakimi go obdarzyła natura.
Imieniny, ♀Aleksandra0709 ()
Przedwiośnie wtargnęło do klasy jednym potężnym skokiem i wypełniło wszystkie oklapłe płuca.
Imieniny, ♀Aleksandra0709 ()
[Laura] słuchała, z takim zachwytem, jakby z ust Wiktora padały lilie oraz fiołki. Zachwyt słuchacza zwykle powoduje u mówcy, w sposób jakże zrozumiały, przypływ elokwencji i narastanie potoku informacji.
Tygrys i Róża, ♀Aleksandra0709 ()
Człowiek zawsze powie najpierw o tym, co go najbardziej boli.
Tygrys i Róża, ♀Aleksandra0709 ()
Czy wiesz, że płaczesz szeptem?
Tygrys i Róża, ♀Aleksandra0709 ()
Mądrość się nie starzeje.
Tygrys i Róża, ♀Aleksandra0709 ()
Zagadka sumienia. Ocenia – milcząc. Milczy – ale mówi. Mówi – lecz bez słów! Nie daje ci spokoju po to, żebyś wreszcie mógł osiągnąć spokój.
Tygrys i Róża, ♀Aleksandra0709 ()
Człowiek przed podróżą mimo woli porządkuje teren, który zostawia. To znaczy – porządkuje w pewnym zakresie.
Tygrys i Róża, ♀Aleksandra0709 ()
(...) każdy błąd można naprawić (...).
Tygrys i Róża, ♀Aleksandra0709 ()
Ludzie ranią się nawzajem na tyle sposobów. Dobrze jest zdać sobie sprawę ze swojej winy, bo inaczej trzeba wciąż przed nią uciekać.
Tygrys i Róża, ♀Aleksandra0709 ()
Moja matka mówiła, że w każdej winie można się dopatrzyć dobrej woli. Umiała przebaczać.(...) We wszystkim potrafiła się doszukać dobra. Umarła, a ja wciąż ją pamiętam. Zawsze uważamy naszych rodziców za zbyt surowych i strasznie długo nic nie rozumiemy. Potem nabieramy trochę rozumu i widzimy, że powinniśmy ich kochać za to właśnie, za co nie kochaliśmy: za ich surowość, za czuwanie nad naszą głupotą. I właśnie wtedy ich tracimy. Potem już nam pozostaje tylko pamiętać ich.(...) Teraz mi się wydaje, że przenigdy nie umiałbym jej zranić. A przecież tyle razy przeze mnie płakała!
Tygrys i Róża, ♀Aleksandra0709 ()
Ucieka się dlatego, że wstyd. A wstyd dlatego, że się wie, jak powinno być, żeby było dobrze.
Tygrys i Róża, ♀Aleksandra0709 ()
Bardzo piękny polski tradition dawać kwiatek dla piękna dziewczyna.
Tygrys i Róża, ♀Aleksandra0709 ()
(...) kobita to jest dziwne stworzenie (...).
Tygrys i Róża, ♀Aleksandra0709 ()
Ludzie, no trzymajcie mnie, bo ja za momencik będę lewitować. Albo nie. Jestem na to zbyt zmęczona. Po prostu położę się i zemdleję.
Tygrys i Róża, ♀Aleksandra0709 ()
Musisz komuś oddać swoje życie, bo nie będziesz żyła naprawdę.
Tygrys i Róża, ♀Aleksandra0709 ()
– A, tak sobie patrzę. Jesteś taka ładna.
– Chyba tylko od środka – mruknęła drwiąco Babi. – Pod tą pomarszczoną skórą.
– Od środka zwłaszcza – przytaknęła Natalia. – Jak byłam mała, chciałam być taka ładna jak ty.
– Nie łżyj, nie łżyj. Chciałaś być strażakiem.
– Bo wiedziałam, że nie jestem ładna! A teraz już wiem, że piękno zewnętrzne się nie liczy.
– Nowina – mruknęła Babi (...).
Tygrys i Róża, ♀Aleksandra0709 ()
– Czy możesz mi to przeczytać? – poprosił brodacz. – Usiłowałem sam to zrobić, ale nie umiem czytać tekstu odwróconego do góry nogami.
– O ile tekst ma nogi – chłodno odparła Laura (...).
Tygrys i Róża, ♀Aleksandra0709 ()
– Drugie jezioro Europy?
– A! – Laura usiadła i oparła się łokciem o stół, na dłoni wspierając brodę. Zebrała myśli. – Drugie jezioro Europy? Ładoga? Nie pamiętam.(...) Mogę sprawdzić w atlasie.
– Ja wolę rozwiązywać „Jolkę” z głowy.
– Wszystko jedno z czyjej?
Tygrys i Róża, ♀Aleksandra0709 ()
– Ida powiedziała, że wpadnie wieczorem i postawi mnie na nogi.
– Tak? A jak ona cię postawi na nogi?
– Postawi mnie na nogi przez postawienie mi baniek – wyjaśniła Natalia. – Patrz, nasza siostra studiowała przez sześć lat, zrobiła doktorat i specjalizację drugiego stopnia – po to, żeby teraz stosować metody prababek!
– To samo dotyczy hodowli niemowlaków – wyjawiła Gabrysia ze śmiechem. – Jak Józinek ząbkował, to mu smarowała dziąsła preparatem kupionym za ciężkie dolary. A małej Łucji daje teraz przypieczoną skórkę razowca!
Tygrys i Róża, ♀Aleksandra0709 ()
– Jak trafiłaś na Senekę? – wypalił.
– To nie było trudne – mruknęła, wciąż obrażona. – U nas w domu Seneka leży na każdym dosłownie krześle.
Tygrys i Róża, ♀Aleksandra0709 ()
– Mnie kocha właściwie tylko dziadziuś. – To znaczy, jak sądzę, że tylko on pozwala ci na wszystko?
– Na wszystko to nawet on mi nie pozwala (...). On tylko wszystko – rozumie.
Tygrys i Róża, ♀Aleksandra0709 ()
– Novalis pisał, że dziecko jest miłością, która stała się widzialna – wtrącił pojednawczo dziadek.
– O, to piękne, naprawdę – powiedziała mama. – Tak właśnie jest z dzieckiem. Choćby nie wiem jak brykało.
Tygrys i Róża, ♀Aleksandra0709 ()
– Policja. Machają do mnie.
– No, tak. No, ładne rzeczy. Oni tam zawsze się czają. Pod wiaduktem.
– Chyba troszeczkę za szybko jechałam. To koniec.
– Dobra, spokojnie, ja już jadę do ciebie.
– Lepiej się do mnie nie przyznawaj. Będę miała okropne kłopoty.
– Dlaczego?
– Bo ja nie mam prawa jazdy.
– Zapomniałaś zabrać?
– Nie. W ogóle nie mam. Oblałam pięć razy egzamin.
Tygrys i Róża, ♀Aleksandra0709 ()
– Poproszę dokumenty. Karta rejestracyjna wozu, prawo jazdy.
– Nie mam – odrzekła desperacko Natalia (...).
– Czego pani nie ma?
– Niczego.(...)
– Do kogo należy ten pojazd?
– Do Tomka (...). Kowalik. To uczciwy człowiek. On nie wiedział, że ja biorę jego samochód...
– Wzięła pani samochód bez zezwolenia właściciela? Pani wie, jak to się nazywa? (...)
– Prawo jazdy ma pani od kiedy? (...)
– Ja... nie mam go wcale.
– Jak to?
– Oblałam egzamin z manewrów.
– O, Jezu najsłodszy! I pani tak sobie jedzie bez prawa jazdy, cudzym samochodem, sto dwadzieścia na godzinę, na wiadukcie?
– Nie rozumiem. Dlaczego na wiadukcie nie wolno jeździć sto dwadzieścia na godzinę, a gdzie
indziej można? (...)
– Dlatego, proszę pani, że na wiadukcie
obowiązuje ograniczenie szybkości do pięćdziesięciu!
– A skąd ja to miałam wiedzieć? (...)
– Bo był znak!!!
– Ale ja nie zauważyłam znaku, bo się bardzo spieszyłam.(...) Goniłam kogoś.
Tygrys i Róża, ♀Aleksandra0709 ()
– Wokół zaraza, w domu zaraza, rodzina się słania, a one [dzieci] nic. Tfu – tfu, na psa urok.
– Tfu – tfu – dorzuciła Gabrysia.
– Tfu – tfu, na pohybel, to jest zaraza z Ukrainy – wychrypiała Natalia.
– Ja tam na pewno nie pójdę na „Ogniem i mieczem” – oznajmił od drzwi Ignacy Borejko (...). – Bo o tym tu, zdaje się mowa?
Tygrys i Róża, ♀Aleksandra0709 ()
Caluteńki Poznań zasypany został śniegiem, a wciąż jeszcze wichura dostarczała świeżych zapasów bieli. Ulice były wyludnione – komu by się chciało przedzierać przez te zaspy? Ten, kto właśnie dotarł szczęśliwie do domu po pracy lub po szkole, siedział sobie teraz w miłym cieple i reanimował się gorącą zupą.
Tygrys i Róża, ♀Aleksandra0709 ()
– Ciociu! To na niego czekasz! – odgadła nagle Róża, a ciotka bynajmniej nie zaprzeczyła. Po prostu siedziała sobie bez ruchu i wyglądała tak, jakby się jej w środku zapaliła czerwona żarówka.
Tygrys i Róża, ♀Aleksandra0709 ()
Kto nie walczy, ten musi przegrać. Kto walczy – przegrać może, ale ma też szansę na wygraną.
Tygrys i Róża, ♀Aleksandra0709 ()
(...) Laura spojrzała mamie w oczy i już wiedziała, że rozumie ona każde z tych nie wypowiedzianych słów.
Tygrys i Róża, ♀Aleksandra0709 ()
(...) młodość przemija bezpowrotnie, a przecież „cios jej dłuta wiecznotrwały”, więc chyba naprawdę jest tą „życia rzeźbiarką”.
Tygrys i Róża, ♀Aleksandra0709 ()
(...) może lepiej uciekać bez kurtki, a zabrać tylko plecak... ostatecznie są w nim tak ważne dokumenty, jak dzienniczek oraz zeszyt od matematyki.
Tygrys i Róża, ♀Aleksandra0709 ()
„Należy robić wszystko najlepiej, jak to możliwe, kochać wolność nade wszystko i nigdy nie zdradzać prawdy” – napisał Ludwig van Beethoven. I może to jest już wszystko, co trzeba wiedzieć o swoim życiu.
Tygrys i Róża, ♀Aleksandra0709 ()
(...) nie należy zbytnio polegać na opinii innych, tylko samemu sobie wyrabiać zdanie na temat ważnych wydarzeń współczesności, w tym wydarzeń kulturalnych.
Tygrys i Róża, ♀Aleksandra0709 ()
Przecież człowiek ma prawo do własnego życia! Ma przecież prawo istnieć jako odrębna jednostka, czyż nie?
Tygrys i Róża, ♀Aleksandra0709 ()
– Przepraszam, pytam... zaintrygowało mnie po prostu, że taka młoda osoba czyta Senekę.
Uff. Seneka. A więc o to chodzi. Laura nareszcie się odprężyła; i bez obaw spojrzała swemu rozmówcy w twarz.
No, prawdę mówiąc, nie było czego się obawiać, o ile ona znała: się na ludziach. Wielbiciel Seneki. Kolejny mózgowiec, młodsze wydanie dziadziusia. Oczy bystre. Wysokie czoło, łagodne usta, a między brwiami – pionowa kreska. W kącikach oczu zmarszczki świadczące o tym, że człowiek ten często się śmieje. W sumie – poczciwiec.
Tygrys i Róża, ♀Aleksandra0709 ()
– Przepraszam, pytam... zaintrygowało mnie po prostu, że taka młoda osoba czyta Senekę.
Uff. Seneka. A więc o to chodzi. Laura nareszcie się odprężyła; i bez obaw spojrzała swemu rozmówcy w twarz.
No, prawdę mówiąc, nie było czego się obawiać, o ile ona znała: się na ludziach. Wielbiciel Seneki. Kolejny mózgowiec, młodsze wydanie dziadziusia. Oczy bystre. Wysokie czoło, łagodne usta, a między brwiami – pionowa kreska. W kącikach oczu zmarszczki świadczące o tym, że człowiek ten często się śmieje. W sumie – poczciwiec.
Tygrys i Róża, ♀Aleksandra0709 ()
Świeżo kupiony w systemie ratalnym ford traktowany był przez właściciela jak żywa istota, i to w dodatku cechująca się wrażliwym zdrowiem oraz czułym usposobieniem.
Tygrys i Róża, ♀Aleksandra0709 ()
Tak bardzo [Grzegorz] nie chce wyglądać na srogiego ojczyma (Laura nazwała go kiedyś macochem), tak bardzo się stara nie robić różnic między swoim synkiem a przybranymi córkami, że w efekcie każdy, kto chce, może mu łazić po głowie. A Laura chce.
Tygrys i Róża, ♀Aleksandra0709 ()
Tam gdzie jest antykwariat, żaden posiadacz książek z głodu nie zginie.
Tygrys i Róża, ♀Aleksandra0709 ()
W dzienniczku Laura miała wpisaną przez wychowawczynię uwagę: „Nie uważa na lekcji, czyta pod ławką, gada z koleżanką w czasie fizyki i nie zwraca uwagi na moje uwagi”, na co oburzony krzywdą wnuczki dziadek Borejko odpowiedział: „Nie wynosi śmieci. nie chce jeść szpinaku, za długo przesiaduje w łazience i nie zwraca uwagi na nasze uwagi”. Nikt jeszcze nie widział tego wybryku dziadziusia, poza Różą, która omal nie umarła ze śmiechu. Trudno jednak spodziewać się takich reakcji po nauczycielach.
Tygrys i Róża, ♀Aleksandra0709 ()
W porównaniu ze szkołą Dworzec Główny wydał się jej oazą ciszy i spokoju oraz organizacji i ładu.
Tygrys i Róża, ♀Aleksandra0709 ()
W rodzinie Kopiec Esmeraldy była tradycja nadawania pięknych imion. Najstarsze z dziewięciorga dzieci zwało się Kopiec Arleta, najmłodsze – Kopiec Paskal.
Tygrys i Róża, ♀Aleksandra0709 ()
Współczucie, wdzięczność i miłość wcale się kłócą z radością.
Tygrys i Róża, ♀Aleksandra0709 ()
Wstrząs, jaki przeżyła Róża, spowodowany był tym właśnie: że oto widzi twarz ojca po raz pierwszy w swym świadomym życiu.
Drugi wstrząs dotyczył faktu, że nigdy dotąd nie miała potrzeby, żeby twarz tę znać.
Tygrys i Róża, ♀Aleksandra0709 ()
Wyjęła z kieszeni telefonik Roberta i wybrała swój numer, prowadząc jedną ręką. No, no, jak to się można przyzwyczaić do nowych sytuacji. Nie przypuściłaby przed godziną, że to potrafi i że nie będzie się w ogóle bała takiej szybkiej jazdy po mieście.
Tygrys i Róża, ♀Aleksandra0709 ()
(...) zapiski bywają bezcennym źródłem wiedzy o człowieku.
Tygrys i Róża, ♀Aleksandra0709 ()
Każdy jest na tyle nieszczęśliwy, na ile się za takiego uważa.
Autor: Seneka Starszy
Tygrys i Róża, ♀Aleksandra0709 ()
Każdy ponosi karę, kto jej oczekuje. A oczekuje każdy, kto na nią zasłużył.
Autor: Seneka Starszy
Tygrys i Róża, ♀Aleksandra0709 ()
Nie ten jest nieszczęśliwy, kto czyni coś na rozkaz, lecz ten kto wbrew swej woli. Wytwórzmy sobie tedy w sobie takie usposobienie, aby chcieć tego, czego żąda bieg rzeczy.
Autor: Seneka Starszy
Tygrys i Róża, ♀Aleksandra0709 ()
O, jak dobrze byłoby dla niektórych ludzi, gdyby mogli uciec od siebie samych! Cóż pomoże wyprawa zamorska, czy przeprowadzka do innego miasta? Jeżeli chcesz umknąć przed tym, co cię gnębi, trzeba ci być innym, nie gdzie indziej.
Autor: Seneka Starszy
Tygrys i Róża, ♀Aleksandra0709 ()
Spokojność nasza (...) w wielkiej mierze zależy od tego, by nic nie robić niesłusznie: ludzie nieopanowani prowadzą życie niespokojne i bezładne. Ile naszkodzą, tyle się i boją i nie mają chwili odetchnienia. Trwożą się bowiem po dokonaniu czynu, wikłają się w nim: sumienie nie pozwala im zajmować się niczym innym i ustawicznie każe im odpowiadać przed samym sobą.
Autor: Seneka Starszy
Tygrys i Róża, ♀Aleksandra0709 ()
Wielkość ducha uważam za rzecz nienaruszalną, spójną wewnętrznie i z gruntu jednolitą, i silną, i taką, co nie może istnieć w zdeprawowanych umysłach. Mogą one budzić grozę, niepokój i przynosić zgubę, ale nie będą miały wielkości, której oparciem i mocą jest dobroć.
Autor: Seneka Starszy
Kalamburka, ♀Aleksandra0709 ()
Człowiek ma swoją godność. Jak upadnie, to mu wstyd.
Kalamburka, ♀Aleksandra0709 ()
Jak chcieliśmy, żeby było sprawiedliwie, to do nas strzelali.
Kalamburka, ♀Aleksandra0709 ()
Jeszcze nikt nie żałował, że za mało jadł i że za mało mówił.
Kalamburka, ♀Aleksandra0709 ()
Lepiej już żebrać, niż kraść. Pewnie, że najlepiej by było, żebyś sam zarobił. No, ale nie każdy potrafi. Do tego trzeba jednak trochę charakteru.
Kalamburka, ♀Aleksandra0709 ()
Na wszystko trzeba mieć czas.
Kalamburka, ♀Aleksandra0709 ()
Niby komuny już nie ma, a poczta i tak działa, jak chce.
Kalamburka, ♀Aleksandra0709 ()
Kiedy tyle lat robi się korekty, człowiek zaczyna widzieć literaturę od całkiem innej strony – od – hm, od kuchni.
Kalamburka, ♀Aleksandra0709 ()
(...) przez całe życie chciałam, żeby choć raz ktoś mnie potraktował nie na serio... Jak takie słodkie, niedobre, kapryśne i zepsute stworzenie, które nic, tylko przyjmuje od mężczyzn złoto i brylanty...
Kalamburka, ♀Aleksandra0709 ()
Mila miała rozumne, wymowne oczy i subtelną twarz, a jej głos był wyjątkowo miły, dźwięczny i miękki zarazem. Akcentowała słowa w szczególny sposób, stawiała pauzy w nieoczekiwanych miejscach, jakby zastanawiała się nad wszystkim, co mówi - a to sprawiało, że każda jej wypowiedź (mówiła mało!) nabierała znaczenia i mocy. Miała też Mila mnóstwo spokojnego wdzięku.
Kalamburka, ♀Aleksandra0709 ()
Człowiek, który jest zadowolony ze swojej pracy, i krajowi się przyda.
Kalamburka, ♀Aleksandra0709 ()
Myśl o dziecku. Jak się tak będziesz zamartwiać, urodzisz nerwuska.
Kalamburka, ♀Aleksandra0709 ()
Wszystko jeszcze przed nami (...). No i popatrz: dożyliśmy końca millenium. Co by na to wszystko powiedział Horacy?
Kalamburka, ♀Aleksandra0709 ()
– Jak wiesz, nigdy ci nie umiałem kupić naprawdę udanego prezentu...
– Laptop – przypomniała Mila skrótowo.
– Grzegorz – wyjaśnił równie skrótowo Ignacy.
Kalamburka, ♀Aleksandra0709 ()
– Ja cię o wiele nie prosiłam w życiu, prawda? – Prawda – zgodziła się Mila. – Za to często mi coś kazałaś.
Gizeli zrobiło się wyraźnie bardzo przykro. Przez chwilę nie mogła się odezwać. Przełknęła ślinę.
– Jak się kogoś wychowuje – powiedziała wreszcie zmienionym głosem – to czasem trzeba coś kazać. Jak się wychowuje kogoś nieposłusznego, to trzeba kazać często.
Kalamburka, ♀Aleksandra0709 ()
– Zbysław, nie Zdobysław.
– Zbysław? Raczej: Zmysław!
Kalamburka, ♀Aleksandra0709 ()
Dzieci powinny się znajdować w rozsądnym oddaleniu od gości. Mieszkanie zaś powinno się cechować jakimś minimum wolnej przestrzeni.
Kalamburka, ♀Aleksandra0709 ()
Jaka ta starość męcząca! Wszystko się robi o tyle wolniej!
Kalamburka, ♀Aleksandra0709 ()
Nawiasem mówiąc, Fela na co dzień nie malowała się wcale – a ten staranny makijaż, wykonany przed randką z Józefem, był wynikiem naiwnego pragnienia, by udoskonalić to, co jej się zdawało we własnej urodzie niedoskonałe.
Kalamburka, ♀Aleksandra0709 ()
(...) niektórzy mężczyźni zginęliby po prostu bez silnego kobiecego ramienia!
Kalamburka, ♀Aleksandra0709 ()
Oblubieniec zajął już swój samotny posterunek przy lewym klęczniku.
Monika nareszcie go widziała! – z profilu. Zdumienie odebrało jej mowę. On był rudy! Jakże ta Mila mogła dopuścić do czegoś podobnego! Jakby jeszcze nie dość było tego koloru w rodzinie! Ciekawe, co by na to powiedziała świętej pamięci Gizela. Oboje rudzi! Jakież więc będą ich dzieci? Kto wie, czy z takiej wybuchowej mieszanki nie zrodzą się po prostu albinosy!
Kalamburka, ♀Aleksandra0709 ()
Są typy mężczyzn, które w podobny sposób traktują kobiety, jak i psy, a i jedne i drugie odpłacają im się niezrozumiałym uwielbieniem.
Kalamburka, ♀Aleksandra0709 ()
Słowa ranią, a jak się człowiekowi zostawi czas na opamiętanie, może nawet długi czas, to zaczyna w nim pracować sumienie.
Kalamburka, ♀Aleksandra0709 ()
Sztuka fryzjerska w Polsce, niestety, wciąż jeszcze stała na bardzo niskim poziomie (...).
Kalamburka, ♀Aleksandra0709 ()
Wysokie okna ukazywały widok na migocące światłami Śródmieście. Głośno tykał stary budzik, te same, co zawsze, błękitne kubki stały rzędem na półce i jak zawsze na ścianie poniżej widniała cała galeria fotografii, rysunków i śmiesznych hasełek. „Józinek jest jak zegar: chodzi i bije” – przeczytała najnowsze. A oto i nie znane jej dotąd zdjęcie ze ślubu Natalii: pan młody podtrzymuje nie oblubienicę, lecz teścia, który właśnie dramatycznie pada w tył, poślizgnąwszy się na oblodzonym stopniu kościoła; Natalia natomiast, wystawiwszy obie ręce w przestrzeń, barkiem podpiera oblubieńca. Jedyna w swoim rodzaju plątanina rąk, nóg i welonu. Cudowne. Tylko w tej rodzinie mogło tak się udać najzupełniej spontaniczne sformowanie grupy Laokoona.
Kalamburka, ♀Aleksandra0709 ()
Zupę ogórkową można zjeść i na zimno.
Język Trolli, ♀Aleksandra0709 ()
Ja ostrzę sobie język za zębami (...).
Język Trolli, ♀Aleksandra0709 ()
Jak ja zobaczyłem, ciarki mi przeszły koło nosa. Idiom.
Język Trolli, ♀Aleksandra0709 ()
Pan dziadziusiu nic nie wie o rasta. My zapraszamy pana zdjąć płaszcz i gawędzić. Napijemy się dobrą herbatą.
Język Trolli, ♀Aleksandra0709 ()
Szczerzonego Pan Bóg strzyże!
Język Trolli, ♀Aleksandra0709 ()
Mam osiemnaście lat, inne już za mąż wychodzą, a ja?! Żaden chłopak mnie nie chce. Zachowują się tak, jakby chcieli uciec. Czy ja jestem trędowata (...)?
Język Trolli, ♀Aleksandra0709 ()
Uczciwy nie musi kłapać dziobem. Może siedzieć cicho!
Język Trolli, ♀Aleksandra0709 ()
Mój sposób jest taki: zawsze zakładam, że mam do czynienia z kimś godnym szacunku. Z kimś, kto ma dobrą wolę. I słowo wam daję, chłopaki, ludzie tacy właśnie się stają, kiedy się w nich wierzy.
Język Trolli, ♀Aleksandra0709 ()
Przemoc nie jest dobrym środkiem porozumienia.
Język Trolli, ♀Aleksandra0709 ()
Są tacy, co okradną nawet wiejski kościółek. I są tacy, co oddadzą ostatni grosz dla chorego. Jak wiem, że są ci drudzy, to się nie boję tych pierwszych.
Język Trolli, ♀Aleksandra0709 ()
Tam, z tyłu, jest parę pokoi i łazienka z kuchnią, tak jakby w jednym pomieszczeniu.(...) po prostu prysznic się Helmutowi nie zmieścił w toalecie, to go dał do kuchni. Helmut jest wynalazczy i niekonwencjonalny, jeśli rozumiesz, co mam na myśli.
Język Trolli, ♀Aleksandra0709 ()
Wszystko, co chce się zrobić porządnie, wymaga pracy. Muzyka klasyczna czy rozrywkowa, jazz czy reggae, rzeźba w marmurze czy w gipsie – zawsze do tego trzeba wysiłku i cierpliwości. Prawdziwe piękno stawia opór.
Język Trolli, ♀Aleksandra0709 ()
(...) z kłótni absolutnie nic dobrego nie wynika.
Język Trolli, ♀Aleksandra0709 ()
Czy jest w tym kraju cokolwiek na serio? (...) Wszystko jest na niby, na tymczasem, wszystko szare i smutne. Można dostać depresji. Chyba już dostałem.
Język Trolli, ♀Aleksandra0709 ()
Dawniej było gorzej (...). Dzieci znajdowano w kapuście.
Język Trolli, ♀Aleksandra0709 ()
(...) gdy mnie zabraknie, nie róbcie z mojej biblioteki masy spadkowej. Proszę was o to. Każda książka, jaka stoi na naszych półkach, jest cenna, wyjątkowa i potrzebna, bo każdą z nich czytał ktoś z waszych bliskich. Cieszył się tymi książkami, uczył się z nich, nad niejedną płakał, nad inną się śmiał. Jeśli sami nie będziecie ich chcieli, oddajcie je tym, którzy książki kochają.
Język Trolli, ♀Aleksandra0709 ()
Helmut? Czy to Szkop? (...) Pewnie przyjdzie w oficerkach i tyrolskich gaciach. Niech mi tu tylko nie jodłuje, bo mu zaraz odpłacę za historyczne krzywdy narodu.
Język Trolli, ♀Aleksandra0709 ()
Jakoś go wychowamy (...). Nie płacz.
Język Trolli, ♀Aleksandra0709 ()
Przecież muszą istnieć pomiędzy ludźmi różnice zdań. Co by to było za życie – bez dysput, rozpraw, wymiany poglądów oraz dyskusji et cetera.
Język Trolli, ♀Aleksandra0709 ()
Zgoda w rodzinie to podstawa. Zresztą – zawsze i wszędzie trzeba szukać porozumienia. Szukać dobrych cech w człowieku i do nich się odwoływać.
Język Trolli, ♀Aleksandra0709 ()
– Co wy tu, ranne ptaszki, robicie?
A wtedy Laura, z błyskawicznym refleksem i ku wielkiemu zgorszeniu Józinka, skłamała gładko:
– Spadł taki cudny śnieg, dziadziusiu, więc wyszliśmy sobie ulepić bałwanka przed śniadaniem.
Ale jeśli sądziła, że wolno jej łgać dziadkowi w żywe oczy, to myliła się głęboko.
– Bujda! Byliśmy całą noc na balu u Murzynów! – zawołał z oburzeniem Józef Pałys, na co dziadek wybuchnął śmiechem, mówiąc:
– A to paradne! – i dodał, cofając się w głąb kuchni: – Lepcie tego bałwanka, lepcie, a ja wam zrobię kakao.
Język Trolli, ♀Aleksandra0709 ()
– Jak masz na imię?
– Józef – wyznał niechętnie.
– O. A jak na ciebie mówią w domu?
– Tak samo! – skłamał bez namysłu.
– Po włosku to Giuseppe.
– Też źle – zauważył.
– Zdrobniale: Pepe. Mogę na ciebie mówić Pepe?
– Możesz.
Język Trolli, ♀Aleksandra0709 ()
Laura, ubrana w szlafrok, leżała dramatycznie na wznak w rozrzuconej pościeli, a twarz jej była w całości zbryzgana jakąś białawą, grudkowatą substancją.
– Co ci jest? Zwymiotowałaś? – spytał, spiesząc jej z pomocą. Ale ona otworzyła pośród tej papki błyszczące złością oczy i warknęła:
– Odjazd, cymbale. To maseczka kosmetyczna.
Język Trolli, ♀Aleksandra0709 ()
– Moim zdaniem Staszka jest bardzo seksy – oświadczył Ignacy G. Stryba, dzwoniąc zębami z zimna.
– Co przez to rozumiesz? – spytał oschle Józef Pałys.
– Rozumiem przez to, że jest szalenie pociągająca.
– Sam jesteś pociągający – wściekł się Józinek. – Wytrzyj smarki. I zamknij gębę.
Język Trolli, ♀Aleksandra0709 ()
– Naprawdę tak uważasz? Że życie jest wspaniałe?
Przytaknął.
– Dziękuję ci – powiedziała mama.
Język Trolli, ♀Aleksandra0709 ()
– Nie martw się, Pepe! Pan Helmut nie wypadł kotu spod ogona.
– Sroce! – poprawiła go machinalnie Trolla, ale jej szwagier pokręcił głową i rzekł z uporem:
– To był kot. Kota wykręca ogonem.
Język Trolli, ♀Aleksandra0709 ()
– Nie zostawić na pastwę lodu – mówił przy tym.
– Losu, Helmut.
– Przecież on jest zimny (...).
Język Trolli, ♀Aleksandra0709 ()
– Odrzućmy złych emocji (...). Prawdziwy Rasta nigdy ich nie ulega.
– Im nie ulega – poprawiła go żona.
– Im nie ulewa. Dziękuję.
– Podobnie jak prawdziwy stoik – zauważył dziadek.
– Stolik? – spytał pan Oracabessa.
Język Trolli, ♀Aleksandra0709 ()
– Pijmy zdrowie naszej ukochanej! – zakrzyknął dziadek (...).
– Każdy swojej? – upewnił się Józinek.
Język Trolli, ♀Aleksandra0709 ()
– Skuter najlepszy jest na korki.
– Nie na korki, tylko na benzynę.
Język Trolli, ♀Aleksandra0709 ()
– (...) z pewnym trudem przechodzi mi przez usta zwrot „ciąża mojej wnuczki”. Zwłaszcza gdy go uzupełnię określeniem „nieślubna”. Ale to pewnie dlatego, że jestem taki staroświecki.
– Chyba jesteś – wtrąciła Babi. – Dzisiaj wiele jest samotnych matek, które dzielnie sobie radzą, skoro nie mogą liczyć na pomoc ze strony swoich mężczyzn.
– ... a jeszcze trudniej przechodzi mi przez usta – dziadek nie dawał się sprowadzić z raz obranego szlaku – taka oto fraza: „nieślubna ciąża mojej wnuczki, której zaufanie zostało dotkliwie zawiedzione”.
– Ja niczego nie zawodziłem! – zakrzyknął nerwowo Fryderyk. – Odwrotnie! To Róża mnie nie uprzedziła, że może zajść w ciążę!
– Ta możność nie należy do szczególnie wyjątkowych w świecie kobiet, o ile mi wiadomo – odrzekł na to Ignacy Borejko, sztywno i z godnością. – Przy dopełnieniu, rzecz jasna, pewnych niezbędnych warunków.
Język Trolli, ♀Aleksandra0709 ()
– Zaskakujesz mnie (...). Jesteś taki prostolinijny i prawdomówny.
– Łatwiej.
– Łatwiej niż kłamać?
– No. (...) Z kłamstwa trzeba się tłumaczyć (...).
Język Trolli, ♀Aleksandra0709 ()
(...) chlusnęła na siebie perfumami z flakonu. Takie zabiegi dodają dziewczynom pewności siebie. Ale są trudne do zniesienia dla kogoś, kto się znajduje w bezpośrednim pobliżu.
Język Trolli, ♀Aleksandra0709 ()
Dom wariatów, pomyślał Józinek, owijając szyję klubowym szalikiem KS Lech – nosił go nie z upodobania do brzydoty, lecz tylko jako asekurację przed chłopakami z drugiego podwórka, a także przed tą bandą, która dla odmiany biła przed szkołą. Jak się im wmówiło, że jest się kibicem Lecha, to uznawali człowieka za swego, a to mogło chronić przed sytuacjami mocno przykrymi. Cóż, takie są realia na Jeżycach i nie ma co się na nie dąsać – trzeba po prostu przybrać przekonujące barwy ochronne. Nie wiedział tego Przemek, kumpel z klasy, toteż stracił dwa zęby stałe, jak mu przyłożyli za to, że nie chciał oddać swojej komórki. Jaki naiwny. I po co mu była ta komórka? Żeby do niego stale dzwonili rodzice?
Język Trolli, ♀Aleksandra0709 ()
Dźwięki sypały się jak szklane kulki i skakały jak kamyki po powierzchni wody. Nagle włączyła się spokojnie trąbka i miękki strumień melodii zagarnął wszystko. Muzyka chlusnęła szeroką, pogodną rzeką.
Język Trolli, ♀Aleksandra0709 ()
I po to właśnie są monologi wewnętrzne. Można powiedzieć „dom wariatów” i nikt się nie obrazi. Można powtarzać z udręką: Trolla, tęsknię za tobą – i nikt nie ma o tym pojęcia, toteż nie wypytuje, nie doradza, nie odradza, a już zwłaszcza – niczego nie zabrania.
Język Trolli, ♀Aleksandra0709 ()
(...) Ignacy Grzegorz – którego migdałowe oczy były dzisiaj nieco podkrążone, a odstające uszy nadal płonęły niezdrową czerwienią – grymasił, że w jego jajku pływa zarodek. Na pytanie kuzynki Ani („żabką czy crawlem?”) nie udzielił odpowiedzi (...).
Język Trolli, ♀Aleksandra0709 ()
(...) ilekroć przechodzili ulicą Libelta, pod wiaduktem, Lusia zrywała trawkę lub gałązkę i składała na chodniku, tuż pod starym hydrantem. Józinek długo nie rozumiał przyczyn jej zachowania, aż kiedyś wreszcie spytał i się dowiedział: Lusia sądziła, że to pomnik nurka. Głębinowego.
Język Trolli, ♀Aleksandra0709 ()
Im rozleglejsza stłuczka, tym sprawca bardziej agresywny.
Język Trolli, ♀Aleksandra0709 ()
Józinek grzecznie skinął głową panu woźnemu, który tkwił w oszklonym boksie, na wypadek gdyby do szkoły chciał wkroczyć dealer narkotyków (obecność cichego staruszka była wielce skuteczna; dealerzy nie wchodzili nawet w progi szkoły, tylko spokojnie handlowali sobie na chodniku).
Język Trolli, ♀Aleksandra0709 ()
Józinek już dawno zaobserwował, że kobiety potrafią jeść tak, jakby nie jadły zupełnie. Żadna z nich, na przykład, nie siorbała.
Język Trolli, ♀Aleksandra0709 ()
Ludzie często popełniają ten błąd! Kucając przed wózeczkiem lub cmokając nad czyjąś nieletnią główką, upraszczają swe wypowiedzi do minimum, w przekonaniu, że istota mniejsza od nich posiada także i mózg drobniejszych rozmiarów, o niedoskonałej przy tym sprawności.
Język Trolli, ♀Aleksandra0709 ()
(...) Lusia długo nie chwytała istoty telewizji. Przez pewien czas żyła w przekonaniu, że Hubert Urbański, prowadzący teleturniej „Milionerzy”, patrzy tylko na nią i do niej się uśmiecha. Zawsze przed tym programem wkładała aksamitną spódniczkę.
Język Trolli, ♀Aleksandra0709 ()
Ład jest kwestią organizacji.
Język Trolli, ♀Aleksandra0709 ()
Nie ma co się wdawać w rozwlekłe dyskusje, w dzielenie włosa na czworo czy ustalanie strategii. To dobre dla teoretyzujących mózgowców. Ktoś natomiast musi tu być praktykiem i zacząć po męsku podejmować decyzje.
Język Trolli, ♀Aleksandra0709 ()
Nie masz to jak porządna bitka z godnym siebie przeciwnikiem.
Język Trolli, ♀Aleksandra0709 ()
Nie wiadomo, dlaczego cała rodzina padała plackiem z zachwytu, ilekroć ten młody geniusz coś powiedział, choć przecież dziadzio mówił mniej więcej to samo, tyle że mądrzej i więcej. Ostatnio przeklęty lizusek zaczął masowo wkuwać łacińskie sentencje, dzięki czemu na dobre zmonopolizował uwagę dziadka.
Język Trolli, ♀Aleksandra0709 ()
Niestety, wszystko na tym świecie musi po jakimś czasie się popsuć albo przynajmniej zmienić. Na przykład śnieg: jeszcze wczoraj nienagannie świeży, dziś przeobraził się w brudnawe, zbite placki.
Język Trolli, ♀Aleksandra0709 ()
O, doprawdy, [Józinek] czasem musiał się zastanawiać, czy mama i jej trzy siostry są aby na pewno dorosłe i zrównoważone.
Język Trolli, ♀Aleksandra0709 ()
Oczywiście, wszystkie miasta – nie mówiąc już o wsiach – wyglądają korzystniej, gdy napada na nie kupa śniegu. Ale to, jak odmienił się Poznań, naprawdę zadziwiło Józefa Pałysa. Wymyślił sobie, dlaczego ta odmiana tak bije w oczy: bo stwarza obraz nierzeczywisty. Pokazuje, mianowicie, jak mogłoby być ładnie, gdyby się mieszkało w mieście prawdziwie europejskim, nie zaś w jednym z większych skupisk kraju, rządzonego, zdaniem taty, przez łobuzów.
Język Trolli, ♀Aleksandra0709 ()
Oczywiście. Piżama jest, jak wiadomo, najbardziej stosownym strojem na noc sylwestrową. Boże, Boże. Cały świat się bawi, kąpie się w szampanie, przypina sobie pióra do tyłków i odpala petardy. Bawią się dzisiaj wszystkie ciotki i wujowie, bawi się mama z tatą, choć mają na głowie wielki kłopot w postaci zadłużenia szpitala, i nawet najgłupszy trzecioklasista ma dziś z pewnością plany imprezowe – tylko Józef Pałys, jak ostatnie niemowlę, musi iść do łóżka najpóźniej o dziesiątej!
Język Trolli, ♀Aleksandra0709 ()
Odrobina ogłady oraz opanowania – i już życie rodzinne biegnie bez zakłóceń.
Język Trolli, ♀Aleksandra0709 ()
Po chwili na jej [Laury] talerzu znalazły się jeszcze kiełbaski i oto urocza kuzynka zaczęła jeść z apetytem zapaśnika sumo. Józinek co chwila na nią spoglądał. Ciekaw był, w którym momencie ona zje całą tę fioletową szminkę.
Język Trolli, ♀Aleksandra0709 ()
Prawdę mówiąc, mogła wszystko. Nawet gdyby chciała zwracać się do niego per: głupolu – też byłby rad, że w ogóle się zwraca.
Język Trolli, ♀Aleksandra0709 ()
Przebiegając wzrokiem po gimnazjalistach mógł bez trudu wyróżnić osoby znacznie bardziej prowokujące niż Trolla. Oprócz Barbi i Manuela były tu przecież postacie o włosach turkusowych i malinowych, było trzech dorodnych dresiarzy-repetentów, a także paru hip-hopowców, była Guślarz Grażyna, cała jakby w żałobie, w czasie lekcji spokojnie zmieniająca tipsy z niebieskich na czarne, była też niejaka Kaczkowska z tatuażem na nerkach i brylancikiem w nosie. Ani te istoty, ani nawet Kopiec Kristal i jej znakomicie widoczne czarne stringi nie wzbudzały w wice-dyrektorce takiej agresji, jak Trolla i jej kapelusz.
Język Trolli, ♀Aleksandra0709 ()
Tak właśnie powinien postępować lekarz. Żadnych komentarzy, żadnych kpin, czysta rzeczowość, kompetencja i profesjonalizm. Józinek postanowił, że przy najbliższej okazji, od niechcenia, przekaże rodzicom, z punktu widzenia pacjenta, kilka podstawowych prawd.
Język Trolli, ♀Aleksandra0709 ()
To było naprawdę zastanawiające: skąd ten człowiek brał siły do życia, skoro wiecznie grymasił przy jedzeniu i brzydził się nawet dotknąć takich pysznych i pożywnych rzeczy, jak pierogi ruskie oblane smalcem ze skwarkami czy też zasmażana kapucha z kminkiem.
Język Trolli, ♀Aleksandra0709 ()
Trolla wyglądała jak przerośnięty krasnal. Nazwisko nadzwyczajnie do niej pasowało.
Język Trolli, ♀Aleksandra0709 ()
W tej szkole sporo czasu traciło się na wyczekiwanie pod drzwiami; nauczyciele nie przykładali się do swojej roboty, w przekonaniu, że za takie marne grosze nie warto kiwnąć nawet palcem. Józinek szczerze popierał ich stanowisko. Niech się nie przykładają.
Język Trolli, ♀Aleksandra0709 ()
Zostali przekazani babci w taki sposób, jakby istniały tysiączne obawy co do ich bezpieczeństwa, zdrowia i równowagi umysłowej – choć przecież oboje, od zarania życia, bywali u dziadków kilka razy dziennie, a często i w nocy (jak się ma rodziców lekarzy, człowiek nie zna dnia ani godziny).
Język Trolli, ♀Aleksandra0709 ()
Bogactwo leksykalne i konstrukcja jego skrywanych wypowiedzi wprawiłyby zapewne w zdumienie tę część publiczności, która żyje w przekonaniu, że dziecko to zaledwie kawałek przewodu pokarmowego, zakończony wlotem i wylotem, a pozbawiony inteligencji, rozumu, logiki oraz poczucia humoru.
Język Trolli, ♀Aleksandra0709 ()
(...) i Józinek przyswoił sobie – najzupełniej mimo woli, wyłącznie drogą nasłuchu – to i owo z łaciny. Ale gdy przed paru laty rzucił od niechcenia zasłyszany zwrot „Feliks Kupa” – wszyscy wybuchnęli wariackim śmiechem. Ciekawe, dlaczegóż to w jego ustach zwrot ten zabrzmiał tak zabawnie, kiedy zaś powiedziała to ciocia Natalia – wszyscy z powagą i aprobatą kiwali głowami.
Język Trolli, ♀Aleksandra0709 ()
Jego pięcioletnia siostra była bardzo sympatycznym i bezbronnym stworzonkiem. Cieszył się, kiedy przyszła na świat. Dużo też pomagał mamie, kiedy Lusia była malutka. Nauczył się nawet zmieniać pampersy i przyrządzać kisiel żurawinowy (cenny ze względu na witaminę C i mikroelementy). Lubił karmić siostrzyczkę z butelki i nosić na barana. W ogóle ją lubił. Trochę mało była odporna na przyjazne braterskie kuksańce – zawsze podnosiła bolesny ryk. Kiedy jednak podrosła, doszli do porozumienia, które opierało się na prostej zasadzie: starszy rządzi, ona słucha i wykonuje.
Język Trolli, ♀Aleksandra0709 ()
Józef Pałys, syn Idy z Borejków i Marka, mimo ukończonych lat dziewięciu zwany wciąż jeszcze Józinkiem (doprawdy, zabójcza jest ta rodzinna siła bezwładu!), zachowywał się jak zwykle dwutorowo: siedząc przed telewizorem, odpowiadał monosylabami lub wręcz wcale, lecz jego żywa myśl wędrowała w przeszłość, ku przyczynom obecnych przypadłości sercowych.
Do takiej praktyki przywykł od dawna; monologi wewnętrzne były mu istnym wybawieniem oraz sposobem na przetrwanie.
Język Trolli, ♀Aleksandra0709 ()
Kiedy potoki matczynej wymowy ustawały, Józinek bywał atakowany bezwarunkowymi żądaniami, trudnymi w danym momencie do spełnienia: mama domagała się od niego odpowiedzi lub wypowiedzi, gdy tymczasem on, przytłoczony potęgą jej ekspresji, mógł jedynie milczeć jak debil. Owszem, nader szybko opanował sztukę mowy lecz, po pierwsze – z wrodzonej ostrożności wolał zbyt wcześnie tego nie ujawniać, a po drugie – w takich chwilach zaskoczenia jakoś nie mógł zaprezentować swych umiejętności i zaspokoić oczekiwań rodzicielki. W trzecim roku życia wpadł wreszcie na szczęśliwy pomysł, żeby rzucać jej na odczepnego parę słów w typowo niemowlęcym narzeczu i ten właśnie bełkocik (wskazane było upuścić przy tym nieco śliny) jakoś mamę – przynajmniej chwilowo – satysfakcjonował.
Język Trolli, ♀Aleksandra0709 ()
Porozumiewanie się ze światem zewnętrznym ograniczał Józinek do absolutnie koniecznego minimum, i to z całkowitą premedytacją. Rodzina uważała go za zajadłego milczka i chyba żywiła przekonanie, że jest trochę ograniczony – panował bowiem zwyczaj zwracania się do syna Idy nieco głośniej niż do innych dzieci, całkiem jakby niedosłyszał. Tłumaczono mu też rzeczy najzupełniej dla niego oczywiste, a także nieświadomie ignorowano go przy toczeniu ważnych rozmów (wiele się dzięki temu nasłuchał!).
Język Trolli, ♀Aleksandra0709 ()
Te rumieńce były jego udręką. Panował nad wszystkim ale nie nad tym przekleństwem rudzielców.
Żaba, ♀Aleksandra0709 ()
(...) dziewczynka wychowana bez dobrego wzorca męskiego może łatwo zdziwaczeć, wyrosnąć na wredne monstrum i występować potem w telewizji, gadając uczone banały i machając sobie samej przed nosem rozczapierzonymi dłońmi.
Żaba, ♀Aleksandra0709 ()
Opatrzyłam jej kończyny i pozszywałam przygryziony język. Choć teraz właściwie sądzę, że trzeba było zająć się raczej językiem Piotrusia. Przyszyć mu go do brody albo i do ramienia.
Żaba, ♀Aleksandra0709 ()
Ciociu, jaki znów zastrzyk przeciwtężcowy? To się na jednym nie skończy. Tam nie było żadnego tężca, ona upadła na asfalt, a asfalt myją raz na tydzień. Tam, ciociu, nie było ani kruszyny końskiego nawozu, proszę mi wierzyć, bo ja bym na pewno zobaczył. Zawsze widzę.
Żaba, ♀Aleksandra0709 ()
Najlepsze dziewczyny trafiają na drani.
Żaba, ♀Aleksandra0709 ()
Piętnacha, co? (...) Jeszcze trochę i zaczniesz siwieć. To tak szybko idzie.
Żaba, ♀Aleksandra0709 ()
Spotykam dziewczynę życia, po czym się okazuje, że w jej domu był już Frycek i naczadził.
Żaba, ♀Aleksandra0709 ()
Dobra fryzura połową sukcesu (...).
Żaba, ♀Aleksandra0709 ()
Młodość jest okresem ponurym (...).
Żaba, ♀Aleksandra0709 ()
To dziecko niedługo się urodzi. Widziałam je na wydruku z USG. Już jest gotowe! Ma rączki, nosek, oczy...
Żaba, ♀Aleksandra0709 ()
– Czy mógłbyś z góry obiecać, że spełnisz moją prośbę, nie pytając o nic, nie usiłując poznać przyczyny i nie wyciągając absolutnie żadnych wniosków? – natarczywie spytała Hildegarda.
– Cóż – odrzekł. – Mógłbym to z góry obiecać. Ale to by było bardzo nierozważne z mojej strony. Przypuśćmy, że mnie poprosisz, żebym wytarzał panią Sznytek w smole i pierzu po to, by przegonić ją po ulicach miasta. Nie mógłbym tego zrobić, Hildegardo. Nie mam dostępu do smoły.
Żaba, ♀Aleksandra0709 ()
– Do rówieśnika mówisz per „pan”?
– To ma ustalić dystans między nami.
Żaba, ♀Aleksandra0709 ()
– Ładnie się paliło – palnął Piotr, zanim zdążył pomyśleć. Zabrzmiało to jakoś niewłaściwie – ni to protekcjonalnie, ni to szyderczo.
Ona też to chyba tak osądziła. Spojrzała na niego z niechęcią.
– Podoba ci się? To zostaw włączone żelazko.
Żaba, ♀Aleksandra0709 ()
– Nadal strzyżesz się sama? – spytała Ida, postukując paznokciem o stół.
Siostra odwróciła się do niej, błysnęła zębami.
– A bo nie miałam czasu iść do fryzjera.
– Jakaś nowość – mruknęła Ida. – Wpadnij do mnie, do przychodni, wyrównam ci to skalpelem. I tak będzie lepiej niż teraz.
Żaba, ♀Aleksandra0709 ()
– Nie masz jeszcze dyplomu, nie masz zawodu... – szepnęła mama Fryderyka, łamiąc palce. – Może być ciężko.
– Nie wszystkie matki mają dyplom – odparła Pyza. – Ale ja, przecież, jestem na urlopie dziekańskim. W październiku mogę wrócić na studia. Albo podjąć nowe, bo astronomia wraz z astrofizyką, prawdę mówiąc, kompletnie mi obrzydła. A gdybym nie dała rady, to mogę żyć i bez dyplomu. Dla mojego dziecka mogę robić wszystko. Mogę smażyć kurczaki w budce na ulicy, nie przeszkadza mi to. Mogę zostać nawet babcią klozetową.
– Widzę cię w tym kitelku – wtrąciła zachwycona Laura.
– Praca wykonywana z miłością – uszczęśliwia – wytłumaczyła jej siostra. – Można czuć radość i dumę nawet przy myciu podłogi.
– Szmatą – dorzuciła Laura.
– Za pozwoleniem, nie wtrącaj mi się co chwilkę. Obniżasz ton.
– Za pozwoleniem, robię to celowo. Jest za wysoki.
– Może tylko dla ciebie.
Żaba, ♀Aleksandra0709 ()
– Pawełek chciałby medytować... – słychać było głos mamy, a tata odpowiadał:
– Zgadzam się, Niello, lepiej niech medytuje, niż gdyby miał siedzieć i nic nie robić, patrząc w ścianę.
Żaba, ♀Aleksandra0709 ()
– Poczekajcie wszyscy przed domem, będzie wam łatwiej. A ja tylko się przebiorę i już lecę.
– Przecież i tak włożysz koszulę wujka i dżinsy – powiedział pobłażliwie Józinek.
Żaba, ♀Aleksandra0709 ()
Przez chwilę dzieci trwały w milczeniu, nabożnie oblizując swoje lody. Józinek pokapał sobie bluzę.
– O! – rzekł, stropiony. – Wyglądam jak świnia.
– I pokapałeś sobie bluzę – powiedział Ignaś.
Żaba, ♀Aleksandra0709 ()
– Zadajesz trudne pytania – zaśmiała się Gabrysia.
– Zadawać trudne pytania jest bardzo łatwo! – radośnie oznajmiła Łusia.
Gabriela spojrzała na siostrzenicę ze zdumieniem.
– Czy ty w ogóle wiesz? – przed tobą już to powiedział Auden! To samo! Twój rozum, Łusiu, prowadzi cię do najbardziej logicznych i właściwych wniosków. Wyrośniesz na świetną kobietę i nikt ci nie będzie w kaszę dmuchał!
Żaba, ♀Aleksandra0709 ()
Cały problem człowieka wychowanego w domu, gdzie króluje matka wybitna, matka stanowcza i w dodatku krewka, polega na tym, że przyzwyczajony jest do posłusznego i bezwarunkowego wykonywania kategorycznych poleceń wydawanych przez kobiety. Nawet mu do głowy nie przychodzi, by kwestionować ich rozkazy.
Żaba, ♀Aleksandra0709 ()
(...) ciekawe, jak (...) stwierdziła, że on się na nią gapi? Kobiety umieją patrzeć bokiem, jak płastugi.
Żaba, ♀Aleksandra0709 ()
Kobiety z klasą płaczą wyłącznie w pachnącym, słabo oświetlonym zaciszu swych apartamentów, przed potrójnym lustrem, jak Joan Crawford w TCM. Wychodząc do ludzi i świata przeczesują loki, przypinają brylantowe kolczyki i nakładają na twarz maseczkę kamiennego spokoju oraz niezachwianej pogody ducha, która, w przeciwieństwie do łez, nigdy nie spowoduje odklejenia się ich sztucznych rzęs.
Żaba, ♀Aleksandra0709 ()
Laura poczuła, że ma mokre oczy. Nie pomogło dowcipkowanie. Patosu i piękna nie dało się obrócić w żart. Widocznie w chwilach prawdy to się nie udaje.
Żaba, ♀Aleksandra0709 ()
(...) miał starego garbusa, kupionego chyba na złomowisku.
Żaba, ♀Aleksandra0709 ()
Nie mając poczucia humoru, na żarty reagował zwykle urazą albo gniewem.
Żaba, ♀Aleksandra0709 ()
Pościel w żadnym razie nie powinna być taka czysta, bo nie można się w niej porządnie ułożyć i zasnąć.
Żaba, ♀Aleksandra0709 ()
Potrafili się pokłócić o wszystko i wszędzie, nawet w kawiarni czy na dworcu. I zawsze musieli kogoś brać na świadka lub arbitra.
Żaba, ♀Aleksandra0709 ()
Przed jedenastą Róża wciąż siedziała w zielonym pokoju i demonstrowała siostrze, jak mała Mila kopie. Laura posłusznie przytykała co chwila dłoń do tego wielkiego brzucha i udawała, że jest zachwycona, choć, szczerze mówiąc, robiło jej się słabo z przerażenia, kiedy wyobraziła sobie, co biedną Pyzę teraz czeka, i jakiego wysiłku wymagać będzie od niej wypchnięcie tego ogromnego dziecka na światło dzienne.
Żaba, ♀Aleksandra0709 ()
Trzy małe pokoje. Pięć osób, w tym dwaj bracia. Książki. Ciasnota. Żaba miała na to swój sposób: idealny ład. Najdrobniejszy przedmiot w jej schludnym pokoiku musiał mieć stałe miejsce.
Żaba, ♀Aleksandra0709 ()
(...) w domu nazywano ją Żabą i, prawdę mówiąc, tak wolała. Ochrzczono ją bowiem jako Hildegardę – na cześć średniowiecznej zakonnicy, kompozytorki i pisarki w jednej osobie. Mama (z wykształcenia muzyk-wirtuoz) była fanką Hildegardy von Bingen i kiedyś, w rozkwicie swych twórczych lat, wiązała zapewne z osobą córki sprecyzowane nadzieje. Szkoda, że w stosownym czasie nie zachwyciła się na przykład Grażyną Bacewiczówną. Wolfi też by pewnie wolał dostać imię po – powiedzmy – Krzysztofie Pendereckim (...).
Najgorzej miał Fryderyk. Jemu z reguły wpisywano do dziennika szkolnego nazwisko Szopen, czasem przez dwa „p”, a czasem przez „Ch”, a niekiedy nawet przez jedno i drugie. Może to dlatego zaraz po studiach tak spiesznie, skwapliwie i bez cienia żalu opuścił ojczyznę.
Czarna polewka, ♀Aleksandra0709 ()
Ojczyzna nasza wyglądałaby może inaczej, gdyby pewne standardy wpajano każdemu od dziecka. Niestety, nie wszystkie rodziny o tym pamiętają (...). Nikt nie powinien donosić na nikogo (...).
Czarna polewka, ♀Aleksandra0709 ()
Oni [mężczyźni] nie mogą mieć za wiele okoliczności łagodzących, bo natychmiast z nich korzystają. Im trzeba powiedzieć, co mają zrobić. Wtedy – i tylko wtedy! – to zrobią. Sami z siebie jakoś nie wiedzą.
Czarna polewka, ♀Aleksandra0709 ()
A jak skończę szkołę, to założę wypożyczalnię wędlin. Na Starym Rynku.
Czarna polewka, ♀Aleksandra0709 ()
Ja zwę się Łucja Pałys (...). A ty? Zakład, że nie. Hi, hi.
Czarna polewka, ♀Aleksandra0709 ()
Czy ja w ogóle mogłabym planować cokolwiek innego niż godziwy, legalny, sakramentalny związek? (...) – Czy sądzisz, że wbiłabym nóż kolejnego rozczarowania w serca moich bliskich?
Czarna polewka, ♀Aleksandra0709 ()
Gdyby moja mama była tak rozważna, jak oni by chcieli, to na pewno nie byłoby na świecie Róży, a już tym bardziej – mnie.
Czarna polewka, ♀Aleksandra0709 ()
Miłość buduje. Po tym ją poznasz.
Czarna polewka, ♀Aleksandra0709 ()
Noworodek jest idealnie przystosowany do życia, jakie ma prowadzić.
Czarna polewka, ♀Aleksandra0709 ()
Przeklinaj sobie, przeklinaj, byłeś przy tym nie używał przekleństw. Przekląłbym cię wtenczas, moje dziecko. Nic mnie tak nie razi, jak wulgarność, którą jesteśmy dziś jakże dotkliwie otoczeni.
Czarna polewka, ♀Aleksandra0709 ()
W życiu każdego syna jest czas, gdy ojca przeklina.
Czarna polewka, ♀Aleksandra0709 ()
Człowiek wielki jest skromny i cichy. Człowiek małego formatu jest kłótliwy, a puszy się jak paw.
Czarna polewka, ♀Aleksandra0709 ()
Kobiety (...) są silniejsze. I dłużej żyją.
Czarna polewka, ♀Aleksandra0709 ()
Rodzina nie jest koniecznie potrzebna do szczęścia.
Czarna polewka, ♀Aleksandra0709 ()
Zakazy są do kitu (...). Rozstania są też do kitu. Trzeba być razem, a nie tak się ciągle rozstawać, bo z tego nic nie będzie (...).
Czarna polewka, ♀Aleksandra0709 ()
– Latam jak kot z pęcherzem, załatwiam pracę, szukam kredytu...
– Młody człowieku, a cóż mnie obchodzi twój pęcherz!
Czarna polewka, ♀Aleksandra0709 ()
– Ma gościu rację – ucieszył się Bodziu. – Widzę go na inplus. Zawsze mówiłem, że on jest niesamowity.
Laura usiadła na łóżku.
– Jest niepokojący czy budzący lęk? – spytała cierpko.
– Nie mówiłem nic takiego – rzekł Bodziu, zdziwiony.
– Bo takie właśnie jest znaczenie słowa „niesamowity”. A ty używasz go przy byle okazji. Staraj się trochę wzbogacić swoje słownictwo, Bodziu.
Czarna polewka, ♀Aleksandra0709 ()
– O! – zawołała naiwnie Łusia. – Patrzcie! Dźwiedź!
– To nie dźwiedź, to niedźwiedź – sprostował Walenty.
– Ach, szkoda! – zadrwiła Łusia. – A taki podobny do dźwiedzia!
Czarna polewka, ♀Aleksandra0709 ()
– (...) wiersze są dla dziewczyn.
– Raczej – nie są dla każdego.
Czarna polewka, ♀Aleksandra0709 ()
Babcia Diany zasiadła na powrót przy stole, popijając swoją kawę i obiegając Ignasia spojrzeniem Baby-Jagi, która ocenia, czy chłopiec jest dostatecznie tłusty, by go upiec.
Czarna polewka, ♀Aleksandra0709 ()
(...) chichoczące licealistki o farbowanych włosach, przeznaczające czas spaceru na gadanie o niczym (...) przechodziły właśnie leniwie przed Ignasiem i niechcący usłyszał fragment ich rozmowy:
– ...przyszedł po mnie, a mój tata go wyrzucił za drzwi! – mówiła chuda w spodniach.
– Uau! – powiedziała druga, z włosami do pasa.
– Ja mam problemy z tą rodziną, mówię ci.
– To są problemy? Ja to mam problemy! Mnie wczoraj paznokcie odpadły!
Szokujące, doprawdy, bywają wiadomości zasłyszane. Lepiej więc niczego nie słuchać i nie wyobrażać sobie niczego zbyt dokładnie.
Czarna polewka, ♀Aleksandra0709 ()
Cierpieć można, a może nawet i należy, ale, do licha, w czystych portkach cierpi się przynajmniej z godnością.
Czarna polewka, ♀Aleksandra0709 ()
Czereśnie najpiękniejsze są w lipcu. Dojrzałe, nalane kolorem, błyszczą jak lakierowane, a pod ich napiętą skórką znajduje się jędrny miąższ, nasycony słodkim, smacznym sokiem. Pod miąższem tkwi pestka, a przy niej bytuje spasiony robak. Robak uniemożliwia zjedzenie czereśni. Mama Żaby zawsze twierdziła, że w czasach jej dzieciństwa czereśnie nie miały robaków, choć nie stosowano wtedy żadnych chemicznych oprysków. I gniewała się, gdy dzieci jej nie wierzyły, albo gdy żartowały, że pewnie jadła zbyt łakomie, by sprawdzać.
Czarna polewka, ♀Aleksandra0709 ()
(...) człowiekowi zawsze poprawia się samopoczucie, kiedy widzi, że jest skuteczny i operatywny (...).
Czarna polewka, ♀Aleksandra0709 ()
Czy można mówić o tonacji esemesa?
Czarna polewka, ♀Aleksandra0709 ()
Dyrekcja [szkoły] jest bezbłędna, jeśli chodzi o dobór nagród; Józinka, na przykład, wyróżniła słowniczkiem ortograficznym.
Czarna polewka, ♀Aleksandra0709 ()
Jego [Piotra] słabością było to, że, jak każda osoba o duszy artysty, uwielbiał wywierać wstrząsające wrażenie.
Czarna polewka, ♀Aleksandra0709 ()
(...) kobieta nigdy nie może być głodna. Owszem, może głodzić się dobrowolnie i jest to jej święte prawo. Kiedy jednak dręczy ją głód przez nią nie zaplanowany, należy zrobić wszystko, by zdobyć kuropatwę, nieco dziczyzny lub przynajmniej kawałek pizzy. Dobrze widziane są czekoladki, wafelki i owoce tropikalne. W ostateczności – bułka.
Czarna polewka, ♀Aleksandra0709 ()
Ktoś musi być stary. Ktoś musi marudzić i zrzędzić, przestrzegać, mantyczyć i napominać. Ktoś, słowem, musi złożyć swe zwiędłe ciało na stosie ofiarnym, wzniesionym dla dobra klanu.
Czarna polewka, ♀Aleksandra0709 ()
Mieć rodziców lekarzy!
Hej, ciężka sprawa, ciężka. Naprawdę.
Zawód medyka jest szlachetny, jest wręcz – jak mówi tata – powołaniem i nadaje sens życiu; ale, bądźmy szczerzy, co to za życie. Zwłaszcza dla rodziny, a konkretniej: dla dzieci. Dzień w dzień albo i noc w noc opuszczane, dzieci są świadkami nieustannego zmęczenia swych zapracowanych rodziców oraz rozmów na tematy zawodowe dosłownie w każdej chwili dnia. Jeśli trafi się wolna godzinka pomiędzy poradnią a szpitalem, rodzic będzie wolał pożerać czasopisma fachowe, względnie przygotowywać referat albo pracę naukową, zamiast odprężyć się z synem przy transmisji meczu ligowego. Jeśli uda się rodzicom i dzieciom zasiąść razem do stołu, rozmowa niechybnie zejdzie na świeżutki przypadek polineuropatii lub skomplikowane zapalenie ucha wewnętrznego z przetoką ropną i od razu rozgorzeje dyskusja, w której nie każdy z obecnych zdoła uczestniczyć.
Czarna polewka, ♀Aleksandra0709 ()
Mija oto czwarty rok nowego tysiąclecia, wokół swoboda obyczajowa aż furczy, a najbliżsi zachowują się nieadekwatnie. Przeszkody zaś, piętrzone przez nich na drodze dwojga niewinnych serc, wymyślono zapewne w Weronie, dobrych parę wieków temu, a może zresztą i jeszcze dawniej; na przykład w czasach, gdy dosłownie każda okolica miała smoka, trudniącego się zżeraniem młodych panien, które w związku z tym trzeba było zamykać w niedostępnych wieżach.
Czarna polewka, ♀Aleksandra0709 ()
(...) Milena. Imię jak z innego życia.
Czarna polewka, ♀Aleksandra0709 ()
Mimo bliźniaczego podobieństwa trudno było pomylić przybysza z jego posępnym bratem: jeszcze nie wszedł, a już gadał.
Czarna polewka, ♀Aleksandra0709 ()
Może jest tak, że każde spojrzenie i każde uczucie pozostawia niewidzialny ślad na domach, krajobrazach i przedmiotach. A może to raczej wybrani, wyjątkowi ludzie zostają zapamiętani przez drzewa i pagórki, przez budynki i meble?
Czarna polewka, ♀Aleksandra0709 ()
Są chwile w życiu kobiety, kiedy przez proste zadbanie o jej potrzeby mężczyzna nabija sobie tyle punktów na tajnym liczniku jej podświadomości, że może potem czerpać z tego zapasu całe życie.
Czarna polewka, ♀Aleksandra0709 ()
Są ludzie, w życiu których kolor szary dominuje.
Stanowią większość.
Czarna polewka, ♀Aleksandra0709 ()
Skuteczny (...) jest ten, kto nie żywi nieuzasadnionych złudzeń, nie wprowadza taryfy ulgowej i nie idzie na żadne ustępstwa, zwłaszcza wobec pozbawionych zasad młokosów.
Czarna polewka, ♀Aleksandra0709 ()
Tłumaczenie normalnym chłopakom zachowań kuzyna było stałym elementem życia Józefa Pałysa. Miągwa został dokooptowany do drużyny na prośbę swojej mamy (...), a ponieważ nieszczęśnik nic nie umiał, wolno mu było jedynie sędziować. Z funkcji tej wywiązywał się jak noga, więc też kapitan, niewiele myśląc, wyznaczył mu od razu dublera. i całe szczęście. Zresztą, mówiąc otwarcie, w meczu tak ważnym, jak dzisiejszy, uczony kuzyn nie przydałby się na wiele; mógłby co najwyżej donosić wodę mineralną z kiosku.
Czarna polewka, ♀Aleksandra0709 ()
Wielbłąd to jeszcze mało!
Bodziu chrapał jak wielbłąd i dromader zarazem, w różnych tonacjach i różnych natężeniach dźwięków.
Czarna polewka, ♀Aleksandra0709 ()
(...) wyglądała [Łusia], zdaniem Józinka, absolutnie rozczulająco. Wygląd taki przybierała całkowicie świadomie. Miała opracowany zestaw niewinnych spojrzeń, dowcipnych minek i uroczych uśmiechów. Wprost nie do wiary, że sześcioletnia dziewczynka już to wszystko umiała. Na widok tych babskich sztuczek Józef Pałys nabierał wielkiej nieufności do osób płci żeńskiej, wszystkich bez wyjątku.
Czarna polewka, ♀Aleksandra0709 ()
Wzięła prysznic, w braku szamponu umyła głowę zwykłym mydłem i poświęciła sporo czasu na odkrywczy makijaż. Po posmarowaniu bąbli korektorem nadal miała twarz w cętki, ale przynajmniej – w białe. Przeciwwaga optyczna dla nich powstała po mocnym, odważnym podkreśleniu oczu. Można by pomalować i usta, ale to dopiero po umyciu zębów.
A, właśnie!
Natychmiast należy pójść do wsi i kupić szczoteczki. Kto by pomyślał, że to taki nieodzowny przyrząd! – ważny zwłaszcza dla życia uczuciowego; nie całowali się z Wolfim już od wielu godzin.
Czarna polewka, ♀Aleksandra0709 ()
Zapach jego [Bodzia] ciała, od tak dawna będącego w drodze, znalazł we wnętrzu garbusa warunki wyjątkowo sprzyjające pełnej ekspansji.
Czarna polewka, ♀Aleksandra0709 ()
Żaba musiała przyznać, że od chwili, gdy go poznała (...), była nim mimo woli zainteresowana. Bo czyż nie jest fascynujący taki posępny, milczący człowiek-zagadka? Jest. I to o ileż bardziej niż pogodny figlarz, choćby nie wiem jak zabawny i przyjacielski.
Czarna polewka, ♀Aleksandra0709 ()
Życie jest nie do wytrzymania.
Sprężyna, ♀Aleksandra0709 ()
Najważniejsza [zasada] jest taka: dzieciom trzeba umilać życie.
Sprężyna, ♀Aleksandra0709 ()
Spiritus movens jest to duch sprawczy, motor działania, sprężyna wydarzeń (...).
Sprężyna, ♀Aleksandra0709 ()
Roma Kowalik, pamiętasz Romę? – pokazała w „Naszej klasie” swoje zdjęcie z rodziną. Ma dwóch synków. Jej mąż jest bardzo, bardzo przystojny, typ George\'a Clooneya, ale niestety ma uszy jak Plastuś, pamiętasz Plastusia? – i to naprawdę mocno psuje efekt. Niestety, uszy przeszły też drogą dziedziczenia na obu chłopców, podobnych notabene do Romy, tak że sama rozumiesz, jakie to ważne: dobierać starannie ojca dla swych dzieci.
Sprężyna, ♀Aleksandra0709 ()
Tata twierdzi, że lody całkowicie mu wystarczają, bo zawierają wszelkie potrzebne do życia elementy, w tym selen, co wyczytał na opakowaniu. Boże kochany, popatrz, ledwie mama wyjedzie, a nasz ojciec już jest gotów zagłodzić się na amen. Wyobrażasz sobie – ona wraca, a on jest jednym chudym szkieletem. I co my jej powiemy? Że jadł selen?
Sprężyna, ♀Aleksandra0709 ()
Człowiek, jak straci kogoś, czuje się, jakby powiedzieć, całkiem sam na tym świecie (...).
Sprężyna, ♀Aleksandra0709 ()
(...) złym nie wolno być. Każdy musi się starać.
Sprężyna, ♀Aleksandra0709 ()
(...) każdy, prędzej czy później, ma z dziećmi kłopoty, więc nawet Kreska może je mieć. Kłopoty z dziećmi są nieodłączne od życia, ponieważ mamy kłopot z istnieniem jako takim, a nasze dzieci oczywiście również.
Sprężyna, ♀Aleksandra0709 ()
Prawdę powiedziawszy, każdy jest sprężyną wydarzeń, chce czy nie chce (...).
Sprężyna, ♀Aleksandra0709 ()
Doktor Ida Pałys (szczupła, rudowłosa i zielonooka, wciąż jeszcze ponętna i niewątpliwie pełna młodzieńczej werwy) już nieco przekroczyła bolesną cezurę czterdziestki, a to jest całkiem sporo lat w każdym przypadku, zaś bardzo dużo – w przypadku wydania na świat tęgiego noworodka o wadze urodzeniowej 4.760 gramów. Słysząc tego rodzaju komplementy Ida płonęła nieopanowanym dziewczęcym rumieńcem (Ziutek był owocem tygodnia, spędzonego przez państwa Pałysów na gorącej plaży Copacabana) i wdawała się w zawiły wywód o skutkach nagłej zmiany klimatu, mający ją uchronić przed potępieniem ze strony światłych koleżanek. Jej mąż Marek uważał, że to zbędne.
Sprężyna, ♀Aleksandra0709 ()
A czy „wiem, że się dowiem” to pleonazm?
Sprężyna, ♀Aleksandra0709 ()
Ale to jest przecież niemożliwe (...). To, że można by cię kochać jeszcze bardziej, ty mój dziadziusiu (...).
Sprężyna, ♀Aleksandra0709 ()
Chciałabym być spiritusem... chciałabym być motorem wydarzeń (...). A najlepiej to sprężyną, bo kto by tam chciał być motorem, na pewno nie ja; a znów spiritus movens się nie odmienia, a ja nie lubię, jak coś się nie odmienia przez przypadki (...).
Sprężyna, ♀Aleksandra0709 ()
Często poznaję idiom po tym, że go nie rozumiem.
Sprężyna, ♀Aleksandra0709 ()
Ja nie podsłuchuję. Ja słyszę. A to jest różnica.
Sprężyna, ♀Aleksandra0709 ()
Już lecę. O! Wyraziłam się frazeologicznie.
Sprężyna, ♀Aleksandra0709 ()
Lubię wiedzieć (...).
Sprężyna, ♀Aleksandra0709 ()
Ma czarny nastrój, mroczny jak pieczarka.
Sprężyna, ♀Aleksandra0709 ()
Muszę to zdanie zapamiętać: nie należy zostawiać wszystkiego przypadkowi.
Sprężyna, ♀Aleksandra0709 ()
Obiecane to obiecane.
Sprężyna, ♀Aleksandra0709 ()
(...) ojoj, to mój stały błąd, muszę bardziej jednoznacznie określać podmiot, szczególnie gdy jest on domyślny. Powiedział mi o tym nasz pan polonista. Szkoda, że jeszcze nie całkiem rozumiem, co mam w tym celu robić.
Sprężyna, ♀Aleksandra0709 ()
Pomyślałam sobie (...), że mogłabym zostać sprężyną dobrych wydarzeń.
Sprężyna, ♀Aleksandra0709 ()
Powiedział [pan polonista], że często tylko się nam wydaje, że jesteśmy zakochani, i wtedy od razu piszemy wiersze miłosne. Natomiast prawdziwe uczucie, na które wszyscy czekamy, nie potrzebuje wielkich słów.
Sprężyna, ♀Aleksandra0709 ()
[Łucja] Była dziewczynką inteligentną i pełną empatii. Dawno już spostrzegła, że istoty ludzkie mówią jedno, myślą drugie, a robią jeszcze coś innego. U podstaw takich zachowań kryły się liczne tajemnice – a Łusia za nimi przepadała. Lubiła je zauważać, zgłębiać i rozwiązywać. Ale kiedy nie udawało się osiągnąć rozwiązania, też była zadowolona; przecież najprzyjemniejszą właściwością tajemnic jest to właśnie, że nie można ich przeniknąć!
Sprężyna, ♀Aleksandra0709 ()
(...) gdyby to była wielka i jedyna miłość, to chyba bym to wiedziała od razu i na pewno, a nie ciągle wątpiła...
Sprężyna, ♀Aleksandra0709 ()
Im więcej pracuję, tym bardziej stabilna się staję i tym więcej potrafię rozwiązać własnych zagadek.
Sprężyna, ♀Aleksandra0709 ()
Jak mówią erudyci, styl - to człowiek.
Sprężyna, ♀Aleksandra0709 ()
Nie można zmuszać artysty do robienia tego, czego on robić nie chce.
Sprężyna, ♀Aleksandra0709 ()
Spałaś jak zabita. O Boże, co ja gadam, spałaś jak ten... jak Morfeusz.
Sprężyna, ♀Aleksandra0709 ()
Laura zagryzła usta. Nie chciała płakać. Ona? - nigdy! Wszelkie wzruszenia zwykła kryć natychmiast za zasłoną gniewu, stawała się szorstka i opryskliwa, dokuczliwa i zła. Bała się okazać słabość.
Sprężyna, ♀Aleksandra0709 ()
Może [Laura] jeszcze nie w pełni panowała nad głosem i na pewno nie wszystko jeszcze umiała - ale bywały chwile, kiedy potrafiła wywołać na twarzach słuchaczy wyraz podziwu.
To o ten wyraz właśnie chodziło: podziw, niedowierzanie i radość. Jak u dziecka, które ujrzało sztuczkę magiczną. Cóż, trzeba przyznać, że Wolfi ma rację: była urodzoną solistką.
Sprężyna, ♀Aleksandra0709 ()
Dzieci też mają prawo do wolności i do postępowania w zgodzie z własną naturą.
Sprężyna, ♀Aleksandra0709 ()
Mole książkowe też są potrzebne na tym świecie i mają prawo do bycia sobą, tak jak i ty masz.
Sprężyna, ♀Aleksandra0709 ()
Chcemy przede wszystkim jednego: żeby nasze dzieci szły do przodu, prosto i pewnie. To, że nas zostawią za sobą nie martwi nas wcale. Naturalna kolej rzeczy.
Sprężyna, ♀Aleksandra0709 ()
(...) napisać sonet o czymś trywialnym, pospolitym, to znaczy – oddać honory życiu. I że do tego właśnie służy poezja.
Sprężyna, ♀Aleksandra0709 ()
Piękno! Czymże jest piękno! Kształtem jest miłości.
Sprężyna, ♀Aleksandra0709 ()
– Czy ty mnie przypadkiem nie prowokujesz? – zainteresowała się zimno Laura (...).
– Ja? Ja bym nawet nie umiała prowokować – odparła zarzut oburzona Łusia.
Sprężyna, ♀Aleksandra0709 ()
– Jak na Dniu Szkoły jedna z mamuś grała na saksofonie, to była cisza jak makiem zasiał!
– Dziwne – bąknął logiczny Józinek. – Może zapomniała dmuchnąć?
Sprężyna, ♀Aleksandra0709 ()
– Mam wrażenie, że jesteś obecnie najlepszą uczennicą z całej rodziny.
– Najlepszy jest Ignaś.
– Wszelako on nie jest uczennicą.
– Wszelako gdyby on był uczennicą, to ona i tak byłaby lepszą ode mnie – bez cienia zazdrości stwierdziła Łusia. – Sam wiesz. Jest geniuszem. Ona by też była. Czy wiesz, że geniusze dostają często samozaparcia?
Sprężyna, ♀Aleksandra0709 ()
– Na twoim miejscu nie pisałabym aż czterech wykrzykników – doradziła jej życzliwie Łusia. – Cztery wykrzykniki to jest za wiele, za wiele. Nasz pan polonista od kółka literackiego mówi, że należy tonować emocje, zarówno w życiu, jak w słowie pisanym. Mało wykrzykników. To dobrze robi na styl.
– Najlepiej robi na styl niezaglądanie w cudze listy – syknęła gniewnie Laura.
– Nie wiedziałam, że to list – zdziwiła się Łusia. – Wszelako jeśli tak, to tym bardziej wykrzyknik powinien być tylko jeden. Wierz mi. Nasz pan mówi, że mam wyczucie słowa. I stylu. Powiedział nam też, co powiedział Buffon. On powiedział: styl – to człowiek. Bardzo dobry nam się trafił. To znaczy, ten pan, nie ten człowiek. Pokłada on we mnie wielkie nadzieje. Ten pan. Nie tamten człowiek. I nie Buffon.
Sprężyna, ♀Aleksandra0709 ()
(...) – przyniosłem mu mały upominek: portrecik Cycerona.
– O, świetnie! – ucieszyła się Ida. – Ta metalowa ramka jest idealna.
Ignacy Borejko nie oczekiwał aż takiego entuzjazmu. Zdziwił się trochę.
Ida wyjęła Cycerona z ramki, a ramkę oblała wrzątkiem. Następnie podmuchała na nią, wytarła ją do sucha i wręczyła Ziutkowi.
– Swędzą go dziąsła – wyjaśniła. – Niech sobie ulży. I plasnęła Cyceronem o stół.
Gabrysia – pomyślał wstrząśnięty Ignacy Borejko – nigdy by tego nie zrobiła.
No, ale ona jest filologiem klasycznym.
Sprężyna, ♀Aleksandra0709 ()
– Ta kobieta ma głowę jak komputer.
– Moim zdaniem – dużo ładniejszą.
Sprężyna, ♀Aleksandra0709 ()
– Tygrysku, a czy ty lubisz dzieci? – spytała Łusia nieśmiało (...).
– Niespecjalnie – burknęła Laura, która coraz bardziej i bardziej nie znosiła, gdy używano wobec niej tego pseudonimu z dawnych lat. – Ale bądź spokojna, na surowo ich raczej nie jadam.
Sprężyna, ♀Aleksandra0709 ()
– (...) zauważ, że dla wszystkich na świecie Ziutek to zdrobnienie imienia Józef. Ale nie dla was. Wy Józefa zowiecie Józinkiem, a Ziutkiem – Kazimierza.
– Ja (...) zwę Józinka Józefem, a Ziutka – Gargulcem. Nie wiem, czy wiesz, co to jest gargulec...
– Wiem – rzekł dziadek stanowczo.
– ...gargulec jest to rzygacz – dokończyła Łusia, która, będąc osobą konsekwentną, zawsze kończyła rozpoczęte zdanie. – A rzygacz jest to ozdobne zakończenie rynny. Zowie tak Ziutka dlatego, że on ciągle ulewa pokarm.
Sprężyna, ♀Aleksandra0709 ()
A ten młody mężczyzna w kurtce wreszcie podniósł czoło. Ciemne oczy spojrzały prosto w oczy Laury.
Poważnie, spokojnie.
A nawet – smutno.
Ale od tego długiego, mocnego spojrzenia złota nić zacisnęła się wokół serca w mocną pętlę i Laura na chwilę przestała oddychać.
Sprężyna, ♀Aleksandra0709 ()
(...) był mężczyzną dobrze wychowanym, a przy tym neurochirurgiem; jedno i drugie sprzyja dyscyplinowaniu emocji.
Sprężyna, ♀Aleksandra0709 ()
Czy można się w kimś zakochać nie znając nawet jego imienia?
Można. Chyba już to się stało. A może jeszcze nie? Może była dopiero na progu tego gmachu, za którego drzwiami rozbrzmiewała tajemnicza muzyka. Może tylko potrzebowała specjalnego klucza, żeby tam wejść. Ale gdzie jest ten klucz i kto go ma dostarczyć?
Sprężyna, ♀Aleksandra0709 ()
Dlaczego było jej tak smutno i beznadziejnie?
Odpowiedź była prosta: bo tęskniła. Okropnie. Czuła się tak, jakby ktoś z niej wypreparował ważny dla życia organ. Nigdy dotąd za nikim tak nie tęskniła. Może tak właśnie czują się wierne psy, które zostają oddane do schroniska.
Sprężyna, ♀Aleksandra0709 ()
Dziewięć lat życia w rodzinie powinno każdego nauczyć, że nie warto zaczynać zdania od „a widzisz!”, a zwłaszcza od „a nie mówiłam?”.
Sprężyna, ♀Aleksandra0709 ()
Dziwne. Tylko wtedy, gdy widziało się ojca śpiącego, można było dostrzec w jego twarzy rysy, znajome z tych nielicznych szkolnych zdjęć, a zwłaszcza – ten sam wzruszający, młodzieńczy wyraz bezbronności wokół jego ust.
Kiedy spał, jego duma też spała.
Sprężyna, ♀Aleksandra0709 ()
Ledwie dziadek umył pucharek po lodach, a już miał ochotę na następną porcję. Czuł, że lody robią mu dobrze także i na serce. A przecież miał z nim poważne kłopoty: stara pompka odpłacała mu teraz za wszystkie zafundowane jej stresy, za wypalane niegdyś w nadmiarze papierosy, za przesiadywanie długo w noc nad książkami, za wieczory spędzane w kurzu bibliotek, zamiast na spacerze. Szkodziły też zdrowiu przeróżne rozterki i smutki, z którymi chłodny umysł stoika sobie nie radził, więc wolał je przerzucać do gorącego serca. Za dużo tego było.
Sprężyna, ♀Aleksandra0709 ()
(...) lepszy jest plan ryzykowny niż żaden.
Sprężyna, ♀Aleksandra0709 ()
Liczy się każda chwila, którą można spędzić z bliskimi – póki jeszcze są tutaj. Za chwilę będzie za późno. Tak mało czasu zostało. Za mało, za mało czasu, żeby z każdym porozmawiać, żeby odpowiedzieć na całą tę miłość, żeby ogarnąć wszystkie te potrzeby, żeby zadbać o każdego, kto tego potrzebuje...
Sprężyna, ♀Aleksandra0709 ()
Ludzie się zmieniają i mają do tego prawo. Podobnie jak mają prawo popełniać błędy, szukając właściwej drogi.
Sprężyna, ♀Aleksandra0709 ()
Łączność telepatyczna, telefoniczna, internetowa, rowerowa, tramwajowa, kolejowa i samochodowa tworzyła pomiędzy tymi ludźmi doskonale funkcjonujący system nawoływań, alarmów, przyjazdów, przewozów oraz wymiany informacji. Jedno niemowlę więcej nie stanowiło tu problemu organizacyjnego; przeciwnie, usprawniało działanie systemu, podobnie jak zakupienie nowej obrabiarki powoduje w dobrym przedsiębiorstwie jedynie wzrost jego wydajności.
Sprężyna, ♀Aleksandra0709 ()
Mężczyźni nie wzruszają się tak łatwo bez powodu (...).
Sprężyna, ♀Aleksandra0709 ()
Mowa dźwięków płynęła powoli, cichła falując i opadając. I z wolna zamarła.
Koniec!
Zgasł blask muzyki, pozostawiając po sobie głuchą szarość. Tak jakby sam Bóg uśmiechnął się – i zaraz odszedł.
Sprężyna, ♀Aleksandra0709 ()
Może najwspanialsze w muzyce jest to, że jednoczy ludzi i że potrafi połączyć ich ubogi świat z nieskończonością wiecznego piękna.
Sprężyna, ♀Aleksandra0709 ()
(...) myślenie o mamie nie może być dla mężczyzny lekarstwem na zło świata. Myślenie o tacie – też.
Sprężyna, ♀Aleksandra0709 ()
(...) na łonie natury komórka jest zgrzytem.
Sprężyna, ♀Aleksandra0709 ()
Niewiele minie czasu, nim niemowlę stanie się młodzieńcem, a ten znów – mężczyzną.
Sprężyna, ♀Aleksandra0709 ()
Po śnieżnej Wielkanocy wiosna zwyciężyła całkiem nagle, lecz było to klasyczne zwycięstwo Pyrrusowe. Już w kwietniu wszystko naraz rozkwitło, a następnie migiem przywiędło, ponieważ, na fali globalnego ocieplenia, prosto znad Afryki przybyły masy powietrza tropikalnego. Bzy momentalnie poczerniały, słowikom odechciało się śpiewać, a nad Poznaniem rozsnuła się apatia skwaru.
Sprężyna, ♀Aleksandra0709 ()
Podobno zakochanie jest jak choroba. Psychiczna w dodatku.
Sprężyna, ♀Aleksandra0709 ()
Przyjemność, polegająca na torturowaniu rybom podniebień za pomocą ostrego haczyka, była nie dla niego [Ignacego Grzegorza]. A już zjadanie rybich zwłok w ogóle nie wchodziło w rachubę.
Sprężyna, ♀Aleksandra0709 ()
Rodzina wytwarza czułe przezwiska w sposób samoczynny, w biegu życia: tak było z Pulpą, Nutrią czy Pyzą. Ignaś z kolei przezwany został Miągwą przez Józinka, na tle ich odwiecznej, nużącej już, ale w sumie zdrowej i potrzebnej, rywalizacji. Ale Laura określiła się jako Tygrysek całkiem sama, już we wczesnym dzieciństwie. Musiał to być trafny wybór, bo miano to przylgnęło do niej od razu, jak skóra. A teraz chce tę skórę zmienić.
Sprężyna, ♀Aleksandra0709 ()
Rozczarował się [Ignacy Grzegorz], jak twierdził, do staroświeckich historii detektywistycznych, ponieważ nie pasowały do warunków dzisiejszego czasu bezprawia. Gabriela zastanawiała się po cichu, czy oglądanie brutalnych filmów o nieskomplikowanych bohaterach, którzy bronią prawa na własny sposób, pomaga Ignasiowi w przystosowaniu się do tego nowego świata i w opanowaniu lęku.
Sprężyna, ♀Aleksandra0709 ()
(...) sny przetwarzają rzeczywistość w obrazy symboliczne, lecz niekiedy, choć dalekie od realizmu, bywają wprost trywialnie dosłowne.
Sprężyna, ♀Aleksandra0709 ()
Teraz przyglądał się czytającej jedynie pewien kos, podskakujący na trawie. Kosy mają wyraźną skłonność do pilnej obserwacji, z czego na ogół niewiele wynika. Niewiele wynikło także i tym razem.
Dziewczyna bowiem podniosła znad listu gniewne czoło i spiorunowała ptaszka takim spojrzeniem, jakby przybył on tu prosto z filmu Hitchcocka. (Nie każda żyjąca istota potrafiłaby wytrzymać taki stalowy wzrok. Kos też umknął oczami i zaczął udawać, że interesuje go raczej dżdżownica).
Sprężyna, ♀Aleksandra0709 ()
(...) wszystko przecież na tym świecie w końcu zawodzi.
Sprężyna, ♀Aleksandra0709 ()
(...) wujaszek wyglądał na ściśle zespolonego z łonem natury; niektórzy tak lubią. Doprawdy, w każdej chwili można było się spodziewać, że trawa zacznie mu wyrastać spod pach, a stokrotki i jaskry – spomiędzy włosów.
Sprężyna, ♀Aleksandra0709 ()
Wysoko na błękicie zjawił się niepostrzeżenie przejrzysty plasterek księżyca i trwał tam w oczekiwaniu zmierzchu, by wtedy dopiero rozbłysnąć kształtem zbliżonym do pełni. Zanosiło mu się jednak na długie czekanie. Było dopiero po trzeciej.
Sprężyna, ♀Aleksandra0709 ()
– Zabiję! – syknęła [Laura], lecz na szczęście nie słyszał jej nikt oprócz kosa. A ten nie do końca rozumiał, o co jej chodzi.
Sprężyna, ♀Aleksandra0709 ()
Zapadła nabrzmiała znaczeniami cisza.