Logowanie/Rejestracja

Gdzie kupić?

Szukaj książek


Szukaj treści



Czat
Jako niezalogowany oblicz: 8+4:

Ostatnio odwiedzający
♂rafar ()
♀anjax8 ()
♀edyta ()
oraz 5787 niezalogowanych...
Zaprzyjaźnione serwisy
|
Przeczytana
Posiadana
Ulubiona

Gosposia prawie do wszystkiego



Autor Monika Szwaja

Od wydawcy

Świat otwiera przed nami nieograniczone możliwości – do takiego wniosku dochodzi bohaterka książki i ma rację. Aby jednak z nich skorzystać, trzeba być otwartym na ten świat, nie bać się zmian ani wyzwań, nie zasklepiać w utartych zwyczajach i poglądach. Trzeba iść do ludzi, nie zastanawiając się, co nam to da i czy aby ktoś nie zrobi nam krzywdy. No risk, no fun!

Czy prawie-doktorantka, literaturoznawczyni, może z własnej woli zostać gosposią pracującą „po domach”? I to nie w Ameryce, ale u nas, w Polsce? Czy można mieć radość z pracy? Czy można pokochać kogoś o pięćdziesiąt lat starszego od siebie? Albo o pięćdziesiąt lat młodszego? Czy trzeba tkwić w związku z osobą, która uczyniła nam krzywdę? Zakres naszej wolności jest szerszy niż czasami chcemy to przyznać.

[Sol, 2009]
Dodaj notatkę od wydawcy

Opinie i recenzje

♀Aleksandra0709 (), dodano 2010-04-06
Z radością sięgnęłam po kolejną książkę Moniki Szwai, ponieważ wszystkie poprzednie bardzo mi się podobały. Ta również mnie nie rozczarowała, choć muszę przyznać, że zakończenie mi się nie do końca spodobało. Mówiąc krótko, podjęłabym inną decyzję niż główna bohaterka.

Jest nią Maria, która od pewnego czasu czuje się wyłącznie żoną swojego męża. Zabawa w dom już się jej znudziła i teraz chciałaby wrócić do tego, czym zajmowała się, zanim wyszła za mąż - do wykładania teorii literatury i pracy naukowej. Jej mąż, Aleks, znany adwokat, nie chce nawet o tym słyszeć. W obliczu różnicy zdań pomiędzy małżonkami Aleks pokazuje swoją prawdziwą twarz. Posuwa się do rękoczynów, przez co Maria trafia do szpitala. Jakby tego było mało, "pan i władca" wmawia swoim teściom, że ich córka jest nieodpowiedzialną alkoholiczką.

Maria dzięki pomocy zaprzyjaźnionego lekarza, Jacka, ucieka od niebezpiecznego męża. Rozpoczyna nowe życie w Szczecinie, gdzie zatrzymuje się u kuzynki swojej teściowej. Ponieważ nie chce, by mąż ją namierzył, rezygnuje na razie z planów naukowych i zaczyna pracować na czarno jako... gosposia. Nie jest to jednak stereotypowa pomoc domowa, kobieta bowiem żąda 1200 złotych za tydzień pracy, wymaga mówienia do siebie "pani Mario" i nie chce pracować dłużej niż 6-8 tygodni w jednym miejscu. Pobyt w Szczecinie jest dla niej przede wszystkim czasem do zastanowienia się nad tym, czy na pewno chce się rozwieść. Poznaje też wielu nowych ludzi, nawiązuje przyjaźnie. Pojawiają się także postacie znane już z poprzednich powieści Szwai.

Jak zawsze w powieściach autorki i w tej nie zabrakło wątków miłosnych. Maria, zwana przez niektórych po kaszubsku Mareszka, ma dwóch wielbicieli. Pierwszy to przystojny, czarujący, długowłosy Rosjanin, nauczyciel rosyjskiego i pieśniarz, co do którego Maria ma wątpliwości, czy uznać go za Leńskiego, czy też za Oniegina (zob. poemat Aleksandra Puszkina "Eugeniusz Oniegin"). Drugi to również bardzo przystojny, inteligenty i interesujący mężczyzna, Paweł. Jest to absolwent politechniki, który obecnie pływa na statkach i to nie wycieczkowych. Którego z nich wybierze Maria? A może żadnego z nich? Tu właśnie jest ten moment, w którym ja podjęłabym inną decyzję, jednak wybór Marii jest uzasadniony i ja go rozumiem. Nie mogę przecież zarzucać autorce, że stworzyła postać o guście odmiennym od mojego. :)

Powieść jest naprawdę interesująca, wciągnęła mnie już od pierwszych stron. Akcja rozwija się dość szybko, jest zwarta, dynamiczna, nie ma tam niepotrzebnych dłużyzn. Dla mnie dodatkowym atutem są pojawiające się w tym dziele wiersze Włodzimierza Wysockiego, którego bardzo lubię.

Muszę przyznać, że po raz pierwszy czytając utwór Moniki Szwai, częściej się zamyślałam bądź wzruszałam niż śmiałam. Humor zaś, który się pojawia w "Gosposi...", jest na stosownym, wysokim poziomie, nie ma nic wspólnego z grubiaństwem podrzędnych kabaretów.

Warto też zauważyć, że autorka porusza obecne w naszym społeczeństwie problemy, takie jak niechęć do obcokrajowców wśród członków niektórych subkultur czy prostytucja nieletnich dziewcząt. Zjawiska te opisane są w wyrazisty i rzetelny sposób.

Podsumowując, polecam wszystkim powieść i życzę miłej lektury!
Dodaj recenzję

Cytaty

♀Aleksandra0709 (), dodano 2010-04-02
Rodzice po to są, żeby się martwili.
♀Aleksandra0709 (), dodano 2010-04-02
– Miałam bardzo kochanego dziadka. Umarł, kiedy miałam piętnaście lat. A zaraz potem babcia stwierdziła, że skoro on nie żyje, to ona też nie chce. Moi rodzice próbowali jej tłumaczyć, że jeszcze my jesteśmy, że ją kochamy, ale nie słuchała. Położyła się i rzeczywiście umarła. (...)
– (...) Pani babcia chciała umrzeć i umarła. Ja nie chcę umrzeć, ale też umrę.
♀Aleksandra0709 (), dodano 2010-06-27
(...) Aleks nie mógł znieść myśli, że w jego domu będzie grasować jakaś obca osoba – czytaj: pomoc domowa.
♀Aleksandra0709 (), dodano 2010-06-27
Aleks zaglądał w oczy wszystkim, miał już taki odruch i nie miało to nic wspólnego z męsko-damskimi instynktami. Po prostu lubił być lubiany, bo nigdy nie wiadomo, kiedy sympatia tego lub owego osobnika mogła się okazać pożyteczna. W środku był zimnym draniem.
♀Aleksandra0709 (), dodano 2010-06-27
Byli w sobie naprawdę zakochani.
Aleksowi przeszło to jakby szybciej. Być może dlatego, że pan i władca szybciej nuży się posłuszną niewolnicą niż posłuszna niewolnica panem i władcą. Bycie panem jest seksy. Bycie niewolnicą tylko do pewnego momentu.
♀Aleksandra0709 (), dodano 2010-06-27
(...) już naprawdę czułam ostatnio, jak mi szare komórki obumierają miliardami.
♀Aleksandra0709 (), dodano 2010-06-27
Na razie Maria nie wiedziała jeszcze, co zrobić ze swoją świeżo zdobytą wiedzą o ciemnej stronie charakteru męża, postanowiła więc pomyśleć o tym kiedy indziej. Wypróbowany patent Scarlett O'Hary.
♀Aleksandra0709 (), dodano 2010-06-27
– No cześć, malutka – powiedział czule, siadając na brzegu łóżka. – Jak się czujesz?
– Dobrze – odpowiedziała i zwymiotowała mu na buty. Zerwał się z okrzykiem obrzydzenia, który natychmiast pohamował.
– Jezus Maria, nic ci nie pomogli?! Poczekaj, zawołam jakąś salową czy kogoś, to posprząta.
Wybiegł z pokoju i po chwili wrócił z salową.
– Dobrze, że pani się podniosła do wymiotu – orzekła ta przytomna osoba. – Wcale się pani nie upaprała, ani pościeli, nic. Tylko podłoga. To jest pikuś. Tak mówią moje wnuczki. Pikuś. Zaraz wymyję i śladu nie będzie.
Aleks patrzył z rozpaczą na swoje buty.
– A pan niech idzie do łazienki i wyczyści te trzewiki – poleciła salowa.
♀Aleksandra0709 (), dodano 2010-06-27
– Piżama, szlafrok, kosmetyki, szczoteczka do zębów. Takie tam. Sam wiesz, co jest potrzebne w szpitalu.
– W życiu nie leżałem w szpitalu...
– To w hotelu. W hotelu leżałeś.
♀Aleksandra0709 (), dodano 2010-06-27
Zanim Maria zdążyła się zdumieć i oburzyć do głębi, poczuła, że leci. Kochający małżonek cisnął nią z dużą siłą, nie zwracając uwagi na kierunek, jaki jej nadaje. Szczęściem na trasie tego lotu stała rozłożysta kanapa, na której, mówiąc nawiasem, nieraz oddawali się namiętnej małżeńskiej miłości. Maria upadła prosto na nią, impet jednak był tak wielki, że przeturlała się przez poduchy i ostatecznie wylądowała na podłodze, uderzając głową w marmurową kolumienkę, na której stała donica z ogromną paprocią. Kolumienka była solidna, więc tylko się zachwiała, natomiast ciężka, ceramiczna, szkliwiona donica spadła prosto na nieszczęsną ofiarę (...).
Mecenas Aleksander Strachociński, który już opuszczał salon, odwrócił się na odgłos upadku i widząc pobojowisko, wybuchnął homeryckim śmiechem.
– Posprzątaj ten syf! – rzucił i wyszedł ostatecznie. (...)
Pierwszą jako tako przytomną refleksją było, że teraz powinna się popłakać. Na nic podobnego jednak się nie zanosiło. W środku miała kompletną pustkę. Pustkę, w której kiełkowała zadziwiająca myśl.
Gdyby kiedyś ktoś powiedział Marii, że wielka miłość może skończyć się w jednej chwili, nie uwierzyłaby. Teraz siedziała na brzegu tej samej kanapy, na której, jak już wiemy, lubili się kochać z Aleksem, i nie to, żeby czuła do niego nienawiść. Nie. Po prostu nie czuła już miłości. (...)
Poczuła mdłości. Oznaczało to, że należy zebrać siły, przejść te kilka kilometrów do toalety i wypuścić ptaka, bo jeszcze tego brakowało, żeby musiała sprzątać nie tylko ziemię z donicy, ale i własnego pawia.
Spróbowała wstać ponownie, ale tym razem zakręciło jej się w głowie mocniej, po raz drugi spadła z kanapy na podłogę (na szczęście z tej strony nie było żadnych kolumienek), zwymiotowała i zemdlała.
♀Aleksandra0709 (), dodano 2010-08-04
– Dawaj wszystko do zmywarki. – Wraz z miłością do męża wygasła Marii miłość do starej angielskiej porcelany, którą dotąd traktowała z ostrożnym szacunkiem.
♀Aleksandra0709 (), dodano 2010-08-04
– Jasny szlag by to trafił!
– Nie wyrażaj się! – W domach Bochenków i Kwiatków nie używano tak zwanych brzydkich wyrazów, a słowo „głupi” stanowiło najstraszniejszą obelgę.
– Boże jedyny... to znaczy, że mi nie pomożecie...
– I nie używaj imienia Boga nadaremno – ofuknął ją ojciec.
♀Aleksandra0709 (), dodano 2010-08-04
Ty się o nic nie martw, Marysia – powiedział tonem niezrównanego doktora Pawicy.
♀Aleksandra0709 (), dodano 2010-08-04
Że opuściłam dom mego męża, chciałaś powiedzieć. Był chamem i damskim bokserem. Wytrzymywałam to jak idiotka, bo kiedyś przyrzekłam jednemu księdzu przy spowiedzi, też jak idiotka, że będę matką rodu, dopóki mój syn może mnie potrzebować, to znaczy, dopóki sobie nie znajdzie własnej kobiety. Ten ksiądz chciał mnie ugrobić na całe życie z tą wiernością małżeńską, ale uznałam, że wszystko ma swoje granice. Byłam na spowiedzi przy okazji waszego ślubu i powiedziałam księdzu, temu samemu zresztą, on ma już ze sto lat, że koniec mojej przysięgi, a on mi odmówił rozgrzeszenia. Odtąd chodzę do kościoła nielegalnie.
♀Aleksandra0709 (), dodano 2010-08-04
Oszukuję księdza, a Bóg pewnie nie dał się nabrać.
♀Aleksandra0709 (), dodano 2010-08-04
Kiedyś dawno temu ktoś opowiedział Marii historyjkę: za górami, za lasami, za morzami i rzekami był sobie kraj, a w tym kraju stał złoty pałac. Mieszkała w nim piękna królewna. Któregoś dnia królewna wyszła na balkon w swoim pokoju, ogarnęła wzrokiem bezbrzeżne dale i powiedziała: „Cholera jasna, jak ja mam wszędzie daleko!".
W dziesiątej godzinie jazdy Maria była skłonna przypuszczać, że królewna miała ten pałac w Szczecinie.
♀Aleksandra0709 (), dodano 2010-08-04
- Ale nie będziemy przecież mówić do ciebie „Mario", jak na ambitnym filmie nurtu egzystencjalnego - mruknął Noel.
- Jakie lubisz zdrobnienia?
- Mąż mnie nie zdrabniał, bo uważał, że to gminne... (...). Mój ulubiony profesor i prawie promotor mówił do mnie „Maryniu"...
- Zrozumiałe, pewnie lubił Sienkiewicza - kiwnął głową Noel, slawista, który doskonale znał ''Rodzinę Połanieckich''.
- A tak to była Marysia, Maryś, różnie. Mani nie lubię. A mój dziadek mówił do mnie „Mareszka". To kaszubskie. Dziadkowie Kwiatkowie byli Kaszubami.
- Pięknie! - Noel był wyraźnie zachwycony. - Mareszka. Kaszubska Mareszka. Jestem za. Czy zechcesz dla nas być Mareszka?
- Z przyjemnością. (...)- Nie byłam Mareszką od dzieciństwa.
♀Aleksandra0709 (), dodano 2010-08-04
(...) tylko ustne polecenie, najlepiej w głębokiej tajemnicy. Brylanty nie ogłaszają się ani w Internecie, ani po gazetach.
♀Aleksandra0709 (), dodano 2010-08-04
- Nie znacie nowin. A ja znam.
- Bo masz wtyczkę w Stolcu - wzruszyła ramionami Róża. - Nie patrz tak na mnie, Mareszko, jedna nasza znajoma mieszka w takiej wsi, co się nazywa Stolec.
♀Aleksandra0709 (), dodano 2010-08-04
- Sasza Winogradów, native speaker, tłumacz i poeta z bożej łaski oraz śpiewak. Bardzo skromny śpiewak. W każdym razie nie piosenkarz. Pieśniarz?... Tak sobie przy gitarze śpiewam troszkę.
- Okudżawę i Wysockiego?
- No tak, tu wszyscy ich uwielbiają, nie wiem, jakim cudem.
♀Aleksandra0709 (), dodano 2010-08-04
- Pogodzili się po Karaibach i, jak znam naturę ludzką, to teraz Marcela pęknie, a nie wpuści do domu obcej kobiety, zwłaszcza młodszej i ładniejszej od siebie. U Marcelki Marysia nie zarobi. Chyba żeby się przebrała za starą wiedźmę...
- Tak jak my kiedyś...
Maria nie była pewna, czy dobrze słyszy. Dwie stare wiedźmy przebierały się za stare wiedźmy? No, uczciwie mówiąc, to nie są wiedźmy, tylko całkiem sympatyczne staruszki, ale przecież staruszki.
♀Aleksandra0709 (), dodano 2010-08-04
Pani nie wygląda jak Maria. Maria jest chudy, zimny patyczak. Pani wygląda jak Marysia.
♀Aleksandra0709 (), dodano 2010-08-04
(...) podobno Szczecin to jest wiocha z tramwajami (...).
♀Aleksandra0709 (), dodano 2010-08-04
Większości kobiet dobrze robi zainteresowanie ze strony przystojnego mężczyzny, nawet jeśli nie zamierzają tego mężczyzny w żaden sposób spożytkować.
♀Aleksandra0709 (), dodano 2010-08-04
Podobno psy sporo śpią. Nie wiadomo, czy yorkshire teriery o tym wiedzą.
♀Aleksandra0709 (), dodano 2010-08-04
Tylko idioci nie miewają wątpliwości.
♀Aleksandra0709 (), dodano 2010-08-04
– Dobrze, proszę pani – odrzekła Maria tonem podsłuchanym u angielskich pokojówek z seriali o Herkulesie Poirot i pannie Marple.
♀Aleksandra0709 (), dodano 2010-08-04
Niech mi pani nie mówi "Kordianie", bo się pochlastam. To nie jest normalne imię dla normalnych ludzi. Moja matka chciała mi życie złamać na starcie i złamała.
♀Aleksandra0709 (), dodano 2010-08-04
Ach, słuchaj, jaż mam dla ciebie komunikat kulturalno-oświatowy! Twój Sasza (...) ma koncert!
♀Aleksandra0709 (), dodano 2010-08-04
Jeśli to nawet nieprawda, to jest dobrze wymyślone (...).
♀Aleksandra0709 (), dodano 2010-08-04
– A wiecie, że on, to znaczy Kołczak, właściwie sam siebie rozstrzelał? I
– Z dwóch pistoletów – roześmiała się Hanka.
– Nie, z plutonu egzekucyjnego. Bo tam nie było nikogo wyżej pułkownika, a Kołczak był admirałem, więc nikt w zasadzie nie miał prawa wydać komendy „pli”, to znaczy po waszemu... jak, Mareszka, bo nie wiem?
– Pal.
– No właśnie. I Kołczak sam wydał komendę. A oni go na tę komendę zabili. To jest prawdziwa prawda (...).
♀Aleksandra0709 (), dodano 2010-08-04
Może by rzeczywiście przymierzyć się do tego tłumaczenia? Od razu widać, że będzie masakra z nieprzetłumaczalnym początkiem. „Gori, gori, moja zwiezda” – tego się po prostu nie da przełożyć w żaden żywy sposób na polski, zachowując rytm oryginału!
Ach, płoń, ach, płoń, ty gwiazdo ma – pomyślała Maria i zachichotała, budząc niemrawe zainteresowanie jakiegoś mocno nabombanego osobnika, który posuwał się skokami naprzód, opierając się o kolejne pnie na trasie, czyli na ulicy Starzyńskiego, obsadzonej drzewami z obu stron.
– Ja rówszszz uwaszszam, sze szszycie jest szmieszszne, tak, ap-sslutnie... – wyszemrał nabombany i usiadł bezwładnie u stóp rozrośniętego jesionu. Maria ominęła go, a on przyjaźnie pomachał jej ręką. Przypuszczalnie zmęczyło go to bardzo, więc zwinął się w kłębek i usnął.
♀Aleksandra0709 (), dodano 2010-08-04
No tak. Same rymy męskie. Maria ćwiczyła już dla własnej przyjemności tłumaczenia z angielskiego, niemieckiego i rosyjskiego, przy czym dokonała odkrycia: z rymami męskimi, czyli jednosylabowymi, wcale w języku polskim nie jest tak źle – pod jednym warunkiem: że pisze się coś śmiesznego. Jeśli chcemy być poważni, natychmiast zaczynają się schody.
Niektórzy tłumacze nie zwracali uwagi na takie drobiazgi i zmieniali akcenty w wierszach na polskie, ale przecież nie można zmienić akcentów w piosence, bo onaż się nie da zaśpiewać!
♀Aleksandra0709 (), dodano 2010-08-04
W drzwiach stała osoba o wyglądzie dwudziestolatki, choć jako uczennica pierwszej klasy liceum musiała być młodsza. Miała na sobie minimalną koszulkę i coś w rodzaju szlafroczka w rozmiarze dla krasnoludków, tak więc wszystkie jej wcale dojrzałe wdzięki były właściwie na wierzchu.
♀Aleksandra0709 (), dodano 2010-08-04
Używając sobie z panienką w najlepsze, był jednocześnie ciekaw, dlaczego ona to robi, dlaczego robi to za pieniądze choć przecież rodzice są zamożni i nie odmawiają dzieciom niczego.
– Bo widzisz – odpowiedziała, uśmiechając się (...) – ja po prostu lubię to robić. A pieniądze od ciebie biorę, bo życzę sobie mieć pieniądze. Własne, nie od mamusi i tatusia. Zwłaszcza że oni są skąpi strasznie. Moje koleżanki tyrają na promocjach w supermarketach albo rozprowadzają kosmetyki, a ja lubię się pieprzyć.
– Skoro lubisz, to czemu każesz sobie płacić? – zaśmiał się.
– Ponieważ dla samej przyjemności wolałabym, wybacz, kotku, robić to z facetem, który ma dwadzieścia lat, a nie pięćdziesiąt cztery. Tylko że oni nie mają tyle forsy co ty.
– Skąd wiesz, ile mam lat? – Przyznał jej się do czterdziestu sześciu.
– Zajrzałam kiedyś do twojego dowodu. Wtedy, kiedy zginęło ci z portfela trochę euro... ale chyba nie masz mi tego za złe?
Owszem, miał, ale Roksana grała z nim, jak chciała. Wiedziała, że nie zaryzykuje utraty ulubionej zabaweczki. W gruncie rzeczy nim gardziła. Zastanawiała się czasem, jak zareagowaliby rodzice na wiadomość, że ona zarabia pieniądze właśnie w ten sposób. I że nauczyła się tego od starszej siostry (...).
♀Aleksandra0709 (), dodano 2010-08-04
– Zastanawia się pani teraz, ile mam lat? (...) Osiemdziesiąt dwa. W grudniu skończę osiemdziesiąt trzy.
– Piękny wiek – powiedziała, bo nie wymyśliła niczego mądrzejszego. Pan Stefan skrzywił się.
– Piękny wiek to pani ma. Ja nie mam nawet pięknego charakteru.
♀Aleksandra0709 (), dodano 2010-08-04
– (...) w moim pokoleniu wszyscy czytali Agatę. Jeśli w ogóle czytali kryminały. Ja czytałem dosyć dużo, zwłaszcza kiedy jeździłem po różnych budowach jako kawaler jeszcze. Byłem ulubionym klientem prowincjonalnych bibliotek.
– Myślałam, że ci, co jeździli po budowach, robili zupełnie co innego...
– Co innego też robiłem. Kiedy ma się tyle lat co pani, czas jest bardziej rozciągliwy. Kiedy może pani do mnie przyjść?
♀Aleksandra0709 (), dodano 2010-08-04
– I wy tak po prostu biliście człowieka za inny kolor skóry? (...)
– Ale nie za kolor skóry. Kolor skóry to on sobie może mieć, jaki chce, tylko niech go ma u siebie. Kto mu, kurdę, kazał razem z tym kolorem przyjeżdżać do nas, do naszego kraju? Niechby sobie siedział w Afryce albo w Azji, albo w innym Murzynowie. Jamajczyki, kurde, Portoryki, badziewie jedno. Skoro ono jest tutaj, gdzie nie jest jego miejsce, to zasłużyło sobie, żeby mu przyłożyć. Polska dla Polaków, nie?
Maria była coraz bardziej wstrząśnięta. Takiego oblicza Kordiana Pultoka jeszcze nie znała. A to, że je właśnie ogląda, jest zapewne karą za nadmierne parcie do wiedzy. Co ją obchodziły głupie tatuaże?
♀Aleksandra0709 (), dodano 2010-08-04
(...) nie mogę się kochać w facecie, o którym nie wiem, czy jest Leńskim, czy Onieginem.
♀Aleksandra0709 (), dodano 2010-08-07
– Powiedz mi, co to za określenie, z którym masz kłopot.
– Priwieriedliwyje (...).
– Kto wyje, powiedziałaś?
– Nikt nie wyje. No, może ja. Konie są priwieriedliwyje. We wszystkich tłumaczeniach jest jednakowo: narowiste. A priwieriedliwyje wcale nie znaczy „narowiste”. „Narowisty koń” po dla mnie poza tym pojęcie zootechniczne, a nie poetyckie. Nie ma czaru, jeśli rozumiesz, co mam na myśli.(...) Priwieriedliwyj to po naszemu „grymaśny, kapryśny”. „Narowistego” ja odczuwam jak takiego trochę świrusa. Tu kopnie, tu zrzuci z siodła... A te konie priwieriedliwyje nie są stuknięte, tylko Imają własne zdanie. Nie słuchają woźnicy są nieposłuszne...
♀Aleksandra0709 (), dodano 2010-08-11
Te jajka są nielegalne jak łącka śliwowica, bo niestemplowane. Prosto od gospodarza i to niehurtowego.
♀Aleksandra0709 (), dodano 2010-08-11
Czy pani słyszy samą siebie? (...) Dżipiesy, esemesy, abeesy, same skróty. Żeby było szybciej. Wam, młodym, stale gdzieś pociągi odchodzą, wszyscy zabiegani, zaaferowani i na normalność nikt nie ma czasu. „A mnie się marzy kurna chata”, Mareszko, bryczka w dwa koniki i życie toczące się powolutku, z umiarem. Nikt nigdzie się nie spieszy, a, o dziwo, wszystko jest załatwione, ułożone i bez zaległości.
♀Aleksandra0709 (), dodano 2010-08-11
Jak powiada Pismo Święte (...) na początku był chaos, a potem była damska torebka...
♀Aleksandra0709 (), dodano 2010-08-11
Robótki przed śniadaniem? To niezdrowo!
♀Aleksandra0709 (), dodano 2010-08-11
Cudny jest (...). Czy jego w ogóle można głaskać? Bo wiem, że psów pracujących w zasadzie się nie głaszcze.
– Czasem można, jak nie pracuje (...). Damy mu trochę wolnego, możesz z nim pogadać.(...)
Maria wzięła z miseczki parę chrupek. Ferdynand natychmiast się zaktywizował, ale uruchomił tylko czubek nosa, który zawęszył gwałtownie.
– Możesz – zezwoliła jego pani i Ferdi wstał z godnością, udając, że żadne chrupki go nie obchodzą. Przyjął je z dłoni Marii z dużą godnością, zjadł i dał jej buziaczka, kiedy tylko się do niego pochyliła. – Jesteś wspaniały, wiesz?
Golden coś odmruknął, jakby chciał powiedzieć „nie nowina, wszyscy to wiedzą”.
♀Aleksandra0709 (), dodano 2010-08-11
– Chciałaś od nas rad i porad. Jedz wolniej i powiedz nam, o co chodzi, a już jak my ci doradzimy...
– To się nie pozbierasz – uzupełniła pani Lila.
♀Aleksandra0709 (), dodano 2010-08-12
Oni wszyscy muszą wiedzieć, że doskonale mi się powodzi i firma stoi jak... – Tu w ostatniej chwili zrezygnował z tłustego porównania.
♀Aleksandra0709 (), dodano 2010-08-12
Dzieci powinny być lepsze od rodziców.
♀Aleksandra0709 (), dodano 2010-08-15
Czterdziestolatek może wszystko. Osiemdziesięciolatek o wiele mniej. Żeby to najjaśniejszy szlag trafił. Niestety.
– Cóż pan się tak zamyślił?
– Poszukuję straconego czasu, Mareszko – zaśmiał się prawie wesoło. – Beznadziejna sprawa.
♀Aleksandra0709 (), dodano 2010-08-15
Sasza Winogradow został, oczywiście, zawiadomiony o powstaniu nowej firmy. Wykazał stosowny entuzjazm i umówił się z Marią, że jakby co, to on chętnie zaśpiewa Okudżawę, Wysockiego, „Biełyje rozy” i nawet „Majteczki w kropeczki”, gdyby było zapotrzebowanie. Ostatnia część deklaracji wstrząsnęła Marią do głębi.
– Jeżeli ktoś będzie chciał „Majteczki w kropeczki”, to mu w życiu żadnego przyjęcia nie zrobimy – parsknęła oburzona.
Sasza pękał ze śmiechu.
– Dałaś się podpuścić, przyjaciółko – chichotał cały zadowolony. – Nie bój się, będziemy trzymać fason jak ta twoja filmowa panienka... jak jej było? Babette?
♀Aleksandra0709 (), dodano 2010-08-15
Są silni ludzie i słabi ludzie, tak samo jak dobrzy i mniej dobrzy, a czy to kobiety, czy mężczyźni, to chyba nie ma specjalnie znaczenia.
♀Aleksandra0709 (), dodano 2010-08-15
– Myślałaś o Pawle?
– „Gdy cię nie widzę, nie wzdycham, nie płaczę, nie tracę zmysłów, kiedy cię zobaczę”... – Maria poleciała tym razem Mickiewiczem (niektórzy powiedzieliby, że Grechutą).
pokaż wszystkie (52)...
Dodaj cytat

Powiązania

Brak powiązań z zewnętrznymi stronami.
Dodaj powiązanie

Komentarze

W tej chwili jest dodany żaden komentarz
Dodaj komentarz